Rząd PiS staje na rzęsach, żeby uspokoić nauczycieli. Premier Szydło zapowiada podwyżki - 15 procent w ciągu trzech lat. Minister Zalewska - szkolenia dyplomowe. Wiceminister Machałek - nowe miejsca pracy. Wszystko za jakiś czas. Co ciekawe, przy okazji zapominają o wcześniejszych deklaracjach i przykrywają je nowymi pomysłami

Pierwszy rok wdrażania reformy edukacji (4 września 2017) premier Beata Szydło w asyście minister edukacji Anny Zalewskiej otworzyły w Centrum Kształcenia Praktycznego w Dobrzechowie, na Podkarpaciu. Premier Beata Szydło przemówienie rozpoczęła od podziękowań dla wyobrażonych sojuszników reformy edukacji. Mówiła:

„Reforma była szeroko konsultowana z samorządowcami, pedagogami, ekspertami i z rodzicami. Wszystkim, którzy braliście udział w konsultacjach chcę serdecznie podziękować”.

Argument o społecznej legitymacji dla reformy nie pojawił się w debacie publicznej po raz pierwszy. Jednak jest zupełnie nieuzasadniony:

Po pierwsze, protesty przeciwko reformie wyprowadziły na ulice dziesiątki tysięcy ludzi (największy z nich 19 listopada 2016 liczył 50 tys. manifestantów i został uznany za największą manifestację środowiska oświaty w III RP);

Po drugie, pod wyrzuconym przez PiS do kosza obywatelskim wnioskiem o referendum edukacyjne podpisało się 910 tys. osób;

Po trzecie, sondaże dotyczące stosunku Polaków i Polek do reformy minister Zalewskiej przeprowadzone przez IPSOS dla OKO.press pokazały trend topniejącego poparcia dla sposobu i kierunku wprowadzania zmian – w czerwcu 2016 roku zwolenników wprowadzenia reformy od września było tylko 16 proc.

Po czwarte, mimo że reforma stała się faktem, grupy związane z oświatą – głównie nauczyciele i rodzice zapowiadają protesty. Pierwszy z nich odbędzie się 4 września 2017 roku pod gmachem MEN, pod hasłem „Szkoła jest nasza”.

OKO.press opisało to szczegółowo w artykule „Manipulacjami i kłamstwami minister Anna Zalewska wita…”.

Dużo bliżej prawdy premier Szydło była, gdy dziękowała minister Annie Zalewskiej i zespołowi pracującemu nad reformą. Mówiła:

„To wszystko dzięki determinacji i pasji minister Anny Zalewskiej, które pozwoliły jej doprowadzić reformę do końca”.

Szydło: „Będziemy wywiązywać się ze wszystkich zobowiązań”

Premier Beata Szydło kilkukrotnie podkreślała, że największym dobrem są dzieci i młodzież. Mówiła: „Nie ma nic cenniejszego ponad młode pokolenie. To jest kapitał Polski i w nich będziemy inwestować”. Ale grupą, która dziś z największą uwagą przysłuchiwała się przemówieniu premier Beaty Szydło byli nauczyciele. Nadzieje związane z wystąpieniem premier zbudowała minister Zalewska napomykając w ostatnich dniach sierpnia o podwyżkach i dodatkach do pensji (m.in. pomysł 500 plus dla nauczycieli). Mówiła, że o wszystkim w detalach opowie sama premier podczas inauguracji roku szkolnego 2017/2018. Mimo hucznych deklaracji nauczyciele nie usłyszeli ani nic nowego, ani satysfakcjonującego.

Premier mówiła: „będziemy wywiązywać się ze wszystkich zobowiązań. Chcemy by w szkołach była pełna opieka medyczna dla dzieci i chcemy, by polscy nauczyciele godnie zarabiali. Aby wiedzieli, że ta trudna misja, którą wypełniają jest doceniana i że również w tym zawodzie można realizować swoje plany i marzenia. Że jest to zawód zaufania publicznego i jako taki powinien być doceniany”. I obiecała:

Pierwsza podwyżka zaplanowana jest na drugi kwartał 2018 roku i – tak jak pisało już OKO.press – wyniesie 5 procent. Kolejna – 1 stycznia 2019, a ostatnia – 1 stycznia 2020 roku. Jednak w deklaracji brakuje szczegółów. Nie wiadomo wciąż czy podwyżki dotyczą pełni uposażenia czy wynagrodzenia zasadniczego. Nie wiadomo też czy będą powszechne – czy trafią do wszystkich nauczycieli bez względu na formę zatrudnienia, czy będą jakieś obostrzenia.

Minister Zalewska do zestawu obietnic dodała tę o obowiązkowym kształceniu zawodowym dla nauczycieli. Poza startem programu – 1 stycznia 2018 roku – również nie znamy szczegółów.

Co przemilczano w Dobrzechowie

Wielkim nieobecnym przemówienia premier Szydło jest też deklaracja dotycząca programu „500 plus dla nauczycieli”, który w ostatnich tygodniach w środowisku oświaty wzbudził wiele negatywnych emocji. 25 sierpnia 2017 podczas konferencji prasowej w Katowicach minister Zalewska zapowiedziała, że rząd Beaty Szydło stworzy program „500 plus dla nauczycieli”. Pomysł przedstawiała jako „receptę na wypalenie zawodowe nauczycieli”. Jednak dopytywana przez dziennikarzy zdradziła, że program ma dotyczyć tylko nauczycieli dyplomowanych (którzy zgodnie z danymi GUS stanowią 52 proc. całej kadry w Polsce) i to z „wyróżniającą się oceną”, która ma podlegać weryfikacji co trzy lata. Ta segregacja oburzyła nauczycieli. Oburzyło ich też to, że pieniądze na program znajdą się najwcześniej w… 2020 roku.



Ani premier, ani minister nie odniosły się też do zwolnień nauczycieli. Według ZNP w wyniku reformy pracę straciło już prawie 10 tys. nauczycieli i nauczycielek. Wyręczyła je wiceminister edukacji Marzena Machałek. 4 września 2017 roku na antenie TVP Info przyznała, że nie wie, ilu nauczycieli straciło pracę.

Powiedziała, że po zebraniu wszystkich danych (z aneksów do arkuszy organizacyjnych szkół) będzie można w ogóle o tym rozmawiać. A te dane w Systemie Informacji Oświatowej pojawią się na przełomie października i listopada. Żeby szybko zmienić temat obiecywała kolejne miejsca pracy i podawała dokładne wyliczenia.

Jednak takie deklaracje już padały i to ze strony samej minister Anny Zalewskiej. W styczniu 2017 roku mówiła nie tylko, że żaden nauczyciel nie straci pracy, ale będzie o 10 tys. więcej etatów. I to nie w ciągu trzech lat, tylko od razu. Tłumaczyła to właśnie zwiększeniem liczby oddziałów, które miały wiązać się z mniejszą liczbą dzieci w klasach. Jednak, jak pisało OKO.press, nie wzięła pod uwagę:

  • liczby nauczycieli zatrudnionych w niepełnym wymiarze godzin;
  • niechęci i nieufności rodziców do nowych szkół;
  • faktycznej liczebności szkolnych oddziałów;
  • furtki dla przestraszonych nauczycieli w postaci urlopów na poratowanie zdrowia, które blokują etaty.


Związki zawodowe oczekują innych podwyżek

Związek Nauczycielstwa Polskiego już w 2016 roku apelował o 10 procentowe podwyżki. Nawet bardzo przychylna rządowi PiS „Solidarność” w sierpniu zapowiedziała, że domaga się jednorazowej podwyżki dla nauczycieli w 2018 roku w wysokości 15 procent. 25 sierpnia 2017 roku na facebooku sekcja oświatowa „S” zamieściła wpis, w którym negatywnie oceniła dotychczasowe negocjacje z MEN. I zapowiedziała, że: „w przypadku braku pozytywnych rozwiązań w wyżej wymienionych sprawach, a szczególnie dotyczących podwyżki wynagrodzeń od 1.01.2018 roku w wysokości co najmniej 15 proc., podejmiemy zdecydowaną akcję protestacyjną”.

Chaotyczne działania MEN mogą sprawić, że poróżnione przez PiS związki zawodowe jesienią 2018 roku podejmą wspólne działania w obronie nauczycieli.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym