0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Dawid Żuchowicz / Agencja GazetaDawid Żuchowicz / Ag...

Militaryzacja debaty publicznej przez PiS od tygodnia postępuje w błyskawicznym tempie. Stosując frazeologię rządzących, można powiedzieć, że to prawdziwy blitzkrieg: w ciągu kilku dni Polacy dowiedzieli się, że ich kraj jest na wojnie z Białorusią, w związku z czym należy zmobilizować wojsko, by bronić ojczyzny przed grupą migrantów z Bliskiego Wschodu, która stanowi "broń biologiczną" wymierzoną w Rzeczpospolitą przez reżim Aleksandra Łukaszenki.

O "wojnie hybrydowej" jednym głosem mówią premier Mateusz Morawiecki, minister obrony Mariusz Błaszczak i szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk. Natomiast europoseł i b. szef resortu spraw wewnętrznych Joachim Brudziński porównał migrantów na granicy w Usnarzu Górnym do ataku bolszewików z 1920 roku.

Ale to nie wszystko. W czwartek 26 sierpnia 2021 okazało się, że rząd PiS toczy już wojnę na dwa fronty — nie tylko z Białorusią, ale również z Unią Europejską.

O tym, że zostaliśmy hybrydowo napadnięci przez Brukselę poinformowała osoba dobrze zorientowana w sytuacji: minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro.

Niestety, ważny polityk obozu rządzącego nie wyjaśnił słuchaczom, czy skoro sami jesteśmy członkami Unii Europejskiej, konflikt z UE stanowi wojnę domową. Ale to, co powiedział poza tym, jest wystarczająco zdumiewające, by zapierać dech.

Przeczytaj także:

Czy korzystanie z pieniędzy UE to akt narodowej zdrady?

Wypowiedź Zbigniewa Ziobry dotycząca wojny hybrydowej padła w Poranku Rozgłośni Katolickich. Trwa tylko 91 sekund i trzeba przyznać, że ministrowi w tak minimalnym czasie udało się zmieścić maksymalnie dużo banialuk.

Zacytujmy obszerne fragmenty:

"Z całą pewnością mamy do czynienia z procesem swoistej — nie zawaham się użyć tego sformułowania — wojny hybrydowej ze strony Unii Europejskiej wymierzonej w polski system prawny i system demokratyczny. Co nam mówi Unia Europejska? Że Polakom nie wolno poprzez wybory demokratyczne wpływać na zmiany w sądownictwie.

Niemcy, idąc na wybory, mogą mieć wpływ na to, jaki będzie skład Sądu Najwyższego, decyzję podejmują politycy (...) a ostateczną decyzję, kto będzie sędzią ichniejszych sądów najwyższych, podejmuje minister sprawiedliwości Niemiec.

Natomiast Komisja Europejska mówi tak: Niemcom wolno, ale wam, Polacy, nie wolno.

Tak naprawdę chodzi o to, żeby poza nawias polskiego państwa wyciągnąć sądownictwo i żeby sprowadzić sytuację do tego, aby sędziowie de facto nie tyle orła w koronie nosili na salach rozpraw, ile jakieś gwiazdki i symbole Unii Europejskiej".

Przetłumaczmy z języka politycznego na polski: minister sprawiedliwości ogłosił, że działania Komisji Europejskiej i wyroki TSUE - w tym orzeczenie stwierdzające, że składy Izby Dyscyplinarnej nie spełniają wymogów niezależnego sądu w rozumieniu prawa UE - to element hybrydowych działań wojennych przeciwko Polsce.

Jeśli potraktować wypowiedź Ziobry poważnie, należałoby napisać, że oto jeden z najważniejszych polityków w państwie zadeklarował właśnie dążenie do polexitu jako swój główny cel polityczny. Trudno bowiem być w takiej oto organizacji, która poprzez swoje instytucje oraz trybunały prowadzi wobec nas wojnę hybrydową.

Ba, gdyby sam Ziobro traktował swoją wypowiedź poważnie, powinien natychmiast zażądać od Mateusza Morawieckiego wszczęcia procedury wyjścia z Unii Europejskiej, a w razie odmowy podać się do dymisji:

przecież jakiekolwiek paktowanie, podporządkowanie się, a nawet - o zgrozo! - branie pieniędzy od instytucji prowadzącej wobec Polski działania o charakterze wojennym to ścisła definicja zdrady narodowej.

Sędziowie TSUE jako unijne "zielone ludziki"

Jak wskazywaliśmy w OKO.press, nadużywanie retoryki wojennej przez władzę jest groźne: knebluje debatę publiczną, odbiera opozycji prawo do krytyki rządzących, wszelkie wskazywanie błędów i nadużyć definiuje jako działanie w interesie wroga. O ile jednak definiowanie kryzysu na polsko-białoruskiej granicy jako "wojny hybrydowej" można uznać za narrację polityczną zachowującą, choć odrobinę sensu - w kontekście działań reżimu Aleksandra Łukaszenki - słowa Ziobry o wojnie hybrydowej ze strony Unii Europejskiej to już piramidalna bzdura.

Przypomnijmy, na czym polega wojna hybrydowa:

  • może być klasycznym atakiem zbrojnym, ale w kamuflażu – jak „zielone ludziki” Putina na Ukrainie,
  • może być atakiem hakerskim wymierzonym w ważną dla państwa infrastrukturę,
  • może być zorganizowanym aktem siania dezinformacji w mediach społecznościowych na masową skalę,
  • może być zakulisową próbą ingerencji w demokratyczny proces wyborczy.
Jak widać, definiowane jako wojna hybrydowa są działania nieoficjalne, prowadzone pod przykryciem, używane są do nich takie narzędzia, by trudno było wprost połączyć wrogą aktywność z konkretnym państwem lub organizacją.

Tajemnicą Zbigniewa Ziobry pozostanie, w jaki sposób oficjalne wnioski i dezyderaty Komisji Europejskiej, istniejącego od 30 lat organu wykonawczego Unii Europejskiej, stanowią element kamuflażu w wojnie hybrydowej UE przeciwko Polsce.

Jeszcze większą zagadką jest, jak Ziobro wyobraża sobie hybrydową działalność Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który swoje wyroki dotyczące łamania przez rząd PiS traktatów europejskich wydaje publicznie i jawnie.

Chyba że wg Ziobry wojna hybrydowa polega na jawnych działaniach oficjalnych instytucji, których jurysdykcja i kompetencje zostały zaakceptowane przez społeczeństwo w ogólnokrajowym w referendum akcesyjnym. Byłby to osobliwy wkład szefa resortu sprawiedliwości w teorię stosunków międzynarodowych.

Bo Unia chce sędziom odebrać orła

By podkreślić grozę sytuacji, Ziobro w swojej wypowiedzi kreśli też ostateczny cel wojny prowadzonej przeciwko Polsce przez Unię Europejską. Chodzi mianowicie o to, by z szyi polskich sędziów zerwać łańcuchy z orłem w koronie, a na ich miejsce zawiązać sznur, na którego końcu złowrogo dyndały będą unijne gwiazdki — jako symbol utraty niepodległości i ostateczne upokorzenie Rzeczpospolitej przez brukselskich eurokratów.

Jest to wizja śmiała, stylizowana ma katastroficzne przepowiednie Nostradamusa, lub — w wersji bardziej przyziemnej — na komunistyczną propagandę straszącą ziemniaczaną stonką zrzucaną przez amerykańskich imperialistów. Ponownie jednak trudno dociec, w jaki sposób tak otwarty akt agresji miałby stanowić element wojny hybrydowej. Chyba że - co Ziobro również zdaje się sugerować - wojnę przeciwko Polsce prowadzą tak naprawdę Niemcy, a Unia jest tylko kamuflażem.

A chodzi w tym wszystkim o to - co wprost mówi minister - by Niemcy coś mogli, a Polacy nie mogli.

W tym wypadku, by niemiecki polityk mógł decydować, kto zostanie sędzią, a polski polityk Ziobro decydować nie mógł. Ten ostatni wątek to zresztą stały element propagandy obozu władzy uzasadniający upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości w Polsce. W OKO.press pisaliśmy, że Niemcy rzeczywiście dali politykom duże uprawnienia przy wyborze sędziów. Niemiecki system jest jednym z najbardziej upolitycznionych w Europie. Od polskich zakusów na niezależne sądy różni go jednak wiele: długa tradycja, obecność opozycji w komisji rekrutacyjnej, opinia sędziów i dobry obyczaj. W Niemczech nie do pomyślenia jest na przykład, by do sądu wybrano kandydata bez doświadczenia i kompetencji.

Podsumowując i zbierając razem wszystkie wypowiedzi polityków obozu rządzącego z ostatnich tygodni, należy dojść do wniosku, że Polska jest w następującej sytuacji międzynarodowej:

  • wypowiedziała nam wojnę Białoruś,
  • wypowiedziała nam wojnę Unia Europejska,
  • prawdopodobnie wypowiedziały nam wojnę Niemcy,
  • sami podjęliśmy działania zaczepne wobec Stanów Zjednoczonych,
  • jesteśmy też w stanie takiego napięcia wojennego z Izraelem, że trzeba było ewakuować naszego ambasadora z Izraela i będzie dalej pełnił swoją misję w Warszawie.

Z istotnych państw i organizacji, z którymi Polska pod rządami PiS nie walczy, został obecnie już tylko Watykan. Choć i tu należy mieć wątpliwości, czy taka sytuacja utrzyma się w dłuższym okresie.

;

Udostępnij:

Michał Danielewski

Naczelny OKO.press, redaktor, socjolog po Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW. W OKO.press od 2019 roku, pisze o polityce, sondażach, propagandzie. Wcześniej przez ponad 13 lat w "Gazecie Wyborczej" jako dziennikarz od spraw wszelakich, publicysta, redaktor, m.in. wydawca strony głównej Wyborcza.pl i zastępca szefa Działu Krajowego. Pochodzi z Sieradza, ma futbolowego hopla, kibicuje Widzewowi Łódź i Arsenalowi

Komentarze