Beata Mazurek, opowiadając bzdury o „strefach szariatu”, dołączyła do długiej listy prawicowych demagogów, którzy budują swój elektorat na strachu przed imigrantami i uchodźcami. Dlaczego część wyborców wierzy im wbrew faktom i liczbom? Jedną z odpowiedzi są błędy poznawcze opisywane przez psychologię. Trzeba je poznać – XXI wiek jest epoką migrantów

Susze w Polsce, gigantyczne pożary lasów na Syberii, półtora metra gradu w meksykańskiej Guadalajarze i ponad 50-stopniowe upały w Indiach – to przykłady anomalii klimatycznych tylko z ostatnich miesięcy. Ich liczba wzbiera jak fala powodziowa.

Choć główny nurt opinii publicznej powoli – przede wszystkim pod wpływem powtarzających się upałów – powoli zdaje sobie sprawę z groźnych skutków kryzysu klimatycznego, to wciąż nie poświęca uwagi innej fali, która będzie konsekwencją tych zjawisk: uchodźstwa klimatycznego.

Niestety, nic nie wskazuje na to, byśmy byli na nią przygotowani bardziej niż na konieczność radykalnego ograniczenia emisji CO2. Kluczową rolę odgrywają tu politycy, którzy zamiast rozwiewać obawy przed nieznanym, uspokajać i przygotowywać społeczeństwo na zmiany, wolą dodatkowo je straszyć i jednocześnie pozować na siłaczy, którzy rozwiążą wszelkie problemy „twardą ręką”. Haniebny antyuchodźczy klip wyborczy PiS z 2018 jest tu doskonałym przykładem.

Dlaczego jednak ludzie są skłonni wierzyć nawet najbardziej niedorzecznym opowieściom o migrantach?

Na to pytanie w dużym stopniu odpowiadają osiągnięcia psychologii społecznej, której udało się dostrzec i nazwać rozmaite błędy poznawcze wypaczające zjawisko uchodźstwa w ogóle.

Emocje silniejsze od faktów

Komunikat Amnesty International z końca 2016 roku wskazywał, że największą liczbę uchodźców z Syrii przyjęła Turcja. Trzy lata temu było to 2,7 mln. W przypadku Jordanii – 655 tys., czyli 10 proc. populacji. Setki tysięcy przyjęły także Irak i Egipt. W sumie prawie 5 mln uchodźców znajduje się w zaledwie pięciu krajach. Jednocześnie większość z nich żyła poniżej granicy ubóstwa (w Jordanii 93 proc., w Libanie 70 proc.).

W tym czasie Unia Europejska zadeklarowała przyjęcie niecałych 100 tys. uchodźców. Trudno uznać, że kryzys uchodźczy mógłby stanowić dla znacznie bogatszej Unii Europejskiej problem w porównaniu do tego, z czym zmagają się Turcja, Liban, Jordania, Irak i Egipt. W Polsce podsycana przez polityków histeria jednak trwała w najlepsze.

Choć liczby są najczęściej łatwe do zweryfikowania, mają one niewielki wpływ na poczucie zagrożenia i postawy wobec przyjmowania uchodźców. Te bowiem kształtują emocje, które obsługiwane są przez rozmaite narracje, także te udające logiczne, „naukowe” argumenty. Taką rolę spełnia np. straszenie przed chorobami w wykonaniu Jarosława Kaczyńskiego czy wspomniany już antyuchodźczy spot PiS-u w ostatnich wyborach samorządowych, po którym Rzecznik Praw Obywatelskich zarządzał śledztwa ws. „przestępstwa publicznego nawoływania do nienawiści ze względu na pochodzenie narodowe, etniczne lub wyznanie”.

U źródeł tych emocji często leżą uniwersalne błędy poznawcze, które może łatwo zidentyfikować każdy student i studentka psychologii.

Pokaż mi swój kolor oczu, a powiem ci, kim jesteś

Większość podręczników akademickich do psychologii społecznej zawiera rozdział pt. „Stereotypy, uprzedzenia, dyskryminacja”. Zwykle znajduje się w nich opis eksperymentu/ćwiczenia edukacyjnego z 1968 roku.

Nauczycielka Jane Elliott w dzień po zabójstwie Martina Luthera Kinga podczas lekcji podzieliła uczniów na dwie grupy: niebieskookich i brązowookich. Dzieciom o niebieskim kolorze oczu powiedziała, że są zdolniejsze i mądrzejsze, podczas gdy ich brązowookim rówieśnikom przypisała stygmat: „kołnierze”. Szybko okazało się, że niebieskookie dzieci zaczęły dyskryminować swoich kolegów i koleżanki z brązowymi oczami. Po pewnym czasie Elliott stwierdziła jednak, że doszło z jej strony do pomyłki: to brązowookie dzieci wykazują więcej mądrości i talentu. Kierunek dyskryminacji się odwrócił.

Dziś ten rodzaj eksperymentu byłby nieakceptowalny ze względów etycznych, ale wnioski z niego trwale weszły do kanonu psychologii i edukacji antydyskryminacyjnej.

Ćwiczenie Elliott pokazywało, że nawet nie mające żadnego pokrycia w faktach kryterium podziału staje się podstawą dla wykluczenia, jeśli jest wystarczająco proste w percepcji i spotka się z retoryką odwołującą się do rozumu i logiki.

Nie przypadkiem więc pseudoracjonalne narracje antyuchodźcze żywią się różnicami w wyglądzie fizycznym. Odmienność cech fizycznych np. syryjskich uchodźców w porównaniu z białymi Europejczykami jest zauważalna natychmiast. O sile oddziaływania fizycznych uwarunkowań świadczy zresztą sam język dyskryminacji, który często odnosi się do śniadej skóry Syryjczyków.

„Wszyscy są tacy sami”. Jednorodność grupy obcej

Historia z podziałem dzieci ze względu na kolor oczu pokazuje też inny znany błąd poznawczy związany z klasycznym podziałem na „my” i „oni”. To tzw. efekt jednorodności grupy obcej.

W przypadku uchodźców podział ten podsycany jest przez starą i wielokrotnie krytykowaną, lecz wciąż modną koncepcję Samuela Huntingtona o zderzeniu cywilizacji. Do odmiennych cech fizycznych syryjskich uchodźców dodaje się w ten sposób także ich odmienność kulturową – według tej narracji uchodźcy przychodzą z innego kręgu społecznego i mają być tak inni od Europejczyków, że dochodzi do „zderzenia”, które nieuchronnie wywołuje konflikty.

Takie ramy dyskusji, spotęgowane przez czynniki geograficzne, prowadzą do całkowitego wyodrębnienia uchodźców jako grupy obcej.

A grupa obca – jak pokazuje wiele badań – z perspektywy grupy własnej (Polaków, Europejczyków, chrześcijan itd.) postrzegana jest jako bardziej jednorodna niż w rzeczywistości.

Dzieje się tak, bo członkowie grupy własnej mają imiona, historie i rozmaite szczegóły, które dostrzegamy na co dzień i które różnicują grupę w naszym postrzeganiu. W przypadku grupy obcej jedyne, co wiemy o jej przedstawicielach, to ich pochodzenie. Kiedy więc dochodzi do jakiegoś wydarzenia (np. zamachu), którego sprawstwo przypisuje się członkowi grupy obcej, jedyną cechą tłumaczącą to zachowanie jest właśnie ta obcość. Dlatego właśnie zbrodni dokonuje z jednej strony Nowak, kolega lub młody mężczyzna, a z drugiej: uchodźca, muzułmanin, Arab.

Zbrodnia staje się cechą grupową, a różnice między jej członkami zostają naturalnie rozmyte. Muzułmanie stają się zbrodniarzami jako cała grupa.

Zamachy stały się powszechne? Heurystyka dostępności

Tymczasem zamachy dokonywane przez bliskowschodnich terrorystów nie są znaczącym zagrożeniem dla Europejczyków w porównaniu np. z wypadkami drogowymi czy śmiercią spowodowaną wieloletnim paleniem papierosów. Jakie jest źródło poczucia tego zagrożenia, mimo iż rzeczywistość go nie potwierdza?

To modelowy przykład działania tzw. heurystyki dostępności. Co to takiego?

Prawdopodobieństwa wystąpienia jakiegoś zjawiska nie oceniamy, sprawdzając jego rzeczywistą częstotliwość, lecz bazujemy na tym, z jaką łatwością przypominamy sobie potwierdzające to zjawisko przykłady.

To dlatego po katastrofie kolejowej w Szczekocinach przez pewien czas występował w Polsce strach przed jazdą pociągiem – poziom bezpieczeństwa się nie zmienił, ale wypadek z udziałem pociągów był łatwo dostępny dla naszej pamięci.

Przykłady przemocy ze strony osób z krajów Bliskiego Wschodu przypominamy sobie z łatwością – wjazd ciężarówki na promenadę w Nicei, sylwester w Kolonii, zamachy bombowe w Brukseli, 11 września czy bomby w londyńskim metrze. Ta łatwość kreuje złudzenie ich powszechności. Dlaczego pamiętamy właśnie te wydarzenia, a nie np. eksplozje we wschodnim Bagdadzie z czerwca 2018 roku, w których zginęło 16 osób?

Okazuje się, że zachodnie media o przemocy spowodowanej przez muzułmanów informują nieproporcjonalnie częściej niż w innych przypadkach.

Według badań George State Univeristy w latach 2011–2015 muzułmanie byli sprawcami 12 proc. ataków w Stanach Zjednoczonych, podczas gdy amerykańskie media pisały o zamachu aż o 449 proc. częściej, jeśli ich sprawcami byli muzułmanie.

Cecha ważniejsza od sytuacji? Podstawowy błąd atrybucji

Antyuchodźcze narracje przepełnione są też takimi słowami jak „fanatyzm” i „szaleństwo”, które mają kierować nielicznych terrorystów do dokonywania zbrodni. Łatwo zauważyć, że motywacje przedstawiane są za pomocą cech, a nie czynników sytuacyjnych. To zjawisko, które w psychologii nazywa się podstawowym błędem atrybucji.

Wyjaśniając zachowania ludzi, zwłaszcza tych, którzy są nam obcy, mamy tendencję do przeceniania ich wewnętrznych dyspozycji i niedoceniania sytuacji jako powodu danego działania.

Ilustracją tego błędu jest eksperyment Edwarda Jonesa i Victora Harrisa z lat 60. Badacze z Uniwersytetu Duke w Karolinie Północnej kazali uczestnikom obserwować osoby odczytujące krytyczną bądź pochwalną przemowę na temat Fidela Castro. Część z nich poinformowano, że ludzie robili to z własnej woli, zaś innym powiedziano, że odczyt był polecony przez kogoś innego. Wynik? Uczestnicy w ogóle nie brali tego czynnika pod uwagę – byli przekonani, że osoby odczytujące przemówienie wyrażały swoje własne opinie na temat Castro. Sytuacja zewnętrzna nie miała większego znaczenia.

Wiemy, że korzenie Państwa Islamskiego sięgają amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 roku. Pracownia Arab Youth Survey spytała młodych Arabów, dlaczego ludzie wstępują w szeregi ISIS. Za najczęstszą przyczynę wskazywali bezrobocie (według danych Banku Światowego w świecie arabskim bezrobotna jest co czwarta osoba w wieku 15–24 lat, co jest najwyższym wynikiem na świecie). To przyczyna strukturalna całkowicie zapomniana w świecie zachodnim – zastępuje ją przekonanie o fanatyzmie jednostek.

Dlaczego tak się dzieje? Nasze zasoby poznawcze mają swe limity – nie znamy osobistych historii, doświadczeń i motywacji terrorystów, a jednocześnie pragniemy zrozumieć ich zachowanie. Przypisanie cechy jest łatwiejsze niż analiza sytuacji i zaspokaja podstawową potrzebę zrozumienia rzeczywistości.

Dlatego uchodźców łatwiej określić jako chciwych na europejskie programy socjalne oraz tchórzliwie uciekających przed obroną własnego kraju (skądinąd tak jakby ucieczka przed ryzykiem śmierci swojej i swojej rodziny była czymś karygodnym) niż poddać analizie powody, dla których migrują do Europy.

Wyzwanie na przyszłość

W 2013 roku liczbę uchodźców klimatycznych na całym świecie szacowano na 22 miliony. Dziś pojawiają się szacunki, że w 2050 roku będzie ich ćwierć miliarda. Uchodźstwo klimatyczne będzie więc ogromnym wyzwaniem – nie tylko organizacyjnym, ale przede wszystkim mentalnym.

Błędy poznawcze popełniamy wszyscy i trudno obrażać się na to, jak funkcjonuje ludzki system percepcji.

Zadaniem organizacji pozarządowych i polityków sprzyjających przyjmowaniu uchodźców nie jest więc upominać za uproszczenia, lecz wypełnić te mechanizmy własnymi treściami, które pozwolą zaakceptować obecność uchodźców w innych niż ich macierzystych krajach.

OKO liczy uchodźców. I rozlicza polityków.
Wesprzyj nas, byśmy mogli działać dalej.

Absolwent psychologii, doktorant nauk o polityce, Ślązak z rodziny górniczej. Rzecznik opolskich struktur Partii Razem.


Komentarze

  1. Marcin Szporko

    Pod rozwagę Autora:
    "Tymczasem zamachy dokonywane przez bliskowschodnich terrorystów nie są znaczącym zagrożeniem dla Europejczyków w porównaniu np. z wypadkami drogowymi czy śmiercią spowodowaną wieloletnim paleniem papierosów. Jakie jest źródło poczucia tego zagrożenia, mimo iż rzeczywistość go nie potwierdza?" – wystarczy zamienić frazę "bliskowschodnich terrorystów" na "europejskich faszystów" i postępowcy będą mieli zupełnie inne zdanie w tej kwestii, prawda? Lewico – jesteś jak francuscy arystokraci wracający do Francji w 1815 roku – niczego nie zapomnieliście i niczego się nie nauczyliście. Rozumiem że autor, będąc psychologiem, ma małe pojęcie o kwestii odmienności kulturowej, szoku kulturowego i innych takich kwestiach z zakresu antropologii kulturowej?

  2. Wiesław Wadowski

    lubimy, to co znamy. Swoim trudno przypisać złe cechy, bo musielibyśmy uznać, że i sami w jakiejś części je mamy. A obcych łatwo umieścić w szufladce "źli", bo oni nawet mogą wiedzieć, że tam się znaleźli.

  3. Adam Spaski

    „W tym czasie [tzn. 2016] Unia Europejska zadeklarowała przyjęcie niecałych 100 tys. uchodźców.”
    Autorze, świadomie robisz nas w konia. Po co piszesz ile „zadeklarowała” zamiast poinformować, że złożono w niej ponad 1,2 mln wniosków o azyl. I dodać, że nie rozkłada się to na całą Unię, bo uchodźcy pchają się do konkretnych kilku państw.
    Powinieneś wspomnieć też o błędzie poznawczym zwanym zaślepieniem ideologicznym. Ludzie nie przyjmują wówczas do wiadomości faktów, które nie potwierdzają ich przekonań. Z tego artykułu wynika jak zwykle w OKU, że problemy z imigrantami w UE to tylko urojenia niedoskonałego umysłu – nasze błędy poznawcze.
    Doceniam wysiłek obalania nieracjonalnych uprzedzeń wobec migrantów, ale proponowałby robić to z poszanowaniem dla faktów i inteligencji czytelnika. Zaprzeczając jakimkolwiek podstawom do obaw, pchamy zaniepokojonych ludzi w ręce ugrupowań wyolbrzymiających zagrożenia. Każdy – nawet najprostszy człowiek – zdaje sobie sprawę, że fala uchodźców np. klimatycznych nieuchronnie stworzy pewne poważne zagrożenia. I nie będzie to wyzwanie „przede wszystkim mentalne”.
    Muzułmańscy imigranci to jednej strony ludzie jak my, ale bez wątpienia nie są "tacy sami jak my". I choćby to stwarza już pewne problemy. Częściowo do przezwyciężenia, ale jak najbardziej realne.

  4. Krzysztof Danielak

    To o czym piszesz Adamie, to nie zaślepienie ideologiczne a tzw. efekt potwierdzenia. Co ciekawe istnieje także zjawisko odwrotne do tego, zwane zjawiskiem wrogich mediów. W tym przypadku ludzie zwracają większą uwagę na informacje sprzeczne z ich poglądem niż na te, które go potwierdzają. W Polsce można to zauważyć w komentarzach na profilu m.in. TVP, TVN, OKA czy Gazety Wyborczej – faktycznie ludzie, zwłaszcza o ekstremalnych poglądach traktują te media jak po prostu opanowane przez wroga. Nie twierdzę, że Ty tak robisz, po prostu wspominam to jako ciekawostkę. Masz częściowo rację w tym co piszesz odnośnie wniosków o azyl, można to było jednak mniej agresywnie wobec autora wyrazić. Wracając do tematu: 1,2 mln wniosków na 27 krajów (a trzeba pamiętać, że część uchodźców w ogóle nie składa wniosków) a prawie 5 mln na 5 krajów to jednak dalej mniej – nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że w UE nierówno się to rozkłada. Dlatego sądzę, że o ile można było innych danych użyć to jednak porównanie autora dalej jest zasadne.

    Skoro wiemy jak działają wykorzystywane błędy to teoretycznie powinno się dać im przeciwdziałać. Uważam, że wniosek w podsumowaniu artykułu jest zasadny, jestem zdania że działania pozytywne (własne treści, edukowanie) są lepsze i skuteczniejsze od negatywnych (napominanie). Te drugie prędzej wyzwolą mechanizmy obronne, bez których faktycznie ktoś musiałby uznać że jest zły w przypadku zmiany zdania, a nikt nie lubi tak o sobie myśleć.

    A jeśli ktoś chciałby wiedzieć więcej na temat błędów poznawczych a także działania intucji to polecam książkę "Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym". 600 stron napisanych moim zdaniem całkiem przystępnie (z punktu widzenia kogoś kto nie studiował psychologii). To niezłe rozwinięcie tego ciekawego tematu a i tak pewnie można by było napisać więcej no i przykładów mnożyć.

  5. Ryszard Andrzejak

    Akurat trafiłem tu po przeczytaniu, dla mnie świetnego, wywiadu Juliusza Ćwielucha z prof.dr hab. Jerzym Stelmachem (katedra Filozofii Prawa i Etyki UJ). Rzecz dotyczy problemów manipulacji ludźmi dla, ktorej nastał "złoty wiek". Nie będę omawiał teści tej rozmowy lecz pozwolę sobie na przytoczenie dwóch wypowiedzi profesora:
    "Manipulacja nie musi być wykwintna. […] Najbardziej skuteczna jest ta działająca na poziomie najprostszych instynktów. Bezczelna. Co zresztą świetnie widać na propagandzie politycznej, która jest tak prymitywna, że aż porażająca."
    J.Ć. pyta "A dlaczego działa"
    J.S.
    Pytanie powinno brzmieć: na kogo działa? Działa na tych, którzy nie kierują się racjonalnością. Na tych, którzy wolą opierać się na emocjach negatywnych, bo to nie wymaga wysiłku, w odróżnieniu od analizy faktów".
    Ale dalej mówi, że manipulacji podlegają ludzie niezależnie od poziomu intelektualnego wskazuje na to przykład afery "B. Mardoffa, który naciął klientów swojego funduszu na 35 mil dol., nie byli niepiśmienni zbieracze sałaty z Salinas, tylko ludzie, którzy wspięli się na sam szczyt drabiny bogactwa." To chciwość kierowała już i tak niemożliwie zasobnych,a jednocześnie naiwnych.
    Nie wiem czy Moderator nie zaprotestuje, ale zachęcam do zapoznania się z całym wywiadem – ostatni numer tygodnika POLITYKA.

  6. Marek Orzełowski

    tak, ja to pamiętam ze studiów, ale jak dotrzeć do przeciętnego człowieka. powiesz mu, hmm wiesz popełniasz błąd heurystyczny, gdybyś przyjął… na co dzień to słabo działa. można spędzić godziny na rozmowach i to zmierza donikąd. jedyny efekt kiedy osiągnąłem, to kiedy w desperacji na pytanie skąd to wiem, odpowiedziałem z Wiadomości. i nagle czar prysł i ktoś mógł mi przyznać niechętnie rację.

Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!