0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Mateusz MirysIl. Mateusz Mirys

„Jeśli narkotyki mogą niszczyć życie, to to samo możemy powiedzieć o polityce narkotykowej. Paradygmat »wojny z narkotykami« jest szkodliwy dla zdrowia publicznego. Utrwala istniejące wzorce dyskryminacji. Spychanie handlu narkotykami do podziemia prowadzi do rozwoju siatek przestępczych. Dlatego dla wielu osób jasnym jest, że »wojna z narkotykami« nie działa. Musimy [ją] zatrzymać [...]. Zamiast niej, skupmy się na prawdziwej transformacji, opracujmy politykę narkotykową opartą na dowodach, stawiającą prawa człowieka w centrum uwagi, wreszcie poprawiającą życie milionów dotkniętych nią osób”.

Tymi słowami Volker Türk, Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka, zwrócił się w marcu 2023 roku do uczestników 66. Sesji Komisji ds. Środków Odurzających.

Co roku delegacje krajów członkowskich spotykają się w siedzibie Narodów Zjednoczonych w Wiedniu, by rozmawiać i decydować o polityce narkotykowej na świecie. Od lat przeważał w tej dyplomatycznej dyskusji nadawany przez Stany Zjednoczone, a potem przez Rosję, ton walki (często za wszelką cenę) z substancjami psychoaktywnymi.

Po raz pierwszy w historii głos podczas otwarcia Sesji zabrał przedstawiciel Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka.

Coraz bardziej oczywistym staje się, że dotychczasowa polityka spod znaku prohibicji i walki z narkotykami (w wielu miejscach na świecie w dosłownym tego słowa znaczeniu), to ślepy zaułek, z którego należy się dla dobra nas wszystkich jak najszybciej wydostać. To sprawa ważka nie tylko z punktu widzenia bezpieczeństwa, zdrowia publicznego, czy ekonomii, ale również z perspektywy praw człowieka.

26 czerwca to Międzynarodowy Dzień Zapobiegania Narkomanii i jednocześnie Dzień Solidarności z Osobami Uzależnionymi.

Przeczytaj także:

Początki, czyli rasizm i dyskryminacja

Już same początki dominującej do dzisiaj polityki narkotykowej wskazują na jej dyskryminacyjne źródła.

Tzw. wojnę z narkotykami wypowiedział w 1971 roku w Stanach Zjednoczonych prezydent Richard Nixon. W latach 60. XX wieku narkotyki stały się symbolem młodzieńczego buntu, przewrotu społecznego i politycznego oporu. Jak po latach przyznał John Ehrlichman, jeden z głównych doradców prezydenta:

"Richard Nixon miał dwóch wrogów: antywojenną lewicę i czarnych.

Wiedzieliśmy, że nie możemy zdelegalizować ani bycia przeciwko wojnie, ani bycia czarnym, ale poprzez budowanie u opinii publicznej skojarzenia hipisów z marihuaną, a czarnych z heroiną, a następnie silną kryminalizację obu tych zjawisk, mogliśmy zdezorganizować te społeczności. Mogliśmy aresztować ich przywódców, robić naloty na ich domy, rozbijać ich spotkania i szkalować ich noc w noc, w wieczornych wiadomościach. Czy wiedzieliśmy, że kłamiemy w sprawie narkotyków? Oczywiście, że tak”.

Duże znaczenie miały zatem uprzedzenia rasowe. Już pierwsze przepisy delegalizujące w Ameryce substancje psychoaktywne (jeszcze na przełomie XIX i XX wieku) wymierzone były w mniejszości etniczne i rasowe. Zakazywały opium – popularnego wśród imigrantów z Chin, kokainy – używanej przez czarnych mieszkańców południowych stanów, czy marihuany – stosowanej przez mniejszość meksykańską. Państwo amerykańskie przez lata stopniowo tworzyło więc prawo stanowiące do dzisiaj bardzo wygodne narzędzie do represjonowania, dyskryminowania i usuwania na margines społeczeństwa osób o innym niż biały kolorze skóry, czy pochodzących z innych kultur.

Prawo narkotykowe dyskryminuje

To samo dzieje się w innych miejscach na świecie. W Europie np. w Wielkiej Brytanii, gdzie wedle szacunków około 9 proc. białych i 4,7 proc. czarnych mieszkańców wysp używało substancji psychoaktywnych w ciągu ostatniego roku od momentu przeprowadzenia badania. Ale to ci drudzy są 9 razy częściej zatrzymywani i przeszukiwani przez policję (badanie z 2013 roku), prawie 12 razy częściej skazywani za posiadanie marihuany i 26 razy częściej narażeni na pobyt w areszcie (dane z 2020 roku). Jak słyszymy od organizacji działających w krajach naszego regionu w Europie Środkowej, na Węgrzech czy Słowacji dużym zainteresowaniem policji „cieszą się” Romowie.

Nawet tam, gdzie społeczeństwo jest dosyć jednorodne etnicznie, prawo narkotykowe nie dotyka wszystkich w równym stopniu. Jak piszą autorzy wydanego w zeszłym roku raportu „Karanie za posiadanie narkotyków”, w Polsce „do zatrzymania niejednokrotnie dochodziło z powodu wyglądu, płci, przebywania w odosobnionym miejscu, bądź miejscu spotkań w miejscach publicznych”. Z badań ankietowych przeprowadzonych do raportu wynika, że większość zatrzymań (76 proc.) odbyła się na ulicy, w parku, w środkach transportu publicznego itp., rzadziej w miejscu zamieszkania czy u znajomych, a prawie nigdy (1 proc.) w innych lokalizacjach, np. w miejscu pracy. Częściej w czwartki i piątki niż w inne dni tygodnia. To sugeruje, że w Polsce znacznie większe prawdopodobieństwo kontaktu z policją ma młody mężczyzna w bluzie z kapturem, który wieczorem siedzi z kolegami na terenie blokowiska, niż pracownik dużej korporacji mieszkający w dzielnicy willowej.

„War on drugs” nabiera rozpędu

Wraz z prezydenturą Ronalda Reagana amerykańska „wojna z narkotykami” jeszcze przybrała na sile, zapoczątkowując długi okres gwałtownie rosnących wskaźników aresztowań i skazań za przestępstwa narkotykowe bez użycia przemocy.

Na arenie międzynarodowej polityka twardego „nie” dla narkotyków została odzwierciedlona i de facto do dzisiaj „zabetonowana” w trzech konwencjach ONZ z 1961, 1971 i 1988 roku, które zdefiniowały prawo krajowe blisko 200 państw sygnatariuszy. W ich duchu zdelegalizowano nie tylko uprawę roślin, służących do pozyskiwania substancji psychoaktywnych, ale też samo posiadanie tzw. narkotyków, utrudniono badania naukowe nad tymi środkami, a nawet – ignorując leczniczy potencjał części z nich – użycie w celach medycznych.

Ruszyła ogromna, militarna machina wymierzona przeciwko grupom przestępczym, ale też farmerom uprawiającym od pokoleń opium czy kokę, a także użytkownikom substancji, które ludzkość znała i wykorzystywała przez całe stulecia np. w celach leczniczych, czy religijnych.

Toczona od dziesięcioleci „wojna” ma katastrofalne skutki dla zdrowia publicznego oraz dla środowiska naturalnego. W Europie Wschodniej i Azji Centralnej uniemożliwia zahamowanie epidemii HIV – stygmatyzacja utrudnia niesienie pomocy osobom używającym substancji psychoaktywnych, a kryminalizacja posiadania narkotyków prowadzi do zaludnienia zakładów karnych. To nie tylko ogromny wydatek dla budżetu, który mógłby raczej sfinansować działania profilaktyczne i leczenie, ale także sytuacja sprzyjająca prędkiemu rozprzestrzenianiu się wirusa.

W Ameryce Łacińskiej uporczywa walka z uprawami koki, np. za pomocą spuszczanych z samolotów chemikaliów, przyczynia się do dewastacji naturalnych obszarów, kluczowych z punktu widzenia globalnego ekosystemu.

„Wojna z narkotykami” napędza konflikty zbrojne, przemoc i korupcję. Kryminalizuje całe rzesze obywateli, zaludniając zakłady karne na całym świecie. To z kolei pogłębia nierówności społeczne – w wielu krajach ogromne koszty trwającej od dziesięcioleci walki z narkotykami ponoszą kobiety, a co za tym idzie – dzieci, dla których są one często głównymi opiekunkami. Kobiety używające substancji psychoaktywnych są narażone na przemoc seksualną, szczególną stygmatyzację, wreszcie – nieproporcjonalne kary [sprawdź tu i tu] W skali całego świata odsetek kobiet osadzonych w zakładach karnych za tzw. przestępstwa narkotykowe wynosi 35 proc. i jest znacznie wyższy niż odsetek mężczyzn (19 proc.).

„Wojna z narkotykami” napędza i usprawiedliwia łamanie praw człowieka.

Konwencje narkotykowe kontra Powszechna Deklaracja Praw Człowieka

Ewidentnym przykładem naruszania podstawowego prawa, jakim jest prawo do życia, jest kara śmierci wciąż uwzględniona w przepisach 35 krajów i terytoriów na świecie. W 2022 roku zasądzono minimum 303 wyroki kary śmierci za tzw. przestępstwa narkotykowe i wykonano co najmniej 285 egzekucji. Szacuje się, że przynajmniej 3700 osób oczekuje na wykonanie zasądzonej kary śmierci.

Na Filipinach, od czerwca 2016 roku, tysiące ludzi, głównie z ubogich i marginalizowanych społeczności, zostało zamordowanych w wyniku pozasądowych egzekucji (wykonanych przez policję lub osoby podejrzewane o powiązania z policją) po tym, jak (były już dzisiaj) prezydent Rodrigo Duterte ogłosił bezwzględną walkę z narkotykami.

Nierzadkie na całym świecie jest stosowanie wobec osób używających substancji psychoaktywnych tortur, przymusowego „leczenia”, zamknięcia w obozach pracy, czy ośrodkach „terapeutycznych”.

Uderzenie w cierpiących

Konwencje narkotykowe oraz ich interpretacja na wiele lat bardzo ograniczyły prowadzenie badań naukowych, oraz medyczne wykorzystywanie zapisanych w nich substancji, ignorując ich potencjał leczniczy.

W efekcie pacjenci cierpiący np. na poważne, przewlekłe stany bólowe, czy pacjenci onkologiczni często nie mają dostępu do opieki paliatywnej i adekwatnego leczenia bólu. Według szacunków zaledwie najbogatsze 10 proc. ludności świata żyje w krajach, na które przypada 90 proc. globalnej konsumpcji leków opioidowych, za to do regionów zamieszkanych przez 50 proc. najuboższej populacji świata trafia zaledwie 1 proc. opioidowych leków przeciwbólowych.

Mieszkańcy Kanady, USA, Australii i państw Europy Zachodniej są pod tym względem w bardzo dobrym położeniu, ale już Polska wypada 5 razy gorzej niż reszta Europy.

Wielu pacjentów na świecie nie ma również dostępu do marihuany stosowanej do celów medycznych. W Polsce została zalegalizowana dopiero w 2017 roku.

Po długich latach zastoju świat powraca do badania psylocybiny, która wydaje się mieć pozytywne efekty w leczeniu depresji, oraz innych psychodelików, które mogłyby pomóc w leczeniu traum czy zespołu stresu pourazowego.

Są miejsca na świecie (należy do nich Rosja), gdzie do dzisiaj nielegalny jest metadon – dla odmiany jedna z najgruntowniej przebadanych substancji, wykorzystywana w terapii zastępczej uzależnienia od opioidów, tzw. leczeniu substytucyjnym, z powodzeniem stosowanym w 87 krajach.

Redukcja szkód

W szeregu krajów bardzo utrudnione funkcjonowanie mają również inne programy pomocowe z dziedziny redukcji szkód, takie jak punkty wymiany igieł i strzykawek czy pokoje bezpiecznej konsumpcji. Są to interwencje niedrogie, a bardzo skuteczne z punktu widzenia zdrowia publicznego (m.in. obniżające ryzyko przedawkowań ze skutkiem śmiertelnym, czy przeciwdziałające zakażeniom HIV i HCV). Mimo to w wielu miejscach na świecie pozostają nielegalne lub nieuregulowane prawnie, a na pewno niedofinansowane.

Drastyczne ograniczenie dostępu do wielu substancji o wysokim potencjale leczniczym lub wręcz o udowodnionej skuteczności w medycynie stoi w sprzeczności z naszym prawem do najwyższego osiągalnego poziomu zdrowia i do korzystania z dobrodziejstw postępu naukowego.

Nawet tam, gdzie istnieje wachlarz różnego rodzaju form wsparcia czy terapii, stygmatyzacja i restrykcyjne prawo narkotykowe skutecznie zniechęcają do szukania pomocy. „Strach przed aresztowaniem i powszechne piętno związane z używaniem narkotyków powstrzymują osoby, które sięgają po te substancje przed korzystaniem z opieki zdrowotnej, z serwisów redukcji szkód i skutecznych, dobrowolnych programów leczenia. Jest to niewątpliwie czynnik wpływający na bardzo wysoką liczbę zgonów w wyniku nadużywania substancji psychoaktywnych, która według ostatnich dostępnych danych w 2019 roku wyniosła 1,2 miliona osób” – przypomniał delegatom na marcową sesję ONZ Wysoki Komisarz ds. Praw Człowieka.

Surowe kary

Według UNAIDS (Wspólnego Programu Narodów Zjednoczonych ds. HIV i AIDS) nawet 90 proc. osób na świecie, które używają substancji psychoaktywnych iniekcyjnie, w którymś momencie życia trafi do więzienia.

Pozbawienie wolności to niezwykle surowa kara za przestępstwo bez ofiary, którego sprawca może zaszkodzić przede wszystkim sobie samemu. Ale niezależnie od tego, czy wymierzona kara polega na pozbawieniu wolności, czy nie, to sam fakt kryminalizacji posiadania narkotyków na własny użytek jest nieracjonalną, nieskuteczną, nieproporcjonalną, wreszcie – nieekonomiczną reakcją państwa na zaistniałą sytuację. A z taką właśnie odpowiedzią państwa mamy do czynienia także w Polsce.

Polska wojna z narkotykami

Na tle Europy mamy bardzo restrykcyjne rozwiązania prawne. Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii przewiduje karę nawet do 3 lat pozbawienia wolności za samo tylko posiadanie substancji psychoaktywnych (w Polsce nie jest przynajmniej kryminalizowane używanie narkotyków, co bywa przedmiotem przepisów karnych w innych krajach). Natomiast dzięki przeprowadzonej ponad 10 lat temu nowelizacji ustawy prokurator lub sędzia może odstąpić od karania w przypadku posiadania przez oskarżonego niewielkich ilości na własny użytek, gdy szkoda społeczna czynu jest niewielka (art. 62a Ustawy). Mimo to,

w Polsce nadal co roku zatrzymuje się około 30 000 osób podejrzanych o posiadanie niewielkiej ilości, najczęściej marihuany (co daje około 80 osób dziennie, więcej niż 3 na godzinę).

Niepokój budzi zdarzająca się podczas zatrzymań brutalność policji, którą jako opinia publiczna chyba łatwiej usprawiedliwiamy, gdy w grę wchodzi potencjalne przestępstwo narkotykowe. Wydaje się, że istnieje korelacja między większą gotowością policji do nadmiernie represyjnych czy wręcz przemocowych działań a podejrzeniem, że w danej sytuacji chodzi o posiadanie czy handel narkotykami (Helsińska Fundacja Praw Człowieka monitoruje postępowanie karne toczące się przeciwko policjantowi, który w 2019 roku w Koninie śmiertelnie postrzelił 21-latka).

Represyjna polityka narkotykowa a państwa autorytarne

Przy wszystkich problemach z polską polityką narkotykową, nasilające się kłopoty z praworządnością czynią sytuację jeszcze bardziej niepokojącą. Jak widać w wielu miejscach na świecie, represyjna polityka stanowi w rękach autorytarnych reżimów bardzo niebezpieczne narzędzie eliminowania politycznych oponentów, zastraszania krytycznych wobec władzy dziennikarzy, dyskredytowania działaczy praw człowieka.

Miało to miejsce np. w przypadku Oyuba Titieva, stojącego na czele Centrum Praw Człowieka Memoriał w Groznym (zatrzymanego w wyniku sfabrykowanego oskarżenia o posiadanie narkotyków) [sprawdź tu i tu]. W Rosji niejednokrotnie dochodzi do przypadków podrzucania narkotyków przez policję w momencie zatrzymania i przeszukania. W Gruzji organizacje pozarządowe stały się obiektem internetowych ataków, zarzucających im działanie na rzecz grup przestępczych handlujących narkotykami.

Co zamiast prohibicji?

Do poszukiwania alternatyw dla nieskutecznej i szkodliwej polityki narkotykowej opartej na koncepcji karania zachęca sama ONZ m.in. w tzw. UN Common Position, czyli wspólnym dla całego ONZ stanowisku, wydanym w 2018 roku.

Rozwiązaniem może być dekryminalizacja posiadania narkotyków na własny użytek, czy w określonych ilościach, wprowadzona już w różnym kształcie w ponad 30 państwach świata, która chroni użytkowników przed kontaktem z organami ścigania i wymiarem sprawiedliwości. Wsparta rzetelną edukacją, profilaktyką, szerokim wachlarzem opcji dobrowolnego leczenia dla osób, które tego potrzebują, wreszcie dostępnymi dla potrzebujących programami redukcji szkód, przynosi o wiele lepsze efekty niż kryminalizacja.

Coraz więcej grup eksperckich, w tym Światowa Komisja ds. Polityki Narkotykowej, postuluje jeszcze dalej idące rozwiązanie tj. regulację, która dotyczyłaby całego rynku substancji psychoaktywnych, zwłaszcza marihuany (od uprawy/produkcji przez sprzedaż aż po konsumpcję), a tym samym zatamowałaby źródło ogromnych dochodów dla organizacji przestępczych i wielu państwom wytrąciła z ręki narzędzie usprawiedliwiające łamanie praw człowieka.

Każde z tych rozwiązań może mieć różne formy i różny zakres. Wachlarz możliwych przepisów i strategii jest szeroki, na pewno nie ma jednego złotego modelu, który sprawdziłby się jednakowo dobrze we wszystkich społecznościach i okolicznościach.

Ale na jakiekolwiek rozwiązanie by się nie decydować, powinno uwzględniać nasze niezbywalne, fundamentalne prawa człowieka.

Wspierać, zamiast karać

Prawnoczłowiecze argumenty przeciwko walce z narkotykami, która w rzeczywistości jest walką z ludźmi, powinny wybrzmiewać szczególnie głośno w okolicach 26 czerwca, kiedy obchodzimy ustanowiony w latach 80. XX wieku Międzynarodowy Dzień Przeciwko Nadużywanu Narkotyków i Nielegalnemu Handlowi nimi (ang. International Day against Drug Abuse and Illicit Trafficking), w Polsce nazywany też Dniem Przeciwdziałania Narkomanii.

Dla wielu rządów był długo okazją do prezentowania „sukcesów” w walce z narkotykami, co w przypadku autorytarnych reżimów oznaczało okrutne obchody (w tym egzekucje), stanowiące prohibicyjną propagandę i w drastyczny sposób łamiące prawa człowieka.

Jako przeciwwaga dla takiej narracji rozwinęła się na świecie kampania Support Don’t Punish (Wspieranie Zamiast Karania, której kumulacja następuje co roku w okolicach 26 czerwca (który sprzeciwiając się pierwotnemu przekazowi tego dnia, nazywamy w Polsce od ponad 10 lat również Dniem Solidarności z Osobami Uzależnionymi). W zeszłym roku w ramach kampanii odbyło się 327 wydarzeń w 281 miastach w 91 krajach (także w Polsce) [sprawdź tu i tu].

O co chodzi z tymi uzależnieniami?

W tym roku, z okazji 26 czerwca, zapraszamy na spotkanie pt.: „O co chodzi z tymi uzależnieniami? Fokus na człowieka – w literaturze, w prawie, w realu”. W spotkaniu udział wezmą i o swoich książkach oraz doświadczeniach z pracy i życia opowiedzą:

  • Dawid Karpiuk – wokalista i gitarzysta Dziwnej Wiosny, autor piosenek, dziennikarz „Newsweeka”,
  • Katarzyna Rejniak – pedagożka, psychoterapeutka, specjalistka psychoterapii uzależnień, superwizorka i wykładowczyni,
  • Marta Gaszyńska – założycielka i wiceprezeska Stowarzyszenia Pacjentów Metadonowych JUMP ’93, współpomysłodawczyni Biura Rzecznika Praw Osób Uzależnionych,
  • Piotr Kładoczny – doktor prawa, wykładowca akademicki, pracownik naukowy Katedry Prawa Karnego na Wydziale Prawa i Administracji UW.

Środa, 28 czerwca, 18:00-19:30, Kawałysztuki, ul. Marszałkowska 8, Warszawa

;
Magdalena Dąbkowska

Koordynatorka Programu Polityki Narkotykowej w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka

Komentarze