0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Roman PILIPEY / AFPFoto Roman PILIPEY /...

Oczywiście samo uzbrojenie jest tylko jednym z elementów przesądzających o przebiegu konfliktu zbrojnego, pozostałymi są strategia, dowodzenie, wyszkolenie oraz morale – czyli motywacja, ale wszystkie te czynniki muszą pozostawać ze sobą w harmonii. Armia dobrze wyszkolona i zmotywowana do walki, mająca poparcie społeczeństwa może okazać się nieskuteczna – jeśli będzie zbyt słabo lub nieodpowiednio uzbrojona. Może też zajść zjawisko odwrotne: to technika kształtuje pole bitwy, tworzy nowe możliwości walki.

Punkty przewagi nad Rosją

Ukraina wciąż może liczyć na punkty przewagi nad Rosją. To przede wszystkim nowoczesne wyposażenie – zarówno samo uzbrojenie, jak i sprzęt wsparcia, jaki może zaoferować Zachód. Przykładem jest choćby łączność satelitarna za pomocą terminali Starlink. Rosja jest tu w dużo gorszej sytuacji. Ponadto widać, że Ukraina wciąż jest wspierana wywiadowczo, i tu ogromną rolę wyraźnie odgrywają zdolności europejskie.

Obecnie Ukraina jest wciąż zdolna toczyć wojnę – zarówno dzięki własnym wysiłkom, jak i wsparciu sojuszniczemu. Istnieje szansa, że uda się doprowadzić do rozejmu lub zamrożenia konfliktu na warunkach względnie korzystnych dla Ukrainy. I właśnie powojenna (lub raczej: rozejmowa) rzeczywistość jest najważniejszym elementem, na który należy obecnie zwracać uwagę.

Ukraina po zakończeniu walk – co nastąpi prędzej czy później – będzie musiała bowiem przeprowadzić proces restrukturyzacji, częściowej demobilizacji oraz przezbrojenia armii.

Część sprzętu zostanie wycofana, cześć na krótko pozostanie w służbie, ale niezbędne będzie określenie docelowych typów uzbrojenia. I tu widać pierwsze kroki podejmowane w tym celu.

Więcej na ten temat w dalszej części tekstu.

Przeczytaj także:

Dlaczego Alianci wygrali II wojnę światową

Podczas II wojny światowej. III Rzesza nie posiadała skutecznego lotnictwa dalekiego zasięgu, nie miała więc szans na pokonanie choćby Wielkiej Brytanii czy dokonania uderzeń na radzieckie zaplecze przemysłowe i węzły komunikacyjne.

Z drugiej zaś strony, alianci zachodni, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, byli w stanie wygrać dzięki zdolności do masowej produkcji wszelkiego rodzaju broni i sprzętu. Masowa produkcja wszystkiego – od ciężarówek po lotniskowce, od statków transportowych po bombowce dała zdolność do wygrania wojny samą tylko przewagą sprzętową, wyrażaną w ilości tego sprzętu, adekwatnej jakości oraz zdolności do jego utrzymania.

Nie zawsze bowiem najlepszy jest ten typ sprzętu, który ma obiektywnie najlepsze parametry, takie jak zasięg, prędkość, parametry uzbrojenia. Wojna to nie jest wyścig w biciu rekordów czy „odblokowywaniu” osiągnięć. Dlatego też ślepą uliczką były podczas II wojny światowej wdrażane do produkcji przez Niemców samoloty odrzutowe – prędkość lotu nie była istotną zaletą wobec kosztów i skomplikowania eksploatacji.

Podobnie samoloty zdolne do pionowego startu i lądowania, choć na papierze wyglądały obiecująco – wszak nie potrzebują typowych pasów startowych i łączą zalety samolotu i śmigłowca – były są i będą niszą, ponieważ ich zalety okupione są kosztami wynikającymi ze skomplikowania konstrukcji i eksploatacji.

Do tego należy dodać jeszcze kontekst, w jakim funkcjonuje dana armia, i który także znacząco wpływa na możliwość zakupu i utrzymania danego typu sprzętu, który z kolei musi pasować do choćby systemu logistycznego, wyposażenia czy wręcz kultury organizacyjnej danej armii i wynikającej z niej przyzwyczajeń i preferencji.

Stąd też na przykład, jeśli kupowane są nowe karabiny czy inna broń strzelecka – to z reguły nowa broń ma strzelać już używanym, standardowym dla danej armii czy wręcz sojuszu nabojem, a wprowadzanie zupełnie nowego typu amunicji jest relatywnie rzadkie. Podobnie sytuacja wygląda z innym wyposażeniem. Mając na uwadze ten szerszy kontekst, pod względem sprzętowym, siły zbrojne Ukrainy jeszcze dekadę temu były typową armią dawnego Układu Warszawskiego, a zwłaszcza postradziecką.

Armia poradziecka

Ukraina przejęła stacjonujące na jej terytorium radzieckie formacje wojskowe – będące częścią większej całości i przeznaczone przede wszystkim do udziału w hipotetycznej trzeciej wojnie światowej oraz część radzieckiego zaplecza przemysłowego.

Pod względem sprzętowym oznaczało to przede wszystkim tysiące czołgów, bojowych wozów piechoty, artylerii różnego rodzaju oraz siły lotnicze, zarówno o przeznaczeniu taktycznym (wsparcia wojsk lądowych), obrony powietrznej, jak i elementy strategicznych sił nuklearnych. Te ostatnie składały się z międzykontynentalnych pocisków rakietowych oraz bombowców dalekiego zasięgu, w tym ówcześnie najnowszych Tu-160.

Na potencjał przemysłowy składały się zakłady przemysłu pancernego, rakietowego, silników lotniczych (śmigłowcowych) oraz biuro konstrukcyjne Antonowa i zakłady produkcyjne wyspecjalizowane w projektowaniu i produkcji samolotów transportowych.

Była to więc sytuacja bardzo podobna do tej, w której znalazła się choćby Polska, także dziedzicząca armię budowaną zgodnie ze strategią wytyczoną na Kremlu i wspierający ją potencjał przemysłowy.

I tak jak Polska, Ukraina przyjęła podobny kierunek reform polegający na reorganizacji sił zbrojnych, wycofaniu (w tym sprzedaży – nierzadko bez zadawania zbędnych pytań…) uważanego za zbędne uzbrojenia, ale także próbie modernizacji z wykorzystaniem własnych sił, zarówno na użytek wewnętrzny, jak i na eksport.

Dobrym przykładem są tu czołgi. Polska, posiadając licencję na wozy typu T-72, wdrożyła ich modernizację – tak powstał PT-91 Twardy, który wszedł do uzbrojenia Wojska Polskiego oraz udało się partię 48 tych pojazdów sprzedać do Malezji.

Ukraina z kolei odziedziczyła fabrykę w Charkowie, produkującą czołgi T-64 i T-80. Na ich podstawie powstały zmodernizowane wozy: T-64 BM Bułat oraz T-84, który był przede wszystkim ofertą eksportową. Wozy t, podobnie jak polskie Twarde, trafiły także do Azji Południowo-Wschodniej – tym razem do Tajlandii w liczbie 49 sztuk, udało się także sprzedać do Pakistanu dużą partię wozów T-80 UD – aż 320 sztuk, z czego część pochodziła z zapasów wojskowych, a część była fabrycznie nowa.

Jednak sukcesy były tylko częściowe. Przemysł ukraiński, podobnie jak polski, znajdował się w sytuacji utraty tradycyjnych rynków zbytu, rozluźnienia lub zerwania powiązań kooperacyjnych, braku kapitału. Stąd też dawna potęga transportowców od Antonowa bardzo szybko się skurczyła. Opracowywano nowe projekty samolotów, wojskowych i cywilnych jak An-70, An-140, An-148, ale ich produkcja albo nie ruszyła, albo niewielkie ich serie nabywali specyficzni odbiorcy jak Rosja czy Iran.

Podobnie wyglądała sytuacja z przemysłem rakietowym.

Biura konstrukcyjne powstałe jeszcze w czasach ZSRR prowadziły prace badawcze. Opracowano między innymi własne przeciwpancerne pociski kierowane (Stugna i Korsar), przeciwokrętowe (Neptun) czy balistyczne (Grom-2). I aby zyskać środki na finansowanie tych prac, próbowano, z różnym skutkiem, kooperować z innymi państwami.

Stąd też Grom-2 był programem z udziałem finansowym Arabii Saudyjskiej, a rozwiązania ukraińskie implementowano też w Polsce – opracowując pocisk Pirat, który wykorzystywał rozwiązania Korsara, choć z innym systemem naprowadzania.

Zmiany polityczne po roku 2014 też nie przyniosły szybkiej zmiany sytuacji.

Siły pancerne i artyleria

Tuż przed pełnoskalową inwazją, ukraińskie wojska posiadały łącznie 987 czołgów w linii – aż 720 stanowiły różne wersje czołgów T-64, ponadto w rezerwie znajdowały się 1132 czołgi różnych typów. Na 1200 bojowych wozów piechoty, 1103 stanowiły poradzieckie BMP-1 i BMP-2.

Artyleria uzbrojona była w poradzieckie działa takie jak 2S1 Goździk, 2S3 Akacja czy 2S7 Pion. Podobnie wyglądało lotnictwo, posiadające 124 samoloty, w tym 70 myśliwców Su-27 i MiG-29, 31 szturmowców Su-25 oraz 14 uderzeniowych Su-24.

Poradzieckie systemy – od pocisków dalekiego zasięgu S-300 poprzez zestawy takie jak Buk, Peczora czy Osa – stanowiły podstawę obrony przeciwlotniczej. Flota wojenna praktycznie nie istniała – większość dawnych sił zagarnęli Rosjanie podczas zajęcia Krymu w 2014 roku, wobec czego w służbie znajdowała się jedna korweta, jeden mały trałowiec, oraz jedenaście małych patrolowców, uzupełnianych przez około dwadzieścia kutrów straży granicznej.

Nowego uzbrojenia było mało. Zdołano zakupić bezzałogowce Bayraktar TB2 z Turcji, Polska dostarczała rozpoznawcze drony FlyEye, na niewielką skalę produkowano transportery opancerzone różnych typów, a z USA dostarczano pociski przeciwpancerne Javelin i kutry patrolowe. Ponadto rodzimy przemysł dostarczał nieduże ilości broni strzeleckiej, takiej jak pistolety Fort, kupiono w Izraelu licencję na karabinki piechoty Tavor oraz karabinki maszynowe Negev.

Dostawy uzbrojenia z Zachodu tuż przed pełnoskalową inwazją, a także na jej początku, ograniczone były do broni lekkiej. Były wśród nich wspomniane już Javeliny, brytyjsko-szwedzkie granatniki przeciwpancerne NLAW, czy polskie przeciwlotnicze rakiety Piorun.

To, że pierwszeństwo przyznano lekkiej broni, nie może zaskakiwać. Jest ona najłatwiejsza w transporcie (w tym zwłaszcza lotniczym), najprościej ją wdrożyć do użycia – wystarczy tylko krótkie przeszkolenie. Wreszcie należy mieć na uwadze jeden, ponury czynnik. Istniały wówczas obawy, że konwencjonalna wojna zakończy się szybko – i niestety niepomyślnie dla Ukrainy.

W sytuacji okupacji części lub całości terytorium, lekka broń mogłaby się przydać do walki partyzanckiej, w przeciwieństwie do czołgów. Nie można wreszcie nie mieć na uwadze to, że ówczesne oceny dotyczące rosyjskiego potencjału były znacznie bardziej pesymistyczne, a więc większe były obawy przed reakcją Rosji.

Obecnie czynnik polityczny wciąż ma znaczenie, ale skala dostaw jest znacznie większa, rozwinięte też zostały zdolności ukraińskiego przemysłu. Można więc pozwolić sobie na szersze omówienie tego, czym obecnie ukraińskie siły zbrojne walczą.

In this handout photograph taken on May 17, 2026 and released on May 19, 2026 by the press service of the 33rd Separate Mechanized Brigade of the Ukrainian Ground Forces, a Ukrainian serviceman who has just returned from frontline positions smokes at an undisclosed location in Ukraine’s Kharkiv region, amid the Russian invasion of Ukraine. (Photo by Volodymyr PETROV / 33rd Separate Mechanized Brigade / AFP) / RESTRICTED TO EDITORIAL USE - MANDATORY CREDIT "AFP PHOTO / 33RD SEPARATE MECHANIZED BRIGADE OF THE UKRAINIAN GROUND FORCES / VOLODYMYR PETROV" -  HANDOUT - NO MARKETING NO ADVERTISING CAMPAIGNS - DISTRIBUTED AS A SERVICE TO CLIENTS - AFP CANNOT INDEPENDENTLY VERIFY THE AUTHENTICITY OR LOCATION, DATE, AND CONTENT OF THESE IMAGES. /
Żołnierz odpoczywa po powrocie z linii frontu, 16 maja 2026. Region charkowski. Fot. Volodymyr PETROV/33 samodzielna brygada zmechanizowana/AFP

Kałasznikowy i AR-15

Gdy mowa o uzbrojeniu wojsk lądowych (jak również wojsk specjalnych czy formacji paramilitarnych jak straż graniczna) już sam przegląd indywidualnej broni strzeleckiej jest bardzo szeroki.

Nie zaskakuje, że szeroko używane są karabinki rodziny Kałasznikowa – zarówno stare odmiany kalibru 7,62 mm, jak również nowsze, kalibru 5,45 mm – tej broni było dużo zarówno w zasobach Ukrainy, jak i państw wspomagających (choćby w polskich magazynach).

Przekazywano także starsze typy zachodniej broni jak karabiny G3 i FN FAL, wycofane już z uzbrojenia armii państw NATO. Wreszcie dostarczano także nowsze typu uzbrojenia. Stąd też odnotowano użycie zarówno polskich Grotów, czeskich Brenów 2, niemieckich G36 czy licznych odmian rodziny AR 15: od amerykańskich M4A1, jak i M16A4, poprzez licencyjne odmiany kanadyjskie (jak C7) czy niemieckie lokalne ich klony.

Również zróżnicowane są inne typy uzbrojenia strzeleckiego, od pistoletów maszynowych po karabiny maszynowe. To oznacza, że już samo zaopatrzenie w amunicję jest wyzwaniem. Potrzebna jest bowiem zarówno radziecka amunicja pośrednia (kaliber 7,62x39 i kaliber 5,45x39), radziecka karabinowa (kaliber 7,62x54R), zachodnia pośrednia (do karabinków piechoty, 5,56x45) oraz karabinowa (7,62x51).

Na to nakładają się zmiany wynikające z ewolucji pola walki. Z powodu proliferacji małych bezzałogowców, popularne stało się używanie przeciwko nim strzelb – ładunek śrutu daje większe szanse na strącenie atakującego obiektu latającego niż ostrzał zwykłymi pociskami z karabinka.

Leopardy, Abramsy, Chalengery, T-72, PT-91

Podobnie zróżnicowany jest arsenał pancerny. Oprócz przedwojennych typów sprzętu Ukraina walczy pojazdami pochodzenia wschodniego, ale otrzymanymi od państw sojuszniczych.

Jedną z dużych partii pomocowych stanowiły przekazane przez Polskę czołgi T-72 (280 sztuk) i PT-91 (60 egzemplarzy) wraz z innym uzbrojeniem. Ponadto pewnym źródłem zaopatrzenia były zdobycze wojenne.

Zasoby tego sprzętu były jednak ograniczone, stąd też na Ukrainę przekazano także z różnych państw konstrukcje zachodnie. Są wśród nich choćby niemieckiej produkcji – choć występujące w różnych wersjach – Leopard 1 oraz Leopard 2 (w tym także z Polski), Abramsy z zasobów amerykańskich i australijskich oraz niewielka ilość brytyjskich Challenger 2.

Dostawy bojowych wozów piechoty czy transporterów opancerzonych również obejmowały sprzęt z czasów Układu Warszawskiego, ale też zachodni. Przykładowo Amerykanie przekazali dużą partię – ponad 300 wozów M2 Bradley, Holandia podobną liczbę YPR-765, liczne są także popularne niegdyś na zachodzie transportery M113 – a jedna z ukraińskich firm opracowała pojazd na nim wzorowany.

Ponadto sięgano także po mniej typowe źródła zaopatrzenia – pozyskiwane były na przykład czołgi różnych typów od państw bałkańskich. Identyczny mechanizm był widoczny w przypadku innych typów uzbrojenia.

Przykładowo artylerię Ukrainy tworzą obecnie zarówno wspomniane już działa poradzieckie, zarówno posiadane przed wojną, jak i dostarczone z zagranicy (choćby polskie 2S1 Goździk), ale też szereg typów dział samobieżnych – jak polskie Kraby i Raki, amerykańskie M109 czy brytyjskie AS90. Uzupełniają je wdrażane do produkcji ukraińskie haubice Bohdana oraz systemy rakietowe. I znów wśród nich są radzieckie Grady czy Uragany, ale także amerykańskie MLRS czy HIMARS.

Drony i FrankenSamy

Istotną rolę odgrywają środki bezzałogowe różnego typu, zarówno latające, jak i lądowe – częściowo są to urządzenia produkowane przez ukraiński przemysł.

Obrona przeciwlotnicza jest jeszcze bardziej zróżnicowana. Tutaj starsze działa – jak wszechobecne w Układzie Warszawskim ZU-23 w różnych wcieleniach i rakiety (choćby Osy czy Buki) zostały uzupełnione bronią zachodnią.

W dostawach znalazły się starsze zestawy HAWK czy wycofanie kiedyś z Bundeswehry przeciwlotnicze wozy Gepard, ale także nowoczesne zestawy jak polskie Pioruny, amerykańskie Patrioty czy norweskiej konstrukcji zestawy NASAMS.

Warunki pola walki sprawiły także że doszło do połączenia wschodnich wyrzutni z zachodnimi pociskami – tak powstały konstrukcje, określane żargonowo jako FrankenSAM. Wreszcie konieczność zwalczania dużej liczby nisko i powoli latających samolotów-pocisków sprawiła, że pojawiły się rozmaite rozwiązania przeciwdronowe – od terenowych samochodów z zamontowanymi karabinami maszynowymi po bezzałogowe pociski przeciwlotnicze o napędzie śmigłowym (popularnie określane jako drony przechwytujące).

Siły powietrzne również przeszły istotną ewolucję sprzętową, idącą w kilku kierunkach. Używane na początku wojny pełnoskalowej samoloty zostały przystosowane do przenoszenia niektórych typów uzbrojenia zachodniego – na przykład Su-24 przenoszą pociski Storm Shadow a MiG-29 pociski przeciwradarowe HARM.

Ponadto Ukraina otrzymała dostawy z zagranicy. Były wśród nich zarówno samoloty MiG-29 (w tym z Polski) oraz F-16AM i Mirage 2000-5 z Zachodu. We wszystkich tych przypadkach dostawy były możliwe nie tylko dzięki decyzjom politycznym, ale także dlatego, że państwa-donatorzy miały nadwyżkę samolotów.

F-16 pochodzą bowiem z państw, które zastąpiły je nowymi F-35, polskie Migi zostały zastąpione koreańskimi FA-50, także we Francji myśliwskie Mirage są typem wycofywanym.

Te dostawy oraz modyfikacje posiadanych samolotów pozwalają na zwalczanie celów naziemnych (w tym w głębi terytorium kontrolowanego przez Rosję) oraz zwalczanie środków napadu powietrznego. W szczególności dotyczy to samolotów-pocisków czy pocisków manewrujących o napędzie odrzutowym, które są poza zasięgiem tanich dronów przechwytujących.

Około setki samolotów bojowych

Lotnictwo załogowe posiada obecnie około setki samolotów bojowych. Trudno przy tym określić jak kształtuje się dostępność floty – czyli jaki procent maszyn jest sprawnych. Jednak mimo wyraźnej przewagi ilościowej i jakościowej przeciwnika, widać, że ukraińskie siły powietrzne są w stanie efektywnie funkcjonować.

Zarazem, obserwowana jest adaptacja lotnictwa, także w zakresie zwalczania tych mniej wymagających celów – stąd też Szahidy są zwalczane przez śmigłowce bojowe czy zaadaptowane samoloty śmigłowe (jak An-28).

Finalnie, ważnym elementem ewolucji potencjału lotniczego są bezzałogowe środki ataku. Samoloty-pociski takie jak dostarczane przez ukraiński przemysł FP-1 czy An-196 oraz konstrukcje zagraniczne pozwoliły na efektywną projekcję siły i uderzenia w obiekty przemysłowe na terytorium Rosji, w odczuwalny sposób szkodząc jej gospodarce oraz zakłócać przepływ zaopatrzenia na zapleczu frontu.

Najmniejszym i znajdującym się w najtrudniejszej sytuacji komponentem są siły morskie. Ukraina posiadała bowiem i tak ograniczony potencjał na początku inwazji pełnoskalowej, a w jej toku poniosła dalsze straty. Zagraniczne donacje pozwoliły je wyrównać tylko częściowo – dostarczone zostały niewielkie jednostki, takie, które można było przetransportować, omijając cieśniny czarnomorskie (na przykład szwedzkie kutry bojowe CB90).

Przekazane przez państwa zachodnie okręty – pięć niszczycieli min – pozostają wciąż w Europie Zachodniej i przejdą na wody Morza Czarnego dopiero po zakończeniu działań wojennych. Częściowym rozwiązaniem, ograniczającym swobodę działania rosyjskich sił morskich oraz pozwalającym zadawać straty w siłach okrętowych okazało się użycie bezzałogowych jednostek pływających, oraz ataki z powietrza na jednostki znajdujące się w portach.

Sprzęt nie pierwszej młodości

Sytuacja sprzętowa ukraińskiej armii jest trudna. Przede wszystkim, występuje wielość stosowanych typów środków walki – a więc występuje zapotrzebowanie na różne typy amunicji oraz części zamiennych.

Znacząco komplikuje to więc logistykę, jeśli bowiem zniszczony zostanie magazyn amunicji lub zakłócone zostaną dostawy jednego asortymentu części zamiennych, nie będzie można ich pozyskać z zasobów innych formacji, które są uzbrojone w zupełnie inny sprzęt. Do tego, szereg typów pocisków i rakiet na Ukrainie nie było produkowanych – dotyczyło to zarówno zachodniej amunicji do dział, jak i pocisków przeciwlotniczych. Oznaczało to więc zależność od donatora w zakresie utrzymania sprzętu w linii.

Problematyczne staje się także zarządzanie personelem – który nie może być łatwo przerzucany z jednej jednostki do drugiej, ponieważ do sprawnego działania niezbędne jest przeszkolenie w użyciu danego typu sprzętu. Pojawiają się także inne problemy. Przykładowo, załogi czołgów zachodnich z reguły liczą cztery osoby (dowódca, działonowy, ładowacz i kierowca) a produkcji radzieckiej – trzy, gdyż człowieka zastępował tam automat ładowania armaty.

Kolejnym problemem jest fakt, że znaczna część wyposażenia jest nie pierwszej młodości. Dotyczy to zarówno sprzętu poradzieckiego, jak i starszych typów broni zachodniej (na przykład samoloty F-16 wyprodukowano w latach osiemdziesiątych). Im starszy sprzęt, tym mniejsza niezawodność oraz dostępność części i podzespołów, które mogą być już od dawna nieprodukowane.

Ten problem częściowo rozwiązuje sama wojna: sprzęt, który trafia na Ukrainę, z założenia nie jest przeznaczony do używania przez dekady. Ma walczyć „tu i teraz” w armii, która została rozwinięta na czas wojny.

Rosja traci znacznie więcej

W przypadku samych tylko czołgów, według danych Oryxa, Ukraina straciła co najmniej 1437 czołgów, w tym 1099 zniszczonych, 151 zdobytych przez przeciwnika, 101 porzuconych i 86 uszkodzonych. A z kolei Rosja – co najmniej 4407, z czego 3310 zniszczonych i 538 zdobytych przez ukraińskie wojsko.

Rzeczywiste straty są zapewne większe, gdyż Oryx uwzględnia jedynie te, które są potwierdzone zdjęciem lub nagraniem – ale warto zwrócić uwagę na jedną rzecz. Liczba wizualnie potwierdzonych zniszczonych i zdobytych czołgów wynosi 1250 sztuk – a więc niewiele ponad połowę stanu wyjściowego, sprzed inwazji pełnoskalowej.

Z kolei według aktualnego wydania „The Military Balance” liczba czołgów w ukraińskich siłach zbrojnych wynosi co najmniej 1300 sztuk – przy czym także tę liczbę należy traktować z ostrożnością, choćby z uwagi na straty. Można jednak ostrożnie szacować, że udało się dzięki własnym rezerwom oraz dostawom z zewnątrz wyrównać straty, na tyle, aby podtrzymać liczbę czołgów w linii na poziomie zbliżonym do tego sprzed lutego 2022.

Podobny mechanizm wystąpił w przypadku innych rodzajów sprzętu, choćby w lotnictwie myśliwskim. Dostawy z zagranicy oraz własne zasoby pozwalały uzupełniać straty i wyposażyć w sprzęt rozwijane mobilizacyjnie, oraz formowane od nowa jednostki. To pozwoliło przetrwać i walczyć tak długo. Oczywiście, Rosja do tej pory równoważyła to swoimi ogromnymi zasobami. I tu pojawia się problem. Dla obu stron.

Polska pomoc a polityka

Zasoby sprzętu wycofywanego lub składowanego w magazynach są ograniczone. W przypadku broni nowej – limitem są zdolności produkcyjne. A trzeba mieć na uwadze, że na rytm dostaw wpływ mają dwa ważne czynniki. Wola polityczna wspomagania Ukrainy, jak i – zwłaszcza w przypadku państw europejskich – konieczność utrzymywania i wzmacniania własnych sił zbrojnych.

In this handout photograph taken on November 29, 2025 and released on November 30, 2025 by the press service of the 65th Mechanized Brigade of Ukrainian Armed Forces, a Ukrainian serviceman drives a ?-72 tank at an undisclosed location in Zaporizhzhia region, amid the Russian invasion of Ukraine. (Photo by Andriy Andriyenko / 65th Mechanized Brigade of Ukrainian Armed Forces / AFP) / RESTRICTED TO EDITORIAL USE - MANDATORY CREDIT "AFP PHOTO / 65TH MECHANIZED BRIGADE OF UKRAINIAN ARMED FORCES / ANDRIY ANDRIYENKO " -  HANDOUT - NO MARKETING NO ADVERTISING CAMPAIGNS - DISTRIBUTED AS A SERVICE TO CLIENTS - AFP CANNOT INDEPENDENTLY VERIFY THE AUTHENTICITY OR LOCATION, DATE, AND CONTENT OF THESE IMAGES. /
Czołg T-72 z 65. brygady zmechanizowanej, w okolicach Zaporoża, 30 listopada 2025. Fot. Andriy Andriyenko/65th Mechanized Brigade of Ukrainian Armed Forces/AFP

Dobrze te problemy ilustruje kwestia polskiej pomocy. Oddaliśmy dużo uzbrojenia, tworząc luki we własnych jednostkach. Powoli są one wypełniane bronią kupowaną lub produkowaną. O ile jednak czołgi czy samoloty bojowe kupujemy we względnie dużych ilościach, to już duże zakupy bojowych wozów piechoty są dopiero przed nami. Oznacza to, że na chwilę obecną moglibyśmy stopniowo przekazywać starsze czołgi (na przykład resztę PT-91), przekazanie MiG-29 także nie byłoby obecnie wielkim problemem (lukę wypełnią choćby rozpoczęte właśnie dostawy F-35), ale zawirowania polityczne kłaść się mogą na takich opcjach długim cieniem.

Poszukiwanie zamienników, na przykład w postaci tanich prostych bezzałogowców, nie zawsze jest odpowiedzią. Te środki mają swoje zalety, ale też ograniczenia, ponadto nawet tanie uzbrojenie wymaga podzespołów i mocy produkcyjnych. Nie jest tym bardziej tak, że bezzałogowce zastępują konwencjonalne, załogowe uzbrojenie – obserwowany proces to stopniowa ewolucja, w której bezzałogowce czasami zastępują, a czasem uzupełniają klasyczne rozwiązania.

Szwecja i Niemcy już liczą na powojnie

Zawarty bowiem został kontrakt ze Szwecją – obejmujący dostawę najpierw szesnastu używanych myśliwców Gripen, a później – zakup szesnastu nowych maszyn, w wersji E. Donacja używanych maszyn w tym kontekście nie jest działaniem wyłącznie altruistycznym. Za cenę owych używanych samolotów udało się Szwedom wejść na nowy rynek. Jest możliwe, że dojdzie do zawarcia dalszych umów na zakup kolejnych partii myśliwców.

Podobne wcześniejsze przymiarki w zakresie sprzętu pancernego czynili Niemcy i zawarty został na początku tego roku kontrakt na dostawy bojowych wozów piechoty Lynx. I znów – ten kontrakt ma być finansowany przez niemiecki rząd. Jeśli okazałoby się, że Lynx będzie nowym standardowym wozem bojowym ukraińskiej powojennej armii – będzie to oznaczało spore pieniądze do zarobienia oraz wyraźne wpływy polityczne, wynikające z bycia dostawcą uzbrojenia.

Mimo ogromnego wysiłku wojennego i budzącej szacunek odporności, w sferze twardego bezpieczeństwa i jego technicznego wymiaru, Ukraina pozostaje typowym średnim graczem. Państwem posiadającym wyraźny potencjał sektorowy – na przykład w zakresie technologii rakietowych czy niektórych systemów bezzałogowych, ale importującym inne typy uzbrojenia.

Możliwy jest także rozwój branży zbrojeniowej, zwłaszcza w nadziei, że eksport uzbrojenia stanie się ważnym źródłem dochodów w przyszłości. Takie chęci widać już teraz, choćby w działaniach propagandowych i marketingowych.

Metaforyczna pieczęć „sprawdzone w warunkach wojny” może bowiem bardzo pomóc w zdobywaniu kontraktów. I dotyczyć to może zarówno urządzeń bezzałogowych, jak i innych typów broni.

Może to przypominać sytuację Izraela, również będącego silnym graczem na rynku zbrojeniowym. Jednocześnie Izrael wiele typów uzbrojenia importuje (choćby samoloty bojowe i szkolne).

Podobnie będzie wyglądać sytuacja Ukrainy, mającej pewną ofertę eksportową (systemy bezzałogowe, pojazdy opancerzone czy pociski rakietowe), ale zarazem będącym państwem importującym broń. W szczególności dotyczy to tych typów, których rozwój wymaga dużych nakładów finansowych, jak samoloty bojowe, śmigłowce, okręty, czołgi.

Ponadto Ukraina będzie znajdować się w sytuacji państwa frontowego, wciąż zagrożonego agresją ze strony Rosji. A więc sytuacji podobnej jak Polska, Litwa, Łotwa, Estonia czy Finlandia. Będzie istniało ogromne pole do wspólnych projektów i programów – potrzeby będą podobne.

Polityka czynnikiem ryzyka

Czynnikiem ryzyka i to znacznym będzie niestety polityka. To właśnie wola polityczna będzie warunkować możliwość prowadzenia wspólnych zakupów, programów, inwestycji. A eskalacja napięć na tle polityki historycznej będzie czynnikiem negatywnym, utrudniającym lub wręcz paraliżującym współpracę.

Co gorsza, ten czynnik sprawia, że intencje prowadzenia takich programów będą mogły być łatwo torpedowane, właśnie przez kolejne eskalacje emocji. Mało tego, one mogą być w przyszłości wywoływane celowo, właśnie w celu zakłócenia współpracy wojskowej i przemysłowej. Deeskalacja obecnych napięć jawi się więc jako wyzwanie strategiczne, kształtujące warunki do przyszłej współpracy.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Na zdjęciu Michał Piekarski
Michał Piekarski

Adiunkt w Instytucie Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Wrocławskiego, zajmuje się problematyką bezpieczeństwa narodowego, w szczególności zagrożeń hybrydowych, militarnych oraz kultury strategicznej Polski. Autor książki "Ewolucja Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1990-2010 w kontekście kultury strategicznej Polski" (2022), stały współpracownik magazynu „Frag Out” członek Polskiego Towarzystwa Bezpieczeństwa Narodowego

Komentarze