0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. William WEST / AFPFot. William WEST / ...

„To rozwiązanie podobne do zakazu sprzedaży alkoholu czy papierosów. Nie karze się małoletniego za to, że kupi, ukarany może być tylko sprzedawca. I bardzo dobrze, bo taka narracja, w której odpowiedzialność spada na rodzica, byłaby bardzo wygodna dla Big Techu” – uważa Sylwia Czubkowska, dziennikarka specjalizująca się w nowych technologiach, autorka książki „Bóg Techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i Światem”.

„To nie jest ani zakaz, ani nakaz, tylko odroczenie dostępu. Dzieci, które już mają swoje konta, będą mogły z nich po ukończeniu 16 lat” – tłumaczy.

W tej chwili media społecznościowe są dostępne dla osób powyżej 13 roku życia – w teorii. Bo jak wiemy m.in. z raportu „Internet Dzieci”, ponad połowa dzieci w wieku 7-12 lat aktywnie korzysta z przynajmniej jednego serwisu społecznościowego lub komunikatora dozwolonego od 13. roku życia.

„Ruch Australii zwraca uwagę społeczeństw na całym świecie, że media społecznościowe to temat do uregulowania przez państwa. Sądzę, że nowe prawo będzie miało moc postawotwórczą” – mówi Magdalena Bigaj, twórczyni i prezeska Fundacji Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, autorka książek, m.in. „Wychowanie przy ekranie”.

Australia właśnie stała się laboratorium – czy ograniczenie dostępu do SM rzeczywiście pozytywnie wpłynie na dobrostan dzieci i nastolatków? Podobne kroki planują lub już wdrażają m.in. Francja, Dania, Hiszpania, Malezja, czy Singapur.

W listopadzie Parlament Europejski uchwalił rezolucję, idącą jeszcze dalej – poza ustaleniem 16 lat jako bariery dostępu do SM i platform wideo, proponuje odroczyć również korzystanie z asystentów AI. Wzywa też do wyłączenia nieletnim najbardziej uzależniających funkcji (np. nieskończonego przewijania, automatycznego odtwarzania) czy zakazu oferowania przez platformy zachęt do kidfluencingu (czyli zostania dziecięcym influencerem).

Oczywiście firmy Big Tech podnoszą larum (Reddit już poszedł z Australią do sądu), a australijskie nastolatki narzekają, że stały się królikami doświadczalnymi, że odebrano im możliwość kontaktów towarzyskich (co podkreślają szczególnie osoby w spektrum) i … zarabiania.

„Wspaniale, że już jedna z korporacji poszła do sądu – niech sąd sprawdzi, czy nowe prawo jest konstytucyjne w przypadku Australii i w efekcie innych demokratycznych państw Zachodu. Australia dała sobie dwa lata na ewaluację tego prawa – to doskonała lekcja dla nas wszystkich” – mówi Czubkowska.

A co w ogóle sprawiło, że Australia tę lekcję postanowiła odrobić?

Przeczytaj także:

Stres cyfrowy

Statystyki dotyczące zdrowia psychicznego dzieci na całym świecie są alarmujące – jak podaje WHO, a także World Federation of Public Health Associations (WFPHA):

  • 1 na 7 młodych ludzi (w wieku 10-19 lat) cierpi na zaburzenia zdrowia psychicznego;
  • choroby psychiczne są odpowiedzialne za 13 do 15 proc. wszystkich chorób wśród nastolatków;
  • najczęstsze z nich to: depresja, zaburzenia lękowe i zaburzenia zachowania;
  • samobójstwo jest trzecią przyczyną śmierci wśród osób między 15 a 29 rokiem życia.

To nie przypadek, że wśród czynników ryzyka dla zdrowia psychicznego młodych WFPHA na pierwszym miejscu wymienia właśnie social media i stres cyfrowy. Przesada? Do niedawna mogliśmy tak myśleć, jednak jak zauważa amerykański psycholog społeczny, autor bestsellerowej książki „Niespokojne pokolenie. Jak wielkie przeprogramowanie dzieciństwa wywołało epidemię chorób psychicznych”, Jonathan Haidt: „Obecnie istnieje wiele dowodów na to, że media społecznościowe są istotną przyczyną, a nie tylko niewielkim czynnikiem towarzyszącym, depresji i lęku, a tym samym zachowań związanych z depresją i lękiem, w tym samookaleczeń i samobójstw".

Wiemy, że o etykę potentatów mediów społecznościowych podejrzewać nie możemy – w 2023 roku Meta została pozwana za brak działania wobec seksualnego wykorzystania dzieci i handlu ludźmi. Jak doniosła Agencja Reuteura, w tym samym roku 10 proc. zarobków tej organizacji pochodziło z reklam oszustw i zakazanych dóbr. Ten gigant dziennie wyświetla 15 miliardów reklam oszustw (m.in. oszukańczych platform handlowych, piramid finansowych, czy zakazanych produktów medycznych). I to również młodym, którzy z oczywistych powodów są na nie bardziej podatni.

Badania Center for Countering Digital Hate, organizacji działającej na rzecz bezpieczniejszego internetu, jasno wykazują że media społecznościowe zalewają użytkowników mową nienawiści i krzywdzącymi treściami. W raportach dostępnych na swojej stronie pokazują jak:

Promocja treści o samobójstwach

Temu ostatniemu przyjrzała się również Amnesty International – w raporcie „Driven into Darkness. How TikTok’s For you Feed Encourages Self-Harm and Suicidal Ideation” (2023) podkreśla, że serwis zaprojektowano go tak, by uzależniał użytkowników (co dotyczy z resztą większości z nich). Okazuje się, że osobom z zaburzeniami zdrowia psychicznego wyświetla się więcej szkodliwych treści, „w tym filmów, które idealizują i zachęcają do depresyjnego myślenia, samookaleczania i samobójstwa.”

Od momentu, gdy zaczynają wyszukiwać treści o depresji czy zaburzeniach lękowych, do momentu, gdy połowa treści na ich feedzie dotyczy tego tematu, mija kilkanaście (!) minut.

Przez chwilę miałam nadzieję, że może to treści wspierające, typu: masz takie myśli? Poszukaj wsparcia tu i to. Niestety. Oto przykłady:

  • „myślałeś kiedyś o przedawkowaniu”? – w tle pytania grafika gierki z labiryntem z lat 90. jako ilustracja;
  • „jestem pewien, że większość ludzi powiedziałaby, że świat byłby beze mnie lepszym miejscem” – słowa wypisane na tle zdjęcia zachodzącego słońca;
  • „jeśli kiedyś umrę, nie płacz… uśmiechnij się.. Już nie jestem smutny i zraniony” – na tle palącej się świeczki;
  • „będę się kurwa samookaleczał dopóki moje życie nie stanie się doskonałe”;
  • „mam więcej blizn niż przyjaciół.

Co to robi dzieciom, świetnie pokazuje raport Fundacji Dbam o Mój Zasięg: „Dobre i złe wiadomość – życie online i offline a zdrowie psychiczne polskich nastolatków” (2025), w którym wzięli udział uczennice i uczniowie klas 7. szkół podstawowych i 3. szkół ponadpodstawowych (licea, technika, szkoły branżowe).

83 proc. z nich posiada konto w social mediach, w obu grupach częściej korzystają z nich dziewczyny niż chłopcy, w zwykły dzień tygodnia przeznaczając na bycie w internecie 4 godziny lub więcej. W ciągu ostatniego roku 17 proc. (7. klasa) i 23 proc (3. klasa ponadpodstawowa) myślało o odebraniu sobie życia, z czego odpowiednio 15 i 21 proc. miało konkretne plany – gdzie, kiedy i jak odebrać sobie życie.

I teraz uwaga: treści związane z samookaleczaniem lub samobójstwem wyświetlają się w mediach społecznościowych u blisko połowy lub ponad połowy badanych (zależnie od klasy), mimo, że większość z nich ich nie wyszukuje! (tylko 10. proc. deklaruje specjalne wyszukiwanie).

W klasach 7. szkół podstawowych 57 procent dzieci, które podjęły próbę samobójczą, było odbiorcami treści suicydalnych w internecie, choć ich nie wyszukiwały; w klasach trzecich szkół ponadpodstawowych odsetek ten stanowił 41 procent.

Większość nastolatków mówi, że wchodzi na serwisy dla zabicia nudy. I to właśnie wtedy mogą natrafić na takie treści.

67 proc. uczniów – 3. klasa ponadpodstawowa, i 61 proc. – 7 klasa podstawowa, mających za sobą próbę samobójczą korzysta z mediów społecznościowych bez konkretnego celu.

Kolejny temat: pornografia

Platformy społecznościowe i komunikatory pełne są seksualnych treści. W kwietniu tego roku badacze z organizacji Global Witness, specjalizującej się kampaniach na rzecz klimatu i praw człowieka, założyli konta na TikToku podszywając się pod 13-latki. Włączyli „tryb restrykcyjny”, który ma chronić użytkowników przed „dojrzałymi lub złożonymi tematami”, m.in. treściami seksualnymi. Mimo to tego typu treści nieustająco się pojawiały w ich sekcji: „możesz polubić” (np. kobiet symulujące masturbację lub pokazujące bieliznę w miejscach publicznych, a także filmy stricte pornograficzne ukazujące seks penetracyjny).

Średnia wieku pierwszego kontaktu z treściami pornograficznymi w Polsce to 11 lat.

Dzieci za pośrednictwem mediów społecznościowych i komunikatorów bardzo często dostają nagie zdjęcia lub zachęty do przesyłania treści erotycznych. Jak podaje instytut badawczy NASK (Nastolatki wobec pornografii cyfrowej 2022), nastolatki najczęściej otrzymują takie prośby właśnie od nieznajomych.

Z kolei według danych zgromadzonych przez FDDS (Raport Przemoc wobec dzieci w Polsce 2023), 26 proc. dzieci zostało wykorzystanych seksualnie bez kontaktu fizycznego. Czyli średnio co czwarte dziecko, które znasz. Konsekwencje takie wykorzystania niczym się nie różnią od wykorzystania w świecie offline (Więcej możesz o tym przeczytać w moim tekście poświęconym pornografii w sieci)

Magdalena Bigaj: „Przemoc seksualna, której skala jest ogromna i przez większość społeczeństwa zupełnie nieuświadomiona, to moim zdaniem koronny argument za ograniczeniem kontaktu dzieci z mediami społecznościowymi i komunikatorami”.

Przemoc rówieśnicza

Jak wiemy z raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, w Polsce doświadcza jej 66 proc. dzieci i nastolatków. Online ta przemoc dostaje wiatru w żagle. Jak podaje raport NASK o nastolatkach z 2025 roku (3655 ankiet uczniów i uczennic z klas 7. i 8. podstawowych i 1. i 2. ponadpodstawowych), 56 proc. dzieci doświadczyło przemocy w internecie, z czego 52,1% nikomu nic o tym nie powiedziało.

A do tego:

  • 11 proc. dzieci spotkało się z nieznajomym dorosłych poznanym przez internet;
  • 31 proc. proc. dzieci wykazuje uzależnienia od internetu;
  • 22 proc. nastolatków przyznaje, że ogląda patostreamerów.

W przeprowadzonym wcześniej przez Fundację Dbam o Mój Zasięg badaniu Młodzi Cyfrowi (2017-2019, ponad 50 tys. uczniów i uczennic z całej Polski), 1/3 nastolatków ocenia się za osoby uzależnione od mediów społecznościowych.

Uzależnienie, ekspozycja na mowę nienawiści, hejt, przemoc rówieśnicza, pornografia, promocja zaburzeń odżywiania, podsuwanie nierealistycznych wzorców dotyczących cielesności, obfity ślad cyfrowy, który za ich pośrednictwem zostawiamy – to wszystko zagrożenia związane z użyciem mediów społecznościowych, które martwią dorosłych.

A co martwi dzieci i nastolatki?

Pytam o to Magdalenę Bigaj, która swoją najnowszą książkę „Twój telefon, twoje zasady” skierowała do nastolatków. Wiem, że oparła się w niej m.in. na badaniach Fundacji Orange „Dojrzeć do praw”.

„Spodziewałam się, że w ankietach przeczytam o problemach z samooceną, czy doświadczaniu cyberprzemocy. Zdarzało się to bardzo rzadko. Pewnie dlatego, że po pierwsze, duża część tych zjawisk jest dla młodych niestety znormalizowana. A po drugie, często nie są świadomi, że im podlegają. Natomiast to, co pojawiało się chyba w 90 proc. wypowiedzi, to rozproszenie uwagi, a konkretnie – problem z panowaniem nad czasem. Młodzi przyznawali, że przez SM nie dosypiają i nie mają pasji. Niektórzy sami się orientują – jedna dziewczyna, która zauważyła, że siedzi codziennie na TikToku do 23, a potem uczy się po nocach, postanowiła usunąć aplikację. To samo zrobił chłopak, który był zagrożony w ósmej klasie – zaczął nawet chodzić z kolegami na piłkę. Natomiast nie możemy zakładać, że nastolatki same wyregulują sobie kontrolę nad czasem, bo w tych serwisach mechanizmy prowadzące do utraty kontroli nad uwagą są bardzo silne, o czym i my dorośli doskonale wiemy” – zauważa.

Pytam Aleksandrę Dulas, edukatorkę, seksuolożkę i terapeutkę traumy, która pracuje z młodzieżą 13+, o jakich problemach w związku z mediami społecznościowymi słyszy w gabinecie. Spodziewam się, że to zależy od płci – jak podaje NASK, dziewczynki spędzają w SM o godzinę dziennie więcej niż chłopcy. Częściej też wybierają Pinterest, Instagram, Snapchat, TikTok oraz Messenger. Chłopcy eksplorują Discord, YouTube i Twitch.

„Dziewczynki mówią, że nigdy nie znajdą chłopaka, bo nie mieszczą się w kanonie urody. Gdy pytam, skąd o tym wiedzą, odpowiadają: z mediów społecznościowych. Umówmy się, gardziołko, przez które można się przesmyknąć jako osoba atrakcyjna, jest bardzo wąskie i dla nastolatków praktycznie niedostępne.

Chłopcy natomiast mówią o tym, że jak tylko zaczynają buszować po mediach społecznościowych, to algorytm z automatu podsuwa im treści szowinistyczne i konserwatywne: kobiety są przemądrzałe, chcą naszych pieniędzy, zawłaszczają naszą przestrzeń. W takich warunkach trudno budować równość i demokrację.

Co jeszcze jest niepokojące?

Wszystko, co dzieje się na komunikatorach typu Whatsapp czy Messenger. Niemal każda klasa ma za sobą wydarzenie typu: no to »jedziemy« kogoś na grupie, umieszczamy zmodyfikowane zdjęcie, może nagie, i robimy sobie z niego żarty. Na komunikatorach pojawia się też dużo treści seksualnych. A platformy z grami to raj dla pedofili – po drugiej stronie ekranu są wysokiej klasy specjaliści do łowienia dzieci. O tym wszystkim rodzice najczęściej nie mają pojęcia.

Dzieci biernie skrolują

Pytam więc, co mają w takim razie robić. „Jeśli decydujemy się zainstalować dzieciom platformy komunikacyjne, to zajrzyjmy czasem, co się na nich dzieje – ale nie po kryjomu, tylko razem z nim. Niech wie, że robimy to, dla jego bezpieczeństwa, bo tak się umówiliśmy” – proponuje Aleksandra Dulas.

Internetowi potentaci przedstawiają kontrargumenty: weryfikacja wieku będzie związana z naruszeniem prywatności, dzieci trafią w ciemniejsze zakamarki internetu, a nastolatki utracą możliwość kontaktu. Ten ostatni argument w świetle danych z raportu „Dobre i Złe wiadomości” jest nieaaktualny: ponad połowa uczniów klas siódmych i prawie dwie trzecie klas trzecich szkół ponadpodstawowych bardzo często lub zawsze przegląda media społecznościowe w ogóle nie wchodząc w interakcje z innymi.

Dzieci przeważnie biernie skrolują to, co im się wyświetla.

„Badania pokazują, że nikły procent treści, które widzimy, pochodzi od naszych znajomych. Reszta to syntetyczna papka algorytmiczna. To już dawno przestały być media służące budowaniu społeczności” – zauważa Bigaj. – „Nigdy też nie spotkałam się z przypadkiem, by ograniczenia wprowadzone dzieciom w korzystaniu z telefonu spychały je do dark netu”.

Jednak bezpieczna weryfikacja wieku użytkowników rzeczywiście pozostaje wyzwaniem (choć trudno uwierzyć, że platformy się tym rzeczywiście martwią).

Bigaj: „Nie powinniśmy przekazywać Big Techowi jeszcze więcej danych. W tej chwili nie ma dobrego rozwiązania, przypuszczalnie kilka razy będziemy musieli się pomylić, zanim je znajdziemy – dlatego obserwujmy Australię i działania Komisji Europejskiej, pozwólmy im dojść do tego właściwego. Skuteczność i bezpieczeństwo mechanizmu weryfikacji są kluczowe w tej całej operacji – wiemy przecież, że dziś nie działają nawet na poziomie 13 roku życia.

Aleksandra Dulas: „Musimy edukować rodziców, by nie wpuszczali dzieci wcześniej na komunikatory i media społecznościowe. Naprawdę nie powinno ich tam być”.

Jak Australia przygotowała nowe prawo

Na początku grudnia 2025 r. o nowym prawie dowiedział się cały świat, ale Australia przygotowywała się do niego od lat. W 2017 roku rząd zamówił dwuletnie badanie skutków funkcjonowania Big Techów na wielu poziomach, a w efekcie zaczął wprowadzać regulacje w kolejnych obszarach, gdzie korporacje siały spustoszenie lub nadużywały innych.

I tak rząd australijski zobowiązał platformy społecznościowe linkujące treści dziennikarskie do dzielenia się z twórcami tych treści przychodami z reklam (w efekcie dostają niebagatelną kwotę 150 milionów dolarów australijskich rocznie). Regulacje dla 16-latków to część szeroko zakrojonego planu.

„Przez cały rok trwały konsultacje społeczne, biznesowe, edukacyjne. Nikt nie był zaskoczony, że takie prawo wejdzie w życie” – mówi Czubkowska.

19 października ruszyła kampania Komisarza do Spraw Bezpieczeństwa Cyfrowego – na jego stronie internetowej są treści skierowane do nastolatków, ich rodziców i edukatorów. Młodym tłumaczy się, co będzie im ograniczone i dlaczego, rodzicom radzi się, co zrobić, jeśli sądzą, że ich dzieci nie poradzą sobie z utratą więzi w związku z nowym prawem (linki do licznych forów, gdzie mogą dyskutować o tym, jak się czują, z uwzględnieniem społeczności Pierwszych Narodów i LGBTQIA).

Nauczyciele są zapraszani na webinary wspierające ich we włączaniu bezpieczeństwa online w nauczanie. Każdy artykuł kończy się odesłaniem do miejsc, gdzie można sięgnąć po pomoc, gdy w sieci dzieje się krzywda.

Oczywiście, prawo wprowadzone przez Australię jest dziurawe – np. dlatego, że nie obejmuje komunikatorów, choćby Whatsappa, który jest doskonałą areną nie tylko dla przemocy rówieśniczej, ale także – seksualnych drapieżców, o czym szerzej pisałam w reportażu dla Magazynu Pismo.

Rozwiązanie Australii nie jest doskonałe, ale wygląda na to, że generalnie innej ścieżki przed sobą nie mamy.

Czubkowska: „Byłoby cudownie, gdybyśmy tak mogli doregulować dostawców tych usług, by stworzyli naszym dzieciom bezpieczniejsze środowisko: mniej uzależniające, niewpychające treści o negatywnych wpływie, nietargetujące ich jako konsumentów. By nie budowały algorytmów wciągających dzieci w brain roty, bezcelowe treści niskiej jakości, które pogarszają ich nastrój i zdolności intelektualne. Jednak to nam jako ludzkości nie idzie. Dlaczego? Bo jest ogromny opór, a my zupełnie nie doszacowujemy jego skali. W Unii Europejskiej jest więcej lobbystów technologicznych niż parlamentarzystów, więc dogłębne regulacje są bardzo utrudnione”.

Rzeczywiście – w Brukseli zarejestrowanych lobbystów specjalizujących się w technologiach jest już 890 – europosłów – 720. Łącznie firmy technologiczne w 2024 roku na lobbing w Brukseli wyłożyły ponad 150 mln euro – o 1/3 więcej niż rok wcześniej (m.in. Meta, Amazon, Apple, Microsfot).

Czubkowska: „Współczuję nastolatkom. Wolałabym, żeby nie odbywało się to w ten sposób, że daliśmy im lizaka, a teraz zabieramy. Jednak 15 lat temu, gdy te produkty pojawiły się na rynku, nie mieliśmy świadomości, że uzależnienie jest wpisane w DNA tych usług. Przykro mi, ale na teraz nie mamy innej metody. Być może to, co nastolatki dostaną w zamian, jest o wiele cenniejsze. A długofalowo musimy postawić na obowiązkową edukację medialną w szkołach i edukację rodziców. Niech to, co robi Australia, stanie się dla nas inspiracją, by przygotować dzieci zawczasu do korzystania z social mediów i pilnować tego, by nie pojawiały się tam przed czasem”.

Bigaj: „ Spójrzmy jakie kontrowersje wywoływał zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych czy regulacje dotyczącymi czystego powietrza. A gdy weszły ustawy, dyskusje się skończyły. Gdy zrozumieliśmy, jakie niebezpieczeństwo dla naszego zdrowia oznacza bierne palenie czy wdychanie smogu, zyskaliśmy sprawczość i zdolność do reagowania na łamanie zakazów. Kto wie, może podejmowane przez kolejne kraje regulacje sprawią, że rynek wyczuje zachętę finansową i stworzy bezpieczne komunikatory dla dzieci? W końcu podobnie stało się całkiem niedawno ze zdrową żywnością – gdy wprowadzono obowiązek podawania składu na etykietach, wiele produktów je uprościło, by zyskać na atrakcyjności”.

;
Na zdjęciu Maria Hawranek
Maria Hawranek

Reporterka i podróżniczka. Pisze dla „Dużego Formatu”, „Wysokich Obcasów”, „Tygodnika Powszechnego” i „Przekroju”. Współtwórczyni reporterskiego projektu IntoAmericas.com. Autorka książki „Szkoły, do których chce się chodzić, są bliżej niż myślisz”. Razem z Szymonem Opryszkiem wydała książki „Wyhoduj sobie wolność”, „Tańczymy już tylko w Zaduszki”. Mama Gucia, ich trzyletniego syna.

Komentarze