0:000:00

0:00

Tłumaczenie premiera, że ludzie koczujący pod Usnarzem Górnym to „pistolet przystawiony nam do głowy przez pana Łukaszenkę”, nijak się ma do powinności prawnych i moralnych wobec nich.

Rodziny z dziećmi i ich kot nie stanowią zagrożenia dla Polski i Polaków. A jeśli rzeczywiście zostali sprowadzeni przez Łukaszenkę (co wcale nie jest potwierdzonym faktem), to w żaden sposób nie pozbawia ich to prawa do ubiegania się o azyl.

Złamana konstytucja i konwencja

Uchodźcy koczujący na polsko-białoruskiej granicy dali w piątek pełnomocnictwa prawnikom działającym pro bono i głośno, wywoływani po nazwisku, zadeklarowali wobec polskich pograniczników, że ubiegają się w Polsce o ochronę międzynarodową. Wszystko zostało zarejestrowane.

Od tego momentu nie można twierdzić, że nie wystąpili o azyl.

Niewpuszczenie ich na terytorium Polski jest więc oczywistym złamaniem prawa: art. 30 ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, art. 56 konstytucji i konwencji genewskiej o uchodźcach.

Przeczytaj także:

Art. 231 kk - niedopełnienie obowiązków

Miejscowy komendant Straży Granicznej i jego mocodawcy, tj. komendant główny SG, minister spraw wewnętrznych, premier Morawiecki i wicepremier ds. bezpieczeństwa Kaczyński, mogą odpowiadać z art. 231 kk za niedopełnienie obowiązków skutkujące zagrożeniem dla zdrowia i życia osób, które zmuszają do koczowania na granicy, nie udzielając im pomocy i nie rozpoczynając formalnej procedury.

I nie ma znaczenia, że podległa rządowi prokuratura odmówi wszczęcia takiego postępowania, bo co się odwlecze, to nie uciecze (przedawnienie karalności – pięć lat).

Rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek właśnie wystąpił do premiera o „zapewnienie cudzoziemcom przebywającym w okolicy Usnarza Górnego, deklarującym zamiar ubiegania się w Polsce o ochronę międzynarodową, możliwości złożenia stosownych wniosków zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa”. W piśmie zwraca uwagę, że „odstąpienie od obowiązku przyjęcia wniosku o ochronę międzynarodową w sytuacji, w której osoba znajdująca się de facto pod jurysdykcją polskiej Straży Granicznej deklaruje zamiar złożenia takiego wniosku, stanowi rażące naruszenie przepisów i pozostaje w sprzeczności ze standardami wyznaczonymi przez Konwencję genewską o statusie uchodźców”.

"Wnioski złożone przez osoby przebywające na granicy powinny zostać rozpatrzone, a te osoby wpuszczone do Polski. Powinna być im udzielona pomoc. Nie można dopuszczać, by ludzie, w tym dzieci, pozostawali w takich warunkach: pod gołym niebem, bez sanitariatów, możliwości utrzymania higieny, dostępu do jedzenia i pomocy lekarskiej. Ich prawa człowieka są w tej chwili podeptane" – powiedziała zastępczyni RPO Hanna Machińska.

Narodowcy już ruszyli

Rząd stoi przed wyborem: zachować się zgodnie z prawem i moralnością albo brnąć w narrację o „pistolecie Łukaszenki”. Prędzej czy później wzbudzi ona antyuchodźcze nastroje, a wtedy rząd stanie się ich zakładnikiem.

Do Usnarza Górnego już przyjechała grupa narodowców. Na razie tylko patrzą. Ale tak jak swego czasu z pałkami rzucili się, na wezwanie wicepremiera Kaczyńskiego, „bronić polskich kościołów” przed kobietami, tak teraz rzucą się na afgańskie rodziny w imię rzekomego zagrożenia… no właśnie: czego? Czystości rasy? Miejsc pracy w sytuacji, gdy rąk do pracy brakuje? I zagrożenia czym? „Islamizacją”? Przez ludzi uciekających przed talibami?

Rząd powtarzał podczas wojny w Syrii, że uchodźcom pomagamy „na miejscu”. Ludzie pod Usnarzem Górym są „na miejscu”. I są ludźmi, a nie „pistoletem”.

Ewa Siedlecka jest publicystką "Polityki". Ten tekst ukazał się na jej Blogu Konserwatywnym.

Udostępnij:

Ewa Siedlecka

Dziennikarka, publicystka prawna, w latach 1989–2017 publicystka dziennika „Gazeta Wyborcza”, od 2017 publicystka tygodnika „Polityka”, laureatka Nagrody im. Dariusza Fikusa (2011), zajmuje się głównie zagadnieniami społeczeństwa obywatelskiego, prawami człowieka, osób niepełnosprawnych i prawami zwierząt.

Przeczytaj także:

Komentarze