Rosyjski atak na ukraińską elektrownię spowodował wyciek oleju do Dniestru, zagrażając ujęciom wody w Mołdawii. Rząd w Kiszyniowie ogłosił alarm środowiskowy i obciąża Rosję odpowiedzialnością. Tymczasem prorosyjskiemu Naddniestrzu również grożą skutki skażenia
Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.
Przejdź do ankietyW sobotę 7 marca 2026 Rosja przeprowadziła zmasowany atak na Ukrainę dronami i pociskami Kalibr, obierając za cel infrastrukturę krytyczną, między innymi ukraińską Dniestrzańską Elektrownię Wodną. Elektrownia znajduje się w górnym biegu rzeki Dniestr, która, uchodząc do Morza Czarnego, przepływa przez Mołdawię.
W wyniku ataku doszło do skażenia wody w rzece. Według pierwszych danych ponad 1,5 tony oleju napędowego i olejów technicznych dostało się do wód Dniestru. Rzeka jest jednym z głównych źródeł wody m.in. dla ukraińskiej Odessy. Zaopatruje także stolicę Mołdawii, Kiszyniów, oraz trzecie co do wielkości miasto kraju, Bielce (Balti), a także separatystyczne prorosyjskie Naddniestrze. Dorzecze Dniestru tworzy również bogaty i unikalny ekosystem.
Trzy dni po ataku, w pobliżu wsi Ładawa w ukraińskim obwodzie winnickim, wykryto plamy oleju technicznego, potwierdzając, że skażenie spływa w dół rzeki w niekontrolowany sposób i najpewniej dotrze do Mołdawii. „Federacja Rosyjska popełnia międzynarodowe przestępstwa środowiskowe, wykorzystując wojnę jako narzędzie do niszczenia ekosystemów i tworzenia transgranicznych zagrożeń dla środowiska” – ogłosiło ukraińskie Ministerstwo Gospodarki, Środowiska i Rolnictwa.
W kolejnych dniach wyciek dotarł do Mołdawii. Zarówno strona ukraińska, jak i mołdawski premier Alexandru Munteanu zapewnili, że uruchomiono mechanizmy mające ograniczyć skutki skażenia na poziomie władz lokalnych i centralnych. Katastrofą zajmuje się też Komisja ds. Zrównoważonego Wykorzystania i Ochrony Dorzecza Dniestru, powołana przez Mołdawię i Ukrainę w 2012 roku w celu zarządzania, ochrony oraz zapewnienia zrównoważonego rozwoju dorzecza rzeki.
Od 16 marca do końca miesiąca trwa w Mołdawii alarm środowiskowy. Mimo że pierwsze szacunki mówiły o 1,5 tony substancji ropopochodnych, nowe doniesienia wskazują, że faktyczna ilość może być nawet kilkadziesiąt razy większa, poinformował minister środowiska Mołdawii Gheorghe Hajder.
Dniestr zapewnia zaopatrzenie w wodę 80 proc. mieszkańców Mołdawii, w tym niemal wszystkich mieszkańców Kiszyniowa. Na razie na dwa dni, 16-17 marca, wstrzymano dostawy wody w stutysięcznych Bielcach, trzecim (po stolicy i separatystycznym Tyraspolu) największym mieście Mołdawii, położonym na północ od stolicy. Wstrzymano też lekcje w szkołach, przestawiając się na naukę online. W Kiszyniowie woda jest dostępna, jednak podlega regularnym testom. Z pomocą Unii Europejskiej, w tym zespołów z sąsiedniej Rumunii, na Dniestrze montowane były w ostatnich dniach filtry wchłaniające zanieczyszczenia oraz bariery regulujące tempo przepływu wody w kluczowych punktach.
Oleg Ozerow, rosyjski ambasador w Mołdawii, został wezwany we wtorek 17 marca do mołdawskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ambasadorowi wręczono notę protestacyjną, w której potępiono atak, który doprowadził do skażenia. Do noty dołączono butelkę z zanieczyszczoną wodą jako dowód skutków rosyjskich działań.
„Zdecydowanie potępiamy atak, który doprowadził do wycieku ropy do rzeki Dniestr, stwarzając poważne zagrożenie dla środowiska oraz zaopatrzenia Mołdawii w wodę. Takie działania, mające poważne skutki transgraniczne i zagrażające środowisku, bezpieczeństwu dostaw wody oraz zdrowiu obywateli Mołdawii, są niedopuszczalne” – poinformowało mołdawskie MSZ w oświadczeniu z 17 marca. Strona rosyjska nie skomentowała wycieku.
Minister Hajder powiedział 18 marca, że po raz pierwszy od początku kryzysu wszystkie trzy kluczowe punkty, w których dokonywano pomiaru – w miejscowościach Naslavcea, Cosăuți i Rezina – zanotowały poziom zanieczyszczenia produktami ropopochodnymi na dopuszczalnym poziomie 0,1 mg/l. „To wyraźny dowód, że przepływ ropy z górnego biegu rzeki został znacznie ograniczony, a bariery absorbujące spełniły swoją funkcję” – powiedział Hajder.
Władze będą nadal monitorować rozwój sytuacji w ciągu najbliższych 48 godzin. Jeśli wyniki testów pozostaną w granicach dopuszczalnych norm lub ulegną poprawie, rozważone zostanie ponowne uruchomienie stacji pomp. Jednocześnie władze nadal zapewniają dostawy cystern wody pitnej oraz wody na potrzeby mieszkańców i firm w Bielcach i innych miastach na północy.
Minister dodał również, że po opanowaniu kryzysu zostanie przeprowadzona kompleksowa ocena skutków środowiskowych w celu ustalenia zakresu wyrządzonej szkody. Ministerstwo Środowiska Mołdawii zwróciło się do Ukrainy o informacje dotyczące szczegółowego opisu źródła zanieczyszczenia oraz dokładnej specyfiki substancji, które mogły wejść w skład wycieku.
Mołdawska Prokuratura Generalna poinformowała, że 16 marca wszczęła postępowanie karne w sprawie zanieczyszczenia rzeki Dniestr na podstawie informacji zawartych w decyzji rządu o ogłoszeniu alarmu środowiskowego w dorzeczu Dniestru.
„Prawo do zdrowego środowiska jest zasadą o randze konstytucyjnej (...). Jednocześnie ustawodawstwo krajowe przewiduje ochronę całego potencjału wodnego kraju, zakazując odprowadzania do wód powierzchniowych produktów ropopochodnych lub innych substancji zanieczyszczających. W tym kontekście Prokuratura Generalna zarządziła rejestrację sprawy karnej w celu zbadania czynów, które doprowadziły do powstałych skutków. Prokuratorzy podejmują wszelkie przewidziane prawem środki, aby zapewnić pełne i obiektywne zbadanie okoliczności sprawy” – poinformowała instytucja.
Jeśli jednak kryzys nie zostanie zażegnany, skażenie dotrze (jeśli jeszcze nie dotarło) do znajdującego się w dole rzeki Naddniestrza. Byłby to kolejny kryzys, który dotknąłby separatystyczną enklawę.
Prorosyjskie Naddniestrze od ponad trzech dekad otrzymywało rosyjski gaz niemal za darmo dzięki tranzytowi rurociągiem przez Ukrainę. Władze w Kijowie 1 stycznia 2025 roku wstrzymały na miesiąc tranzyt gazu, pozostawiając ok. 350–400 tys. mieszkańców regionu oraz znaczną część przemysłu z ograniczonym dostępem do energii i ogrzewania. Mimo wznowienia przesyłu gazu za pośrednictwem węgierskiej spółki MET, którego koszty pokrywa Rosja, Naddniestrze ma regularnie problemy energetyczne.
Przerwy w dostawie prądu, ciepłej wody i ogrzewania zdarzają się regularnie i trwają od kilku godzin do nawet kilku dni. Rosja używa też gazu jako narzędzia nacisku – jak chociażby w listopadzie 2025 roku, kiedy wstrzymała jego dostawy, najwyraźniej jako karę za „zły” wynik wyborów w Mołdawii, zatrzymując na kilka dni i tak już upadającą naddniestrzańską gospodarkę.
Po ataku Izraela i USA na Iran – oraz atakach odwetowych tego ostatniego na państwa Zatoki Perskiej współpracujące z Amerykanami – w Naddniestrzu z początkiem marca ponownie zabrakło gazu. Przyczyną miały być zaburzenia przesyłu paliwa, ale i opóźnienia płatności ze strony „sponsorów” Naddniestrza.
Igor Grosu, marszałek mołdawskiego parlamentu, poinformował, że według wiedzy rządu w Kiszyniowie Naddniestrze ma zapasy gazu na najwyżej kilka dni. Od 4 marca na terenie enklawy ponownie wprowadzono reglamentację energii, pozbawiając ogrzewania budynki mieszkalne i częściowo obiekty infrastruktury publicznej. Tymczasowo zamknięto 158 kotłowni. Ciepło nie jest dostarczane do 1 663 budynków mieszkalnych i szkół, a temperatura w klasach wynosi kilkanaście stopni.
Ograniczono też dostawy gazu i energii do zakładów przemysłowych, w tym Mołdawskiej Huty Metali, Cementowni Rybnica, producenta tekstyliów Tirotex, Fabryki Cegieł w Tyraspolu czy firmy Tiraspoltransgaz. Elektrownia GRES w Naddniestrzu – główne źródło prądu dla regionu, napędzane gazem – musiała przestawić się tymczasowo na zasilanie antracytem.
Margarita, pochodząca z Naddniestrza nauczycielka angielskiego, powiedziała mi, że po dwóch tygodniach bez ogrzewania przywrócono je częściowo w części mieszkalnej we wtorkowy wieczór, 17 marca. Wcześniej mieszkańcy musieli radzić sobie, korzystając z ogrzewania elektrycznego lub używając palników w kuchenkach do ogrzewania mieszkań.
Na razie władze Naddniestrza milczą o skażeniu Dniestru. Z moich rozmów z mieszkańcami regionu wynika, że nie doszło do przerw w dostawie wody. Nie wystosowano też oficjalnych ostrzeżeń, co może wynikać z chęci uniknięcia obciążania Rosji i wywoływania kolejnego kryzysu.
Zarazem kryzys jest regularnie relacjonowany przez naddniestrzańskie kanały telegramowe oraz tradycyjnie prorosyjskie kanały, takie jak Belcy24, z zaskakującą rzetelnością, a lokalne media i mieszkańcy wyrażają zaniepokojenie. Mieszkańcy Naddniestrza, których pytałem, czy boją się skażenia wody, odpowiedzieli, że mają nadzieję, iż władze Mołdawii zdołają zatrzymać je w górze rzeki.
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Analityk Fundacji Kaleckiego, absolwent MISH, realizował projekty badawcze m.in. związane z Partnerstwem Wschodnim
Komentarze