0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Mateusz Mirys / OKO.pressMateusz Mirys / OKO....

Weto do ustawy o statusie osoby najbliższej w związku i umowie o wspólnym pożyciu prezydent Karol Nawrocki ogłosił w piątek o 8:59, w filmie opublikowanym na portalu X.

Prezydent przez ponad 10 minut wyjaśniał, dlaczego ustawa – na wskroś podstawowa i techniczna, pozwalająca na wspólne rozliczanie, dziedziczenie czy dająca dostęp do informacji o stanie zdrowia partnera/ki poprzez podpisanie umowy u notariusza, uderza jego zdaniem w Konstytucję i szczególny status małżeństwa. Według Nawrockiego niesie za sobą „ideologiczną presję”.

View post on Twitter

Fikołki Karola Nawrockiego

„W mojej ocenie i poglądach nic się nie zmieniło. Mówiłem w czasie kampanii wyborczej, że jestem gotowy do rozmowy regulującej status osoby najbliższej, jednak podkreślałem, że nic, co jest quasi-małżeństwem, nie może liczyć na moje wsparcie. Podobnie jest w sprawie adopcji dzieci przez pary homoseksualne” – oświadczył prezydent, tłumacząc weto.

Tu pojawia się prezydencki fikołek numer jeden: bo w przygotowanej przez rząd ustawie nie ma słowa o adopcji dzieci. Ba! Projekt nie zabezpiecza tęczowych rodzin, nie reguluje kwestii przysposobienia dzieci partnerki/partnera. Nie tworzyłby też paramałżeństw, bowiem chodzi o sporządzaną u notariusza umowę prawną – bez zmiany stanu cywilnego, możliwości przyjęcia wspólnego nazwiska, a nawet rzeczywistego prawa do decyzji o pochówku. Ustawa dawała jedynie równe prawo rodzinie zmarłego i osobie bliskiej do decydowania o miejscu i formie pochówku (dziś reguluje to katalog pierwszeństwa), a jeśli między stronami do porozumienia by nie doszło, decyzję wydano by na drodze sądowej.

Na podstawie umowy zawieranej u notariusza (a nie, jak w przypadku małżeństw, w urzędzie stanu cywilnego) pary mogłyby określić:

  • czy chcą wspólnoty czy odrębności majątkowej,
  • czy chcą się wspólnie rozliczać po pełnym roku podatkowym,
  • czy chcą ustanowić obowiązek alimentacyjny w przypadku, w którym rozwiążą umowę o osobie najbliższej,
  • czy chcą mieć prawo do korzystania ze wspólnego mieszkania,
  • czy chcą, by druga osoba miała wgląd w dokumentację medyczną, była informowana o stanie zdrowia np. po wypadku, i działała jak pełnomocnik w sprawach codziennego życia.

Projekt miał pozwolić też na dołączenie do umowy testamentu każdej z osób, co, pozwoli na kompleksowe zabezpieczenie wzajemnych interesów stron również na wypadek śmierci jednej z nich. Umowa miała pozwolić też na zwolnienie osoby najbliższej z podatku od spadków i darowizn, plasując ją w tzw. grupie zerowej, jak małżonków.

„Odtwarzany jest prawny rdzeń małżeństwa, ale pod inną nazwą” – stwierdził Karol Nawrocki. I dodał, że nie zgadza się na wprowadzenie tylnymi drzwiami związków partnerskich.

„Podkreślałem, że jeśli umowa realnie pozwoli na administracyjne funkcjonowanie osób bliskich, ale nie będzie niosła za sobą ideologicznej presji czy próby podważania wyjątkowego statusu małżeństwa, to taką ustawę podpiszę. To, co do mnie trafiło, to nie są wyłącznie techniczne sprawy, które pomagają ludziom w dostępie do informacji medycznej, reprezentowania bliskiej osoby czy załatwianiu spraw w urzędzie. Te projekty tworzą nową, sformalizowaną instytucję prawa rodzinnego z katalogiem uprawnień zbliżonych do związku małżeńskiego” – twierdzi Karol Nawrocki.

Polityczne szachy. Ale cierpią obywatele

I tu dochodzi do prezydenckiego fikołka numer dwa. Prezydent w opublikowanym oświadczeniu podnosi, że tak poważna reforma, jaką jest ustawa o statusie osoby najbliższej, powinna być elementem szerokiej dyskusji i debaty. Tyle że ta toczy się od miesięcy. Ustawa dopracowywana była w powołanej przez PSL Komisji Nadzwyczajnej, w której udział brali przedstawiciele Kancelarii Prezydenta. W jej składzie było aż siedmioro posłów i posłanek Prawa i Sprawiedliwości – którzy nie zgłaszali żadnych propozycji czy poprawek ustawy.

Do Kancelarii Prezydenta pielgrzymkowali i Urszula Pasławska, posłanka PSL, i Władysław Kosiniak-Kamysz, szef ludowców. Z naszych informacji wynika, że Karol Nawrocki nie był zainteresowany rzeczywistą rozmową i pracą nad kształtem ustawy, która do niego trafia. To tylko potwierdza tezę stawianą przez OKO.press w styczniu:

Nawrocki ustawę zawetować musiał, i to z powodów czysto politycznych: by nie dać sukcesu obozowi Tuska.

To polityczne wyrachowanie, nie troska o Konstytucję czy instytucję małżeństwa, w którą ustawa w żaden sposób nie uderza.

Przeczytaj także:

„W polityce ważna jest wiarygodność” – mówiła Mikołajowi Tyczyńskiemu z OKO.press Urszula Pasławska, komentując postawę polityków prawicy. „Jedna trzecia dzieci w Polsce rodzi się ze związków nieformalnych. Nie da się nie zauważyć, że Polska się zmienia. Polacy, którzy płacą podatki, są obywatelami polskimi, oczekują, że państwo polskie będzie zwrócone do nich frontem, a nie odwróci się do nich plecami" – podnosiła.

Karol Nawrocki zapowiedział, że swoim wetem bynajmniej nie zamyka tematu. Jest otwarty na podpisanie prostej, technicznej ustawy, która upraszcza udzielanie pełnomocnictw, dostęp do informacji medycznej czy prawa do pochówku. „Wprowadza instytucję osoby bliskiej, niezależnie od ich relacji” – tłumaczy prezydent. I tu dochodzi do fikołka numer 3: prezydent sprytnie zamierza wygumkować z ustawy pary jednopłciowe. Katarzyna Kotula w imieniu rządu od tygodni zapowiada, że projektu takiego tworzyć nie ma zamiaru. Podobnie twierdzi Pasławska. „Składanie tego samego projektu i oczekiwanie innych rezultatów jest po prostu nieroztropne” – oceniła wiceprezeska PSL.

Karol Nawrocki, wbrew zapowiedziom z przełomu roku, również nie pali się do konstruowania swojego projektu. Czyżby dlatego, że stworzenie owej „prostej, technicznej ustawy” wymaga ingerencji w setki przepisów, co dziś ochoczo krytykuje?

Droga do związków partnerskich zamknięta. Pora na małżeństwa

„Pan prezydent odwrócił się plecami do dwóch milionów osób, do par hetero i jednopłciowych. To była ustawa dla ludzi. Ustawa o miłości, szczęściu i poczuciu bezpieczeństwa. Przykro mi, że prezydentowi zabrakło odwagi” – komentuje Katarzyna Kotula, współautorka ustawy i ministra do spraw równości.

Decyzja Karola Nawrockiego była spodziewana i co najmniej od grudnia, kiedy ustawa zyskała rangę rządowej, zapowiadana przez otoczenie prezydenta. Odnotować warto jednak jedno: to pierwszy raz w historii Polski, kiedy na biurko prezydenta trafił projekt ustawy, który pozwolił sformalizować związki par jednopłciowych. A podobne projekty pojawiają się w parlamencie od przeszło dwóch dekad.

Wiadomo, że przez najbliższe lata – przynajmniej dopóty, dopóki prezydentem jest Karol Nawrocki – jakiekolwiek ustawy przypominające związki partnerskie nie będą miały racji bytu, choć aż 80 procent Polaków uważa, że status par jednopłciowych powinien być prawnie zabezpieczony (tak wynika z badań SW Research dla KPH z czerwca 2026 roku).

W grze jest jednak równość małżeńska.

23 sierpnia w życie wchodzi rozporządzenie umożliwiające transkrypcję aktów małżeństwa dokonanego za granicą. Pary jednopłciowe już nie czekają z życiem na Polskę. Wyjeżdżają, biorą śluby, wracają. Rejestrują je w polskich systemach prawnych, które nie mogą dłużej udawać, że nie widzą żony i żony czy męża i męża. I choć rząd opieszale pracuje nad skutkami tych transkrypcji – i nie wydał żadnych odgórnych regulacji w zakresie kwestii podatków, dziedziczenia, ubezpieczenia społecznego czy zdrowotnego, to kolejne pary LGBT są zdeterminowane, by równość tę egzekwować w polskich sądach.

Na razie pełnię praw wynikających z małżeństwa dla par jednopłciowych zapowiedział np. ZUS. Ale Ministerstwo Finansów zamierza sprawę parom jednopłciowym utrudniać, o czym przekonali się np. Bartek i Franek. Skarbówka uznała, że choć są małżeństwem, to nie mają prawa do ulg i zwolnień. Tymczasem Franek poważnie choruje i potrzebuje podstawowego zabezpieczenia:

„Minister finansów mógłby np. wydać ogólną interpretację podatkową, wiążącą wszystkie urzędy skarbowego w Polsce, w której wskazałby, że w sprawach podatkowych, które są regulowane prawem Unii Europejskiej, małżeństwo zawsze oznacza małżeństwo, niezależnie od tego, kto je zawarł. Piłka jest więc po stronie rządu” – mówi w rozmowie z OKO.press adwokatka Anna Mazurczak.

Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze