W 2019 roku samodzielna matka z jednym dzieckiem, która zarabia minimalne wynagrodzenie (1634 zł na rękę), przekroczy o 34 zł próg dochodowy uprawniający do pobierania pieniędzy z Funduszu Alimentacyjnego. I alimentów nie dostanie. To przykład na to jak rząd prowadzi politykę cichych oszczędności

Mimo głośno deklarowanej prosocjalnej wrażliwości, rząd PiS niczym nie różni się od poprzedników i też nie podnosi progów dochodowych uprawniających do pobierania świadczeń. Unikając ich waloryzacji choćby równo ze wzrostem minimalnego wynagrodzenia – konsekwentnie oszczędza – i to sporo – na najbardziej potrzebujących. Ofiarami tej polityki jest np. 156 tys. rodzin, które straciły prawo do „500 plus” na pierwsze i jedyne dziecko.

Bez wsparcia państwa jest też przez zamrożone progi przynajmniej 650 tys. dzieci, które nie dostają alimentów.

Płace rosną próg zostaje

W 2007 roku gdy powstał Fundusz Alimentacyjny, płaca minimalna wynosiła 936 zł brutto (697,75 netto). Ówczesny rząd PiS-LPR-Samoobrona z premierem Jarosławem Kaczyńskim ustanowił nieprzekraczalny próg dochodowy uprawniający do pobierania pieniędzy na poziomie 725 zł na osobę w rodzinie. Pieniądze wypłacane z Funduszu (maksymalnie 500 zł) miały wspierać te dzieci, które nie otrzymują alimentów.

  • Przeczytaj czym jest Fundusz Alimentacyjny

    Fundusz nie jest świadczeniem socjalnym, ale pomocą zwrotną – pożyczką udzielaną zaocznie rodzicowi, który nie płaci alimentów. Wypłacając pieniądze z Funduszu rodzinie, której należą się alimenty, państwo jednocześnie bierze na siebie odpowiedzialność ścigania dłużników i egzekucji długu.

Z każdym rokiem liczba osób uprawniona do pobierania świadczenia malała. Płace rosły, a próg ani drgnął. PiS w 2015 roku obiecał, że rozprawi się z problemem, jednak przez pierwsze dwa lata rządów Ministerstwo Rodziny utrzymywało, że nie stać go na takie rozwiązanie.

W 2017 roku budżet Funduszu Alimentacyjnego wynosił 1,5 mld zł. Gdyby PiS chciał rozszerzyć świadczenie na wszystkie milion dzieci, które nie dostają alimentów (dane z Krajowego Rejestru Długów z 2017 r.) musiałby do kasy dołożyć ok. 2 mld zł. Wszystko przy zachowaniu średniej kwoty świadczeń na dzisiejszym poziomie – 374 zł na jedno dziecko miesięcznie.

W maju 2018 minister rodziny Elżbieta Rafalska niespodziewanie ogłosiła, że podniesie próg z 725 zł do 800 zł. Już wtedy przewidywaliśmy, że nie wpłynie to znacząco na poprawę sytuacji samodzielnych rodziców i ich dzieci. Dziś wiemy, że była to bardziej niż uzasadniona obawa.

11 września 2018 Rada Ministrów przyjęła rozporządzenie ws. wysokości minimalnego wynagrodzenia w przyszłym roku. W 2019 roku wyniesie ono 2 250 zł – o 150 zł więcej niż w 2018 roku. To oznacza, że majowa tegoroczna podwyżka progu nie wystarczy nawet do zamortyzowania rocznego wzrostu wynagrodzeń.

Gdyby próg rósł równo z minimalnym wynagrodzeniem, to w 2018 roku powinien wynosić nie 800 zł, a 1589,36 zł, a w 2019 – 1732,5 zł.

Płaca minimalna w Polsce a wysokość progu dochodowego w Funduszu Alimentacyjnym

2007 - 2019

Subtelne oszczędności

Z rządowych sprawozdań z realizacji ustawy alimentacyjnej wynika, że w 2015 roku państwo ściągnęło od dłużników alimentacyjnych zaledwie 12,9 proc. kwoty wypłaconych z Funduszu świadczeń. Do kasy półtoramiliardowego Funduszu państwo dokładało więc 1,195 mld zł.

W grudniu 2017 roku ściągalność wzrosła dwukrotnie – z 13 do 26 proc. Zgodnie z art. 14 ustawy alimentacyjnej, Rada Ministrów mogłaby podnieść próg i wysokość świadczeń z Funduszu „kierując się wysokością wyegzekwowanych świadczeń alimentacyjnych”. Chociaż wpłaty do Funduszu wzrosły o 100 proc. – próg podwyższono zaledwie o 10 proc.

Trudno oszacować, ile dokładnie rząd na tym zaoszczędzi w 2019 roku, bo nie wiemy, ile osób znajdowało się na granicy progu.

  • Przeczytaj z czego wynika wzrost ściągalności długu alimentacyjnego

    Wpływ na wzrost egzekucji alimentów z pewnością mają spadek bezrobocia i lepsza sytuacja na rynku pracy, ale także zmiany w kodeksie karnym wprowadzone w maju 2017 roku. Najważniejsza dotyczy art. 209 kk. Zamiast niejasnego określania o „uporczywym uchylaniu się” od płacenia wprowadzono konkretną „miarę”:

    zaległości co najmniej trzech świadczeń okresowych lub trzech miesięcy.

    Dodatkowo:

    • Alimenciarz może uniknąć kary jeśli dobrowolnie pokryje zaległości w ciągu 30 dni od pierwszego przesłuchania w charakterze podejrzanego;
    • Wprowadzono dozór elektroniczny, umożliwiający pracę, zarabianie i płacenie alimentów, zamiast wsadzania alimenciarza do więzienia;
    • Podwyższono karę, gdy niepłacący alimentów narażają osobę najbliższą lub inną osobę na niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb życiowych.

    O wszystkie te zmiany od lat postulowały organizacje działające na rzecz dzieci i samodzielnych opiekunów, a także Zespół Ekspertów ds. Alimentów przy RPO.

Próg znieść albo podwyższyć dwukrotnie.

Fundacja „Dla naszych dzieci”, która prowadzi ogólnokrajową kampanię „Alimenty to nie prezenty”, w piśmie do minister Elżbiety Rafalskiej z maja 2018 roku podkreślała, że propozycja ministerstwa jest niewystarczająca. Fundacja postuluje całkowite zniesienie progu lub jego dwukrotne podwyższenie.

„Zwiększa się ściągalność długu, ale dla większości rodzin, które prowadzą samodzielne gospodarstwo domowe równocześnie pracując, nie ma to przełożenia na stan budżetu domowego.

Pracujący uczciwie rodzice pozostawieni są nadal samym sobie.

Wsparcie należy się coraz mniejszej grupie rodzin. W tym roku wszyscy rodzice, którzy pracują i jeszcze otrzymywali wsparcie z Funduszu, przestaną je otrzymywać.

Od 1 października właśnie ci rodzice wypadną z systemu wsparcia, gdyż przekroczą magiczny, niezmieniany od 11 lat, próg kryterium o 9 zł.

(…) Warto podkreślić, że próg kryterium jest niezgodny z Konstytucją (art. 32), bo dzieli dzieci na lepsze i gorsze, na te, którym pomoc się należy i na te, którym nie należy się nic” – czytamy w piśmie.

Okazuje się więc, że wrażliwość socjalna, którą PiS tak się chwali, nie obejmuje najbardziej potrzebujących dzieci. Byc może dlatego, że podnoszenie progów jest słabym paliwem dla propagandy partyjnej.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Redaktor "Codziennika Feministycznego". W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym