Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.plFot. Marek Podmokły ...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Na błędy legislacyjne w rządowym projekcie ustawy o asystencji osobistej, przygotowanym w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, skonsultowanym z innymi resortami, omówionym na komitetach rady Ministrów, ocenionym przez komisję prawniczą rządu natknęli się dopiero sejmowi legislatorzy. A intensywne prace nad nim trwały w rządzie rok.

Asystencja? Kto to napisał?

Liczba usterek, niejasności, nieprecyzyjnych sformułowań, albo wręcz przeciwnie – określeń niepotrzebnie drobiazgowych, jest w tym projekcie ogromna.

I sejmowa komisja nadzwyczajna poświęca masę czasu na ustalenie, jak zapisać to, o co chodziło projektodawcy, w sposób zrozumiały, jasny i zgodny z prawnym systemem państwa. Zastanawia się, jak to, co jest w projekcie, może być rozumiane i jak zadziała w praktyce zmiana tego czy innego sformułowania.

Np. to, jak opisać wymagania dla asystentów osobistych, i to, w jaki sposób osoby z niepełnosprawnościami będą mogły decydować o tym, kto konkretnie ma im świadczyć wsparcie finansowane z budżetu, zajęło posłom i ekspertom 12 marca dwie godziny. A 11 artykułów z projektu zajęło podkomisji cztery godziny.

Zostaje jeszcze 88 artykułów.

„Biuro Legislacyjne pisze ustawę?”, „Trudno się z tym nie zgodzić” – komentowała z przekąsem przewodnicząca podkomisji Katarzyna Ueberhan z Lewicy.

Pierwsze czytanie projektu odbyło się 21 listopada 2025. Następnie trafił do Komisji Polityki Społecznej, która w grudniu wyłoniła podkomisję. A ta projektem zajmuje się od stycznia. Zbiera się w czasie sesji plenarnych Sejmu i cyzeluje rządowy projekt. On jest podstawą prac, dwa pozostałe projekty – poselski i prezydencki Andrzeja Dudy – mogły się stać podstawa do dyskusji merytorycznej o tym, komu i na jakiej zasadzie ma przysługiwać wsparcie asystenta. Ale do tego jeszcze nie doszliśmy. Podkomisja poprawia projekt rządowy.

Przeczytaj także:

Gigantyczne reformy

OKO.press śledzi prace nad tym projektem od dawna. Chodzi o gigantyczną reformę, dzięki której państwo zdejmie z rodzin obowiązek 24-godzinnego wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami, a im samym umożliwi niezależne życie. Na podstawie indywidualnej oceny będzie im przyznawane wsparcie asystenta opłacanego z budżetu. Asystent musiałby mieć odpowiednie kompetencje, a osoba z niepełnosprawnościami mogłaby go sobie wybrać z listy. Asystent miałby prawo do wolnego i odpoczynku.

Prace nad projektem trwają od lat. Najpierw w Kancelarii Prezydenta Andrzeja Dudy, równolegle – w środowisku osób z niepełnosprawnościami. W rządzie Tuska – od 2024 roku Polska zobowiązała się to wprowadzić, ratyfikując Konwencję o prawach osób z niepełnosprawnościami w 2012 roku.

W 2025 roku ministerialny już projekt przeszedł konsultacje i uzgodnienia. Był poprawiany i przerabiany. W maju 2025 trafił do Komitetu Stałego i tu główną osią sporu okazały się finanse (początkowo asystencja osobista miała kosztować 60 mld w ciągu 10 lat, po cięciach – 40 mld).

Premier stwierdził, że Polski z powodu zbrojeń na ustawową asystencję nie stać. Ale dyskusje dotyczyły też samych mechanizmów przepływu publicznych pieniędzy, planowania i rozliczania wydatków na asystentów. Mnożyły się kolejne poprawki, czas uciekał. Nikt najwyraźniej nie sprawdził poprawności legislacyjnej projektu.

Nowa usługa społeczna miała ruszyć od stycznia 2027, po zbudowaniu systemu informatycznego do obsługi. Pierwsi asystenci – zacząć pracę od kwietnia 2027. Nie ma na to szans.

Kolejny projekt – zniesienie ubezwłasnowolnienia

Zniesienie ubezwłasnowolnienia także należy do kategorii zmian wielkich. Zakłada zastąpienie ubezwłasnowolnienia (czyli pozbawienia kogoś wszelkich praw cywilnych) kontrolowanym przez sądy systemem wspierania decyzji. Takim, w którym najbliżsi nie muszą pozbawiać danej osoby pełni praw, by cokolwiek załatwić dla niej w banku, urzędzie czy u lekarza. I takim, dzięki któremu każdy z nas będzie mógł zawczasu ustalić, kto ma w jego imieniu podejmować decyzje, jeśli sam nie będzie mógł tego zrobić.

Jest to projekt, o którym dyskutowano od lat, zwłaszcza w środowisku obrońców praw człowieka, dla których ubezwłasnowolnienie było barbarzyństwem w czystej postaci. I państwo zmuszało do tego swoich obywateli!

Projekt przeszedł w 2025 roku w rządzie przez konsultacje i uzgodnienie. Dostał przed Bożym Narodzeniem akceptację Stałego Komitetu RM i trafił do ostatniego sprawdzenia do komisji prawniczej.

Jego ocena, opublikowana 10 marca, okazała się druzgocąca. „Zauważono konieczność dokonania nowelizacji ok. 40 dodatkowych ustaw”. „Ze względu na zakres zmian i korekt przedstawianych w trakcie prac komisji prawniczej, projektodawca zidentyfikował także konieczność dokonania w projekcie zmian o charakterze merytorycznym”. Teraz minister sprawiedliwości ma poprawić projekt i wrócić z nim na Komitet Stały.

Ta zmiana miała wejść w życie pod koniec tego roku. Szanse na to są dziś niewielkie.

Dlaczego się wysypało?

Dlaczego tak ważne rządowe projekty okazują się legislacyjnymi bublami już w Sejmie albo tuż przed wysłaniem do Sejmu?

Z projektami wysypało się i Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (asystencja), i Ministerstwo Sprawiedliwości (zastąpienie ubezwłasnowolnienia zindywidualizowanym systemem wsparcia przy podejmowaniu decyzji).

I o ile asystencja jest projektem niezwykle wyczekiwanym przez środowisko osób z niepełnosprawnościami, więc był społeczny nacisk, by finalizować prace, to zniesienie ubezwłasnowolnienia budzi raczej społeczne opory. Przyzwyczailiśmy się, że w przypadku dziecka z niepełnosprawnościami kończącego 18 lat czy starszej osoby, która sama nie załatwi już swoich spraw, „najprościej ubezwłasnowolnić”. Taką reformę trzeba będzie nie tylko uchwalić, ale ją porządnie zakomunikować.

Dlaczego wywaliły się legislacyjnie obie reformy?

OKO.press pytało o to ekspertów, ale nikt nie umiał i nie chciał postawić jasnej diagnozy. Choć wszyscy zgodziliśmy się, że problem na pewno jest polityczny – centrum decyzyjne (premier, ministrowie) nie rozumie sensu takich zmian, nie widzi korzyści, a zauważa finansowe koszty. I ma ważniejsze sprawy na głowie.

A osoby odpowiedzialne za projekt nie mają siły i politycznych wpływów (tak było w przypadku byłego pełnomocnika rządu ds. osób z niepełnosprawnościami Łukasza Krasonia; projekt zniesienia ubezwłasnowolnienia pilotowała wiceministra Zuzanna Rudzińska-Bluszcz, która jest raczej ekspertką, niż polityczką – odeszła z Ministerstwa latem 2025 roku).

To przekładać się może na małą sprawność aparatu urzędniczego pracującego nad zmianami.

Ale czy to wszystko tłumaczy? Szukamy innych wyjaśnień.

Nowe i nieznane

Rozmawiamy tu o naprawdę projektach fundamentalnych reform. Do tej pory państwo potrafiło przecież dawać (albo zabierać – ubezwłasnowolniać) wszystkim mniej więcej tak samo, wedle prostych reguł. Po 1989 roku uczyło się dostosowywać niektóre usługi publiczne do potrzeb obywateli, ale dzięki samorządom. Dzięki aktywności władz lokalnych usługi państwa są rzeczywiście jakoś dopasowane do potrzeb, ale różnie w różnych częściach kraju.

Teraz mowa o usługach i wparciu państwa, które mają być indywidualne, ale udzielane na tych samych zasadach wszędzie. Co oznacza, że tekst ustawy definiującej ten nowy obowiązek państwa ma opisać wszystko i być zrozumiały tak samo dla wszystkich. I dla tych, którzy widzą sens reformy i wagę wsparcia dla osób z niepełnosprawnościami. I dla tych, którzy się tym do tej pory nie zajmowali. Te zmiany realizować będą setki tysięcy ludzi w całym kraju.

Mimo że nasze państwo reformuje się nieustannie co najmniej od 1989 roku, tego jeszcze nie braliśmy. Nie wzięto pod uwagę skali problemu. Oba projekty wędrowały sobie „jak zwykle”, bo przecież administracja produkuje mnóstwo trudnych i specjalistycznych zmian. To i z tymi sobie poradzi. Zaplanowanie dodatkowych sił i środków nie przyszło do głowy.

I tak oto nasze państwo wybrało się w klapkach na Kasprowy.

Dorobek społeczeństwa obywatelskiego

Napisanie dobrego projektu ustawy, to zapisanie planowanej zmiany językiem znanym aparatowi państwa. Dwa fundamentalne projekty rodziły się jednak w gronie ekspertów i aktywistów. Oni dokładnie wiedzieli, jak ma wyglądać zmiana. Ale na co dzień nie posługiwali się językiem państwa. Legislatorzy ten język znali, ale nie rozumieli sensu zmiany, bo dokonywała się ona oddolnie, w społeczeństwie obywatelskim. Legislatorzy dopisywali swoje, po swojemu, nikt nie czytał całości i nie wtrącał się w cudze.

To, co wychodzi teraz w podkomisji sejmowej w sprawie asystencji, świadczy o tym, że

twórcy projektu doskonale się nie rozumieli, bo te same słowa znaczyły dla nich co innego.

Skutki osłabienia służby cywilnej

I jeszcze coś. PiS rozwalił w 2016 roku służbę cywilną, a obecna koalicja tych zmian nie odwróciła. Dyrektorzy departamentów nie są już powoływani w konkursach, więc ich pozycja – np. w starciu z ekspertami będącymi w dobrych stosunkach z politykami – jest słaba. Nie ma bezpieczników, bo kto będzie alarmował, że „tak się nie da”? Kto odmówi podpisu na dokumencie, zmuszając wnioskodawców do ponownego przemyślenia sprawy?

Jak widać, dziś robią to dopiero legislatorzy sejmowi i – w końcu – rządowi. Ale na ostatnim zakręcie, a nie w ministerstwach.

Gdyby kluczowa była tu tylko wola polityczna, to coś powinno było się zmienić po 10 marca, kiedy asystencja osobista została wpisana do zrewidowanego polskiego KPO. Rząd się zobowiązał przed unijnymi partnerami, że ustawa zostanie przyjęta do sierpnia 2026.

Jednak w Sejmie zmieniło się tylko tyle, że podkomisja pracowała 12 marca cztery, a nie dwie godziny. Ale jej dorobek jest podobny: 10-11 artykułów na posiedzenie. W tym tempie podkomisja będzie pracować do czerwca. A przed nami prace w samej komisji, drugie i trzecie czytanie, Senat. Oraz oczekiwanie na podpis prezydenta. Nie ma mowy, by zdążyć z tym przed sierpniem.

Wszystko to pokazuje jednak, że prace nad dwoma projektami są niezwykle ważne. Jeśli uda się usunąć systemowe przeszkody, które utrudniają poprawianie państwa, skorzystają wszyscy. Wnioski z tej „wycieczki na Kasprowy” są ważne i dla społeczeństwa obywatelskiego i dla administracji.

Na zdjęciu – jesienne podejście na Kasprowy, 2024. Fot. Marek Podmokły/Agencja Wyborcza.pl

;
Na zdjęciu Agnieszka Jędrzejczyk
Agnieszka Jędrzejczyk

Z wykształcenia historyczka. Od 1989 do 2011 r. reporterka sejmowa, a potem redaktorka w „Gazecie Wyborczej”, do grudnia 2015 r. - w administracji rządowej (w zespołach, które przygotowały nową ustawę o zbiórkach publicznych i zmieniły – na krótko – zasady konsultacji publicznych). Do lipca 2021 r. w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Laureatka Pióra Nadziei 2022, nagrody Amnesty International, i Lodołamacza 2024 (za teksty o prawach osób z niepełnosprawnościami)

Komentarze