W sąsiednich Czechach 4/5 młodych dorosłych może cieszyć się samodzielnością i myśleć o założeniu rodziny. Z najnowszych badań Eurofundu wynika tymczasem, że w Polsce ponad połowa osób w grupie 25-34 lata chciałyby opuścić rodzinne gniazdo, ale ich na to nie stać
53 proc. młodych Polek i Polaków mieszka z rodzicami. To jeden z najwyższych wyników w Europie. W tej grupie, 25-34 lata, bardziej zależni od rodziny są tylko mieszkańcy Chorwacji, Grecji i Słowacji.
Dane, opublikowane 23 stycznia 2026 r., zebrała Europejska Fundacja na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy – Eurofund. Średnio prawie jeden na trzech młodych Europejczyków nie ma szans na samodzielność. Powód? Kryzys dostępności mieszkań, który wciąż się pogłębia.
„Od 2010 roku średnie ceny nieruchomości w UE wzrosły o 55,4 proc., a ceny najmu o 26,7 proc., co przewyższa wzrost dochodów wielu grup społecznych” – komentuje Marie Hyland, specjalistka ds. badań społecznych Eurofundu.
Nie wszędzie problem gniazdowników – młodych dorosłych mieszkających z rodzicami – jest taki sam. W Skandynawii odsetek osób w wieku 25-34 lata mieszkających z rodzicami nie przekracza 6 proc., w Niemczech wynosi 12 proc., we Francji – 16 proc., a w Austrii – 18 proc.
Na drugim biegunie są kraje południowe: Portugalia, Hiszpania, Włochy. Nasz region w zestawieniu plasuje się raczej w granicach unijnej średniej: z wyjątkiem Polski i Słowacji.
Polska znalazła się też w czołówce, jeśli chodzi o przyrost gniazdowników. Jak podaje Eurofund, od 2018 do 2023 odsetek młodych dorosłych mieszkających z rodzicami wzrósł o 8 pkt proc.
Większe załamanie w dostępności mieszkań zaobserwowano tylko w Irlandii (wzrost o 17 pkt proc.). Trzecie miejsce, za Polską, zajmuje Portugalia (5 pkt proc.).
Są też kraje, w których sytuacja znacząco się poprawiła. Najlepsze dane płyną z Węgier (spadek o 12 pkt proc.), Czech (spadek o 10 pkt proc.) i Litwy (spadek o 10 pkt proc.).
Eurofund mierzy też poziom obciążenia wydatkami mieszkaniowymi. Więcej niż 40 proc. dochodu wydaje na mieszkanie 28 proc. młodych Polek i Polaków, co plasuje nas w unijnej średniej.
Jak podaje Eurofund, w Bułgarii, Irlandii, Polsce, Portugalii i Hiszpanii oraz w niektórych regionach Austrii i Włoch poziom niedostępności rynku wynajmu jest tak wysoki, że wynajęcie standardowego dwupokojowego mieszkania wymagałoby ponad 80 proc. średniego wynagrodzenia.
Już z wcześniejszych danych Eurostatu wynikało, że Polska znajduje się w centrum europejskiego kryzysu mieszkaniowego. Hiszpania, Włochy, czy Portugalia mierzą się z nim nieprzerwanie od kryzysu finansowego 2008 roku. Polska dołączyła później. W 2022 roku po raz pierwszy odnotowano, że aż 51 proc. młodych Polek i Polaków (dane Eurostatu obejmują grupę 18-34 lata) mieszka z rodzicami. W omawianym tu badaniu odsetek ten wyniósł 53 proc.
OKO.press porozmawiało z młodą osobą, 27 lat, która właśnie straciła wynajmowane mieszkanie. „Na początku grudnia dowiedziałam się, że muszę się wyprowadzić, bo właściciel będzie »odświeżał« i podniesie czynsz. Teraz płaciłam 2,5 tys. zł ze wszystkimi opłatami za 29 m na warszawskim Mokotowie, po remoncie mogłabym wrócić, ale cena skoczy do 3,5 tys. zł plus opłaty” – opowiada Anna.
„Pracuję w gastronomii, jestem zatrudniona na 3/4 etatu i na rękę zarabiam niecałe 3 tys. zł. Resztę – 1,5 tys. plus napiwki – dostaję pod stołem. Nietrudno policzyć, że na mieszkanie wydaję ponad połowę zarobków. Czasem mam dodatkowe zlecenia artystyczne, ale to nie są kokosy. Czasem pomogą rodzice, ale to też nie dużo” – tłumaczy.
„Mieszkam aktualnie po znajomych. Ogłaszam się co chwilę na Instagramie, że nadal szukam taniego mieszkania, a nawet pokoju, byle ze znajomymi. Nie chcę wracać do studenckich chat z osobami, których nie znam. Jeśli nie znajdę niczego na stałe do marca, dopuszczam powrót do rodziców, do Piotrkowa Trybunalskiego” – mówi Anna.
I zastrzega, że nie jest jedyna: wiele jej znajomych nie robi żadnych planów, tylko żyje z dnia na dzień, próbując utrzymać się w dużym mieście. „Czasem myślę, że łatwiej byłoby wyjechać na Kanary, pracować na zmywaku i mieć wieczne wakacje niż walczyć o stolicę, w której nie stać mnie nawet na jedzenie, które przygotowują u mnie w knajpie na kuchni” – dodaje.
Wieloletni prymat własności zmuszał młodych ludzi w Polsce do zapracowania na zdolność kredytową. W tym czasie mogli wynajmować na rynku prywatnym albo przeczekać w domu rodzinnym, odkładając na wkład własny. Tyle że ten system „poczekalni” również się załamał.
Po zaostrzeniu kryteriów udzielania kredytów i podwyższeniu stóp procentowych poza nawias wypadły osoby o średnich dochodach, które w innych okolicznościach pewnie zdecydowałyby się na kupno mieszkania.
Zwiększyła się liczba osób w luce czynszowej: zbyt biednych na kredyt i najem prywatny, za bogatych na socjalną pomoc państwa.
Wśród nich największą część stanowią osoby młode: dopiero wchodzące na rynek pracy lub z krótkim stażem zawodowym, pracujące – jak Anna – w prekarnych warunkach.
Choć w 2025 roku ceny najmu ustabilizowały się, to w dużych miastach wciąż są na wysokim poziomie. Mediana czynszu w Warszawie wynosi dziś 4,2 tys. zł. Za pokój w mieszkaniu studenckim należy zapłacić w stolicy średnio 1,3/1,5 tys. zł – i to bez opłat. Da się znaleźć oferty jak sprzed 10 lat, czyli pokój za 800 zł, ale najczęściej w gorszej lokalizacji, z wieloma współlokatorami, ciasny (8 m) albo w opcji pokój przechodni.
Kawalerka ustawowej wielkości (nie mniejsza niż 25 m) jest raczej poza zasięgiem i to nie tylko dla studenta, ale i młodych osób, które są już na rynku pracy: średnia cena ofertowa na portalu Otodom.pl wynosi dziś 2,8 tys. zł (bez czynszu i opłat!). Pojawiają się też oferty mikrokawalerek, np. 12 m za 1800 zł + 400 zł czynszu + zaliczka na opłaty 100 zł. W sumie: 2 300 zł za klitkę wielkości pokoju w akademiku.
Dla najmłodszych najbardziej atrakcyjne są ceny oferowane przez akademiki: za pokój wieloosobowy w stolicy wystarczy zapłacić ok. 500 zł miesięcznie. Pokój jednoosobowy to cena ok. 1000 zł, a wyższy standard, czyli studio, to cena 2,5 tys. zł. Liczba miejsc w akademikach jest jednak ograniczona.
Młodzi są na czele kryzysu, z którym mierzymy się wszyscy.
Według danych Komisji Europejskiej już 82 mln Europejczyków, czyli co piąta osoba, wydaje na mieszkanie ponad 40 proc. miesięcznych dochodów, znacznie więcej niż zalecany próg 30 proc.
Z danych Parlamentu Europejskiej wynika, że w latach 2014-2024 ceny nieruchomości w UE wzrosły średnio o 47 proc., a czynsze poszybowały do góry o 20 proc. (w latach 2010-2022). Są kraje, takie jak Portugalia, Litwa, Czechy, Estonia, Węgry, Bułgaria i Polska, gdzie nominalny wzrost cen nieruchomości w ciągu dekady wyniósł 200 proc.
Koszty społeczne takiej sytuacji są ogromne. Eurofund wymienia: niemożność podjęcia wybranej kariery zawodowej, negatywny wpływ na zdrowie psychiczne, czy odłożenie decyzji o posiadaniu dzieci. Inni eksperci dodają: wyraźny spadek mobilności, wyhamowanie ścieżki edukacji, ograniczenie możliwości awansu społecznego, a nawet radykalizację.
Działają tu też mechanizmy społeczno-ekonomiczne, które nakręcają błędne koło. Spadek mobilności młodych ludzi sprawia, że mają mniejszą możliwość znalezienia partnera i partnerki, a więc rozłożenia kosztów prowadzenia gospodarstwa domowego na dwie osoby.
W drugą stronę, trudności ze znalezieniem partnera/partnerki – związane nie tylko z czynnikami ekonomicznymi, ale przesunięciami w oczekiwaniach dotyczących relacji pomiędzy mężczyznami i kobietami, dystansem społecznym zwiększonym przez algorytmy aplikacji randkowych, czy wzrostem nieufności społecznej – to wszystko sprawia, że decyzja o usamodzielnieniu staje się trudniejsza.
Nic dziwnego, że kryzys mieszkaniowy znalazł się na agendzie Komisji Europejskiej. Komisja w grudniu 2025 roku opublikowała swój pierwszy w historii program na rzecz mieszkań dostępnych cenowo. Ma on cztery filary: poprawa podaży mieszkań, reformy prawa w celu ograniczenia biurokracji, inwestycje w budownictwo oraz wsparcie osób dotkniętych kryzysem mieszkaniowym.
Celem jest wybicie broni prawicowym populistom, którzy mieszkaniówki używają jako argumentu do napędzania postaw antymigracyjnych.
Dr Catherine Fleishi z Uniwersytetu Europejskiego we Florencji uważa, że spadek dostępności mieszkań trafia idealnie w agendę skrajnej prawicy. „Łatwo jest przedstawić to jako konflikt elit z ludźmi i twierdzić, że imigranci są traktowani lepiej niż obywatele” – wyjaśniała ekspertka w rozmowie z brytyjskim dziennikiem „The Guardian”.
Tarik Abou-Chadi, profesor na wydziale polityki europejskiej na Uniwersytecie Oksfordzkim, przeprowadził badania, z których wynika, że rosnące ceny czynszów doprowadziły do wzrostu poparcia dla AfD w miastach i obwarzankach metropolii w Niemczech. Kluczowym czynnikiem, który napędzał ludzi do głosowania na partię obiecującą proste rozwiązania w czasach permanentnej niepewności, jest
lęk przed utratą statusu.
Jak podaje Eurofund, nowe możliwości mieszkaniowe dla młodych ludzi mają większy potencjał, jeśli stymuluje się podaż, a nie wprowadza rozwiązania fiskalne podkręcające popyt (np. dopłaty do kredytów mieszkaniowych). Co to oznacza? Im więcej inwestycji w dostępny cenowo najem, tym większe szanse właściwej odpowiedzi na kryzys mieszkaniowy, o czym w OKO.press pisaliśmy zanim to stało się modne.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Rocznik ‘92. Dziennikarz i reporter. Uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). W OKO.press pisze o migracjach, społeczności LGBT+, edukacji, polityce mieszkaniowej i sprawiedliwości społecznej. Członek n-ost - międzynarodowej sieci dziennikarzy dokumentujących sytuację w Europie Środkowo-Wschodniej. Gdy nie pisze, robi zdjęcia. Początkujący fotograf dokumentalny i społeczny. Zainteresowany antropologią wizualną grup marginalizowanych oraz starymi technikami fotograficznymi.
Komentarze