0:00
17 stycznia 2023

Ponad milion dzików zabitych w 3 lata. Tylko 2 proc. z nich miało ASF. NIK: „Zaraza poza kontrolą"

Najwyższa Izba Kontroli krytykuje nadzorowaną przez Ministerstwo Rolnictwa walkę z ASF. Według raportu NIK za mało pieniędzy zostało wydanych na bioasekurację, odstrzelono za dużo zwierząt, a w hodowlach świń zabrakło wymaganych prawem kontroli

Wydrukuj

„Strzelać do dzików trzeba ciągle, tu nie chodzi o jednorazową akcję. A w strefach zapowietrzenia dziki trzeba wybić praktycznie do zera. Tam, gdzie choroby nie ma, trzeba zejść do bardzo niskiego poziomu" – tak w 2018 roku o walce z ASF mówił były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski. W 2022 resort rolnictwa zdania nie zmieniał.

Wiceminister Lech Kołakowski proponował nawet utworzenie instytucji zawodowego myśliwego, który byłby na etacie i dokonywał depopulacji dzików. Kołakowski podkreślał, że depopulacja musi być „maksymalna".

Rzeź dzików trwa, pomimo sprzeciwu naukowców i aktywistów. Walce z ASF przyjrzała się Najwyższa Izba Kontroli. Skupiła się na czterech regionach, gdzie stwierdzono najwięcej zachorowań – Lubuskiem, Dolnym Śląsku, Wielkopolsce i Pomorzu Zachodnim. Jak czytamy w raporcie NIK „Zaraza poza kontrolą", zwalczanie i przeciwdziałanie rozprzestrzeniania się choroby

„prowadzono nie zawsze zgodnie z przepisami prawa i przyjętymi procedurami".

Nie ma szczepienia, są straty

Afrykański Pomór Świń, czyli właśnie ASF, to zaraźliwa wirusowa choroba świń domowych i dzików. Dla człowieka nie stanowi zagrożenia, ale dla trzody chlewnej i jej żyjących w środowisku naturalnym pobratymców jest niemal zawsze śmiertelna. Nie ma na nią szczepionki.

Jeśli w hodowli świń znajdzie się choć jedno chore zwierzę – trzeba zabić wszystkie, a martwe ciała spalić. Chlew musi być dokładnie wyczyszczony i zdezynfekowany.

ASF powoduje ogromne straty hodowców świń, którzy naciskają na rząd, żeby pomóc im w walce z chorobą zwierząt. Pomór pojawił się w Polsce w 2014 roku i od tamtej pory resort rolnictwa usiłuje sobie z nim poradzić. Różnymi środkami i z różnym skutkiem. Zazwyczaj jednak zupełnie nieporadnie: za małą skuteczność w zwalczaniu ASF stanowisko stracił były minister Krzysztof Jurgiel. Minister Ardanowski zaś wykorzystał epidemię do tego, żeby dać myśliwym pretekst do odstrzału dzików. Wykorzystał to również do wprowadzenia przepisów, według których za "utrudnianie polowania", czyli na przykład spacer w lesie podczas odstrzału, można trafić do więzienia.

Odstrzał nie rozwiąże problemu ASF

Naukowcy od lat podkreślają, że odstrzał dzików nie jest rozwiązaniem. „Jeśli będzie niższe zagęszczenie populacji, to szerzenie ASF wśród dzików będzie mniejsze. Natomiast naszym problemem nie jest szerzenie się choroby wśród dzików a długodystansowe skoki ASF i coraz liczniejsze ogniska w stadach świń” – mówił w styczniu 2022 w rozmowie z OKO.press prof. Henryk Okarma z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie.

W 2019 roku wykryto 48 ognisk ASF wśród świń. W 2020 było to już 103, a w 2021 - 124. Wzrosła również liczba świń, które trzeba było zabić w związku z pojawieniem się choroby w hodowli. W 2019 roku zabito prawie 38 tys. świń. Rok później ponad 64 tysiące, a w 2021 roku ponad 71 tysięcy.

Człowiek przenosi chorobę

"Trzeba wyraźnie powiedzieć, że w Polsce to nie dziki są najistotniejszym czynnikiem szerzenia się afrykańskiego pomoru świń, tylko człowiek" - pisali prof. Henryk Okarma i dr Katarzyna Bojarska z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie w artykule „Jak polityka może wykończyć dzika” w magazynie „Brać Łowiecka” (nr 8/2018). W rozmowie z OKO.press prof. Okarma wyjaśniał, że ciało zarażonego dzika może być źródłem wirusa nawet przez miesiące po śmierci. Tymczasem myśliwi często pozostawiają szczątki zabitych zwierząt w lesie. Wirus może więc łatwo – na przykład na butach rolnika czy kołach samochodu – przedostać się do hodowli świń.

"Myśliwi często nie mają i nie stosują odzieży ochronnej, odpowiednich pojemników do przewożenia zwierząt, pokonują po odstrzale dziesiątki kilometrów, a z przyczepy samochodu kapie krew potencjalnie zakażonego dzika. Po polowaniu teren nie jest odkażany, a ciała dzików w chłodni – jeszcze przed badaniem – mają styczność z innymi gatunkami" - wyliczał w rozmowie z OKO.press Tomasz Zdrojewski z Koalicji Niech Żyją.

Grupy antyłowieckie niejednokrotnie publikowały filmy, na których widać, jak myśliwi zachowują się po zastrzeleniu dzika.

„Na polowaniu krew jest wszędzie – na butach myśliwych, na pyskach ich psów, na kołach ich samochodów – to tak szerzy się epidemia. Żadnej bioasekuracji” – opisywali aktywiści Obozu dla Puszczy w styczniu 2019 roku, publikując nagranie z polowania.

W grudniu 2019 opublikowaliśmy film nagrany przez aktywistów Warszawskiego Ruchu Antyłowieckiego, który pokazuje działania myśliwych w tzw. czerwonej strefie ASF. Widać, jak obryzgani krwią patroszą dzika gołymi rękoma. Bez żadnych środków odkażających, wprost na ziemi. Wycinają tchawicę, rzucają w trawę, a jeden z nich wyciera zakrwawioną rękę o futro dzika jak o ścierkę. Na trawie, ziemi i gałęziach kawałki wnętrzności i krwawe ślady.

W ten sposób - podkreślali wielokrotnie eksperci - nie uda się zwalczyć ASF. Podstawą zwalczania choroby musi być bioasekuracja - czyli m.in. budowa odpowiednich ogrodzeń, stosowanie mat dezynfekcyjnych, regularna dezynsekcja, stosowanie odzieży ochronnej czy rejestr transportów świń.

282 tysiące zł na odstrzał dzików z ASF

Zwraca uwagę na to również Najwyższa Izba Kontroli, która w listopadzie 2022 opublikowała raport w sprawie ASF. Kontrolerzy NIK przedstawiali wnioski podczas posiedzenia Sejmu w drugim tygodniu stycznia 2023.

Jak się okazuje, w latach 2019-2021 Inspekcja Weterynaryjna wydała na zwalczanie ASF u świń i dzików 595 482,5 tys. zł. Odstrzał pochłonął 47,4 proc. tej kwoty, czyli aż 282 tys. zł. Bioasekuracja: 28 406,4 tys. zł.

To zaledwie 4,8 proc. wydatków.

"Większość skontrolowanych organów Inspekcji Weterynaryjnej sprawowała niedostateczny nadzór nad przestrzeganiem zasad bioasekuracji w gospodarstwach utrzymujących trzodę chlewną, nie miały więc one koniecznej wiedzy o ewentualnej skuteczności podjętych środków"- pisze NIK. Izba wymienia szereg nieprawidłowości:

  • Połowie Państwowych Inspektoratów Weterynarii (PIW) nie przeprowadziła obowiązkowych kontroli w gospodarstwach znajdujących się w strefie ASF.
  • Aż 70 proc. PIW nie przeprowadziła ponownej, wymaganej prawem kontroli po wcześniejszym wykryciu nieprawidłowości.
  • Te kontrole, które jednak się odbyły, zostały przeprowadzone bez pośpiechu, nawet po pół roku po wydaniu decyzji.
  • W niemal 1/3 kontrolowanych PIW nie wydawano decyzji nakazujących usunięcie uchybień albo nakazujących zabicie lub ubój świń, nawet gdy wymagały tego przepisy.
  • Nawet jeśli wydano zakaz utrzymania świń w gospodarstwie, inspektorzy nie sprawdzali, czy jest on przestrzegany.
  • NIK w dwóch powiatach ujawniła przypadki nierzetelnej weryfikacji liczby zabitych dzików i częste przypadki nieinformowania innych podmiotów o nowych ogniskach ASF.

Laboratorium na drugim końcu Polski

Izba zaznacza również, że "wiele do życzenia pozostawiała organizacja transportów próbek krwi odstrzelonych i padłych dzików". Chodzi przede wszystkim o to, jaką trasę musi przebyć próbka, żeby trafić do laboratorium. Dla przykładu: krew dzika zabitego w okolicach Wrocławia jedzie 200 km dalej, do Katowic. Jeśli zwierzę zostanie zastrzelone w pobliżu Zielonej Góry, jego krew będzie musiała zostać przesłana do Włocławka (343 km) albo nawet na drugi koniec Polski, do Puław (588 km).

Kolejna porażka: doraźne zgrupowania zadaniowe. W 2020 roku resort rolnictwa zapowiedział, że w ramach tych zgrupowań odstrzał sanitarny będą miały realizować służby mundurowe - w tym policja i Straż Graniczna. Problemy "proceduralne i logistyczne", jak pisze NIK, spowodowały, że doraźne zgrupowania zadaniowe nie zastrzeliły ani jednego dzika.

Łącznie w latach 2019-2021 myśliwi zastrzelili ponad milion dzików (zarówno w ramach odstrzałów sanitarnych, jak i "gospodarki łowieckiej"). Z roku na rok rośnie udział dzików zabitych w ramach odstrzału sanitarnego - w sezonie 2019/2020 było to 15,4 proc. W sezonie 2021/2022 aż połowa dzików została zabita w ramach odstrzału sanitarnego.

Spośród tego miliona zabitych zwierząt jedynie 2,6 proc. dzików było zarażonych ASF.

"Depopulacja dzika jest uznawana za jeden z filarów walki z epizootią, pomimo jej zakwestionowania przez część środowiska naukowego jako stojącej w sprzeczności z nowoczesnymi metodami kontroli chorób w populacjach dzikich zwierząt i współczesnymi wymogami ochrony przyrody" - zauważa NIK.

Resort się broni

Raport NIK wywołał burzliwą dyskusję podczas styczniowej Komisji Ochrony Środowiska. Wiceminister rolnictwa Lech Kołakowski przekonywał, że braki kontroli Powiatowych Inspektoratów Weterynarii wynikały z ograniczeń covidowych. Chwalił również wynik za 2022 rok, według którego do września zanotowano jedynie 14 ognisk ASF u świń.

"2023 rok będzie jeszcze lepszy" - zapowiedział wiceminister Kołakowski.

Wnioski z raportu NIK wskazują na coś zupełnie innego: spada liczba hodowców świń, straty związane z ASF są ogromne, wciąż nie ma rozwiązań dotyczących wyszukiwania ciał zakażonych dzików (zwierzę po zakażeniu żyje tylko około czterech dni), a bioasekuracja jest niewystarczająca i niedopilnowana. Wybijanie dzików nie jest rozwiązaniem żadnego z problemów.

Wręcz przeciwnie, może - na co wielokrotnie zwracali uwagę naukowcy - prowadzić do kolejnych kłopotów. Dziki pełnią w środowisku ważne role:

  • żywią się m.in. owadami, które są szkodnikami drzew, a także gryzoniami oraz padliną,
  • roznoszą nasiona, odgrywając tym samym ważną rolę w naturalnym odnowieniu lasu i w procesach obiegu materii w przyrodzie.

Już w 2019 roku 800 naukowców podpisało petycję o zatrzymanie odstrzału. Argumentowali w niej: „Eliminacja tego gatunku z ekosystemu może przyczynić się do zwiększenia intensywności gradacji owadów w lasach oraz częstości występowania patogenów przenoszonych przez gryzonie na ludzi. Dziki stanowią również ważny naturalny pokarm wilka, a zmniejszenie jego dostępności może wywołać wzrost poziomu szkód powodowanych przez te drapieżniki znajdujące się pod ochroną. Stoimy na stanowisku, iż dla osiągnięcia celu, jakim jest zatrzymanie epidemii ASF w Polsce, należy pilnie porzucić pozorowane i kosztowne działanie, jakim jest masowy odstrzał dzików".

Udostępnij:

Katarzyna Kojzar

Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Szkoły Reportażu. W OKO.press zajmuje się przede wszystkim tematami dotyczącymi ochrony środowiska, praw zwierząt, zmiany klimatu i energetyki.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne