Krzysztof Boczek
Krzysztof Boczek
Działacze stowarzyszenia „Dumni dla Polski” pomagali politykom PiS. Za rządów prawicy dostawali setki tysięcy złotych dotacji i nawet nie pozorowali wykonywania projektów. Dziś twórcy organizacji zalegają ze zwrotem pieniędzy, które próbują odzyskać instytucje państwa
Stowarzyszenie „Dumni z Polski” powstało tuż po przejęciu rządów przez PiS – w 2016 roku. W styczniu 2022 roku, czyli w przedostatnim roku rządów PiS, organizacja ubiegała się o 160 tys. zł w konkursie Narodowego Instytutu Wolności na projekt „Kapitał Strategiczny Stowarzyszenia Dumni z Polski”. We wniosku o dotację „Dumni z Polski” podkreślali, że gromadzą ludzi o „szerokich znajomościach w świecie polityki i mediów”.
I wymieniali, że są wśród nich:
Lista jest znacznie dłuższa, ale niestety nie ma w niej nazwisk.
Wniosek szeroko opisuje, czym mają się zajmować „Dumni z Polski”. Lista jest imponująca – obejmuje kilkadziesiąt sfer. Od prowadzenia warsztatów i szkoleń, poprzez pracę z młodzieżą w sferze kultury, sztuki, sportu oraz polityki, aż po wspieranie domów kultury, teatrów, galerii, bibliotek, nawet orkiestr, chórów i filharmonii.
„Dodatkową działalnością Stowarzyszenia jest ewangelizacja” – zaznaczają. Podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, na Przystanku Jezus, a nawet na „PolandRock”. Jak „Dumni z Polski” twierdzą we wniosku, współorganizowali nawet imprezę na – uwaga – 200 tysięcy osób.
Tak szerokiego zakresu działania nie mają nawet duże instytucje z wielomilionowymi budżetami. Tymczasem „Dumni z Polski” nie zatrudniają nikogo i nie posiadają żadnych nieruchomości czy ruchomości – w tym choćby nawet komputera czy drukarki.
Mimo tego, w ramach „budowania międzysektorowej koalicji na rzecz utworzenia kapitału żelaznego”, na pierwszym miejscu zadań, jakie chcą wykonać, wymieniają „powołanie nowego departamentu ds. zarządzania kapitałem żelaznym” i mianowanie w nim dyrektora. Nie wiadomo, czy to w tym departamencie ma pracować druga osoba, którą pragną zatrudnić – specjalista od fundraisingu.
Ale organizacja chce też „opracować strukturę wewnętrzną” z tymi dwoma pracownikami, „regulacje administracyjne i prawne dot. funkcjonowania departamentu” oraz „wieloletni kompleksowy program budowania kapitału żelaznego”. „Dumni z Polski” chcą także stworzyć biuro i „zespół zarządzający kompleksowym przygotowaniem Stowarzyszenia do utworzenia kapitału żelaznego”.
Efekty tych działań za 160 tys. zł mają być imponujące – organizacja opisała je na trzech stronach. Prawie w każdym zdaniu jest „kapitał żelazny”. W sumie we wniosku to sformułowanie pada... 80 razy. Autorzy wprawdzie go nie tłumaczą, ale prawo o organizacjach stanowi, że chodzi o „nienaruszalny fundusz finansowy, który organizacja tworzy z darowizn, inwestuje, finansuje swoje strategiczne cele, zapewniając stabilność i długoterminowe wsparcie”.
Po tak kwiecistym wniosku NIW przyznał „Dumnym z Polski” 160 tys. zł. Choć nie bez problemów. Wniosek oceniało najpierw dwóch ekspertów. Jeden związany z PiS – tu nie było problemów. Ale drugi, niezależny, przyznał wnioskowi tylko 44 punkty na 100. Wniosek skierowano więc do trzeciego eksperta, ten zaś przyznał maksymalną ilość punktów i w ten sposób zagwarantował „Dumnym z Polski” dotacje – podał nam Narodowy Instytut Wolności.
Plan budowy „kapitału żelaznego” okazał się jednak mirażem. W 30 dni od zakończenia projektu – koniec 2023 roku – organizacja powinna złożyć sprawozdanie z wykonania zadania i dowody na to. W decyzji NIW z 20 listopada 2024 roku czytamy, że NIW prosił o nie pięć razy.
„Dumni z Polski” sprawozdania nie złożyli. Ostatecznie w listopadzie 2024 roku, dyrekcja NIW nakazała organizacji zwrócić pieniądze z odsetkami.
„Dumni z Polski” nie zwrócili pieniędzy.
Nie wiadomo, na co „Dumni z Polski” wydali środki z dotacji.
Na ich kontach bankowych nie było żadnego „kapitału żelaznego”. Nie zostawili żadnego majątku. Strona www nie działała, telefonów nie odbierano, na maile nie odpowiadano, nikt nie podejmował wezwań – relacjonuje nam Instytut.
Według TVN24 w kwietniu 2025 roku w dawnej siedzibie „Dumnych z Polski” mieszkał pewien Francuz – lokum było wynajmowane. Obecnie przy adresie „Dumni dla Polski” – Chmielna 7/6 w Warszawie widzimy w Google Maps adnotację „zamknięte na stałe”.
NIW podaje nam, że 6 listopada 2025 r. naczelnik Urzędu Skarbowego, który próbował odzyskać pieniądze Narodowego Instytutu Wolności, umorzył postępowanie egzekucyjne.
W drugiej połowie stycznia 2025 r. obecny dyrektor NIW Michał Braun podjął decyzję o zwrocie zaległych funduszy z majątku prywatnego prezesa i byłego wiceprezesa. Na 19 stycznia 2026 roku była to kwota 228 918,00 zł z odsetkami.
Prezesem „Dumnych z Polski” według KRS jest Dariusz Jóźwiak, a wiceprezesem do października 2022 r. był Kamil Kobyliński.
Dyrektor NIW Michał Braun w rozmowie z OKO.press podkreśla, że w działaniu obu z nich nie było nawet próby zachowania pozorów realizacji zadania, na które ich organizacja wzięła dotację.
„»Dumni z Polski« to kolejna organizacja, która w nazwie ma wzniosłe idee, za którymi kryje się skok na kasę. Im bardziej wzniosłe nazwy działacze PiS nadawali swoim organizacjom, tym większe kłopoty pojawiały się z rozliczeniem projektów” – mówi Braun.
Jóźwiak nie odbiera telefonu, nie odpowiedział też na naszą prośby o rozmowę kierowane do niego SMS-em i mailem. Kobyliński w odpowiedzi na nasze pytania pisze natomiast, że w połowie 2022 roku zrezygnował z bycia wiceprezesem i nie ma od tego czasu dostępu do dokumentów stowarzyszenia. „Nie wiem, w jaki sposób zarząd realizował zadania finansowane ze środków państwowych od momentu mojego odejścia” – twierdzi.
NIW obecnie próbuje odzyskać fundusze z kilkudziesięciu organizacji, głównie prawicowych, które dostały dziesiątki milionów w czasach PiS i nie wykazały, że wydały te środki zgodnie z przeznaczeniem.
O prezesie Dariuszu Jóźwiaku wiadomo niewiele: za rządów PiS chętnie z Kobylińskim występował w prawicowych mediach, od 30 stycznia 2025 roku, wg KRS, jest prezesem CIAO FILM, obecnie Ciao Group – firmy, która w Wołominie ma m.in. prowadzić działalność filmową, zarządzać stronami www, zajmować się fotografią, a nawet sportem i rekreacją.
Za to o wiceprezesie Kamilu Kobylińskim OKO.press pisało już w 2023 roku, nie znając wówczas jego imienia i nazwiska. W czasie ówczesnej kampanii wyborczej do Sejmu Mateusz Morawiecki urządził PR-ową szopkę – rzekome spotkanie z dziennikarzami. Okazali się nimi ludzie podlegli PiS i pracownicy mediów, które PiS kontrolował.
Jedyną osobą, której wówczas tożsamości nie udało nam się ustalić, był właśnie Kobyliński. Choć jego twarz już przewijała się przez media kontrolowane przez PiS: TV Republika, „Gazecie Polskiej”, Radiu Opole, Radiu Lublin, dopiero użyte przez nas później programy do identyfikacji twarzy pomogły nam go odnaleźć.
Teraz wiadomo o Kobylińskim więcej. Według CV, jakie sam zamieszcza na swoim FB i LinkedIn, wywodzi się z uczelni o. Tadeusza Rydzyka i z jego mediów – pracował trzy lata w TV Trwam. Razem z żoną Marią – też z tej uczelni i toruńskich mediów redemptorysty – pozował do zdjęć z parą prezydencką Dudów. Na fotografiach można go zobaczyć tuż obok Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego, Beaty Szydło czy Jacka Sasina. Siedzi w pierwszych rzędach widowni, które oklaskują wystąpienia liderów partyjnych. Pojawia się też w mediach PiS, zwłaszcza w TV Republika – np. we wrześniu 2023 r. starał się tam zdefiniować „nową formę patriotyzmu”.
Bardzo aktywny był od samego początku kampanii wyborczej Karola Nawrockiego w 2025 roku. Jest na wielu zdjęciach, głównie w zielonej koszulce z napisem „Karol inspiruje”. Razem z Nawrockim pozował na pięściarza, towarzyszył mu w podróżach po kraju, zbierał dla niego podpisy itp. Ale najbardziej znany jego występ miał miejsce w czasie majowej debaty w Końskich – próbował siłą wedrzeć się na salę. Przy kamerach. To odbiło się głośnym echem w mediach. Wówczas to TVN24 zapytał szefa sztabu wyborczego Nawrockiego – Pawła Szefernakera – o rolę Kobylińskiego w sztabie wyborczym. Ten zaś mówił: „Nie znam tego człowieka, nie pełni żadnej funkcji (w sztabie – red.)”
Ostatnio Kobyliński pokazuje się natomiast w towarzystwie Mateusza Morawieckiego.
Związki z PiS jak na dłoni widać w CV, jakie Kobyliński publikuje na LinkedIn oraz na swojej stronie Facebooka. Pisze w nim, że był koordynatorem biura prasowego (2019 rok) i Biura Wydarzeń Krajowych (2020 rok) w Kancelarii Prezydenta, ekspertem w MEiN (lata 2020-21) u min. Przemysława Czarnka, oraz zastępcą dyrektora w KPRM (2023 rok). W większości tych miejsc pracował krótko, tylko kilka miesięcy. Dlaczego? TVN24 cytuje współpracowników Kobylińskiego – twierdzą, że był słabym pracownikiem, większość czasu spędzał na zwolnieniu lub urlopie.
Docieramy do raportu na temat pracy i działań Kobylińskiego, jaki miał trafić na biurko Jarosława Kaczyńskiego. Wiarygodne dla nas źródła potwierdzają nam autentyczność tego materiału. Do raportu dołączone były także dokumenty (o nich później). Raport jest dość obszerny – prawie 2 strony informacji, czasem opisów konkretnych sytuacji. Część z informacji w nim zawartych udało nam się zweryfikować – potwierdziły się w innych źródłach. Części nie udało się – o tych nie piszemy.
Raport potwierdza informacje dziennikarzy TVN24 na temat tego, jakim Kobyliński był pracownikiem.
„Kompletnie nic nie robi, nie wywiązuje się z zadań, o każdej porze dnia jest nieobecny w pracy bez usprawiedliwienia, nie posiada umiejętności, których posiadanie deklarował w pisemnym CV oraz rozmowach rekrutacyjnych” – czytamy.
Miano go też zwolnić z Kancelarii Prezydenta i KPRM. Pytany o to Kobyliński nie odpowiada wprost, ale sugeruje, że zwolniono go z powodu krytyki, jaką zgłaszał wobec „stylu zarządzania i kierunkom, jakie nadał” Pełnomocnik Rządu do spraw Polityki Młodzieżowej Piotr Mazurek (o nim dalej).
Lista zarzutów w raporcie jest długa. Osoba, która prosi o anonimowość, a zna Kobylińskiego, mówi nam o jego pracy i kompetencjach: „Jest gorszy niż misiewicze PiS-u”.
228 tys. zł zaległości wobec NIW to tylko czubek góry lodowej.
W kwietniu 2025 r. dziennikarze TVN24 ujawnili, że Stowarzyszenie „Dumni z Polski” otrzymało od MEiN – za czasów Przemysława Czarnka – 545 tys. zł. Tych dotacji także nie rozliczyli.
Co istotniejsze, od 2021 roku Jóźwiak i Kobyliński pracowali w MEiN dla ministra Czarnka – zajmowali się jego PR-em, odczytywali jego listy na uroczystościach itp. TVN24 podaje, że dostali te stanowiska bez konkursu, z politycznego klucza. Już jako pracownicy MEiN, Jóźwiak i Kobyliński dostali 345 tys. zł na „Cykl Konferencji Naukowych – Nowa Generacja Społecznej Odpowiedzialności". To była jedna z 5 najwyższych dotacji w programie „Społeczna Odpowiedzialność Nauki”.
3 miesiące później, w sierpniu 2021 dostali kolejne 200 tys. zł na „portal informacyjno publicystyczny”: „Pamiętniki Pokolenia Wolności”. Czarnek przyznał im te pieniądze, mimo iż nabór do tego programu zakończył się 4 miesiące wcześniej – w kwietniu.
„Dumni z Polski” i w MEiN nie złożyli sprawozdań, nie rozliczyli projektów.
Kilkanaście dni po przegranych wyborach przez PiS, ministerstwo rozwiązało umowę i zażądało zwrotu 545 tys. zł plus odsetki. W korespondencji z dziennikarzami Jóźwiak nie potrafił podać strony portalu ani jego nazwy, nie pamiętał dokładnie, ile konferencji przeprowadzili, twierdził, że to Kobyliński miał rozliczać projekt MEiN. Także deklarował, że zwrócą fundusze, jeśli trzeba będzie.
Nie zwrócili.
Według naszych informacji sprawa pierwszej z dotacji została przekazana do Prokuratorii Generalnej RP. „Zapadł prawomocny nakaz zapłaty i kolejnym krokiem będzie skierowanie sprawy do komornika” informuje nas dział prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Sprawa drugiej z dotacji prowadzona jest także przez Prokuratorię Generalną RP.
Według kalkulatora odsetek ustawowych, od listopada 2023 r, od kwoty 545 tys. zł, wyniosły one ponad 122 tys. zł. Sumarycznie więc „Dumni z Polski” musieliby oddać na dziś ponad 667 tys. zł.
Jest i starsza sprawa – w 2022 r. Piotr Gliński, wtedy minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, decyzją z 2 września nakazał prezesom „Dumni z Polski” zwrot 50 338,91 zł wraz z odsetkami. Chodziło o wykorzystaną niezgodnie z przeznaczeniem część dotacji na zadanie „Wsparcie działań misyjnych i rozwój instytucjonalny Stowarzyszenia Dumni z Polski” w ramach programu „Fundusz Patriotyczny, edycja 2021 „Wolność po polsku””. W lipcu 2021 roku Kobyliński i Jóźwiak dostali na ten cel 230 tys. zł z MKiDN.
"W grudniu 2022 r. Pierwszy Urząd Skarbowy Warszawa-Śródmieście, realizujący tytuł wykonawczy, dokonał przelewu na konto Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w wysokości 50 338,92 zł (należność główna) i 7 762,83 zł (odsetki), po uprzednim zajęciu wskazanych kwot z konta Stowarzyszenia” – informuje nas dział prasowy MKiDN.
„Dumni z Polski” są więc obecnie winni prawie 670 tysięcy zł ministerstwu kultury i prawie 230 tysięcy zł Narodowemu Instytutowi Wolności.
Sumarycznie więc zaległości „Dumnych z Polski” z odsetkami sięgałyby obecnie ok. 900 tys. zł.
Kobyliński, w odpowiedzi na nasze pytania o niezwrócone pieniądze z funduszy NIW, MEiN i MkiDN pisze, że od prawie 4 lat nie ma nic wspólnego ze stowarzyszeniem „Dumni z Polski” i aby pytania kierować do obecnego zarządu.
Przypomnijmy – prezes Jóźwiak nie odbierał telefonu, nie odpowiedział też na sms ani maila z prośbą o rozmowę.
W sierpniu 2022 roku – czyli 1.5 miesiąca przed opuszczeniem przez Kamila Kobylińskiego stanowiska wiceprezesa stowarzyszenia „Dumni z Polski” – powstało w Legionowie Stowarzyszenie Nowa Generacja Patriotyzmu. Prezesem został… Kamil Kobyliński. Dokładnie pod tym samym adresem – Łowicka 24C – dokładnie tego samego dnia, 24 sierpnia 2022 r., powstało też Stowarzyszenie Nowoczesność i Tradycja, którego prezesem jest Agnieszka… Kobylińska. To matka Kamila, radna PiS w radzie miejskiej w Legionowie. Łowicka 24C to – wg informacji WP.pl – jej adres.
W ewidencji stowarzyszeń powiatu legionowskiego znajdujemy obie organizacje. Okazuje się, że deklarowane działania obydwu są identyczne. Jota w jotę. Co istotniejsze – są też takie same, jak opisane we wniosku Stowarzyszenia „Dumni z Polski” do NIW. Od „dokumentowanie, rozpowszechnianie i projekcję materiałów audiowizualnych; organizowanie warsztatów, kursów, szkoleń i seminariów”, poprzez „działalność zespołów teatralnych, dramatycznych i lalkowych, filharmonii, orkiestr i chórów, aż po „organizowanie balów i odznaczanie osób zasłużonych”, „organizacja rekonstrukcji historycznych”. Nawet kolejność poszczególnych elementów jest identyczna. Kopiuj – wklej. Jedyna różnica – we wniosku wypunktowywano te elementy numerując je, a w ewidencji stowarzyszeń są podawane bez numerów, po średnikach.
„Teraz to nie byłoby możliwe. Wprowadziliśmy w NIW system antyplagiatowy, który sprawdza, czy wnioski nie są kopiowane, by temu przeciwdziałać” – zaznacza Michał Braun z NIW, któremu pokazujemy te bliźniacze opisy.
Tak się składa, że dokładnie w czasie, gdy powstały obie organizacje – po koniec sierpnia 2022 roku – NIW przyznawał dotacje w ramach Rządowego Programu Fundusz Młodzieżowy. Obie – dopiero co powstałe organizacje – zaaplikowały o te dotacje. I dostały je.
WP w 2023 roku podawała, że to były prawie identyczne kwoty: odpowiednio 187,2 tys. zł i 187,5 tys. zł. NIW zaś podaje nam, iż Nowa Generacja Patriotyzmu otrzymała wówczas 249 600 zł dotacji.
Wniosek organizacji Kobylińskiego – w ocenie obecnego NIW – został napisany „pobieżnie”. Mimo tego eksperci PiS związani z ministrem Glińskim ocenili go wówczas bardzo wysoko – dostał 20 na 20 możliwych punktów. I najlepsze – maksymalną liczbę punktów organizacja Kobylińskiego miała dostać za... „doświadczenie” (sic!). Przypomnijmy – Kobyliński założył Stowarzyszenie, gdy zbierano wnioski na dotacje w NIW.
"Wnioskodawca wykazał zasoby oraz kompetencje na oczekiwanym poziomie, adekwatnym do skali zaproponowanych działań. Oceniając potencjał organizacyjny, warto zwrócić uwagę zwłaszcza na fakt, iż wnioskodawca posiada doświadczenie w zakresie rozliczania i realizacji projektów finansowanych ze środków publicznych. Całość jest przemyślana oraz została przygotowana na odpowiednim poziomie szczegółowości. Brak zastrzeżeń oceniającego” – czytamy.
Przypomnijmy – gdy eksperci od Glińskiego pisali te peany o „doświadczeniu w rozliczaniu i realizacji projektów”, sam minister Gliński już podpisał wniosek o zwrot ponad 50 tys. zł przez drugą z organizacji Kobylińskiego – „Dumni z Polski” – za wykorzystanie dotacji „niezgodnie z przeznaczeniem”.
Projekty obu organizacji Kobylińskich – matki i syna – miały być realizowane w 2023 roku. W tym czasie Kamil Kobyliński został zatrudniony na stanowisku wicedyrektora w KPRM, w Departamencie Społeczeństwa Obywatelskiego. Ten zaś nadzoruje… Narodowy Instytut Wolności, z którego on i jego matka dostawali granty. Jako wicedyrektor mógł podpisywać dokumenty, w których występował jako beneficjent.
Kobyliński zaprzecza. „Nigdy nie nadzorowałem działalności NIW. (…) Gdy objąłem to stanowisko, złożyłem rezygnację z bycia prezesem Stowarzyszenia Nowa Generacja Patriotyzmu oraz zrezygnowałem z bycia członkiem Rady Dialogu z Młodym Pokoleniem, której to działania z racji objęcia stanowiska zacząłem koordynować” – pisze w odpowiedzi na nasze pytania.
Sprawdzamy. W marcu 2023 roku, WP.pl podkreślała, iż 33-letni Kobyliński „jest prezesem” tego Stowarzyszenia. Także w marcu, Radio Maryja, relacjonując wydarzenie w Toruńskim Parku Pamięci, cytowało Kobylińskiego jako „prezesa Stowarzyszenia Nowa Generacja Patriotyzmu”. We wrześniu tego roku, relacjonując konferencję, Niezalezna.pl podawała, iż zorganizował ją Kobyliński – prezes tegoż. Na stronie www organizacji także Kobyliński pełni funkcję jej prezesa. W ewidencji stowarzyszeń powiatu legionowskiego z 20 marca 2023 roku, prezesem także jest Kobyliński. Dopiero w aktualnej ewidencji wpisany jest inny prezes: Rafał Lech – nie wiadomo jednak od kiedy.
„W NIW mieliśmy do czynienia z piętrowym konfliktem interesów. Minister Mazurek (patrz dalej – red.) nadzorował NIW, szefował Radzie i wszystkim komitetom monitorującym programy, jego koledzy i koleżanki partyjni otrzymywali dziesiątki milionów z grantów. Dziś nikomu do głowy nie przyszłoby, żeby wicedyrektor departamentu nadzorującego NIW jednocześnie realizował projekt i czerpał z niego osobistą korzyść" – komentuje dyrektor Michał Braun.
Wspomniany Piotr Mazurek piastował wysokie funkcje w NIW od 2018 r. a w latach 2020-23 był pełnomocnikiem rządu ds. polityki młodzieżowej w KPRM – jako podsekretarz, a później sekretarz stanu. Wg Frontstory.pl aż 20 mln zł trafiło do organizacji z nim związanych, bo dotacje przyznawali jego koledzy w NIW. Pieniądze dostała nawet jego znajoma Karolina B. – młoda prawniczka, w czasie naboru do projektu oskarżona, a w 2023 roku już skazana w głośnej sprawie zabójstwa jej partnera.
W raporcie dla Jarosława Kaczyńskiego czytamy, że Kobyliński miał zataić przed przełożonymi – zatrudnił go Mazurek – że jest prezesem stowarzyszenia, które dostaje granty z NIW. Pytany o to nie odpowiada wprost, ale jego odpowiedź sugeruje, iż takie zarzuty się pojawiły. Pisze, że pracę dostał, bo zorganizował konferencję w budynku Giełdy Papierów Wartościowych, na której Mazurek wygłosił prelekcję. „Bardzo dobrze wiedział, że jest to wydarzenie finansowane ze środków NIW, a dodatkowo patronat honorowy nad tym wydarzeniem objęła Rada Dialogu z Młodym Pokoleniem” – dodaje Kobyliński.
Wracając do jego grantu na ćwierć miliona zł – sprawozdanie z realizacji projektu „Nowej Generacji Patriotyzmu” jest – w ocenie obecnego kierownictwa NIW – „zdawkowe”, napisane także „pobieżnie”. Mimo tego zaakceptowano je bardzo szybko: w ciągu 12 dni. Stało się to tuż pod koniec urzędowania Wojciecha Kaczmarczyka – ostatniego dyrektora NIW z nadania PiS – podaje nam Narodowy Instytut Wolności.
Michał Braun komentuje: "System stworzony przez ministra Glińskiego pozwalał manipulować konkursami na każdym etapie: przydzielania ekspertów, którzy wystawiali organizacjom, które zakładali działacze PiS, najwyższe noty, zmieniania punktów wystawionych przez ekspertów na komisjach konkursowych, pozwalania na aneksy umów zmieniające treść projektów i rozliczenia projektów bez podstaw. (…) Dziś żadna z tych sytuacji nie mogłaby mieć miejsca. System jest oparty o pracę z przygotowanymi ekspertami, losowe dobory do wniosków, transparentność i stały nadzór Rady NIW złożonej w większości z reprezentantów III Sektora”.
Po przegranych przez PiS w październiku 2023 roku wyborach kariera Kobylińskiego zanurkowała.
Według jego CV jest obecnie starszym strzelcem wyborowym – zwiadowcą w Wojskach Obrony Terytorialnej. Ma być też „wiceprezesem” w Centralnym Klubie Strzeleckim, a wg KRS jest „prezesem” tej organizacji od 2020 r. Strona internetowa klubu jest bardzo uboga, trudno stwierdzić, czym klub się zajmuje oprócz zbierania składek od członków (190 zł/rok z wpisowym).
Na głównej stronie Nowej Generacji Patriotyzmu, na bordowym tle wezwanie organizacji Kobylińskiego: „Wesprzyj legionowskich patriotów” i numery kont bankowych. W rubryce „O nas” oprócz Kobylińskiego są zdjęcia 3 osób: Daniel Patel, Rosa Storie, Pearl Lindsey – wszyscy o egzotycznej urodzie. Podpisani są identycznie: „Integer ac vehicula eros, sed dictum sapien.” – to markowany podpis z szablonu strony. Fotki przedstawiają modela i modelki z banków zdjęć. Tę samą fotkę rzekomego Daniela Patela znajdujemy na 33 stronach z całego świata; Rosy Storie – na 25, a Pearl Lindesy – na 62.
Od 10 stycznia 2026 roku na Facebooku uaktywniło się Stowarzyszenie Nowa Generacja Patriotyzmu Gmina Wieliszew – to kolejny twór Kobylińskiego. Obserwują go dwa profile – jego organizacji oraz jego matki. Na stronie duży ruch – kilkanaście postów w dwa tygodnie. Z Powstańcami Styczniowymi, Armią Wojska Polskiego, która wyzwoliła Warszawę, Jasną Górą, Witoldem Pileckim, o. Maksymilianem M. Kolbe.
Na profilu Kobylińskiego na Facebooku hasłem przewodnim jest: „Miłość ojczyzny naszym prawem”. Jego kolegę z organizacji, Bartłomieja Imiołka, pytamy, czy miłujący ojczyznę patrioci powinni zawłaszczać publiczne pieniądze i nie oddawać ich na wezwanie organów państwa.
Imiołek długo nie chce odpowiedzieć na pytanie. Twierdzi, że nic nie wie o tym, że organizacja Kobylińskiego nie rozliczyła się z setek tysięcy złotych, nie interesuje się tym, co „ma za paznokciami”.
W końcu jednak przyznaje: „Takie rzeczy nie powinny się wydarzyć”.
Imiołek, hydraulik, tłumaczy, że do organizacji Kobylińskiego wstąpił, bo młodzi ludzie zapominają, jak wygląda historia Polski, a nawet jej flaga. On chce to młodym przypominać.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Goniec.pl. W tym zawodzie ceni niezależność.
Komentarze