Od skażenia zapasów wody Teheranu po zagrożenie raf koralowych Zatoki Perskiej, wojna na Bliskim Wschodzie niesie szereg zagrożeń dla środowiska. Część z nich – jak toksyczne chmury płonących zbiorników ropy – jest nie do przegapienia. Inne, jak możliwy wzrost emisji gazów cieplarnianych, zobaczymy dopiero po latach.
Diugonie mogą pod pewnymi względami przypominać podmorskie hipopotamy: to pokaźnych rozmiarów (osiągają do 3 m długości i 400 kg wagi) roślinożercy, którzy większość dnia spędzają “wypasając się” na trawach morskich. Ich populacja w Zatoce Perskiej jest szacowana na drugą co do wielkości na świecie (po australijskiej). Jednak mierzy się z szeregiem zagrożeń – a trwająca w regionie wojna tylko dokłada nowe.
Jak szacuje brytyjska organizacja pozarządowa Conflict and Environment Observatory (CEOBS), między 28 lutego a 10 marca doszło do co najmniej 232 zdarzeń niosących zagrożenie środowiskowe. Najbardziej poważne z nich to ataki na składy paliw, jak izraelski nalot w Teheranie, który spowił miasto chmurą toksycznego, czarnego dymu.
Ekstremalne zanieczyszczenie powietrza, ryzyko skażenia wód Zatoki Perskiej (groźne dla diugoni i setek innych gatunków), zwiększone emisje gazów cieplarnianych – to, obok bezpośrednich następstw wojny, skutki, z którymi mierzy się przyroda oraz mieszkańcy regionu.
O Zatoce Perskiej i Cieśninie Ormuz (która łączy ją z Oceanem Indyjskim) słyszymy najczęściej w kontekście eksportu ropy, gazu i innych towarów, a w ostatnim czasie blokady tego transportu. Iran grozi użyciem min, rakiet i dronów wobec statków, próbujących pokonać Cieśninę. W ciągu czterech tygodni konfliktu te groźby kilkukrotnie zostały spełnione — Iran trafił m.in. tankowce u wybrzeża Iraku i statek transportowy pod tajską banderą.
Jednak te wody nie są tylko „kanałem transportowym”. Zatoka Perska stanowi bogaty ekosystem — wrażliwy na szkodliwe czynniki zewnętrzne.
Obok diugoni żyją tam także inne gatunki ssaków morskich jak delfiny i wieloryby, a także setki gatunków ryb i innych zwierząt. Ekosystem zatoki to także rafy koralowe, trawy morskie i lasy namorzynowe (to wiecznie zielona formacja roślinna wybrzeży morskich, występująca prawie w całej strefie międzyzwrotnikowej). Jak informuje niemiecki Greenpeace, 85 tankowców stojących w Zatoce i wypełnionych 21 miliardami litrów paliw to „tykająca bomba”.
Wyciek na skutek celowego lub przypadkowego zniszczenia statków oznaczałby katastrofę ekologiczną.
ONZ-owska Międzynarodowa Organizacja Morska informowała, że od początku konfliktu doszło do co najmniej 17 “incydentów” ze statkami w Zatoce. Część z nich stanowiły tankowce, jednak jak dotychczas nie pojawiły się informacje o poważnych wyciekach ropy. Organizacja wezwała też kraje członkowskie oraz strony konfliktu do opracowania mechanizmu bezpiecznej ewakuacji statków uwięzionych w zatoce.
W czasie pierwszej wojny w Zatoce Perskiej na początku lat 90. doszło do jednego z największych wycieków ropy po tym, jak irackie wojsko celowo wypuściło ją z tankowców, licząc, że utrudni to szturm wojsk amerykańskich od strony morza. Agencja AFP zwraca uwagę, że na szczęście wycieki w dużej mierze oszczędzają rafy koralowe, bo ropa unosi się na powierzchni. Jednak z tego samego powodu szkodzi przybrzeżnym ekosystemom — takim jak lasy namorzynowe. Jest też ogromnie szkodliwa dla ptaków morskich.
Zwierzętom i ekosystemom zagrażają również tysiące eksplozji, do których dochodzi w czasie konfliktu. Nie chodzi wyłącznie o same wybuchy. Ich hałas czy słupy dymu mogą dezorientować zwierzęta, zakłócać migrację i pośrednio szkodzić populacjom.
Greenpeace podkreśla, że nawet w czasie pokoju tamtejszy ekosystem jest narażony na negatywne skutki działalności człowieka. Zmiana klimatu podgrzewa wodę Zatoki, narażając wszystkie żyjące tam gatunki. Duży ruch morski oraz miasta na wybrzeżu oznaczają zanieczyszczenie wody oraz groźbę kolizji np. dla wielorybów.
Wojna nie ogranicza się nawet do Bliskiego Wschodu. Zatopienie irańskiej fregaty Dena u wybrzeży Sri Lanki nie tylko oznaczało śmierć prawie 90 marynarzy, ale też skażenie oceanu. Po zatonięciu okrętu obrazy satelitarne zarejestrowały ciągnącą się na około 20 km plamę ropy.
Stany Zjednoczone od początku wojny chwalą się idącą w tysiące liczbą zbombardowanych celów. Kolejne tysiące eksplozji to skutki ataków Izraela oraz Iranu. Każdy taki wybuch – a szczególnie te, które prowadzą do pożarów lub wtórnych eksplozji – oznacza uwolnienie do atmosfery toksycznych substancji, metali ciężkich, dioksyn i nie tylko. Jak ujęła to antropolożka Narges Bajoghli z Uniwersytetu Johns Hopkins na łamach “New York Magazine” – „każda współczesna wojna to wojna chemiczna”.
Być może najbardziej ekstremalnym zdarzeniem konfliktu jak dotąd było zbombardowanie przez Izrael składów paliwa w Teheranie w nocy z 6 na 7 marca. Wybuchy i pożary uwolniły gigantyczne ilości zanieczyszczeń, które zaczęły unosić się nad 10-milionowym miastem. Mieszkańcy opisywali problemy z oddychaniem, powietrze drapiące w gardle i powodujące łzawienie, a także czarną maź spadającą wraz z deszczem. Zbiorniki zawierały nie tylko paliwo, ale też mazut, ciężki olej opałowy, wykorzystywany w Iranie m.in. w elektrowniach. Jego otwarte spalanie oznacza ekstremalne zanieczyszczenie, w tym związkami siarki.
Jak zawsze w przypadku zanieczyszczenia powietrza, najbardziej narażone na negatywne skutki są dzieci, osoby starsze i kobiety w ciąży. Jednak dla wszystkich dotkniętych tym mieszkańców istnieje długoterminowe zagrożenie ze strony niewielkich cząstek i toksycznych substancji, które dostają się do płuc, a później krwioobiegu i innych organów. Służby ostrzegały ludzi przed przebywaniem na zewnątrz, a także możliwym kwaśnym deszczem. To zjawisko powstające w momencie, gdy woda w atmosferze łączy się ze związkami siarki i azotu.
Spadający wtedy deszcz o kwaśnym odczynie może zagrażać roślinom i zwierzętom, prowadzić do skażenia gleby oraz wód powierzchniowych, a nawet uszkadzać budynki.
Skażenie wody może być z jednym z poważnych, długoterminowych skutków tego i innych podobnych ataków. Sam Teheran od lat mierzy się z brakiem wody (jedną z przyczyn jest zmiana klimatu). Zanieczyszczenie zbiorników i systemu dostarczania wody dla miasta może jeszcze potęgować te problemy.
Po drugiej stronie Zatoki Perskiej irańskie ataki doprowadziły do pożarów zbiorników paliwa w portach w Omanie i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i rafinerii w Arabii Saudyjskiej. One także doprowadziły do zanieczyszczenia powietrza na ogromną skalę. Te instalacje położone są stosunkowo blisko ośrodków miejskich – choć nie tak dużych, jak Teheran.
Conflict and Environment Observatory zwraca uwagę także na niezwykle groźne zanieczyszczenie z wybuchów i pożarów fabryk wojskowych, które – jak otwarcie mówi Pentagon – są jednym z głównych celów nalotów. Pożary paliwa rakietowego i innych materiałów to kolejne źródło szczególnie niebezpiecznych emisji.
Zarówno w Iranie, jak i w krajach Półwyspu Arabskiego oraz w Izraelu znajdują się reaktory jądrowe, a ewentualne ataki na nie także mogłoby doprowadzić do poważnych zagrożeń środowiskowych. Dotyczy to również ewentualnych działań wojennych wymierzonych w posiadane przez Iran zasoby wzbogaconego uranu. Innym szczególnie wrażliwym potencjalnym celem ataków są instalacje odsalania wody. Niektóre kraje Półwyspu Arabskiego są w dużej mierze uzależnione od nich w zaspokajaniu zapotrzebowania na wodę.
Niektóre aspekty wojny mają skutki bardziej odłożone w czasie – do nich możemy zaliczyć dodatkowe emisje gazów cieplarnianych, które będą potęgować zmianę klimatu.
Analiza think tanku Climate and Community Institute pokazała, że tylko pierwsze 14 dni wojny doprowadziły do dodatkowych emisji 5 milionów ton dwutlenku węgla. Jak porównują autorzy, to więcej niż całkowita emisja gazów cieplarnianych Islandii w 2024 roku. Choć samoloty, okręty i inny sprzęt wojskowy są wyjątkowo paliwożerne, to bezpośrednie emisje z ich działania stanowią stosunkowo niewielką część tych emisji.
Zdecydowana większość to emisje związane ze zniszczonymi budynkami oraz zapasami paliwa. Płonące paliwo (szacowane na między 2,5 a 5,9 miliona baryłek ropy) czy wycieki gazu to – poza samym problemem zanieczyszczenia powietrza – także dodatkowe emisje gazów cieplarnianych. Z kolei zniszczone budynki (wg szacunków – około 20 tys. zabudowań cywilnych) i infrastruktura będą musiały zostać odbudowane, a użyty do tego nowy cement, stal i inne materiały są obarczone śladem węglowym.
Jak podkreślają autorzy analizy, to oznacza, że jeśli konflikt będzie się przedłużał i eskalował, ślad węglowy wojny będzie rósł “dramatycznie”.
Działania wojenne powodują emisje CO2 w krótkim i średnim terminie. Ale w tym konflikcie- podobnie jak w przypadku rosyjskiej inwazji na Ukrainę – paliwa kopalne odgrywają centralną rolę, a konsekwencje będziemy widzieć także w długiej perspektywie. Kluczowe pytanie brzmi: jakie?
Przegranymi na pierwszy rzut oka są ropa oraz przede wszystkim – gaz. W Europie skutki jak na razie nie są jeszcze aż tak odczuwalne, jednak w krajach azjatyckich, gdzie większość, a nawet całość importu tych paliw pochodzi z krajów Zatoki Perskiej, już zaczyna się kryzys.
Kto jednak na tym kryzysie wygra? Najprostsza odpowiedź brzmi: te źródła energii, których nie trzeba sprowadzać. To nie tylko źródła odnawialne i energia jądrowa, ale również węgiel – w tych krajach, które posiadają własne zasoby tego surowca. Widać już pierwsze efekty: Korea Południowa zawiesiła limit na produkcję energii z węgla; Indonezja zezwoliła na zwiększenie wydobycia w swoich kopalniach; Filipiny, Tajlandia i inne kraje zwiększają wykorzystanie elektrowni węglowych.
Z drugiej strony po szoku na rynku gazu może pojawić się kolejne odbicie. Tak było po 2022 roku i rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Europa zaczęła odcinać się od gazu z Rosji i zastępować go innymi kierunkami importu (w tym z Zatoki Perskiej). Konsekwencją była rozbudowa infrastruktury wydobywczej i transportowej. Niewykluczone, że teraz inne kraje produkujące gaz będą starały się pokazać jako bezpieczniejsza alternatywa dla wydobycia paliw na Bliskim Wschodzie. To zaś mogłoby oznaczać kolejną rozbudowę wydobycia paliw kopalnych i możliwy wzrost emisji.
W debacie o potencjalnym kryzysie energetycznym słychać echa podobnej dyskusji w 2022 roku. Zwolennicy paliw kopalnych mówią o tym, że musimy zwiększać wydobycie i jeszcze bardziej dywersyfikować dostawy. Na przykład brytyjska branża wydobywcza wzywa kraj do zwiększenia wydobycia na Morzu Północnym (wydawanie nowych koncesji zostało tam zwieszone przez rząd Partii Pracy).
Wielu ekspertów powtarza zaś (podobnie jak w 2022 roku), że najlepszą metodą na uniezależnienie się od szoków paliwowych są odnawialne źródła energii. Bo nawet własne wydobycie takiego zabezpieczenia nie gwarantuje, ponieważ ceny dyktuje globalny rynek. Najlepszy tego przykład stanowią Stany Zjednoczone, które są największym producentem ropy na świecie – a ceny na stacjach i tak rosną w obliczu wojny na Bliskim Wschodzie. W Europie widzimy zaś, że strategia uniezależnienia się od paliw kopalnych działa.
W tej chwili efekty wojny dla klimatu zdają się równie nieprzewidywalne, co sam konflikt. Wiemy, że w krótkim terminie oznacza on dodatkowe emisje. W dłuższej perspektywie — może prowadzić do większego wydobycia paliw kopalnych, ale też silniejszego zwrotu w stronę produkowanej lokalnie energii odnawialnej. Ostateczne skutki zależą zarówno od tego, jak potoczy się wojna – i jakie wnioski na tej podstawie podejmą rządy oraz firmy. Jednak po drugim kryzysie wokół paliw kopalnych w ciągu czterech lat coraz trudniej argumentować, że zapewniają one bezpieczeństwo czy stabilność potrzebną do rozwoju gospodarki.
Dziennikarz specjalizujący się w tematyce klimatycznej, środowiskowej i sprawach zagranicznych, autor m.in. cyklu Piątki dla klimatu. Laureat nagrody Dziennikarz dla planety, przyznanej w ramach nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego w 2023 roku. Absolwent programu Oxford Climate Journalism Network i Polskiej Szkoły Reportażu.
Dziennikarz specjalizujący się w tematyce klimatycznej, środowiskowej i sprawach zagranicznych, autor m.in. cyklu Piątki dla klimatu. Laureat nagrody Dziennikarz dla planety, przyznanej w ramach nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego w 2023 roku. Absolwent programu Oxford Climate Journalism Network i Polskiej Szkoły Reportażu.
Komentarze