0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: 12.05.2026 Warszawa , ul Wiejska , Sejm . Poslowie podczas pierwszego czytania projektow o zmianie ustawy o rynku kryptowalut . Janusz Kowalski na mownicy . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.pl12.05.2026 Warszawa ...

9 czerwca 2026 kandydat na premiera PiS Przemysł Czarnek i poseł Janusz Kowalski (kiedyś PiS) rozpoczęli w Sejmie polowanie na obcych.

Przemysław Czarnek: „Żądam zwołania Konwentu Seniorów celem ustalenia, dlaczego w tym rządzie są Ukraińcy obrażający Polaków” (to o wiceministrze nauki, Andrzeju Szeptyckim).

Janusz Kowalski: "Rozpoczynam dzisiaj kontrolę poselską we wszystkich ministerstwach, skierowałem pytanie dotyczące ukrainizacji, jeżeli chodzi o administrację publiczną. Wczoraj otrzymałem maila od pani Barbary Nowickiej [zapewne chodziło o ministrę edukacji Barbarę Nowacką – przyp. red.].

Tego maila wysłała mi chyba Ukrainka, bo nie ma polskiego nazwiska ani imienia.

Ilu obcokrajowców pracuje u pani w ministerstwie?".

„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

Zaczęło się od ministra Szeptyckiego

Ofiarą byłego ministra Czarnka padł obecny wiceminister Andrzej Szeptycki. Od kilku dni prawica nie może ochłonąć z oburzenia po słowach Szeptyckiego, który powiedział w TOK FM o UPA: „To była formacja, która – niezależnie od tego, o czym pan mówi o zbrodni wołyńskiej, ale walczyła o niepodległość Ukrainy, walczyła w ramach tego ukraińskiego imaginarium przede wszystkim z Sowietami i to była taka walka beznadziejna. To byli tacy trochę, ze wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi konotacjami tego słowa, trochę tacy ukraińscy żołnierze niezłomni”.

Przeczytaj także:

Od tego momentu prawica przekopuje się przez życiorys Szeptyckiego i uważnie studiuje jego drzewo genealogiczne. I identyfikuje niepożądane „ukraińskie elementy”. Ważną rolę w tej nagonce odegrała publicystka Polsatu Dorota Gawryluk: „Ja zastanawiam się, jak to jest możliwe, że człowiek o pochodzeniu ukraińskim, reprezentujący ukraińskie interesy, jest wiceministrem w polskim rządzie. W polskim rządzie powinni być polscy ministrowie, którzy reprezentują polską rację stanu i widzą historię taką, jaka ona była”. Już sama ta wypowiedź jeży włos na głowie, ale za nią poszły kolejne, w tym ta posła Czarnka.

Od przetrzepywania genealogii ministra w poszukiwaniu wrażych elementów do tropienia Ukraińców w innych ministerstwach i całej administracji droga krótka. Podejrzane są nie tylko korzenie i tradycja rodzinna, ale i nie dość polskie imię lub nazwisko (posłowi Januszowi Kowalskiemu trzeba oddać, że do jego imienia i nazwiska w tej kwestii przyczepić się nie sposób – są niezwykle polskie).

Poseł kiedyś z PiS sprawdzi więc, jak szybko postępuje ukrainizacja i zrobi kontrolę w ministerstwach i innych organach administracji publicznej.

Czy coś nam to przypomina?

Zima już nadeszła

Nastroje antyukraińskie i antymigranckie rosną w siłę od dawna. Jeszcze w latach 2022-2023 dotyczyły one raczej migrantów i uchodźców z Bliskiego Wschodu i krajów afrykańskich. Gdy jednak wojna Ukrainy z Rosją się Polakom przejadła, znudziła i zaczęła ich irytować, polski rasizm i ksenofobia dotknęły także Ukraińców. W 2024 roku przy okazji wprowadzania strategii migracyjnej (polegającej zasadniczo na zamknięciu drzwi do Polski) prof. Paweł Kaczmarczyk z Ośrodka Badań nad Migracjami ostrzegał w OKO.press: "Politycy są przekonani, że obywatele sobie tych migrantów skategoryzują i będą w stanie podchodzić w zróżnicowany sposób do różnych kategorii. Ukraińcy są, powiedzmy potocznie, tymi dobrymi i akceptowalnymi migrantami, a inni są zagrożeniem.

Tymczasem ludzie mają tendencje do generalizacji i jest spore ryzyko, że ostatecznie wszystkie grupy migranckie będą traktowane tak samo. Zarówno Ukraińcy i Ukrainki, jak i osoby z innych krajów będą dla nich zagrożeniem.

Więcej, przecież w codziennym życiu obywatele Polski głównie konfrontują się z osobami z Ukrainy i Białorusi. I oni będą też traktowani jako zagrożenie i źródło ryzyka – w odniesieniu do rynku pracy, systemu zabezpieczenia społecznego, bezpieczeństwa publicznego".

To zamierzchła przeszłość, Ukraińcy już dawno do wrażej grupy trafili, a ponieważ są największą grupą migrantów, to właśnie ich dotykają mowa nienawiści, hejt i uprzedzenia.

To nie zaskoczenie, to było do przewidzenia, to musiało nastąpić. I po prostu, zgodnie z logiką, nastąpiło.

Tak, są winni

Nastąpiło jednak szybciej i zaszło znacznie dalej, niż politycy się spodziewali. Z nastrojami antyukraińskimi mamy do czynienia od dawna. Czystka etniczna w administracji i polowanie na „obce” nazwiska to już kolejny etap. Trzeba się go bać, bo przypomina najgorsze momenty w polskiej historii, takie jak marzec 1968 roku.

Kto jest winien?

Rzecz jasna, politycy, jak zawsze. Skrajna prawica, jak Czarnek, Kowalski, prorosyjski Braun, to wiadomo. Rosyjska dezinformacja, która na pewno podsyca takie nastroje. W to Putinowi graj (jestem pewna, że afera z odebraniem Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu wprawiła Putina w doskonały nastrój. Jak łatwo tych Polaków rozegrać...).

Ale winię też polityków z tzw. centrum i tzw. liberalnych. Nie zrobili absolutnie nic z rosnącą na naszych oczach brunatną falą ksenofobii i nacjonalizmu. Wmawiali nam, że ich przesunięcie w prawo ma tym nastrojom przeciwdziałać. Będą rządzić faszyści, jak nie odpowiemy na antyukraińskie nastroje – mówili. Odebranie 800 plus niepracującym Ukraińcom to był ten najpowszechniej zapamiętany pomysł z kampanii wyborczej Rafała Trzaskowskiego (który wybory przegrał z jawnie antyukraińskim Nawrockim).

Następnie deportowano grupę kilkudziesięciu młodych Ukraińców, którzy wybiegli na płytę stadionu podczas koncertu Maxa Korzha. Potem – w odpowiedzi na „ciężary”, które społeczeństwo polskie niesie w wyniku obecności miliona Ukraińców w Polsce – przyjęto ustawę wygaszająca pomoc dla uchodźców, co spowodowało, że najsłabsi zostali pozbawieni opieki zdrowotnej. Następnie deportowali Ukraińca, który wjechał do Morskiego Oka, łamiąc przepisy, które obowiązują w tym miejscu. Następnie deportowali Ukraińca, który w jeziorku Balaton odłowił suma w okresie, kiedy nie wolno tego robić. Zakaz wjazdu do strefy Schengen na 5 lat Ukraińcy ci dostali w ciągu kilku dni, jeżeli nie godzin.

Rozumiem, że Polaka deportować nie można (w tej kwestii zatem porównanie nie ma sensu), ale czy kara dla Polaka za podobne czyny przyszłaby w ciągu kilkunastu godzin i interesowałby się nią premier? Nie.

Były to działania stricte polityczne. Te ostatnie może po to, by jakoś ulżyć umęczonym Polakom, którzy muszą znosić, że jednostka wojskowa w Ukrainie nosi nazwę „bohaterów UPA”.

To wszystko były przystanki na drodze prowadzącej do sejmowego występu posła Kowalskiego i ogłoszenia przez prawicę polowania na Ukraińców. Macie, co chcieliście.

Na zdjęciu Magdalena Chrzczonowicz
Magdalena Chrzczonowicz

Naczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.

Komentarze