0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 07.06.2025 Gdansk . X Trojmiejski Marsz Rownosci , n/z Katarzyna Kotula (S) , Magdalena Czarzynska - Jachim (P) . Fot. Martyna Niecko / Agencja Wyborcza.pl07.06.2025 Gdansk . ...

„To jest ustawa, która nikomu niczemu nie odbiera” – komentuje Katarzyna Kotula, ministra ds. równości.

Jeszcze przed głosowaniem w Senacie, w sali plenarnej przy ul. Wiejskiej zwróciła się do prezydenta Karola Nawrockiego: „Panie prezydencie. Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy. Polska jest dużym, pojemnym krajem. Zmieścimy się w nim wszyscy”.

Historyczny krok. Ale w tle czarne chmury

25 czerwca senatorzy RP podnieśli ręce za historycznym projektem uchwały. Historycznym, bo po raz pierwszy na biurko prezydenta Polski trafi projekt ustawy, który pozwoli sformalizować związki par jednopłciowych.

Ustawę o statusie osoby najbliższej w związku – bo tak oficjalnie brzmi projekt – przegłosowano najpierw w rządzie, potem w Sejmie i dziś – w Senacie.

  • Pierwszy projekt ustawy o rejestrowanych związkach parnterskich pojawił się w 2003 roku. Przygotowała go ówczesna senator SLD Maria Szyszkowska, razem z organizacjami LGBT+. Projekt wyszedł z Senatu i na początku grudnia 2004 roku skierowano go do Sejmu. Nigdy nie został jednak poddany pod głosowanie, a grupa senatorów związanych z PO i PiS tuż chciała wycofania go powołując się na konieczność oddania hołdu zmarłemu papieżowi Janowi Pawłowi II. Senat odrzucił ich propozycję, ale do głosowania nad projektem nie wrócono.
  • Druga próba regulacji związków partnerskich nastąpiła wiosną 2011 roku, tuż pod koniec kadencji Sejmu. Klub SLD złożył projekt umożliwiający zawarcie umowy u notariusza, a następnie przekazywanej kierownikowi USC. Projekt utknął w komisjach sejmowych i przepadł z powodu zakończenia kadencji Sejmu.
  • W 2012 roku do Sejmu trafiły aż trzy projekty ustaw o związkach partnerskich. Sprawozdawcą dwóch z nich był ówczesny poseł Robert Biedroń, trzeciego – Artur Dunin, dziś senator z ramienia KO. Wszystkie projekty odrzucono w pierwszym czytaniu 25 stycznia 2013, „dzięki” głosom PiS, PSL i PO. Jeszcze tego samego roku Ruch Palikota i SLD próbowały wrócić do Sejmu z projektami, ale posłowie nie zgadzali się nawet na wprowadzenie punktu pod obrady.
  • Czwartą próbę podjęli posłowie Nowoczesnej z Moniką Rosą na czele. W kwietniu 2018 roku przedstawili projekt ustawy o związkach partnerskich, wprowadzając do niego m.in. możliwość przysposobienia dziecka partnera. Marszałek Sejmu Marek Kuchciński z PiS skierował go jednak do Biura Legislacyjnego i Biura Analiz Sejmowych – a po negatywnych opiniach obu biuro projektom nie nadano nawet numeru druku i nie skierowano do dalszych prac.
  • Tuż po zaprzysiężeniu rządu koalicji 15 października Donald Tusk przedstawił 100 konkretów na pierwsze 100 dni rządów i ogłosił w nich projekt ustanawiający związki partnerskie. Projekt forsowany przez Katarzynę Kotulę trafił na storny Rządowego Centrum Legislacyjnego w październiku 2024 roku, ale na wskutek oporu ze storny PSL i propozycji Władysława Kosiniaka-Kamysza, że ludowcy przedstawią własny projekt ustawy o statusie osoby najbliższej, Lewica usiadła do stołu i przygotowała z PSL-em wspólny projekt ustawy – który jako rządowy zyskał akceptację w Sejmie i teraz w Senacie. Jako pierwszy wyląduje na biurku prezydenta.

„To 324 strony, w których określamy, jak można zawiązać i rozwiązać umowę, a także jakie wynikają z niej korzyści i obowiązki. Dziś zdecydowana większość zapisanych w projektach rozwiązań jest niemożliwa do załatwienia u notariusza. Nasz cel jest jasny. Chcemy ułatwić ludziom życie” – tłumaczy Katarzyna Kotula.

Prezydent Karol Nawrocki ma 21 dni, żeby zdecydować o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy. To oznacza, że o dalszych losach pierwszych w historii Polski zapisów pozwalających formalizować związki jednopłciowe Karol Nawrocki musi zdecydować przed 16 lipca.

Senat w oparach homofobii

Choć Lewica i koalicja rządzącą mówią o sukcesie gołym okiem widać, że homofobia w Polsce nadal mocno się trzyma. Przykłady mnożyły się podczas dyskusji w Senacie, gdzie w środę 24 czerwca, przez niemal trzy godziny politycy PiS debatowali z politykami Koalicji 15 października o tym, czy:

  • ustawa uderza w instytucję małżeństwa lub wprowadza do porządku prawnego nowy rodzaj relacji osłabiający małżeństwo (to PiS), czy też ma z tym niewiele wspólnego, bo nie zmienia stanu cywilnego, daje nieporównywalnie mniejszy wachlarz korzyści niż małżeństwo, a umowa nie jest nawet zawierana w Urzędzie Stanu Cywilnego, tylko podpisywana u notariusza (to politycy koalicji rządzącej)
  • jest krokiem w stronę małżeństw jednopłciowych i adopcji dzieci (tu wszyscy byli zgodni, że tak, choć, jak wskazywali senatorowie Lewicy czy KO, jest to pieśń przyszłości, której najpewniej nie dożyje większość polityków dziś sprawujących władzę w Polsce)
  • pogwałca (wg PiS) art. 18 Konstytucji, bowiem w zapisie tym mowa o małżeństwie jako związku mężczyzny i kobiety. Koalicja rządząca odczytywała z kolei pełną treść artykułu, który podnosi, że tak definiowane małżeństwo jest pod szczególną ochroną Rzeczpospolitej Polskiej – bez wskazania, że innych małżeństwa czy związków w Polsce zawierać nie można
  • podpisywana u notariusza umowa nie będzie polem do nadużyć i unikaniem płacenia podatków (to obawy prawicy, koalicja rządząca zgodnie wskazywała, że ewentualne wspólne rozliczanie możliwe będzie dopiero od 2029 roku – i jeśli ktoś wszedłby w taki układ partnerski tylko po to, by obniżyć zobowiązania podatkowe, równie dobrze mógłby wziąć ślub)
  • koszta finansowe, jakie poniesie państwo w wyniku wprowadzenia statusu osoby najbliższej i możliwości wspólnego rozliczania nie są zbyt duże (to góra 10 miliardów złotych w dziesiątym roku obowiązywania ustawy) – co Lewica kontrowała tym, że pary jednopłciowe, w obliczu całkowitego braku jakichkolwiek regulacji, wyjadą z kraju i strata ta, również finansowa, będzie nieporównywalna.

Co z tym ma wspólnego Jan Paweł II

„Czy możecie zagwarantować, że będzie to ostatnia umowa regulująca związki partnerskie? I że za jakiś czas nie przyjdziecie z nową propozycją, wprowadzającą w Polsce związki partnerskie, małżeństwa jednopłciowe czy adopcję?” – grzmiała senatorka Anna Bogucka z PiS.

Katarzyna Kotula odpowiadała jej: „Oczywiście, że nie. Wątpię jednak, czy w najbliższych pięciu latach rozpoczniemy w Polsce dyskusję o równości małżeńskiej. Wszak wiemy, że w Pałacu Prezydenckim żyje Karol Nawrocki, który do takiej zmiany przepisów nie dopuści. Nie przychodzę do państwa z propozycją do realizacji za 10, 15 czy 25 lat. Tylko z tym, co możemy zrobić dzisiaj”.

Bogucka dalej: „Każdy człowiek ma prawo do szczęścia i miłości. Tego nikt nie neguje. Ale czy państwo powinno w każdy taki związek ingerować i na siłę go formalizować?”

Senat przyjął projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku
Senat przyjął projekt ustawy o statusie osoby najbliższej w związku / mat. własne

Kotula: „Państwo powinno odpowiadać na potrzeby obywateli, a nie podążać za uprzedzeniami. I tak, powinno namawiać do formalizowania związków, bo dziś co trzecie dziecko rodzi się poza małżeństwem. Mamy kryzys demograficzny – i jeśli chcemy mu zapobiegać, musimy robić wszystko, by osoby, które mogą być rodzicami, czuły się w Polsce bezpieczne. Ta ustawa to punkt wyjścia do tego, by w ten najprostszy sposób się zabezpieczyć”.

Janina Sagatowska w imieniu całego klubu PiS: „Nasz wielki rodak Jan Paweł II mówił, że to przez rodzinę przebiega rola narodu. Tymczasem to ustawa o niestabilności, egoizmie, związkach na próbę, bez zobowiązań, bez przyjęcia odpowiedzialności za rodzicielstwo. Już w przeszłości przedstawiano strategię, że najpierw związki partnerskie, a potem adopcja. Nie wolno eksperymentować na dzieciach! Dziecko ma prawo do ojca i matki” – grzmiała, twierdząc, że ustawa o statusie osoby najbliższej tylko przyspieszy demograficzną zapaść w Polsce. Żadnych danych i liczb przemawiających za tą tezą jednak nie przedstawiła.

Senator Michał Seweryński z PiS zrównywał potrzebę wprowadzenia quasi związków partnerskich z potencjalnym legalizowaniem w Polsce w przyszłości bigamii, a jego partyjny kolega Zdzisław Pupa twierdził, że „ustawa wcale nie rozwiązuje problemów, a tylko pogłębia i patologizuje pewne zachowania, które wszystkich nas mogą doprowadzić do sytuacji trudnych i skrajnych”. Co to dokładnie ma oznaczać? Tego nie wiadomo.

„Obywatele w końcu pokażą wam czerwoną kartkę”

Senatorka Gabriela Morawska-Stanecka (KO) podnosiła z kolei, że formalizacja związków jest pomysłem z gruntu konserwatywnym. Powoływała się na Wielką Brytanię i Davida Camerona, który jako konserwatywny premier w 2013 roku zalegalizował małżeństwa jednopłciowe wskazując, że robi to nie pomimo tego, że jest konserwatystą, ale właśnie dlatego, że nim jest.

„Ta ustawa jest elementem ludzkiej przyzwoitości. I nie mam wątpliwości, że jeszcze w Polsce doczekamy równości małżeńskiej. Może będę wtedy już stara, zgrzybiała i będę ten moment oglądać w telewizji. Ale jestem pewna, że obywatele w końcu pokażą czerwoną kartkę tym, którzy chcą oceniać życie innych i nim zarządzać”.

„Bardzo przykro mi się tego słucha” – odpierała nienawistne i homofobiczne wypowiedzi prawicowych senatorów wicemarszałkini Senatu Magda Biejat. „Dzisiaj ani pani senator, ani jej koledzy nie są w stanie wykazać się empatię wobec tych, który jej potrzebują – i to po ludzku jest przykre. Jestem mężatką od lat dziewięciu, mój syn urodził się jeszcze przed ślubem. I kiedy ktoś zapyta dlaczego, odpowiem: że to nie jest wasza sprawa. Powiem za to, że jako niemężatka, tak samo jak po ślubie, martwiłam się o syna, szukałam przedszkola, organizowałam wakacje. Mój mąż również. Nasza rodzina w niczym nie ustępowała tym parom, które były w związkach małżeńskich. Więc gdy słyszę, że mój model rodziny urągał czy uderzał w małżeństwa, to powiem tylko, że jest to niewyobrażalnie przykre”.

„W jaki sposób dwoje ludzi, którzy są ze sobą lat, razem mieszkają i prowadzą wspólne gospodarstwo domowe, zagrażają państwa małżeństwu? Jak zagrozi stabilności państwa małżeństwa sytuacja, w której partner dołoży się do mieszkania najbliższej mu osoby, bez konieczności płacenia 20-procentowego podatku od darowizny? Albo będzie miał szansę otrzymać pełną informację o stanie zdrowia tej drugiej osoby, kiedy ta trafi do szpitala? Danie praw jednej grupie nie oznacza, że prawa drugiej grupy będą z automatu ograniczone. To tak nie działa” – wyjaśniała Magda Biejat.

Przeczytaj także:

Senatorka Anna Górska (Nowa Lewica) przeprosiła społeczność LGBT+. I pytała prawicowych polityków: „Czy państwo potrzebują mieć jakieś poczucie wyższości? Z czego wynika ta ciągła próba wtłoczenia osób LGBT+ w gorsze buty? Czy patrzyli państwo w oczy mężczyzny, który po kilku dekadach wspólnego życia nie wie, gdzie został pochowany jego partner? Czy patrzyliście w oczy kobiety, która jest ciężko chora onkologicznie i nie wie, co się stanie z jej dziećmi, tylko dlatego, że wychowuje je z żoną, z którą pobrały się za granicą? Jako państwo polskie od lat nie mamy dla takich osób żadnej propozycji. Nie robimy dla nich nic. Tylko wyciągamy ręce, każemy płacić podatki i właściwie na tym ich życie jako pełnoprawnych obywateli tego kraju się kończy. To niesprawiedliwe i okrutne” – grzmiała senatorka.

Senator Krzysztof Kwiatkowski (były szef NIK i minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska, dziś niezależny): „Polacy w 1989 roku wybrali. I dwadzieścia lat temu również — że chcą, by polskie wartości i polska tożsamość były częścią świata Zachodu, w którym najważniejszy jest człowiek. Polacy wybrali, że nie chcą być po stronie Rosji i Białorusi, w której władza uważa, że wie najlepiej, a człowiek jest tylko przedmiotem. Tym głosowaniem zdajemy egzamin z człowieczeństwa i decydujemy, czy chcemy być więźniami kłamliwiej i szkodliwej ideologii, czy stajemy po stronie obywateli”.

Sondaże wskazują jasno. A co zrobi prezydent?

Ustawa o statusie osoby najbliższej będzie przekazana teraz do kancelarii prezydenta Karola Nawrockiego. Logika nakazuje jednak myśleć o jej przyszłości w czarnych barwach. Jak bowiem mówi Kotula, Pałac Prezydencki jest zamknięty na rozmowę o treści ustawy.

„Nie ma z ich strony żadnej propozycji. Ja wciąż pozostaję w gotowości do rozmowy, ale z drugiej strony takiej otwartości nie ma” – wskazuje Kotula. I dodaje: „Moja obawa jest niestety taka, że Pałac Prezydencki zaproponuje nam pomysł, by z zapisów ustawy wykluczyć pary jednopłciowe. Chcę uspokoić od razu: na to się nie zgodzimy”.

Na podstawie umowy zawieranej u notariusza (a nie, jak w przypadku małżeństw, w urzędzie stanu cywilnego) pary mogą określić:

  • czy chcą wspólnoty czy odrębności majątkowej,
  • czy chcą się wspólnie rozliczać po pełnym roku podatkowym,
  • czy chcą ustanowić obowiązek alimentacyjny w przypadku, w którym rozwiążą umowę o osobie najbliższej,
  • czy chcą mieć prawo do korzystania ze wspólnego mieszkania,
  • czy chcą, by druga osoba miała wgląd w dokumentację medyczną, była informowana o stanie zdrowia np. po wypadku, i działała jak pełnomocnik w sprawach codziennego życia.

Projekt pozwoli do umowy dołączyć testament każdej z osób, co, pozwoli na kompleksowe zabezpieczenie wzajemnych interesów stron również na wypadek śmierci jednej z nich. Umowa pozwoli też zwolnić osobę najbliższą z podatku od spadków i darowizn, plasując ją w tzw. grupie zerowej, jak małżonków.

Prezydent Karol Nawrocki tuż po tym, jak ustawę przegłosował Sejm, ogłosił, że nie podpisze żadnego prawa, które będzie stanowiło alternatywę dla małżeństwa. „Jestem strażnikiem Konstytucji” – obwieścił.

Twarde stanowisko prezydenta nie jest jednak tożsame z tym, co na temat związków partnerskich myślą Polacy.

W ostatnim badaniu IBRiS dla Polsat News za podpisaniem ustawy przez prezydenta opowiedziało się 53 procent badanych. Przeciwko było 37 procent osób.

Jaki plan B

Nie wiadomo, czy rząd ma plan B na ewentualne (choć spodziewane) weto prezydenta, któremu nie w smak podpisywać się pod projektem, który jednoznacznie okrzyknięty zostanie jako sukces koalicji rządzącej i spełnianie wyborczych obietnic.

Wiadomo, że pary jednopłciowe nie są dziś na zupełnym lodzie. Pod koniec sierpnia w życie wchodzi projekt rozporządzenia umożliwiający transkrypcję małżeństw jednopłciowych dokonywanych za granicą. Nie wiadomo jednak, jakie prawa taka transkrypcja będzie za sobą niosła.

Jak pisaliśmy w OKO.press MSWiA oraz Ministerstwo Sprawiedliwości pracują nad zapisami ustawy, które uregulują kwestie skutków transkrypcji. Rząd musi uregulować tę kwestię, by uniknąć szeregu pozwów i kierowania małżeństw tej samej płci na drogę sądową, by tam wywalczyły te elementarne kwestie.

Nie wiadomo jednak, na jakim resort jest etapie. Pytania w tej sprawie wysłaliśmy 12 czerwca do resortu sprawiedliwości i mimo kolejnych alertów nie otrzymaliśmy na nie odpowiedzi.

Na drodze i tej regulacji stać będzie prezydent Karol Nawrocki, który projekt tej ustawy również będzie mógł zawetować. Oliwy do ognia dolewać będzie również PSL, który już zapowiedział, że złoży projekt ustawy uniemożliwiający adopcję dzieci parom jednopłciowym. Wcześniej podobny projekt (zabraniający również przysposobienia dziecka partnera/partnerki) złożyła Konfederacja.

Uderzanie w tęczowe rodziny to strategia, którą przewidywaliśmy pół roku temu. Projekt ustawy o statusie osoby najbliższej nie chroni już istniejących rodzin, nie umożliwia tworzenia nowych.

Sama transkrypcja aktu małżeństwa również takich możliwości nie przewiduje. Prawica (i ludowcy) sięgają jednak po ten poręczny argument... z desperacji, gdyż to jedyny aspekt, w którym poparcie Polek i Polaków jest najmniejsze.

Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze