0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Dawid Żuchowicz / Agencja GazetaDawid Żuchowicz / Ag...

W środę 13 maja o godzinie 13.00 rozpoczął się czwarty dzień posiedzenia Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN. Obrady trwają od piątku 8 maja, kiedy to Zgromadzenie zwołał tymczasowy I Prezes Kamil Zaradkiewicz. Sędziowie zebrali się dziś po raz czwarty, by wybrać pięciu kandydatów na następcę Małgorzaty Gersdorf.

Zaradkiewicz, nominowany przez prezydenta Dudę były współpracownik ministra Ziobry, jak dotąd prowadził Zgromadzenie w sposób arbitralny. Nie udzielał głosu "starym" sędziom SN, odmówił przyjęcia porządku obrad, w końcu z naruszeniem procedur ogłosił członków komisji skrutacyjnej, która ma zająć się wyłonieniem kandydatów.

O przebiegu obrad i potencjalnych kandydatach pisaliśmy szczegółowo w OKO.press.

Przeczytaj także:

Wszystko wskazywało, że już w środę poznamy nazwiska pięciorga sędziów, spośród których Duda wybierze najważniejszą osobę w polskim wymiarze sprawiedliwości. Dziesięcioro wstępnych kandydatów miało dziś odpowiedzieć na pytania, które Zaradkiewicz nakazał przesłać drogą mailową do godz. 11.00.

Ku zaskoczeniu samych sędziów oraz obecnych w Sądzie Najwyższym przedstawicieli mediów w środę nominat Dudy postanowił jednak... odroczyć posiedzenie.

Jak zaznaczył jego decyzja ma na celu "odbudowę wizerunku wymiaru sprawiedliwości i prawidłowe funkcjonowanie SN" z uwagi na "wątpliwości interpretacyjne" przepisów Regulaminu SN.

W holu SN z drżeniem rąk odczytał mediom swoje oświadczenie.

"Moja decyzja wynika z poczucia odpowiedzialności i konieczności zapewnienia prawidłowego wyboru kandydatów przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. W dotychczasowym procedowaniu ujawniły się rozbieżne interpretacje obowiązujących przepisów, a także stanowiska co do ich stosowania. To zaś, co ze smutkiem konstatuję, prowadzi do pogłębiania sporów i może prowadzić kwestionowaniem prawidłowej realizacji poszczególnych czynności dokonywanych w trakcie Zgromadzenia Ogólnego, w tym w szczególności przedstawienia kandydatów na stanowisko I prezesa SN" - mówił Zaradkiewicz.

Poinformował, że poprosi prezydenta Dudę o taką korektę Regulaminu SN, by uniemożliwić jego sprzeczne interpretacje.

"Wyrażam nadzieję, że podjęcie przeze mnie starań o usunięcie powyższych rozbieżności [...] pozwoli na uniknięcie utrwalania tych różnic" - dodał.

Zaradkiewicz ma powody do obaw. Część sędziów domaga się od prezydenta jego usunięcia, poinformowany został także rzecznik dyscyplinarny SN. Tymczasowemu prezesowi za sposób prowadzenia obrad mogą grozić także zarzuty karne.

Sędziowie SN: To nie takie proste

Decyzję Zaradkiewicza komentowali w środę "starzy" sędziowie SN.

"Od samego początku zdecydowana większość Zgromadzenia Ogólnego twierdziła, że lepiej byłoby, gdyby to zgromadzenie formalnie się zaczęło. Ono się zaczyna od przyjęcia porządku obrad. Ten akt nie nastąpił, wobec czego nie mogliśmy zacząć procedować. Cieszę się, że w końcu także i pan przewodniczący uznał, że trzeba ten proces przerwać i zacząć od początku" - stwierdził sędzia Włodzimierz Wróbel z Izby Karnej SN, który 12 maja zgodził się kandydować na I Prezesa.

Sędzia zwraca zarazem uwagę na problemy proceduralne przy zmianie funkcjonowania Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN. Dyskutować o nich mają już wkrótce Kolegium SN i prezesi Izb. Starzy sędziowie deklarują, że są gotowi do współpracy.

"Mam nadzieję, że to, co groziło nieważnością całej procedury, znajdzie pozytywne zakończenie. Że wypełnimy nasze zadanie w sposób legalny. Zapewnimy stabilność w SN. To jeden z najważniejszych organów państwa, zwłaszcza w sytuacji kryzysu, w której jesteśmy.

Sytuacja, w której ta procedura prowadziłaby do zmiany stanowiska I Prezesa w polityczny łup, byłaby makabryczna. Dla wszystkich obywateli" - podkreślił Wróbel.

Zdaniem "starych" sędziów SN problematyczne jest już samo narzucanie Zgromadzeniu Ogólnemu Sędziów SN określonych norm funkcjonowania poprzez zmiany w Regulaminie SN.

"Ustawa o SN przewiduje możliwość wydania przez prezydenta regulaminu. Ale ten przepis ustawowy dotyczy Sądu Najwyższego. Wydawałoby się, że to niewielka różnica. Ale Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN to kompletnie inny organ Konstytucyjny" - tłumaczył sędzia Wróbel.

"Żeby uregulować działanie tego organu, najlepiej byłoby zrobić to w ramach ustawy. Jeżeli już sięgać do Regulaminu, to powinna być podstawa ustawowa. Jesteśmy w kłopocie. W obecnym Regulaminie przepisy dotyczące wybierania kandydatów na stanowisko I Prezesa nie mają zakorzenienia w ustawie. Dlatego, gdy zaczynaliśmy to Zgromadzenie, proponowaliśmy, byśmy sami ustalili krok po kroku, jak będziemy procedować" - przypomniał.

Pojawia się też pytanie o to, czy prezydent może w ogóle zmienić reguły funkcjonowania już otwartego Zgromadzenia Ogólnego.

"To zależy co będzie dalej. Czy Zgromadzenie po zmianie regulaminu rozpocznie się na nowo, czy będzie kontynuowane. Gdyby trwało nadal, mogłoby ponownie dojść do łamania zasad. Należałoby Zgromadzenie formalnie zakończyć i zwołać nowe" - wskazuje sędzia Michał Laskowski z Izby Cywilnej, były rzecznik prasowy SN.

Zaradkiewicz na cenzurowanym

Decyzja Zaradkiewicza spotkała się z umiarkowanym entuzjazmem "starych" kadr SN.

"Staraliśmy się na każdym etapie zwracać uwagę panu przewodniczącemu, aby jako początkujący sędzia, zwłaszcza prowadzący obrady konstytucyjnego organu, zechciał wysłuchać rad doświadczonych, starszych kolegów. Rzeczywiście kilkakrotnie spotkał się z Prezesami Izb SN. Wydaje nam się, że te spotkania doprowadziły do uwzględnienia naszych postulatów i dostrzeżenia błędów, jakie miały miejsce podczas trzech dni obrad" - mówił mediom sędzia Bohdan Bieniek z Izby Pracy i Ubezpieczeń społecznych.

"To co się stało zapobiegło wyborowi osoby, co do której mielibyśmy duże wątpliwości natury prawnej. Proces wyboru musi być transparentny. Taka decyzja powinna była zapaść już po pięciu minutach naszego zgromadzenia" - tłumaczył Bieniek.

W środę 13 maja "starzy" sędziowie SN, którzy wciąż mają większość, zwrócili się do prezydenta Dudy z pismem, by rozważył zmianę Zaradkiewicza. Poskarżyli się także rzecznikowi dyscyplinarnemu SN.

"Cieszę się, że nasze argumenty dotarły do przewodniczącego, natomiast z mojej perspektywy to było trzy i pół dnia straconego" - podkreśliła sędzia Marta Romańska z Izby Cywilnej, która we wtorek zgodziła się kandydować na I Prezesa.

Zapytana o to, co powiedziałaby w swoim wystąpieniu jako kandydatka, odpowiedziała, że nie żałuje, że nie miała ku temu okazji.

"Składanie jakichkolwiek oświadczeń na tak prowadzonym Zgromadzeniu ograniczyłoby się z mojej strony do przedstawienia się, odpowiedzi na pytania i akcentowania, że cała ta procedura nie prowadzi do legalnego wyboru kandydata na I Prezesa" - stwierdziła.

"Strach przed odpowiedzialnością polityczną"

Decyzję Zaradkiewicza skomentował też dla OKO.press mec. Michał Wawrykiewicz z inicjatywy "Wolne Sądy".

"Myślę, że decyzja ta wynika z kalkulacji i ze strachu przed odpowiedzialnością za to, co działo się tu w ciągu ostatnich kilku dni. Doszło do całego łańcucha naruszeń. Zarówno jeśli chodzi o procedurę w sensie ustawy o SN i Regulaminu SN, jak i patrząc na wykładnię konstytucyjną tego, jak ma zostać wyłoniony I Prezes SN" - powiedział.

"Doszło też z dużym prawdopodobieństwem do złamania przepisów karnych, popełnienia przestępstw i przekroczenia uprawnień. Myślę, że pan Zaradkiewicz przekalkulował sobie to, co się wydarzyło.

Jego decyzja nie jest podyktowana dobrem wymiaru sprawiedliwości, a troską o siebie samego. Tym niemniej dobrze się stało, że obrady zostały odroczone" - stwierdził Wawrykiewicz.

Sędzia Piotr Gąciarek ze stowarzyszenia niezależnych sędziów "Iustitia" również powątpiewa w dobre intencje Zaradkiewicza.

"Obawiam się, że prezydent wyda takie zarządzenie, taki Regulamin, który odda całą władzę w ręce pana Zaradkiewicza. Będzie on wtedy mógł robić wszystko" - ostrzega Gąciarek.

;

Udostępnij:

Maria Pankowska

Dziennikarka, absolwentka ILS UW oraz College of Europe. W OKO.press od 2018 roku, od jesieni 2021 w dziale śledczym. Wcześniej pracowała w Polskim Instytucie Dyplomacji, w Komisji Europejskiej w Brukseli, a także na Uniwersytecie ONZ w Tokio.

Komentarze