Wody Polskie opublikowały dwie listy. Na jednej znalazły się potencjalne miejsca, gdzie można byłoby stworzyć elektrownie wodne. Na drugiej – ok. 5 tys. piętrzeń do usunięcia w ramach dbania o przyrodę. Eksperci komentują: albo piętrzymy wodę na potrzeby hydroenergetyki, albo usuwamy piętrzenia w celu ochrony rzek. Czy Wody Polskie same sobie przeczą?
Na początek mała dygresja i trochę historii najnowszej. Sześć lat temu naukowcy i aktywiści pod szyldem FOTA4Climate (obecnie WePlanet) próbowali przekonać ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego do przeniesienia nadzoru nad Wodami Polskimi z Ministerstwa Infrastruktury do Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Bez skutku.
Na początku 2024 roku podobny postulat podniosła Koalicja Ratujmy Rzeki. Było to kilka tygodni po objęciu władzy przez obecną koalicję premiera Donalda Tuska – m.in. pod hasłami wzmocnienia ochrony wód, zapisanymi w umowie koalicyjnej z Lewicą i Trzecią Drogą.
Wyszło jak zawsze. Państwowe Przedsiębiorstwo Wodne Wody Polskie wciąż traktuje polskie rzeki przede wszystkim jako infrastrukturę gospodarczą. Najnowszym przejawem tego podejścia jest rozważanie przez zarządcę, które z tysięcy piętrzeń przegradzających polskie rzeki nadaje się do inwestycji w hydroenergetykę, uznawaną – wbrew nauce – za czystą technologię.
Elektrownie wodne formalnie zaliczają się do sektora odnawialnych źródeł energii (OZE). Wymagają jednak budowy nowych lub podwyższania i wzmacniania istniejących piętrzeń, a także regularnych prac utrzymaniowych wzdłuż rzeki, by zapewnić przepływ wody wystarczający do produkcji energii elektrycznej.
Krótko mówiąc – stanowią trwałą ingerencję w ekosystem rzeczny. Istnieją także przesłanki, że emisyjność energii elektrycznej pozyskiwanej z elektrowni wodnych jest wysoka, co podważa rolę tej technologii w dekarbonizacji produkcji prądu.
W kontrze do aktualnej wiedzy na temat “czystej energii” z elektrowni wodnych i nieco zaskakując opinię publiczną, Wody Polskie zorganizowały w grudniu 2025 roku konferencję, na której poinformowały o “prawie 4 000 lokalizacji pod hydroenergetykę w miejscach istniejących urządzeń piętrzących wodę (…) w rodzaju jazów czy progów” (cytat za depeszą PAP). Dokładnie chodzi o 3 836 lokalizacji.
“Łączny potencjał energetyczny wszystkich wskazanych miejsc na 655 MW mocy i 4,86 TWh rocznej produkcji energii elektrycznej” – poinformowały wówczas Wody Polskie. Roczne zużycie energii elektrycznej w Polsce wynosi ok. 170 TWh.
Choć prezes Wód Polskich Mateusz Balcerowicz z miejsca zastrzegł, że “nie wszystkie wskazane lokalizacje nadają się do wykorzystania” i będą wymagały weryfikacji potencjalnych inwestorów, to zasugerował zarazem, że możliwa będzie budowa licznych obiektów.
„Czasami pozwolą zasilić jeden dom, czasami budynek użyteczności publicznej, czasami małą gminę” – powiedział w grudniu prezes Balcerowicz. A w przypadku braku zainteresowania, dane urządzenie będzie można rozebrać, “o ile nie służy do piętrzenia wody dla innych celów, np. rolniczych”.
Deklaracja planów wywołała tak wielką burzę, że same Wody Polskie na początku lutego 2026 zdecydowały się na dodatkowe wyjaśnienia.
Dowiedzieliśmy się więc, że z pewnością lista lokalizacji z realnym potencjałem budowy elektrowni wodnych będzie dużo krótsza niż sugerowane w grudniu ok. 4 tysiące. Tym samym niezrozumiałe stało się pierwotne podkreślanie potencjału produkcji energii elektrycznej na poziomie niemal 5 TWh rocznie – co wyglądało na próbę “sprzedania” planu jako istotnego elementu dekarbonizacji polskiej energetyki.
Tymczasem hydroenergetyka w Polsce nigdy nie miała dużego potencjału, a w ostatnich latach w ogóle przestała być istotnym elementem transformacji energetycznej. Dzieje się tak, ponieważ na skutek zmian klimatycznych przepływy w większych rzekach maleją (a mniejsze rzeki po prostu wysychają). Po drugie, coraz więcej rzeczywiście czystej energii elektrycznej czerpiemy z innych sektorów OZE – wiatru i fotowoltaiki.
Według danych Forum Energii (na podstawie informacji pozyskanych z Ministerstwa Klimatu i Środowiska, Urzędu Regulacji Energetyki oraz Europejskiej Sieci Operatorów Systemów Przesyłowych Energii Elektrycznej) elektrownie wodne wyprodukowały w 2025 roku zaledwie 0,9 proc. energii elektrycznej w Polsce. Z kolei udział sektora lądowej energetyki wiatrowej w zeszłorocznej produkcji wyniósł 13,6 proc., a fotowoltaiki – 11,8 proc.
Pod względem ilości wyprodukowanej energii, instalacje hydroenergetyczne wyprodukowały zaledwie 1,5 TWh energii elektrycznej w 2025 roku, co oznacza spadek o 0,5 Twh w porównaniu do 2024 roku.
Generacja w sektorze wiatrowym wyniosła w tym samym czasie aż 23,4 TWh. Jest to spadek o 1,4 TWh w stosunku do roku 2024, spowodowany częściowo ograniczaniem produkcji ze względu na małą elastyczność polskiego systemu elektroenergetycznego, a częściowo długimi okresami bezwietrznej pogody. Generacja z instalacji fotowoltaicznych wzrosła w 2025 roku o 2,4 TWh do 20,4 TWh.
W Europie produkcja energii elektrycznej z instalacji hydroenergetycznych pełni wciąż znaczącą rolę, odpowiadając za ok. 12 proc. produkcji (dane Eurostatu za 2023 rok). Hydroenergetyka odpowiada za ponad 50 proc. produkcji energii elektrycznej na Łotwie i w Austrii, blisko połowę w Chorwacji i ok. jedną trzecią w Szwecji, Słowenii i Rumunii. Poza konkurencją pozostają Islandia – ponad 70 proc. i Norwegia – prawie 90 proc. Jak widać, górzyste kraje oferują z reguły lepsze warunki rozwoju hydroenergetyki (co nie znaczy, że elektrownie wodne nie wywierają także i tam negatywnego wpływu na środowisko).
– Od wielu, wielu lat wszystkie analizy wskazują na to, że elektrownie wodne w Polsce nie rozwijają się i nie mają potencjału. O ile wiatraki i fotowoltaika w zasadzie z roku na rok biją kolejne rekordy mocy zainstalowanej i produkcji, o tyle w elektrowniach wodnych nie widać żadnego ruchu – mówi OKO.press dr Alicja Pawelec-Olesińska, członkini Państwowej Rady Ochrony Przyrody (PROP) i kierowniczka Zespołu Ochrony Wód w organizacji ekologicznej WWF Polska.
Dr Pawelec-Olesińska koordynowała pracę nad krytycznym stanowiskiem PROP „w sprawie oferty udostępnienia inwestorom przez Wody Polskie piętrzeń na cele energetyki wodnej”,
– Jesteśmy zszokowani tym, że Wody Polskie, które jednocześnie deklarują na przykład, że chcą iść w renaturyzację rzek, nadal promują takie przestarzałe, archaiczne wręcz rozwiązania energetyczne – dodaje ekspertka.
W Polsce obecnie istnieje ok. 785 hydroelektrowni. Z tego tylko ok. 10 hydroelektrowni to instalacje powyżej 10 MW produkujące prawie 60 proc. całej energii pochodzącej z wody. Według danych GUS z roku 2023 małe elektrownie wodne wyprodukowały 0,3 TWh, czyli ok. 0,2 proc. rocznego zużycia prądu w Polsce.
“Oznacza to, że przegradzamy i niszczymy rzeki w 700 miejscach tylko po to, aby wyprodukować 0,2 proc. krajowej energii” – zwraca uwagę PROP. Dalsza rozbudowa elektrowni wodnych w Polsce oznaczałaby istotne pogorszenie stanu środowiska, uważają eksperci Rady.
Przegrodzenie rzeki i jej spiętrzenie przerywa ciągłość cieku, blokuje migrację organizmów wodnych, ogranicza wymianę genów i transport osadów oraz materii organicznej. Powyżej zapór dochodzi do zalewania i degradacji siedlisk oraz przekształcenia wód płynących w stojące, czemu towarzyszy zmiana składu gatunkowego. Gatunki typowo rzeczne ustępują tym preferującym wody o charakterze jeziornym.
Zmieniają się parametry fizykochemiczne wody, rośnie jej temperatura i żyzność, spada prędkość przepływu, a poniżej piętrzeń postępuje erozja dna, obniża się poziom wód gruntowych i zanika łączność koryta z trasą zalewową.
Negatywne skutki obejmują także eksploatację samych obiektów. Elektrownie powodują wahania przepływów poniżej zapór, które destabilizują ekosystem, a w skrajnych sytuacjach prowadzą do masowych śnięć ryb i obumierania ikry. Ryby giną lub doznają obrażeń w turbinach na skutek uszkodzeń mechanicznych, nagłych zmian ciśnienia, kawitacji i turbulencji, rośnie też ich śmiertelność w wyniku większej presji drapieżników oraz opóźnień migracyjnych i zakłóceń rozrodu.
Funkcjonowanie elektrowni wymaga ponadto regularnych prac utrzymaniowych w korytach rzek, takich jak wykaszanie roślinności, pogłębianie czy odmulanie, co dodatkowo ingeruje w naturalne procesy rzeczne.
W opublikowanej 26 stycznia 2026 analizie propozycji koalicja Wolne Rzeki wytknęła Wodom Polskim nierzetelność w jej opracowaniu. Okazało się, że duża część najmniejszych (pod względem mocy) proponowanych elektrowni wodnych zlokalizowana jest na rzekach okresowych, nierzadko płynących maksymalnie przez pół roku, na rowach melioracyjnych, a nawet na… jednej z pochylni Kanału Elbląskiego.
Moc zainstalowaną dla większości proponowanych elektrowni wodnych przeszacowano, obliczając ją na podstawie zawyżonych danych dotyczących średniego przepływu i wysokości piętrzenia. Według Wolnych Rzek w obliczeniach mocy Wody Polskie nie uwzględniły także konieczności przekierowania części płynącej wody do przepławki oraz zachowania minimalnych przepływów wody w okresach niżówek.
W przypadku niektórych lokalizacji piętrzenie wody groziłoby podtopieniem zabudowy, ponieważ urządzenia piętrzące albo nie istnieją, albo są otwartymi jazami niestanowiącymi żadnej bariery. “Obawiamy się, że w ramach ułatwień dla tworzenia elektrowni wodnych te dawne jazy zostaną odbudowane” – piszą aktywiści.
“25 z proponowanych obiektów zlokalizowanych jest w rezerwatach przyrody! Budowa elektrowni w obszarach o tak wysokim statusie ochronnym to standardy znane z biednych, autorytarnych krajów” – piszą Wolne Rzeki. Eksperci z Koalicji Ratujmy Rzeki zauważają, że na liście jest „sześć lokalizacji na Łasicy w Kampinoskim Parku Narodowym i dwie w Biebrzańskim PN. Niektóre Parki, jak Poleski, zostały »otoczone« lokalizacjami pod elektrownie przy granicy parku”.
Paradoksem zachęcania inwestorów do badania lokalizacji pod inwestycje hydroenergetyczne jest, że ich budowa zagraża systemowym zobowiązaniom Polski w zakresie ochrony wód. Stanowisko PROP wytyka Wodom Polskim, że za realizację tych zobowiązań odpowiadają… Wody Polskie.
Chodzi na przykład o opracowany w 2020 roku Krajowy Program Renaturyzacji Wód Powierzchniowych, którego jednym z najważniejszych celów jest likwidacja barier poprzecznych na rzekach – tych samych barier, które Wody Polskie chcą teraz poddać “weryfikacji inwestorskiej”.
Zaktualizowane w 2023 roku Plany Gospodarowania Wodami w dorzeczach zakładają, że już do grudnia 2027 roku Polska osiągnie cele środowiskowe dla wód. Jednym z tych celów jest udrożnienie rzek dla wskazanych gatunków ryb. I znowu – niektóre z barier wskazanych do usunięcia w ramach celów PGW to bariery z listy lokalizacji “mających potencjał energetyczny”.
Wreszcie w Polsce jest 247 obszarów Natura 2000, w których przedmiotem ochrony są gatunki ryb lub siedliska przyrodnicze związane z ekosystemami rzecznymi. W 84 spośród tych obszarów Wody Polskie widzą jednak możliwość energetycznego wykorzystania barier poprzecznych istniejących na rzekach. Podobne sprzeczności występują między planami Wód Polskich a obowiązującym od 2024 roku unijnym rozporządzeniem ws. odbudowy zasobów przyrodniczych (którego przyjęciu sprzeciwiał się rząd Tuska).
Wody Polskie w wyjaśnieniach dotyczących kontrowersyjnej listy piszą, że “racjonalna gospodarka wodna może łączyć cele środowiskowe i energetyczne. Lista istniejących piętrzeń z potencjałem hydroenergetycznym została przedstawiona równolegle z działaniami renaturyzacyjnymi, ponieważ oba kierunki mogą się wzajemnie uzupełniać”.
Faktycznie, Wody Polskie udostępniły również listę piętrzeń do likwidacji w ramach działań wymaganych przez wspomniane wyżej rozporządzenie ws. odbudowy zasobów przyrodniczych.
Problem w tym, jak pisze w analizie Koalicja Ratujmy Rzeki, że – w pewnym uproszczeniu – albo piętrzymy wodę na potrzeby hydroenergetyki, albo usuwamy piętrzenia w celu ochrony rzek. Próbując łączyć te dwie rzeczy, Wody Polskie popadają w rażącą sprzeczność celów. „Obie listy mają jedną cechę wspólną – żadna nie nadaje się do realizacji celu, dla którego została sporządzona” – komentuje Koalicja.
Totalna krytyka Wód Polskich może być przedwczesna – mówi OKO.press Mateusz Grygoruk, hydrolog z warszawskiej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.
– Zarządzanie barierami na naszych rzekach polegające na weryfikacji potrzeb ich istnienia może być uzasadnione. Wody Polskie położyły na stole wszystkie piętrzenia w Polsce, pytając, czy hydroenergetyka widzi dla nich jakikolwiek potencjał. Negatywna odpowiedź na tak postawione pytanie w kontekście któregokolwiek piętrzenia otwiera drogę do dalszej weryfikacji sensowności istnienia tych barier na polskich rzekach – komentuje ekspert.
– Mam nadzieję, że jest to jeden z pierwszych kroków Wód Polskich na drodze do usunięcia niepotrzebnych piętrzeń pogarszających stan naszych wód – dodaje Grygoruk.
Dr Pawelec-Olesińska też zastanawia się nad celem ogłoszenia listy, ale dochodzi do odmiennych wniosków. – Jest to całkowicie nieracjonalne. W żaden sposób nie przełoży się to na transformację energetyczną Polski. Jedynym wyjaśnieniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest powiązanie tej inicjatywy z tworzeniem tzw. obszarów przyspieszonego rozwoju OZE, które mają służyć szybszemu rozwojowi tej branży elektroenergetyki. W tę kategorię wpisują się również, niestety, elektrownie wodne – mówi ekspertka.
Chodzi o specjalne strefy ułatwień dla inwestycji w OZE, które można tworzyć w Polsce od listopada po tym, jak prezydent Karol Nawrocki podpisał ustawę wprowadzającą unijną dyrektywę ws. promowania energii ze źródeł odnawialnych.
– Niewykluczone, że chodzi o ułatwienie takim inwestycjom uzyskiwania pozwoleń, na przykład poprzez ograniczenie obowiązku przeprowadzania oceny oddziaływania na środowisko – mówi ekspertka.
Ryszard Babiasz z WWF Polska i Koalicji Ratujmy Rzeki ocenia, że propozycja Wód Polskich wpisuje się w szerszy problem funkcjonowania tej instytucji. – Organ odpowiedzialny za gospodarkę wodną nie powinien podlegać ministrowi infrastruktury, lecz resortowi środowiska.
Obecne podporządkowanie sprzyja presji inwestycyjnej kosztem realizacji działań na rzecz poprawy jakości wód i stanu środowiska
– mówi OKO.press Babiasz.
Wody Polskie nie odpowiedziały na przesłane pytania. Zapytaliśmy, dlaczego zarządca zdecydował się zaproponować inwestorom przegląd lokalizacji pod kątem ewentualnych inwestycji w hydroenergetykę, zamiast po prostu ogłosić program rozbiórki piętrzeń.
Zwróciliśmy się także z pytaniem, jakie kryteria decydują o kwalifikowaniu danego piętrzenia do rozbiórki oraz jaki odsetek piętrzeń można uznać już teraz za możliwe do likwidacji bez rozważania budowy elektrowni wodnych.
Poprosiliśmy ponadto o wyjaśnienie, na jakiej podstawie opracowano wykaz lokalizacji piętrzeń i czy jest to jedna centralna baza danych, czy zestawienie przygotowane na podstawie informacji z poszczególnych Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej. Pytania dotyczyły również terminu ostatniej aktualizacji tych danych.
W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland. Twitter: https://twitter.com/WojciechKosc
W OKO.press pisze głównie o kryzysie klimatycznym i ochronie środowiska. Publikuje także relacje z Polski w mediach anglojęzycznych: Politico Europe, IntelliNews, czy Notes from Poland. Twitter: https://twitter.com/WojciechKosc
Komentarze