0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Zuchowicz...

14 lipca 2026 rząd przyjął okrojony projekt ustawy regulujący rynek najmu krótkoterminowego. Po ponad pół roku dyskusji i koalicyjnych sporów wygrał pomysł ministra sportu i turystyki Jakuba Rutnickiego.

Działalność platform takich jak Airbnb, Otodom, czy Booking zostanie w całości włączona do branży turystycznej. Chodzi o utworzenie centralnej ewidencji wynajmowanych lokali. Ma to pomóc zmniejszyć szarą strefę i zwiększyć wpływy z podatków. Ci, którzy nadal będą prowadzić biznes pod stołem, muszą liczyć się z karami finansowymi (do 50 tys. zł). Za to uprawnieni do zgłoszenia kontroli w nielegalnym biznesie będą np. sąsiedzi. Rząd chce też, żeby ci, którzy parają się najmem krótkoterminowym, czyli wynajmują lokale na okres poniżej 30 dni, obowiązkowo założyli działalność gospodarczą. Dokładnie tak jak w branży hotelarskiej.

Zaproponowane rozwiązanie to absolutne minimum, do którego zobligowana jest Polska na mocy unijnych przepisów.

A te obowiązują już od 20 maja 2026. W teorii więc w Polsce już od dwóch miesięcy istnieje obowiązek nadawania numerów identyfikacyjnych mieszkaniom i domom, które trafiają na rynek turystyczny. A pośrednicy, czyli platformy, które żyją z wystawiania ofert, powinny dzielić się informacjami o transakcjach.

Unia Europejska, przyjmując nowe regulacje, zwracała uwagę, że rosnąca liczba kwater dla turystów zmniejsza pulę mieszkań na wynajem długoterminowy. Inwestorzy wykupują też nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach. A to podnosi ceny mieszkań i zmienia charakter wielu dzielnic. Airbnb nie jest oczywiście jedynym źródłem problemów mieszkaniowych, ale zmniejszając podaż w dużych miastach, dokłada się do trwającego od lat kryzysu. Za to sąsiedzi mieszkań wynajmowanych na doby, zgłaszają, że za ścianą mają głośne imprezy, zakłócające codzienne życie.

Przeczytaj także:

Rejterada na ostatniej prostej

Z projektu, który przyjął rząd, zniknęły jednak kluczowe bezpieczniki. Najważniejsza zmiana dotyczy uprawnień gmin do regulowania najmu krótkoterminowego. Pierwsza wersja zakładała, że samorządy będą mogły

wyznaczać strefy, w których najem krótkoterminowy mógłby zostać ograniczony lub zakazany.

A to pozwoliłoby odciążyć najbardziej narażone na ruch turystyczny części miasta, a także ochronić centralne dzielnice przed wyludnianiem. W Warszawie Śródmieście to już dziś najbardziej widmowa dzielnica, choć na pierwszy rzut oka trudno to zauważyć. Stałych mieszkańców sukcesywnie ubywa – tempo może nie jest zabójcze, ale to ok. 2 proc. rocznie. Za to mieszkańców stołecznego obwarzanka przybywa – 50 tys. w ciągu ostatnich 5 lat. Dla porównania – w tym czasie w samej Warszawie liczba mieszkańców wzrosła zaledwie o 5 tys.

Tym, co wypycha ludzi za miasto, są m.in właśnie ceny nieruchomości. Śródmieście tętni więc życiem, ale jest to raczej

konsumpcja na sterydach z udziałem turystów i finansjery, a nie codzienny, organiczny ruch.

To samo stało się w Krakowie. Przy Plantach w 2024 roku zameldowane były 2 644 osoby, dwie dekady wcześniej – ponad 4,5 tys.

Rząd, rezygnując z przyznania samorządom dodatkowych uprawnień, pozwala więc na wolną amerykankę. O tym, jak wyglądają nasze miasta, nadal będą decydować głównie inwestorzy.

Z projektu wyparowały też przepisy dotyczące bezpieczeństwa pożarowego. Właściciele lokali nie będą musieli dołączać ekspertyz przeciwpożarowych podczas zgłaszania obiektu do rejestru.

Koalicja znów trzeszczy

Jeszcze przed wtorkowym posiedzeniem rządu temat urósł do rangi kolejnego, wielkiego koalicyjnego sporu. Przeciwko okrojeniu przepisów publicznie zaprotestowała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz. „Jeśli ktoś uważa, że nadanie numeru rejestru mieszkaniom na wynajem krótkoterminowy to ucywilizowanie rynku, to najwyraźniej zbyt dużo czasu spędził odbierając telefony od branży, a zdecydowanie za mało słuchając ludzi” – napisała na platformie X przewodnicząca Polski 2050 już w poniedziałek, 13 lipca.

Uregulowanie najmu na doby to jeden z flagowych projektów Pełeczyńskiej-Nałęcz. Polska 2050 chce, żeby to spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe decydowały o tym, czy dany lokal można przeznaczyć na cele turystyczne, czy nie. Projekt ustawy w tej sprawie znajduje się w Sejmie.

Po posiedzeniu rządu Pełczyńska-Nałęcz dolała oliwy do ognia, oskarżając koalicjantów o „uległość wobec lobbystów”. „Zero praw samorządów w ustanawianiu stref wolnych od airbnb. Zero praw mieszkańców w decydowaniu o tym, czy mają, czy nie mają burdelu/hotelu za ścianą. Taki projekt wyszedł dziś z Rady Ministrów” – napisała na X szefowa Polski 2050. Zadeklarowała też, że jako jedyna zgłosiła wobec projektu formalny sprzeciw.

Kosiniak odpowiada, Lewica stawia warunki

Odpowiedział jej wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. Stwierdził, że sugestia o uleganiu lobbystom jest „kłamstwem, służącym politycznej narracji”. „Chęć odróżnienia się w koalicji nie powinna przysłaniać współpracy dla dobra przedsiębiorców i zwykłych mieszkańców” – napisał szef PSL.

Pełczyńska-Nałęcz odpowiedziała, że była gotowa do współpracy, ale resort sportu „zerwał rozmowy”. „To najgorsza ustawa, jaka wyszła z rządu” – oceniła polityczka Polski 2050.

View post on Twitter

Do dyskusji włączyła się też Lewica.

15 lipca na antenie „Jedynki” Polskiego Radia ministra rodziny Agnieszka Dziemianowicz-Bąk zadeklarowała, że jej ugrupowanie uzależnia poparcie dla projektu od wprowadzenia poprawek. Jak mówiła, chodzi o „wzmocnienie prawa wspólnoty w decydowaniu, czy najem krótkoterminowy może odbywać się za ścianą”. Pytana o zachowanie Pełczyńskiej-Nałęcz, odpowiedziała, że „nie będzie komentować tego rodzaju wpisów”. „Jesteśmy koalicjantem lojalnym i asertywnym” – mówiła, dodając, że dzięki takiej strategii Lewicy udało się przeforsować rozwiązania, na które wcześniej w rządzie nie było przyzwolenia. Jako przykład podała reformę Państwowej Inspekcji Pracy.

Frustracje Polaków

Mieszkaniówka to politycznie łakomy kąsek. Poziom frustracji Polek i Polaków łatwo opisać kilkoma liczbami:

  • według szacunków rządu aż 4 mln rodzin lub młodych singli żyje dziś w luce czynszowej: są zbyt biedni na własne mieszkanie i najem prywatny, zbyt bogaci na socjalną pomoc państwa;
  • 53 proc. młodych Polek i Polaków (w grupie wiekowej 25-34 lata) mieszka z rodzicami (dane Eurofund);
  • z danych Eurostatu wynika, że co trzecie gospodarstwo domowe w Polsce jest przeludnione (33,7 proc.), co stanowi czwarty najwyższy odsetek w UE;
  • w 2010 roku metr kwadratowy mieszkania w Warszawie kosztował 7,8 tys. zł, w 2020 roku – 11,5 tys., prognoza na 2026 rok wynosi 18,5 tys. zł (dane pochodzą ze statystyk NBP i GUS).

Ten ostatni przyrost dobrze obrazuje też przykład: 20 lat temu kawalerkę na warszawskiej Woli można było kupić w cenie, która dziś odpowiada miejscu postojowemu na podziemnym parkingu w tej samej dzielnicy.

Polscy politycy już wiedzą, że dotowanie kredytów mieszkaniowych, które skończyło się kolejnym wzrostem cen mieszkań, nie znajdzie poparcia wśród Polek i Polaków. Problem w tym, że jedyną odpowiedzią na kryzys, na którą zgadza się cała koalicja, jest zwiększenie podaży dostępnych mieszkań. Natomiast dyskusja o regulacjach rynku wciąż powoduje konflikty, bo liberalna część rządu boi się zarzutu o utrudnianie życia przedsiębiorcom. Dlatego tak często słyszymy, że trzeba deregulować, a nie piętrzyć bariery. A państwo? Państwo ma się usunąć i dać ludziom działać.

Przedsiębiorcy to jednak nie wszyscy. Co z ludźmi, którzy są wypychani na przedmieścia ze względu na ceny i uciążliwych sąsiadów? Albo są zmuszeni do bycia gniazdownikami, czyli spędzania dużej części dorosłego życia w domu rodzinnym? Co z młodymi, którzy tracą mobilność, a więc warunki do edukacji, rozwoju zawodowego i zakładania rodzin?

Na zdjęciu Anton Ambroziak
Anton Ambroziak

Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.

Komentarze