0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: AP Photo/Julia Demaree NikhinsonAP Photo/Julia Demar...

11 czerwca rozpoczną się kolejne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Co ciekawe, będzie to drugi raz w stosunkowo niedawnej historii, kiedy w meczu otwarcia zagrają reprezentacje Meksyku i Republiki Południowej Afryki. W 2010 roku ich pojedynek, zakończony remisem 1:1, zainicjował mistrzostwa świata w RPA.

Tamten turniej przyniósł ze sobą szereg kontrowersji: od oskarżeń o okrucieństwo wobec zwierząt, przez ryk wuwuzeli ogłuszający kibiców, aż po narzekania piłkarzy na zbyt okrągłą piłkę. Szesnaście lat później obiekcje co do futbolówki czy akcesoriów używanych na trybunach wydają się niewinnymi przekomarzaniami, bo napięcia związane z kolejnym mundialem mają wagę egzystencjalną. Mistrzostwa świata w 2026 roku będą bowiem turniejem, który jak żaden inny wprost zlekceważy globalne wyzwania klimatyczne i ekologiczne. Oczywiście, robiąc sobie przy tym doskonały „zielony” PR.

Przeczytaj także:

Turniej większy niż państwo

A przecież mówimy o rozgrywkach, które zawsze niosły ze sobą ogromne środowiskowe koszty. Weźmy choćby poprzednią edycję w Katarze: według raportów FIFA, Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej, za sprawą tego turnieju do atmosfery trafiło 3,8 mln ton gazów cieplarnianych. Warto przy tym zaznaczyć, że po pierwsze – to oficjalne obliczenia FIFA, przez wiele organizacji pozarządowych uznawane za znacznie zaniżone. Po drugie, Katar 2022 był najbardziej kompaktowym mundialem w historii, gdzie większość stadionów leżała zaledwie kilkanaście kilometrów od siebie.

— Piłkarskie mistrzostwa świata oraz inne wielkie turnieje sportowe, jak igrzyska olimpijskie, zawsze łączą się z ogromnymi emisjami. Ich głównym źródłem są podróże lotnicze: transport zarówno drużyn, jak i setek tysięcy fanów, którzy przyjeżdżają, by kibicować swoim reprezentacjom — mówi OKO.press Freddie Daley, badacz z Uniwersytetu Sussex i Cool Down Sport For Climate Action Network, sieci zrzeszającej stowarzyszenia zabiegające o zieloną transformację w sporcie.

—Według obliczeń, których dokonaliśmy z organizacją Scientists for Global Responsibility, w przeszłości każdy współczesny mundial generował średnio około 4,7 mln ton gazów cieplarnianych. To tyle, ile niektóre niewielkie kraje emitują przez rok — mówi Daley.

Jeśli Katar 2022 był mundialem w wersji kompaktowej, rozpoczynająca się wkrótce edycja będzie kompletnym przeciwieństwem tego podejścia. Mistrzostwa świata w 2026 roku będą rozgrywane w całej Ameryce Północnej, na szesnastu stadionach w trzech krajach, w czterech różnych strefach czasowych, więcej drużyn zagra w nich więcej meczów, wszystko podkręcone do ekstremum.

W Katarze FIFA przynajmniej próbowała udawać, że mundial może być neutralny węglowo, choć twierdzenie to zostało zaskarżone przez organizacje środowiskowe i ostatecznie określone przez szwajcarskich regulatorów jako „wprowadzające w błąd”.

Tegoroczny turniej wydaje się być krucjatą przeciwko koncepcji umiaru i zdrowego rozsądku.

Na rekord emisji

Opublikowany w ubiegłym roku raport „FIFA’s Climate Blind Spot” alarmuje, że olbrzymia skala mistrzostw świata w 2026 roku poskutkuje równie gigantycznymi emisjami. Według wyliczeń autorów 38 dni piłkarskiego święta wyemituje do atmosfery

9 milionów ton gazów cieplarnianych, o 92% więcej niż w przypadku średniej z poprzednich czterech turniejów.

Procentowo to oczywiście tylko mały odsetek globalnych emisji wynoszących ok. 40 mld ton, niemniej światowa polityka klimatyczna ma polegać na obniżaniu emisji przez wszystkich, przede wszystkim przez najbogatszych.

Za zdecydowaną większość emisji tegorocznego mundialu będzie odpowiadać ruch lotniczy, bo odległości pomiędzy stadionami i brak rozwiniętego transportu publicznego w wielu wypadkach wykluczają jakiekolwiek alternatywne środki transportu. Drużyny i podróżujący za nimi fani będą musieli pokonywać więcej kilometrów – a w dodatku reprezentacji i kibiców będzie dużo więcej, bo tegoroczna edycja jest pierwszą w historii, w której udział weźmie 48 drużyn (cztery lata temu w Katarze – 32).

Decyzja ta wzbudziła kontrowersje ze względu na możliwe obniżenie poziomu sportowego turnieju, bo rozszerzona formuła ułatwiła dostęp wielu nowym reprezentacjom. Na północnoamerykańskich boiskach zagrają m.in. Wyspy Zielonego Przylądka, Curaçao czy Haiti. Natomiast dla klimatu i środowiska znacznie rozszerzona formuła mundialu oznacza aż 104 mecze (poprzednio 64) i jeszcze więcej fanów. Amerykański Departament Stanu przygotowuje się nawet na 10 milionów odwiedzających.

Wszystko to będzie miało konsekwencje w postaci jeszcze większej liczby wielogodzinnych podróży lotniczych i jeszcze większych emisji. — Nawet jeśli te mistrzostwa byłyby znowu rozgrywane w Katarze, ze skoncentrowaną infrastrukturą, zanieczyszczenia wygenerowane przez ruch samolotowy byłyby gigantyczne tylko ze względu na liczbę drużyn oraz kibiców przylatujących w jedno miejsce — podkreśla Daley.

— Decyzja FIFA, by rozszerzyć formułę, jest sednem problemu środowiskowego mistrzostw świata, zarówno tych, jak i kolejnych. Zresztą były już dyskusje na temat turnieju zrzeszającego ponad 60 reprezentacji! Jeśli federacja poważnie traktowałaby kwestię zmian klimatu, najszybszym sposobem na ograniczenie emisji związanych z mundialem byłoby zmniejszenie liczby uczestników — dodaje ekspert.

Objazdówki po kontynencie

FIFA nie tylko poszła w kompletnie odwrotnym kierunku, ale także zorganizowała pierwsze piłkarskie święto rozrzucone po całym kontynencie. Efekt jest taki, że odległości między miastami-gospodarzami idą w setki, a nawet tysiące kilometrów.

Najbardziej oddalone od siebie stadiony – BC Place w Vancouver i Hard Rock Stadium w Miami – dzieli od siebie 4 500 kilometrów w linii prostej.

Drużyną, która pokona największy dystans w fazie grupowej, będzie Bośnia i Hercegowina. Zacznie od spotkania w Toronto z Kanadą, następnie uda się przez całe Stany Zjednoczone do Los Angeles, by zmierzyć się ze Szwajcarią, a swoje zmagania w tej fazie rozgrywek zakończy podróżą na północ kraju, do Seattle, by podjąć Katar. Nieco ponad 5 000 kilometrów w linii prostej w 12 dni, by zagrać trzy mecze.

Jeśli, co jest całkiem prawdopodobnym scenariuszem, Bośniacy zajmą drugie miejsce w swojej grupie, wyruszą z Seattle z powrotem do Los Angeles (1546 km), a po ewentualnej wygranej w drugiej rundzie udadzą się do Houston w Teksasie na mecz 1/8 finału (2208 km). Realistycznie podchodząc do tematu, gdzieś tutaj reprezentacja Bośni i Hercegowiny zapewne zakończy swoją przygodę z mistrzostwami świata – po rozegraniu pięciu meczów i przebyciu 8800 km w linii prostej.

Załóżmy jednak, że Bośniacy, podbudowani dotychczasowymi sukcesami, ogrywają swoich rywali w 1/8 finału. Wówczas będzie ich czekać ćwierćfinał w Foxborough niedaleko Bostonu (2556 km), a po zwycięstwie w tej fazie – wycieczka z powrotem do Teksasu, do Arlington (2498 km). Zakładając, że Bośniacy, bohatersko walcząc już wówczas nie z rywalami na boisku, a z nieustającym jetlagiem, wygrają i tam, na finał będą musieli się udać do Nowego Jorku (2235 km).

Wszystko to daje (w teorii, bo Bośnia do faworytów turnieju nie należy) 16 tysięcy kilometrów – w linii prostej to dalsza odległość niż z północno-wschodniego krańca Alaski na jednym końcu Ameryki Północnej do południowego skraju Ziemi Ognistej w Argentynie na drugim.

104 mecze rozgrywane na stadionach, które leżą o setki, a czasem i tysiące kilometrów od siebie, miliony podróżujących samolotami fanów – wszystko to sprawi, że same loty wygenerują według raportu „FIFA’s Climate Blind Spot” aż 7,72 mln ton gazów cieplarnianych.

Wraz z innymi źródłami dwutlenku węgla (zużycie energii na stadionach, transport naziemny, produkcja artykułów promocyjnych) daje to wspomniane 9 mln ton. Jeśli te wyliczenia się sprawdzą (a szacunki twórców raportu są i tak dość konserwatywne), ten jeden mundial tylko w nieco ponad miesiąc wygeneruje więcej dwutlenku węgla niż 5 krajów w nim uczestniczących przez cały 2026 rok.

Łyżką miodu w tej beczce dziegciu jest fakt, że na potrzeby tegorocznego mundialu wykorzystane zostaną wyłącznie istniejące obiekty, więc emisje z ich budowy, które były ważnym czynnikiem zanieczyszczenia wyprodukowanego przez mistrzostwa w Katarze, są bliskie zeru.

Trujące bandy reklamowe

To nie koniec. FIFA postanowiła najwidoczniej, że najbrudniejsze mistrzostwa świata w historii zasługują na godnego siebie sponsora. Patronem mundialu w Ameryce Północnej zostało więc Saudi Aramco, przedsiębiorstwo zaspokajające ponad 10 proc. globalnego zapotrzebowania na ropę naftową. Żadna inna firma nie generuje takich emisji. FIFA zresztą od dłuższego czasu wybiera sponsorów o podobnym profilu: w Rosji w 2018 roku był to Gazprom, w Katarze cztery lata temu – QatarEnergy. Oprócz Saudi Aramco tegoroczny turniej objął swoim patronatem m.in. gigant branży motoryzacyjnej Hyundai, linia lotnicza Qatar Airways czy Coca-Cola.

— Nie trzeba się nawet skupiać na mistrzostwach świata, wszędzie w futbolu znajdzie się przedsiębiorstwa paliwowe czy firmy emitujące wielkie ilości dwutlenku węgla. W skali globalnej ten sport jest finansowo uzależniony od umów sponsorskich z zatruwającymi środowisko firmami o wątpliwych standardach poszanowania praw człowieka — podsumowuje Daley.

Te umowy także mają swój środowiskowy koszt. Według autorów raportu przychody, jakie wygeneruje dla Saudi Aramco ten mundial, mogą się przełożyć na dodatkowe 30 mln ton emisji.

— Każda inwestycja w reklamę, na jaką decyduje się firma, w teorii powinna prowadzić do zwiększonej konsumpcji danego produktu — mówi OKO.press Frank Huisingh z organizacji Fossil Free Football. — W przypadku Saudi Aramco, ich produkty, ich budżet i wszystkie ich przychody są związane ze sprzedażą ropy. Kalkulacja zakłada, że reklamy wyświetlane w trakcie mistrzostw świata doprowadzą do zwiększonej konsumpcji ropy, a przez to do większych zanieczyszczeń. To oczywiście bardzo przybliżone obliczenia.

— Zresztą sądzę, że Saudi Aramco zależy na czymś więcej niż tylko zwiększeniu sprzedaży. Firma próbuje polepszyć swoją reputację, i samo to może być zdecydowanie bardziej szkodliwe, niż chwilowy skok emisji. Przedsiębiorstwa paliwowe od lat starają się wpłynąć na debatę, jaka toczy się w społeczeństwie. Wprowadzają nas w błąd co do faktów dotyczących kryzysu klimatycznego. Zwodzą w kwestii korzyści wynikających z odnawialnych źródeł energii. Twierdzą, że nie możemy żyć bez paliw kopalnych.

I na pewno podoba im się, że mogą promować swoją narrację na tak wielkiej scenie, jaką są mistrzostwa świata — dodaje Huisingh.

Kiepski klimat dla futbolu

Ta ekspozycja może się jednak okazać obosiecznym mieczem. Raport „FIFA’s Climate Blind Spot” ostrzega bowiem, że turniej w Ameryce Północnej będzie wyjątkowo narażony na wyraźnie odczuwalne efekty ocieplającego się klimatu. Mowa tu przede wszystkim o falach upałów: w miastach takich jak Dallas, Houston, Los Angeles czy Guadelupe czerwiec i lipiec to najgorętsze miesiące, w trakcie których można się spodziewać przynajmniej kilku dni z temperaturami powyżej 35°C.

Według wyliczeń World Weather Attribution, wykorzystujących wskaźnik Wet Bulb Globe Temperature (określającego obciążenie cieplne ludzi i zwierząt przy zestawieniu kilku czynników, w tym temperatury powietrza i wilgotności), aż co czwarty mecz nadchodzącego mundialu będzie rozgrywany w warunkach wymagających przerw na ochłodę i nawodnienie. Ale standardy World Weather Attribution nie pokrywają się z tymi, które stosuje organizator mundialu.

— FIFA ma niezwykle wysoki próg, po którego przekroczeniu interweniuje w rozgrywanie spotkań: 32 stopnie Celsjusza WBGT. To warunki, w których gra w piłkę nożną jest naprawdę bardzo niebezpieczna — wskazuje Huisingh.

— FIFPro, Międzynarodowa Federacja Piłkarzy Zawodowych, od lat mówi, że powinno się go obniżyć do 26 stopni. Przy 26 stopniach powinny być wprowadzane przerwy na nawodnienie oraz ochłodzenie ciała piłkarzy. Przy 28 stopniach spotkanie powinno być przeniesione na późniejszą godzinę — dodaje Huisingh.

Zagrożenie związane z upałami powinno stać się oczywiste po rozgrywanych w ubiegłym roku Klubowych Mistrzostwach Świata, będących swoistą próbą generalną przed mundialem. Rezultat? Mecze były rozgrywane w warunkach nienadających się do uprawiania sportu, piłkarze otwarcie narzekali na upały uniemożliwiające grę na najwyższym poziomie, drużyny odwoływały swoje sesje treningowe, a zawodnicy szerokiego składu, zamiast siedzieć na ławce rezerwowych obok murawy, chowali się do klimatyzowanych szatni.

Poza tym pięć spotkań Klubowych Mistrzostw Świata zostało opóźnionych przez burze.

To jednak scenariusz daleki od najgorszego, jaki mogą sobie wyobrazić naukowcy.

Niektóre z regionów, gdzie rozgrywany będzie turniej, są bowiem narażone na wystąpienie pożarów (np. Los Angeles, San Francisco) czy powodzi (Houston), a Miami, gdzie odbędzie się siedem spotkań – w tym mecz o trzecie miejsce – leży na terenach ponadprzeciętnie narażonych na huragany.

– Pisaliśmy nasz raport rok temu, a od tamtego czasu sytuacja tylko się pogorszyła. Widzimy duże ilości ciepłego powietrza zbierające się and Pacyfikiem, mówi się o możliwości wystąpienia bardzo silnego El Niño pod koniec lata, co przyniesie ze sobą fale upałów i ryzyko huraganów. Uważam za bardzo prawdopodobne, że przynajmniej ekstremalnie wysokie temperatury zakłócą ten turniej, czy to za sprawą tracących przytomność fanów, czy piłkarzy i trenerów, podnoszących alarm na temat warunków na mistrzostwach – podsumowuje Daley.

Północnoamerykański turniej będzie pierwszym z obowiązującymi w każdym meczu trzyminutowymi przerwami na wodę (jedna przerwa po rozegraniu 22 minut każdej połowy) niezależnie od warunków pogodowych. O obniżeniu progów temperaturowych nie ma jednak mowy.

FIFA przeciwko zielonej przyszłości

Raport zawiera także wstępne wyliczenia dla kolejnych dwóch edycji mistrzostw świata: w Hiszpanii, Portugalii i Maroko w 2030 roku (z pierwszymi trzema spotkaniami rozegranymi w Argentynie, Paragwaju i Urugwaju dla uczczenia 100. urodzin turnieju – FIFA jest najwidoczniej naprawdę zdesperowana, żeby odbić sobie mniejsze emisje z Kataru) oraz w Arabii Saudyjskiej w 2034 roku. Według tych szacunków oba kolejne turnieje nie będą dla klimatu aż taką katastrofą jak tegoroczny mundial, ale nadal wygenerują odpowiednio ponad 6 i ponad 8,5 mln ton gazów cieplarnianych – o 29% i 82% więcej, niż wynosiła średnia dla 32-drużynowych rozgrywek.

— FIFA nigdy nie traktowała działań na rzecz ratowania klimatu poważnie. Nigdy nie podjęła żadnych działań na podstawie poważnej polityki klimatycznej. Mówili, że chcą obniżyć emisje o 50% do 2030 roku, ale nie ma żadnego planu, jak to zrobią. A od tamtego czasu organizują najbardziej emisyjne mistrzostwa świata w historii — mówi Huisingh.

Podlizywanie się głowom państw stojących na paliwach kopalnych lub znanych ze swojej denialistycznej retoryki – od Putina, przez emira Kataru i księcia Arabii Saudyjskiej, aż po Donalda Trumpa – wyraźnie pokazuje, że

żaden alarm na temat niebotycznych emisji wygenerowanych przez tegoroczny turniej nie zmieni kursu federacji.

FIFA, organizacja, o której skorumpowaniu pisze się prace naukowe, zdaje się czuć w pełni komfortowo, coraz mocniej uzależniając najpopularniejszy sport świata od sponsorów, którzy w dłuższej perspektywie uniemożliwią jego dalszy rozwój.

Rozpoczynający się mundial i tak może się dla organizacji okazać kubłem zimnej wody. Oczywiście nie ze względu na raportowane emisje i szkodę dla klimatu — FIFA przetrwała wizerunkowe kryzysy o znacznie większej skali, niż kwestia środowiska jest w stanie wywołać. Największe w swojej skali święto futbolu będzie jednak wyjątkowo kosztowne nie tylko dla planety, ale i dla fanów. Ceny lotów i zakwaterowania w miastach, które są gospodarzami mistrzostw, poszybowały w górę. Firmy oferujące transport zbiorowy znacznie podwyższyły ceny biletów na czas turnieju, a miejsca parkingowe potrafią kosztować nawet kilkaset dolarów. Wejściówki na mecze fazy grupowej to często wydatek idący w tysiące, a w przypadku decydujących faz rozgrywek, nawet dziesiątki tysięcy.

I jeśli kibice oblecą pół świata i zapłacą te niebotyczne ceny za uczestnictwo w tej wielkiej celebracji futbolu tylko po to, by użerać się z obezwładniającym upałem i obserwować potyczki wycieńczonych po całym sezonie zawodników na skraju udaru cieplnego – tego piłkarski świat może FIFA i jej szefowi Gianniemu Infantino nie wybaczyć. Chciwość federacji, już wcześniej sięgająca monstrualnych rozmiarów, w czerwcu i lipcu może w końcu okazać się nie do przełknięcia dla zwyczajnych fanów.

Na zdjęciu Jakub Mirowski
Jakub Mirowski

Magister filologii tureckiej Uniwersytetu Jagiellońskiego, niezależny dziennikarz, którego artykuły ukazywały się m.in. na łamach OKO.Press, Nowej Europy Wschodniej, Balkan Insight czy Krytyki Politycznej. Zainteresowany przede wszystkim wpływem globalnych zmian klimatycznych na najbardziej zagrożone społeczności, w tym uchodźców i mniejszości, a także rozwojem i ewolucją skrajnie prawicowych ruchów i ideologii.

Komentarze