Sędzia, ogłaszając wyrok uniewinniający, wyjaśniał, że mimo zabicia wilka Lego nie doszło do „istotnej szkody w środowisku”. „Czy ten wyrok wskazuje, że można strzelać bezkarnie do zwierząt chronionych?” – zastanawia się badacz wilków dr Maciej Szewczyk z Uniwersytetu Gdańskiego.
Zabił wilka i został uniewinniony. W Sądzie Rejonowym w Starogardzie Gdańskim zapadł nieprawomocny wyrok w sprawie Krzysztofa S., łowczego z Koła Łowieckiego „Cyranka”. Myśliwy podczas sierpniowego polowania w 2024 roku w Borach Tucholskich oddał strzał – jak później wyjaśniał – „myśląc, że celuje do lisa”.
Postrzelił śmiertelnie wilka Lego, ojca szczeniaków. Wilki w Polsce są gatunkiem ściśle chronionym.
Sędzia Maciej Bącal, ogłaszając wyrok (zapadł 26 marca 2026), wyjaśniał, że w sprawie nie wykazano jednego z kluczowych znamion czynu – „istotnej szkody” dla środowiska (art. 181 § 3 Kodeksu Karnego). Jak wyjaśniał, przepis, na podstawie którego postawiono zarzuty myśliwemu, nie penalizuje zabicia wilka – chyba że uda się udowodnić, jak śmierć zwierzęcia doprowadziła właśnie do „istotnej szkody” w środowisku. Jak tłumaczył sędzia Bącal, liczebność wilków w Polsce jest na tyle duża, że śmierć jednego wilka nie zaszkodzi ochronie gatunku.
„Jestem przeciwnikiem polowań, kocham zwierzęta. Niemniej jako sąd jestem zobowiązany do zimnej, prawnej oceny, czy zachowanie oskarżonego zrealizowało znamiona przestępstwa, i stwierdzam, że nie” – mówił sędzia.
Odniósł się również do wyjaśnień myśliwego i „pomyłki” z lisem. „To, czy faktycznie był pan przekonany, że strzela do lisa, pozostanie pana tajemnicą. Wersja, którą oficjalnie prezentuje pan przed sądem, jest nie do obalenia na podstawie zebranego materiału dowodowego”- powiedział do Krzysztofa S.
Zwróciliśmy się do Prokuratury Okręgowej w Gdańsku z pytaniem o dalsze kroki w tej sprawie. Jak informuje rzecznik prasowy, prokurator Mariusz Duszyński, został już złożony wniosek o pisemne uzasadnienie wyroku. Dopiero po analizie uzasadnienia zostanie podjęta decyzja o apelacji.
Bardzo możliwe, że Prokuratura Rejonowa ze Starogardu Gdańskiego tę apelację złoży.
Wilk Lego miał nieco ponad dwa lata i niedawno urodzone szczeniaki. Żył w Borach Tucholskich. Naukowcy z Uniwersytetu Gdańskiego i Stowarzyszenia dla Natury „Wilk” założyli mu obrożę telemetryczną, żeby móc śledzić jego wędrówki i zachowania.
„Lego chodził na dłuższe kilkunastokilometrowe wycieczki łowieckie. Czasami wracał do szczeniaków nawet po dwóch dobach. Aż do ostatniej niedzieli (25 sierpnia 2024), kiedy wrócić mu się nie udało” – mówił nam dr Maciej Szewczyk z Uniwersytetu Gdańskiego i „Wilka”, który zajmuje się badaniem wilków m.in. w Borach Tucholskich.
Dzięki obroży naukowcy dowiedzieli się, że Lego nie żyje.
„Obroża ma takie urządzenie, akcelerometr, z tego dane nie są wysyłane na bieżąco, ale są zapisywane w pamięci. Po odzyskaniu obroży można je odczytać. Jednocześnie to urządzenie służy do wykrywania śmierci zwierzęcia, bo jest dokładniejsze niż współrzędne GPS. Przez GPS trudno by było odróżnić, czy wilk nie żyje, czy po prostu śpi sobie w młodniku i przechodzi z jednego legowiska do drugiego. Natomiast akcelerometr, jeżeli przez kilka godzin zwierzę w ogóle nie poruszyło głową, wysyła dane o tak zwanym mortality event, czyli informację, że prawdopodobnie zwierzę nie żyje” – wyjaśniał dr Szewczyk. Taki sygnał dotarł do naukowców w poniedziałek 26 sierpnia 2024.
Na poszukiwania wilka wyruszył pracownik Wdeckiego Parku Krajobrazowego, po którym poruszał się Lego. Znalazł ciało zwierzęcia, z wyraźną raną postrzałową.
Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” ogłosiło nagrodę za wskazanie sprawcy – 10 tys. zł. Kiedy o sprawie zrobiło się głośno, myśliwy, który oddał strzał, sam zgłosił się na policję. Tłumaczył, że strzelił do wilka, bo „pomylił” go z lisem.
Prokuratura postawiła mu zarzut „bezprawnego odstrzału z broni myśliwskiej wilka, pozostającego pod ścisłą ochroną gatunkową, powodując istotną szkodę”.
Stowarzyszenie dla Natury „Wilk” po tym, jak sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Starogardzie Gdańskim, złożyło wniosek o dołączenie do procesu w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Po wyroku relacjonuje w mediach społecznościowych: „Sędzia Bącał już na wstępie odmówił udziału w sprawie Stowarzyszeniu dla Natury »Wilk« oraz Uniwersytetowi Gdańskiemu w charakterze oskarżycieli posiłkowych, pomimo złożenia przez nas stosownych wniosków w ustawowym terminie. Tym samym uniemożliwił nam i UG zaskarżenie skandalicznego wyroku, który właśnie zapadł”.
Jak dodaje Stowarzyszenie, sędzia uzasadniał, że „cel statutowy stowarzyszenia (w tym wypadku celem jest ochrona wilków w Polsce – od aut.) pozostaje irrelewantny dla sprawy”. Podczas rozprawy mówił: „ktoś może stworzyć stowarzyszenie dla ochrony mienia i występować w każdej sprawie, gdy mienie jest naruszone”. Zażalenia Stowarzyszenia na tę decyzję zostało odrzucone.
Sąd jedynie powołał na świadka jednego naukowca z UG, prof. Adriana Zwolickiego.
„Przy tak ewidentnej winie oskarżonego, spodziewałem się chociaż symbolicznej kary – na przykład w postaci grzywny. Uniewinnienie mnie zaskoczyło” – mówi w rozmowie z OKO.press dr Maciej Szewczyk. „Czy ten wyrok wskazuje, że można strzelać bezkarnie do zwierząt chronionych? Przecież gdyby osoba bez uprawnień zastrzeliła sarnę, byłaby skazana na podstawie ustawy prawo łowieckie. Jakby myśliwi zabił psa, odpowiadałby za znęcanie się nad zwierzęciem. A zabił chronionego prawem wilka i nie poniesie żadnych konsekwencji, przynajmniej według wyroku pierwszej instancji” – komentuje.
Naukowiec na pytanie, czy zgadza się z sędzią, że śmierć wilka Lego nie doprowadziła do istotnej szkody w środowisku, odpowiada: „Zdecydowanie nie”.
"Sporządzono w tej sprawie dwie opinie biegłych. Pierwsza opinia stwierdzała, że szkoda w środowisku była istotna. Obrona się od tego odwołała, powołując się m.in. na argument, że wilków w Borach Tucholskich jest więcej, niż zapisał w swojej ekspertyzie pierwszy biegły.
Żeby ten argument czymś poprzeć wykorzystano dane z mojego wykładu – tylko że moja wypowiedź została zmanipulowana.
W ekspertyzie pierwszego biegłego było zapisane, że w Borach Tucholskich jest 13-16 grup rodzinnych wilków. To są dane zgodne z rzeczywistością. Tymczasem obrońca myśliwego, powołując się na mnie, prostował, że tych grup jest aż 40. Ja tego nigdy nie powiedziałem. Podczas wykładu przedstawiłem mapę całego szeroko pojętego pasa Pomorza, od Słupska po Elbląg w linii zachód-wschód i od morza do Bydgoszczy w linii północ-południe. Na tym dużym terenie faktycznie żyje około 40 grup rodzinnych. Same Bory Tucholskie to malutki wycinek tego obszaru, na którym żyje kilkanaście watah. Ale obrońca wziął sobie z mojego wykładu liczbę, która pasowała do tezy i ją zmanipulował. To stało się podstawą do odrzucenia pierwszej ekspertyzy i powołania drugiego biegłego przez sąd. Nie widziałem tej opinii, ale rozumiem, że biegły uznał brak istotnej szkody w środowisku. Na to powołał się sędzia, ogłaszając wyrok i mówiąc, że populacja wilka jest bardzo liczna" – wyjaśnia naukowiec.
Jak dodaje, obrońcą myśliwego był znany z łowieckich spraw Miłosz Kościelniak-Marszał, również myśliwy i członek Instytutu Analiz Środowiskowych. „Który nie jest żadnym instytutem, a prywatną firmą zajmującą się m.in. antywilczą propagandą” – mówi dr Szewczyk.
Jakie skutki spowodowała śmierć wilka Lego?
Tuż po znalezieniu jego ciała, naukowcy wyjaśniali, że po śmierci ojca lub matki rozpada się grupa rodzinna. Mogą umrzeć również szczeniaki, które razem z rodzicem tracą ochronę i żywiciela. Czy tak się wydarzyło?
„Po śmierci Lego jeszcze przed dwa miesiące na fotopułapce obserwowaliśmy jego jednego szczeniaka. Później przestał się pokazywać, nie wiemy, co się z nim stało” – mówi dr Szewczyk. „Na tym terenie pojawiły się inne wilki. Być może przejęły szczeniaka pod opiekę, a być może nie przeżył. Zima w 2024 była praktycznie bezśnieżna i nie zebraliśmy wtedy zbyt wielu próbek do badań genetycznych. Powtórzyliśmy badania tej zimy i dopiero po uzyskaniu wyników dowiemy się, czy genotyp szczeniaka Lego się w tych próbkach pojawił” – dodaje.
Naukowiec wyjaśnia również, że śmierć Lego pociągnęła za sobą kolejne skutki.
„Na istotną szkodę w środowisku trzeba patrzeć nie tylko z perspektywy wilka jako zwierzęcia indywidualnego, ale też jako funkcję ekosystemową szczytowego drapieżnika. Wiemy, że w ciągu kilku miesięcy po śmierci Lego w gminie Śliwice, czyli tam, gdzie założył rodzinę i gdzie koncentrowała się jego aktywność, zaczęły się ataki wilków na psy. Nigdy wcześniej tego problemu tam nie było, a nagle, w ciągu trzech miesięcy doszło do 15 ataków. To pośrednio świadczy o tym, że wilki, które pozostały na tym terenie, po śmierci Lego przestały sobie radzić z polowaniem na swoje naturalne ofiary, takie jak jelenie, sarny czy dziki. Poszły więc po łatwiejsze ofiary. Po trzech miesiącach to się skończyło. Być może do watahy dołączyły inne wilki, a może ta samica — partnerka Lego i szczeniak zginęli, a teren został przejęty przez jakąś większą grupę. Tego nie wiemy, ale widać, jakie domino spowodowało zastrzelenie samca” – tłumaczy dr Maciej Szewczyk.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze