Komisja Europejska miała przedstawić w 2023 roku plan odchodzenia od chowu klatkowego. Do tej pory harmonogramu nie ma, dlatego grupa obywateli i obywatelek pozwała Komisję do Trybunału Sprawiedliwości UE. „To sprawa bez precedensu”
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankiety„Co roku zamykamy w klatkach ponad 300 milionów zwierząt, z czego w samej tylko Polsce hodujemy ich w ten sposób więcej, niż mamy obywateli i obywatelek: ponad 40 mln kur, prawie milion królików, kolejny milion cieląt i ponad 300 tysięcy świń” – to wyliczenia Compassion Polska, które cytowaliśmy w OKO.press w 2020 roku. Informowaliśmy wtedy o 1,4 mln podpisów pod Europejską Inicjatywą Obywatelską „Koniec Epoki Klatkowej”.
Sześć lat później, pomimo zapowiedzi Komisji Europejskiej, że przygotuje plan odchodzenia od chowu klatkowego, jesteśmy w tym samym miejscu. Zwierzęta nadal są trzymane w klatkach, w których nie mogą się swobodnie poruszać, mają odleżyny, są zestresowane i pokaleczone.
Przepisów, które pomogłyby zadbać o ich dobrostan, wciąż nie ma, dlatego Komitet Obywatelski Koniec Epoki Klatkowej – End The Cage Age – zwrócił się do TSUE o interwencję. Wyrok może zapaść jeszcze w tym roku.
Katarzyna Kojzar, OKO.press: Ułóżmy tę historię od początku. Jest 2018 rok, powstaje inicjatywa Koniec Epoki Klatkowej, która chce zmienić prawo unijne, zakazać trzymania zwierząt hodowlanych w ciasnych klatkach...
Małgorzata Szadkowska, prezeska Compassion In World Farming Polska, Komitet Obywatelski Koniec Epoki Klatkowej – End The Cage Age: Mówimy o propozycji prawa, którą zgłosiliśmy osiem lat temu. Przedstawiliśmy projekt zakładający, że wszystkie kraje członkowskie, cała Unia Europejska, będzie miała ujednolicony zakaz hodowli klatkowej zwierząt gospodarskich.
W 2018 roku siedmioro obywateli i obywatelek, w tym ja, założyliśmy Komitet Obywatelski Koniec Epoki Klatkowej – End The Cage Age. Rozpoczęliśmy Europejską Inicjatywę Obywatelską, która właśnie miała na celu poprosić Komisję o wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt w klatkach. Do tej inicjatywy dołączyło ponad 170 organizacji, nie tylko zajmujących się dobrostanem i prawami zwierząt, ale też bezpieczeństwem żywności czy działaniem na rzecz demokracji.
To była duża sprawa w tamtym czasie. Pierwsza tego typu inicjatywa obywatelska na poziomie unijnym.
Składanie takiej inicjatywy to bardzo konkretny i czasochłonny, ale też budżetochłonny proces. Na początku jest weryfikacja Komisji Europejskiej, czy to się znajduje w zakresie jej kompetencji. Potem trzeba uzbierać minimum milion podpisów z całej Unii Europejskiej, trzeba założyć komitet obywatelski złożony z obywateli różnych krajów Wspólnoty. Nam się udało przejść ten proces z sukcesem do końca jako pierwszej inicjatywie obywatelskiej.
W 2019 uzbieraliśmy 1,4 miliona podpisów.
Warto mieć jednak świadomość, że większość europejskim inicjatyw upada w toku – przez wszystkie lata zostało zgłoszonych 128 inicjatyw, zaledwie 10 proc. z nich zebrało wymagane minimum podpisów Europejczyków.
To daje pojęcie, jak trudny jest to proces i sama kampania.
Wszystkie podpisy podlegają weryfikacji przez właściwe organy w danym kraju członkowskim. W Polsce było to Ministerstwo Cyfryzacji. Na drodze tej weryfikacji oczywiście część podpisów odpada, bo na przykład ktoś przypadkiem podpisał się dwukrotnie.
Każdy kraj członkowski ma inne wymagania dotyczące weryfikacji. W Polsce trzeba podać adres zamieszkania, imię, nazwisko, PESEL. Ludzie niechętnie podają wszystkie te dane. A tu się udało, to była pierwsza inicjatywa tak masowo podpisywana przez Polki i Polaków.
Jak zareagowała Komisja Europejska?
Nasza inicjatywa trafiła akurat na moment, kiedy przepisy dotyczące inicjatyw trochę się zmieniały. W związku z tym wydłużył się czas odpowiedzi Komisji i dopiero w 2021 roku wypowiedziała się w sprawie tej naszej inicjatywy.
Publicznie zadeklarowała wtedy swoje poparcie i zobowiązała się do zmiany obecnego prawodawstwa unijnego.
Obiecała bardzo konkretne rzeczy.
Zakaz miał wejść w życie od 2027 roku – tak zapowiedziała KE.
Po pierwsze, KE obiecała, że do końca 2023 roku przedstawi projekty przepisów, które będą stopniowo ograniczać a ostatecznie zakazywać stosowania klatek dla kur, macior, cieląt, królików, kaczek, gęsi, innych zwierząt hodowlanych. Ostateczne wycofanie klatek miało się odbyć do 2027.
Dostaliśmy więc dwie daty, dwa konkrety. Co więcej, KE miała zagwarantować, że wszystkie produkty importowane do Unii będą zgodne z przyszłymi standardami dotyczącymi tego chowu klatkowego. Zapowiedziano system zachęt, wsparcia finansowego dla europejskich hodowców i rolników podczas przechodzenia na chów bezklatkowy. Ta informacja prasowa dalej jest na stronie Komisji, wszystko można sprawdzić.
Było to przełomowe oświadczenie i dało nadzieję na lepszy dobrostan zwierząt, ale też pokazało siłę demokracji w Unii.
W końcu Europejska Inicjatywa Obywatelska jest narzędziem demokracji uczestniczącej i w tym celu też została wprowadzona przez Komisję. Miała zastąpić takie zwykłe petycje, miała mieć wyższą wagę.
Od tej zapowiedzi minęło pięć lat. Co się działo w międzyczasie?
Czekając na projekt KE, nie odpuszczaliśmy tematu, dalej prowadziliśmy intensywną kampanię. W Polsce zbieraliśmy podpisy, prosząc ówczesnego ministra rolnictwa Roberta Telusa, żeby poparł te przepisy, kiedy się pojawią. Zebraliśmy ich rekordowe ćwierć miliona, publikowaliśmy śledztwa z ferm i czekaliśmy.
Skończył się rok 2023, a propozycji przepisów wciąż nie było.
Rozmawiałyśmy pod koniec 2023 roku, kiedy dziennikarze śledczy ujawnili, że lobby mięsne próbuje wpłynąć na decyzje Komisji Europejskiej i być może stąd to milczenie w sprawie chowu klatkowego. Już wtedy zapowiadałaś, że rozważacie kroki prawne wobec KE.
Obserwowaliśmy to wszystko i zaczęliśmy się zastanawiać, co dalej robić. W końcu zdecydowaliśmy się wszcząć postępowanie prawne przeciwko Komisji Europejskiej w związku z niewypełnieniem przez nią obiecanego zobowiązania.
My jako Komitet Obywatelski, czyli siedmioro obywateli i obywatelek z różnych krajów członkowskich, pozwaliśmy Komisję. To sprawa absolutnie bez precedensu, pierwsza tego typu. Warto tu przypomnieć, że zazwyczaj to Komisja wnosi skargi do TSUE. To ona reguluje i monitoruje państwa członkowskie, czy przestrzegają prawa unijnego, a jeśli nie – zwraca się do TSUE.
Skargę złożyliśmy w marcu 2024 roku.
5 marca 2026 stanęliśmy przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. Podczas rozprawy przekonywaliśmy sędziów, że Komisja Europejska musi zadbać o realizację swojego zobowiązania i musi przedstawić jasny harmonogram odchodzenia od chowu klatkowego.
Na rozprawie byli przedstawiciele KE?
Tak, oczywiście. My siedzieliśmy w pierwszym rzędzie. Jesteśmy oskarżycielami jako Komitet Obywatelski i mieliśmy tu swoich adwokatów. Dodatkowo na rozprawie byli trzej adwokaci od strony interwenientów, czyli organizacji, które wykazały, że to zaniechanie KE wpływa na ich działania.
Komisja Europejska też miała swoich adwokatów. Sędziowie zwracali się do obu stron sporu.
Większość spraw w TSUE rozpatrywana jest przez trzyosobowe składy sędziowskie. To jest podstawa, ale te składy można powiększać. W naszej sprawie jest aż pięciu sędziów, dzięki czemu widzieliśmy, że TSUE przykłada do tego dużą wagę.
Z długiej debaty, ze sposobu, w jaki sędziowie przesłuchiwali Komisję, wynikało, że widzą znaczenie tej kwestii. Dopytywali Komisję, co tak naprawdę uniemożliwiło przedstawienie konkretnych ram czasowych od tego momentu, kiedy złożyli zobowiązanie – a dokładnie 30 czerwca minie pięć lat.
I co Komisja na to?
Nie mogę ujawniać dokładnie, co Komisja odpowiadała. Utrzymuje, że nie jest zobowiązana do przedstawienia harmonogramu i wszystko, co miała zrobić w tej sprawie, już zrobiła. Usłyszeliśmy, że wiele czynników, w tym geopolityka, wpływa na brak konkretów.
Całe wysłuchanie trwało bardzo długo, bo aż cztery godziny.
Co dalej? Co teraz może się wydarzyć w tej sprawie?
Rozpraw już nie będzie. Cały ten proces już właściwie się odbył. Najpierw było pisemne wezwanie z naszej strony do Komisji, później złożenie wszystkich dokumentów. Teraz wysłuchanie, czyli kluczowy moment w całej sprawie. Następnym krokiem będzie wyrok, którego oczekujemy jeszcze w tym roku. Myślę, że najwcześniej może pojawić się w okolicach lata.
Mamy – ja i cała inicjatywa – nadzieję, że TSUE zgodzi się z naszymi argumentami.
Komisja zobowiązała się do przedstawienia harmonogramu, więc powinna go teraz zaktualizować i pokazać.
Ten wyrok pokaże, w jakim stopniu Europejskie Inicjatywy Obywatelskie jako narzędzie demokracji uczestniczącej, mają realny wpływ na tworzenie prawa przez Europejczyków i Europejki, a w jakim stopniu są po prostu deklaratywne.
Jakie mogą być konsekwencje dla KE, jeśli TSUE przychyli się do waszej argumentacji?
Trzeba pamiętać, że my pozwaliśmy KE o zaniechanie w sprawie przedstawienia propozycji przepisów. Dlatego ten proces jest wyjątkowy – sprawy przed TSUE zwykle dotyczą już istniejącego prawa, którego państwo członkowskie nie przestrzega.
My mówimy o nieistniejącym prawie. Dlatego oczekiwanym wynikiem byłoby to, że TSUE przymusi Komisję do opublikowania konkretnych rozwiązań i ram czasowych, w jakich odbędą się prace nad nowym prawem. Jak taki konkret padnie, będzie mógł wejść na klasyczną ścieżkę legislacyjną, być głosowany w PE itd.
Nie wyobrażam sobie, żeby KE przyznała, że ma takie przepisy w głowie, ale będzie się przyglądać, jak rozwija się sytuacja geopolityczna w Europie i w ciągu np. najbliższego stulecia pojawią się takie przepisy. Dlatego ubiegamy się o realistyczne ramy czasowe.
Liczymy, że w końcu takiej konkretnej deklaracji się doczekamy.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Dziennikarka, reporterka, redaktorka, współkierowniczka działu społeczno-gospodarczego (razem z Jakubem Szymczakiem). Zarządza również pracą zespołu klimatycznego. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim prawami zwierząt, ochroną rzek, lasów i innych cennych ekosystemów, a także sprawami dotyczącymi łowiectwa, energetyki i klimatu. Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu, laureatka Polsko-Niemieckiej Nagrody Dziennikarskiej im. Tadeusza Mazowieckiego za reportaż o Odrze i nagrody Fundacji Polcul im. Jerzego Bonieckiego za "bezkompromisowość i konsekwencję w nagłaśnianiu zaniedbań władz w obszarze ochrony środowiska naturalnego". Urodziła się nad Odrą, mieszka w Krakowie.
Komentarze