Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto AFPFoto AFP

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety

Pierwszy o ataku poinformował rano 28 lutego 2026 Izrael.

„Izrael wykonał wyprzedzające uderzenie, by wyeliminować zagrożenia przeciwko naszemu państwu” – ogłosił rzecznik izraelskiego Ministerstwa Obrony.

Przez ostatnie dwa miesiące, a w szczególności ostatnie dwa tygodnie, napięcia między Izraelem i USA a Iranem cały czas rosły, podobnie jak widmo otwartej wojny. Wiedzieliśmy o rosnącej obecności wojskowej Amerykanów w okolicy Iranu. Wiedzieliśmy o rozmowach dyplomatycznych z Iranem i tym, że Amerykanie są z nich niezadowoleni. Wiedzieliśmy, że Amerykanie ewakuują znaczną część swojego personelu w części ambasad w regionie, że generałowie pokazują Donaldowi Trumpowi różne możliwości ataku na Iran.

Wśród tych informacji i przecieków nie było informacji, że Iran planuje atak na Izrael.

Izraelskie media pisały o tym, że Izraelczycy rozważają sytuację, w której Irańczycy mogą uderzyć pierwsi, przewidując amerykańsko-izraelski atak. Wedle tej relacji atak ten wynikałby głównie z ryzyka ataku izraelsko-amerykańskiego, które było jasne od dłuższego czasu.

Dlatego należy być bardzo sceptycznym co do izraelskiej opowieści, że atak ten wyprzedza zagrożenie ze strony Iranu. Izrael takie zagrożenie od dekad uznaje za stałe. Dzisiejszy kryzys jest wynikiem bardzo silnego nacisku USA i Izraela na Iran.

Bardzo szybko do ataku dołączyli Amerykanie.

Przeczytaj także:

Trump o Iranie: Brutalna grupa okrutnych ludzi

W nocy czasu waszyngtońskiego, przed godziną 09:00 w naszej strefie czasowej i około 11:00 czasu teherańskiego ośmiominutowe nagranie z własnym oświadczeniem do sieci wrzucił Donald Trump.

View post on Twitter

Amerykański prezydent na nagraniu ma założoną szarą czapkę z daszkiem z napisem USA, a cień płynący z daszka przysłania mu oczy. Trump czyta z promptera, brzmi na zmęczonego, nie widać energii i pewności siebie, którą zwykle prezentuje, gdy mówi spontanicznie.

„Przed chwilą wojsko Stanów Zjednoczonych rozpoczęło w Iranie szeroko zakrojone operacje bojowe. Naszym celem jest ochrona narodu amerykańskiego przez usunięcie bezpośredniego zagrożenia, jakie stanowi irański reżim – brutalna grupa wyjątkowo twardych i okrutnych ludzi” – zaczyna swoje przemówienie amerykański prezydent.

Dalej wymienia różne przykłady z historii, gdy Irańczycy uderzyli w amerykańskie interesy – zaczynając od wzięcia na ponad rok zakładników z amerykańskiej ambasady w Teheranie w 1979 roku, kończąc na ataku Hamasu na Izrael w październiku 2023 roku (w rzeczywistości nie ma żadnych dowodów na to, że Iran pomagał Hamasowi w planowaniu tego ataku, niemal na pewno była to wyłączna inicjatywa Hamasu).

Trump przekonuje, że Amerykanie starali się doprowadzić do porozumienia z Iranem.

„Próbowaliśmy. Chcieli porozumienia. Nie chcieli go. Znów go chcieli. Nie wiedzieli, co się dzieje. Chcieli tylko praktykować zło” – powiedział w charakterystycznym dla siebie stylu Trump.

Zmiana reżimu

Co więc chcą zrobić Amerykanie? Według Trumpa: zniszczyć irański program atomowy, zniszczyć irańskie rakiety, zniszczyć irańską marynarkę wojenną (Iran posiada dwie marynarki wojenne, armia i Gwardia Rewolucyjna mają osobne struktury również w przypadku sił morskich).

Czyli: celem wojny jest kompletne unieruchomienie irańskiego państwa. To jasno pokazuje, że mamy do czynienia z zupełnie inną kampanią, niż w czerwcu 2025 roku. Wówczas Amerykanie włączyli się do izraelskiej wojny na krótko, by uderzyć w cele związane z irańskim programem atomowym. Teraz mamy do czynienia z pełną, trwającą przynajmniej wiele dni wojną.

Trump przyznał to też, mówiąc, że zdaje sobie sprawę, że zginąć mogą amerykańscy żołnierze.

Na koniec przemówienia Trump dodał jeszcze jeden cel wojny: zmiana władzy w Teheranie. Zaapelował do żołnierzy irańskich sił zbrojnych, Strażników Rewolucji, władzy: poddajcie się dziś, a przyznamy wam immunitet. Jeśli nie, szykujcie się na śmierć.

Do obywateli Iranu zaapelował z kolei:

„Mówię wam tej nocy: nadeszła godzina waszego wyzwolenia. Czekajcie w ukryciu. Nie opuszczajcie swoich domów. Na zewnątrz panuje teraz śmiertelne zagrożenie. Bomby spadną wszędzie. Gdy wykonamy nasze zadanie, weźcie rządy w swoje ręce. To będzie wasze państwo. Taka okazja może się nie powtórzyć przez wiele pokoleń”.

Nie ma wątpliwości: to najpoważniejszy konflikt między USA i Iranem w całej 47-letniej historii Islamskiej Republiki Iranu.

Zakręty dyplomacji

Jeszcze 27 lutego późnym wieczorem czasu polskiego omański minister spraw zagranicznych Badr al-Busaidi udzielał wywiadu amerykańskim mediom, w którym przekonywał, że w rozmowy między Iranem a USA idą w dobrym kierunku.

Al-Budaidi spotkał się też w piątek 27 lutego z amerykańskim wiceprezydentem J.D. Vancem. W mediach społecznościowych przekonywał, że porozumienie jest w zasięgu. Trudno jednak powiedzieć, czy faktycznie w to wierzył. Stanowiska obu stron od początku były trudne do pogodzenia i z oświadczeń Irańczyków i Amerykanów nie wynikało, by zbliżali się w kluczowych kwestiach.

Wątpliwe, że omański minister był częścią przykrywki dyplomatycznej dla Amerykanów. Omańczycy pozycjonują siebie jako międzynarodowych mediatorów, a tego typu działanie bardzo zaszkodziłoby ich pozycji.

Również w zeszłym roku Irańczycy i Amerykanie mieli umówione kolejne spotkanie negocjacyjne w momencie, gdy Amerykanie wiedzieli, że Izrael rozpocznie swoją wojnę przed tą datą. Oman dzięki swojej neutralności i zaufaniu z obu stron może dalej być pośrednikiem, jeśli dojdzie do kolejnych rozmów w trakcie lub po wojnie.

Śmierć Nobla

To pewny koniec nadziei Trumpa na otrzymanie Pokojowej Nagrody Nobla. Prezydent ze swoją obsesją na temat norweskiej nagrody dalej w swojej pokrętnej logice może sądzić, że przy pomocy amerykańskiej armii niesie pokój. Ale z całą pewnością Norweski Komitet Noblowski będzie miał w tym temacie inne zdanie. To też ostateczny koniec opowieści o Trumpie izolacjoniście, który koncentruje się na Amerykanach.

Mamy do czynienia z imperialną agresją i z próbą ukarania wrogiego państwa za prowadzenie polityki niezgodnej z amerykańskimi interesami międzynarodowymi.

Nie oznacza to, że Iran faktycznie nie stanowił zagrożenia dla wielu krajów regionu, że nie prowadził agresywnej polityki w sąsiednich krajach. Historia ich zaangażowania w Iraku, Syrii czy Libanie jest bardzo dobrze udokumentowana. Z tego powodu z działań Iranu niezadowoleni byli również jego sąsiedzi i silniejsze kraje Bliskiego Wschodu.

Trump ma też rację, że rządy Republiki Islamskiej prowadzą opresyjną politykę wobec swoich obywateli. Najjaskrawszy tego przykład obserwowaliśmy w styczniu, gdy irańskie służby bezpieczeństwa krwawo stłumiły masowe protesty w całym kraju. Mieliśmy wówczas do czynienia najpewniej z najkrwawszym wystąpieniem władz Islamskiej Republiki przeciwko własnym obywatelom, a zgodnie z najlepszymi dostępnymi informacjami ofiar najpewniej było tysiące.

Trump ma swój Irak

Historia amerykańskich interwencji w regionie każe jednak zadać poważne pytanie, czy w ten sposób da się zaprowadzić porządek i demokrację. Sąsiedni Irak ma wprawdzie rząd wybierany w demokratycznych wyborach, ale jednocześnie 23 lata po amerykańskim ataku jest krajem niestabilnym, biednym, z problemami gospodarczymi. A jedną z konsekwencji amerykańskiej interwencji było powstanie radykalnego Państwa Islamskiego.

Afganistan z kolei po dwóch dekadach od wejścia Amerykanów, w 2021 roku, wrócił do rządów islamistycznych Talibów.

W kampanii wyborczej w 2016 roku Trump mówił, że atak na Irak w 2003 roku mógł być najgorszą decyzją w prezydenckiej historii. Później powtarzał ten pogląd wielokrotnie. Dziś dołącza do ówczesnego prezydenta Georga W. Busha jako osoba, która podjęła decyzję o jednej z największych amerykańskich interwencji międzynarodowych w najnowszej historii.

Oczywiście obie interwencje mają też poważne różnice. Nie zobaczymy w najbliższym czasie amerykańskich żołnierzy na ulicach Teheranu, Isfahanu, czy Tebrizu. Amerykanie będą prowadzili swoją kampanię głównie z powietrza. Trump może jednak nie doceniać ewentualnych konsekwencji siania chaosu w tak dużym kraju. Iran jest znacznie większy niż Irak, ma blisko 90 mln obywateli, ponad trzykrotnie więcej niż Irak w 2003 roku.

Na dzisiaj więc skutki operacji Epicki Gniew (Epic Fury, subtelność nazwy sugeruje, że wybierał ją sam prezydent) są bardzo trudne do przewidzenia.

wybuch w Teheranie, panorama miasta
Kłęby dymu nad Teheranem po atakach USA i Izraela. 28 lutego 2026. Fot. ATTA KENARE/AFP

Uderzenie w liderów

Amerykanie z pewnością podejmą próbę zabicia irańskiego Najwyższego Przywódcy, Alego Chameneiego. Wiemy, że uderzono dziś przed południem w okolicy siedziby przywódcy.

Według Reutersa, który powołuje się na źródła wśród władz Iranu, Chamenei nie jest jednak w stolicy i ma przebywać w innej, bezpiecznej lokalizacji. Według Izraelczyków sobotnia operacja ma na celu eliminację jak największej liczby liderów Republiki Islamskiej.

Na razie nie ma jednak potwierdzenia, by którykolwiek z liderów politycznych został wyeliminowany. Na tym tle będziemy obserwować sporo dezinformacji. Popularność zdobyły np. wpisy, że zabity został szef irańskiego wymiaru sprawiedliwości, Gholam-Hosejn Mohseni-Edżei. Kurdyjskie medium Rudaw pisze jednak, że to nieprawda, a informacji takiej nie znajdziemy w poważnych źródłach.

Odpowiedź Iranu

W najbliższych dniach i godzinach będzie się działo bardzo dużo, w wielu kierunkach. Elementy wojny już teraz rozlewają się na inne kraje regionu. Irańczycy już rozpoczęli swoją odpowiedź i wysłali w stronę Izraela atak dronowy. W dużej części Izraela rozległy się alarmy, a ludzie udają się do schronów. Z doniesień agencji Reuters wiemy o ataku na amerykańską bazę w Bahrajnie, agencja pisze też o eksplozjach w Abu Dabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Saudyjska telewizja al-Echbarija mówi też o uderzeniach na amerykańskie bazy w Kuwejcie i Katarze.

Skala irańskiego kontruderzenia potwierdza, że mamy do czynienia z zupełnie inną sytuacją niż w czerwcu zeszłego roku. Iran w pierwszych godzinach wojny stara się pokazać, że będzie próbował zadać Amerykanom jak największe straty.

Rzecznik irańskich sił zbrojnych i sztabu generalnego Abdolfazl Szekarczi przekazał dziś w komunikacie:

„Wszystkie amerykańskie interesy w regionie, zarówno siły lądowe, morskie, jak i powietrzne, są dla Iranu uprawnionymi celami. Działania ofensywne zostały rozpoczęte i Iran udzieli wrogowi zdecydowanej odpowiedzi”.

Dezinformacja

Warto dziś pamiętać o ostrożnym odczytywaniu wiadomości i sprawdzaniu źródeł. Media społecznościowe będą zalane pojedynczymi informacjami, które nie zawsze będą prawdziwe. W tym momencie warto zaufać sprawdzonym źródłom, agencjom prasowym czy faktycznym ekspertom, którym ufamy.

Przed Iranem bardzo trudne chwile. Przez ostatnie dni władze kraju próbowały studzić nastroje i nie namawiały do ewakuacji. Dziś, już po południu lokalnego czasu, padły apele o opuszczenie stolicy. Jeśli znaczna część mieszkańców 10-milionowej metropolii ruszy na drogi prowadzące poza miasto, będziemy mieli do czynienia z ogromnym chaosem. W czerwcu, gdy Teherańczycy ruszyli na północ w stronę Morza Kaspijskiego, droga, która normalnie trwa około 3 godzin, niektórym zabierała całą dobę.

Na podsumowanie dzisiejszych amerykańsko-izraelskich uderzeń przyjdzie jeszcze czas, niemniej wiemy, że faktycznie pociski spadają w wielu miejscach, w tym w stolicy. Na kilku sprawdzonych nagraniach widać np. uderzenie w Teheranie, w okolicy rezydencji byłego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. Różne doniesienia mówią o atakach na wiele miast w całym kraju, a także na cele wojskowe w Zatoce Perskiej.

Dwa radykalizmy

Według nieoficjalnych informacji płynących z Białego Domu przed atakiem, jedną z nadziei Amerykanów, w tym Trumpa, było to, że po silnym uderzeniu, Irańczycy siądą ponownie do stołu negocjacyjnego i zostaną zmuszeni do takich ustępstw, jakich życzą sobie Amerykanie.

Na dziś to bardzo mało prawdopodobny scenariusz i niezrozumienie ideologii Islamskiej Republiki Iranu. Rewolucyjne rządy Chameneiego opierają się na oporze wobec Stanów i ich agresji, na próbie rozszerzania swoich wpływów poza granice kraju, na kulcie męczeństwa. Ten ostatni element może sprawić, że Iran będzie bardziej skłonny do ryzyka, niż byłby inny rząd w podobnej sytuacji.

Niemal pięć dekad polityki oporu, obrony specyficznie rozumianej suwerenności doprowadziło Iran do trudnej pozycji. Republika Islamska miała wiele możliwości, by podjąć próbę reform i zmienić kurs. Można było podjąć tę drogę w latach 90. podczas rządów reformistycznego prezydenta Mohamada Chatamiego, po protestach po wyborach w 2009 roku. Okazją była umowa atomowa z USA i kilkoma innymi mocarstwami w 2015 roku.

Refleksja, że dotychczasowa strategia międzynarodowa przynosi kolejne porażki i straty, mogła przyjść pod koniec 2024 roku, gdy upadł reżim Baszszara al-Asada w Syrii, w który Republika Islamska zainwestowała wiele pieniędzy i żołnierzy.

Za każdym razem władze Iranu podejmowały decyzję, by utwardzić stanowisko. W międzyczasie w USA do władzy wrócił Trump. Z obu stron mamy dziś liderów radykalnych, niechętnych do spokojnej dyplomacji. Stąd między innymi wzięła się wojna, której konsekwencje możemy na świecie odczuwać przez lata.

;
Na zdjęciu Jakub Szymczak
Jakub Szymczak

Dziennikarz OKO.press od 2018 roku, współkierownik działu społeczno-gospodarczego (razem z Katarzyną Kojzar). Publikował też m.in. w Res Publice Nowej, Miesięczniku ZNAK i magazynie „Kontakt”. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu, arabistyki na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i historii na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Autor reportażu historycznego "Ja łebków nie dawałem. Procesy przed Żydowskim Sądem Społecznym" (Czarne, 2022) o powojennych rozliczeniach wewnątrz polskiej społeczności żydowskiej. W OKO.press pisze głównie o gospodarce i polityce międzynarodowej oraz Bliskim Wschodzie.

Komentarze