Awantura o najem krótkoterminowy. Rząd miał ucywilizować rynek, a przyzwala na patologię
Ministra Pełczyńska-Nałęcz oskarża rząd, że sprzyja lobbystom. Wicepremier Kosiniak-Kamysz zaprzecza, mówiąc, że to polityczne kłamstwo. Lewica twierdzi, że można być koalicjantem lojalnym, ale asertywnym. Koalicja znów trzeszczy, a wszystko dlatego, że rząd wybił zęby przepisom, które miały ucywilizować najem krótkoterminowy
14 lipca 2026 rząd przyjął okrojony projekt ustawy regulujący rynek najmu krótkoterminowego. Po ponad pół roku dyskusji i koalicyjnych sporów wygrał pomysł ministra sportu i turystyki Jakuba Rutnickiego.
Działalność platform takich jak Airbnb, Otodom, czy Booking zostanie w całości włączona do branży turystycznej. Chodzi o utworzenie centralnej ewidencji wynajmowanych lokali. Ma to pomóc zmniejszyć szarą strefę i zwiększyć wpływy z podatków. Ci, którzy nadal będą prowadzić biznes pod stołem, muszą liczyć się z karami finansowymi (do 50 tys. zł). Za to uprawnieni do zgłoszenia kontroli w nielegalnym biznesie będą np. sąsiedzi. Rząd chce też, żeby ci, którzy parają się najmem krótkoterminowym, czyli wynajmują lokale na okres poniżej 30 dni, obowiązkowo założyli działalność gospodarczą. Dokładnie tak jak w branży hotelarskiej.
Zaproponowane rozwiązanie to absolutne minimum, do którego zobligowana jest Polska na mocy unijnych przepisów.

Komentarze