0:00
05 września 2021

Campus Polska. „Gdybyśmy wywiesili tu logo Platformy, to połowa z Was by nie przyjechała" [REPORTAŻ]

„Z kim tu nie rozmawiam, to okazuje się, że w sumie moje poglądy są wręcz skrajnie lewicowe. Chociażby dlatego, że nie jestem podniecona perspektywą wysłuchania wykładu Leszka Balcerowicza" - mówi mi Ola, doktorantka z Warszawy. Ale biada temu, kto na Campusie Polska powie coś pokrętnego o klimacie albo prawach osób LGBT+. Zostanie po prostu wyśmiany

Wydrukuj

O udział Leszka Balcerowicza w programie Campusu zabiegali Młodzi Nowocześni, czyli młodzieżówka partii Nowoczesna. Działacze zapowiedzieli wykład zdjęciem profesora z podpisem: "spotkanie z panem Bogiem". I tak Balcerowicz był witany. Sala wypełniona po brzegi, owacje na stojąco. Oklaski zresztą pojawiały się mniej więcej co dwie minuty podczas jego wstępnego wykładu.

Profesor w prostych żołnierskich słowach wyjaśniał, że kapitalizm jest dobry, a socjalizm zły. Socjalizm to najgorszy system, bo buduje największe nierówności. Przykładem jest Korea Północna - ludzie głodują, a Kim jeździ maybachem (oklaski). Ktoś mówi, że w Szwecji jest socjalizm? To dyskwalifikacja intelektualna i moralna takich ludzi (oklaski).

Jak buduje się autorytaryzm? Przekupywaniem (transferami socjalnymi, stanowiskami), ogłupianiem (TVP), zastraszaniem (prokuratura Ziobry). Jak z tym walczyć? "Nazwiska!" - krzyczy profesor (oklaski). Pracownikom mediów publicznych oraz innym aparatczykom PiS trzeba zorganizować internetowy pręgierz w postaci strony, gdzie będą wypisane ich nazwiska oraz przewiny. Należy też robić memy ("Tak, memy!"), aby ich należycie ośmieszyć. I przyznawać nagrody - na przykład "dzban roku".

Balcerowicz kontra młodzi

Wokół memów krążyły zresztą pytania od młodych. "Lewicowi aktywiści mówią, że zamiast terapii szokowej zaserwował pan brutalny fisting niewidzialną ręką wolnego rynku" - zagadywał chłopak. "Nie można poważnie traktować insynuacji i wyzwisk. Porównujmy się do Czechów" - uspokajał Balcerowicz.

Zwolennicy pytali profesora o to, czy zostanie jeszcze kiedyś ministrem finansów, o to, jak walczyć z populizmem, inflacją, modą na socjalizm i dlaczego tak wielu ludzi mówi, że "Balcerowicz musi odejść", skoro Balcerowicz powinien wrócić. Nie brakowało jednak pytań, które próbowały autora polskiej transformacji skonfrontować z negatywnymi ocenami jego dokonań i poglądów.

"Jeffrey Sachs, który podobno był pana doradcą, stwierdził kilka lat temu w wywiadzie, że doradzał panu gospodarkę mieszaną. Sam jest socjaldemokratą. Teraz poparł Sandersa" - padło pytanie. Balcerowicz zaczął opowiadać o kolejkach w PRL-u i że trzeba się bić. "A poza tym uwłaczające jest takie kombinowanie - Sachs zrobił to, a poparł tamto. Co ma piernik do wiatraka?" - ucinał.

"Co robić, by zwalczać nierówności majątkowe?" - pytała Julia z Warszawy.

„A przepraszam, to nierówności są problemem? Proszę dostrzegać problemy tam gdzie są, a nie ulegać lewicowemu hejtowi" - gromił profesor.

I pytał, czy chcemy zabrać połowę majątku Steve'owi Jobsowi.

Balcerowicz rozsierdzony

Wykpiwając pytania o interwencjonizm, demokratyczny mandat transformacji, czy zrzucając winę za ceny mieszkań na inflację i wygórowane wynagrodzenia pracowników, Balcerowicz zdawał się mieć poparcie dużej części sali. Całkowicie poległ jednak w konfrontacji z pytaniami o kwestie klimatu.

Morderczą serię rozpoczął Mikołaj Gumulski z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego cytując raport FOR z 2014 roku, w którym krytykowano unijne wymogi ograniczenia emisji, argumentując, że część badań dowodzi, iż podnoszenie się temperatury Ziemi i poziomu dwutlenku węgla to naturalny proces. "Dlaczego zgodził się pan na propagowanie denializmu i jak obecnie wygląda stanowisko FOR-u w tej sprawie?" - pytał działacz.

Balcerowicz próbował przekonywać, że w kwestii globalnego ocieplenia po prostu występują różnice zdań i kpił, że nie należy wsadzać do więzień, ani palić na stosie za cytowanie badań naukowych. Sala zgodnie go wyśmiała, a temat do końca spotkania wracał jak bumerang.

„Bycie denialistą klimatycznym jest jak bycie płaskoziemcem"

- komentował inny uczestnik, za co dostał gromkie oklaski.

"Akustycznie przyjąłem do to wiadomości. I tyle. Jak się coś nam nie podoba to potępiamy twórców? Chcemy takiego całego ciągu potępień?" - obstawał przy swoim Balcerowicz. "Trochę pokory, a mniej klaskania".

Rzeczywiście, po tych słowach oklaski były śladowe, a kolejne osoby dociskały całą serią. Balcerowicz straszył cenzurą, twierdził, że konsensus może istnieć w matematyce, a nie w naukach przyrodniczych, oskarżał pytających o demagogię i nieuczciwe ustawianie dyskusji. W odpowiedzi dostawał cytaty z raportu IPCC, dopytywano go także, czy w kwestii Holocaustu też ma jakieś wątpliwości. Gdy Mikołaj Gumulski próbował kolejny raz zabrać głos, żeby przytoczyć jakiś cytat, Balcerowicz ruszył w jego stronę. Jeden z konferansjerów udawał, że ich rozdziela, ktoś z publiczności zawołał: "Trzeba się bić!". W pewnym momencie sytuacja była już tak napięta, że ludzie masowo dokrzykiwali swoje komentarze, nie czekając na dostęp do mikrofonu, a profesor wzywał organizatorów do zrobienia porządku.

Kiedy wychodziłam z sali razem z pierwszą falą ludzi, usłyszałam urywek rozmowy:

„Leszke dzisiaj jak Tuhaj-bej w »Ogniem i mieczem«: rozsierdził się".

„Ten typ tak ma"

Ponieważ debata była streamowana w internecie, zachowanie Leszka Balcerowicza odbiło się szerokim echem. Dyskusję na Twitterze zdominowała lewica, ogłaszając nawet koniec epoki "balceryzmu". Pogłoski o jej śmierci są jednak mocno przesadzone.

"Wykład mi się bardzo podobał. Widać, że pan profesor ma bardzo dużą wiedzę gospodarczą i potrafi ją przekazać. Wyjaśnił mity, które lewica rozpowiada na temat transformacji. Uciął temat w tym dobrym znaczeniu tego słowa" - mówi mi Tomasz z Wodzisławia Śląskiego, działacz Śląskiej Partii Regionalnej i Volt Europa.

"Profesor łatwo się denerwował i nie potrafił podać argumentów. Cały czas powtarzał tylko, żeby odsunąć PiS od władzy. Sam bym zrobił taki wykład bez przygotowania" - krytykował inny Tomasz, prowadzący polityczne konto na Instagramie »generalnie.to«.

„Widać, że profesor nie lubi trudnych pytań. Dobrze się bawiłam, ale raczej jak na kabarecie albo stand-upie. Tym bardziej liberalnym uczestnikom się podobało, ale merytorycznie bardzo słabo"

- komentuje Wiktoria z Młodych Demokratów.

Karol z Młodych Demokratów: "Zrobił się fajny młyn, podobało mi się, że ścierało się tyle różnych poglądów. Bardzo cenię profesora, uważam, że jego reformy były potrzebne. Ale rozumiem, dlaczego wzbudza kontrowersję. Co mogę powiedzieć - ten typ tak ma" - kontrował jej kolega Karol.

"Było konkretnie, ściśle, na temat. Ja cenię sobie bezpośredniość, profesor nie przekroczył dozwolonych granic" - słyszę od innego działacza.

„Libki" za klimatem, prawami mniejszości i kobiet

Kilka godzin przed wykładem Balcerowicza odbywał się panel, którego gościnią była m.in. posłanka KO Izabela Leszczyna. Powtarzano tam, że 500 plus to ogromny wydatek, a mały zysk społeczny, a podniesienie składki zdrowotnej nie wpłynie na podniesienie jakości ochrony zdrowia. "O, biegnie z tym mikrofonem jak inflacja" - żartowali z opiekuna sali paneliści.

"Na jakie wolnorynkowe reformy jest obecnie polityczna koniunktura? Zabrania socjalu ludzie by nie wybaczyli, ale co z prywatyzacją?", "Jak inflacja i wzrost płac wpłyną na konkurencyjność polskiej gospodarki?" - pytali młodzi.

„Wasza polityka była rozważna, ale też naiwna. Za wszystkie te pieniądze, które państwo zaoszczędzili, PiS kupuje sobie teraz wyborców"

- zwracał się do Izabeli Leszczyny jeden z uczestników.

Ola, doktorantka, ma poglądy centrolewicowe, przyjechała na Campus z ciekawości. "Z kim tu nie rozmawiam, to okazuje się, że w sumie moje poglądy są wręcz skrajnie lewicowe. Chociażby dlatego, że nie jestem podniecona perspektywą wysłuchania wykładu Leszka Balcerowicza". Dlatego nie chodzi na panele gospodarcze, ani związane z praworządnością, bo, jak twierdzi, te ściągają najwięcej "libków". Wybiera zajęcia o klimacie, równouprawnieniu, technologiach, polityce zagranicznej. Tam, w przeciwieństwie do paneli o gospodarce, nie ma dramatycznych rozjazdów w poglądach i wartościach uczestników i uczestniczek Campusu.

Problemem Balcerowicza były zatem nie jego aroganckie wypowiedzi dotyczące nierówności, czy ludzkich tragedii okresu transformacji, ale te jawnie naruszające kwestie, co do których panuje konsensus między liberalnie i lewicowo nastawionymi młodymi. Balcerowicz poległ na klimacie, ale to samo działo się z politykami, którzy kluczyli w kwestiach równouprawnienia osób LGBT.

Podczas spotkania z Trzaskowskim Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że związki partnerskie nadają się co najwyżej na referendum. Publiczność zarzucała mu homofobię. "Władziu lekarz nie popiera osób LGBT+ i to jest dramat" - komentowano na jednej z campusowych grupek na Messengerze.

Radosław Sikorski pytany był o to, jak może przyjaźnić się z Romanem Giertychem, który był jawnym wrogiem osób LGBT+, Unii Europejskiej i równouprawnienia kobiet. Sala nagradzała to oklaskami, a gdy były szef MSZ zaczął kluczyć, przebąkując coś o tym, że mundurki były fajnym pomysłem, z ław krzyczano, by mówił na temat.

"Mam socjaldemokratyczne poglądy, więc teoretycznie jest mi nie po drodze z wieloma prezentowanymi tutaj treściami. Ale chciałam uczestniczyć w warsztatach, mieć kontakt z szeroko pojętą polityką. Nawet jeśli jestem krytycznie nastawiona do tego, co tam jest pokazywane, to mogę wziąć udział w dyskusji, wyrobić sobie zdanie" - mówi Ada, 18 lat, studentka z Warszawy.

Chcą „działać dla państwa"

Barbara Nowacka, występująca w panelu z Janą Shostak, Małgorzatą Fuszarą i Katarzyną Kasią, pytana była o to, jak aktywistki mają rozmawiać z politykami, by chcieli ich słuchać. Albo o to, jak zwiększyć udział kobiet w polityce. Sikorskiego zarzucano z kolei pytaniami o to, jak zrobić karierę w dyplomacji.

Podczas Campusu działało także stanowisko "Office hours" oferujące indywidualne konsultacje dla osób zainteresowanych pracą w sektorze publicznym. Z okazji skorzystało ok. 100 osób, czyli mniej więcej 10 proc. uczestników. Byłoby więcej, ale biuro działało tylko przez dwa dni.

"Trudno mi sobie wyobrazić bardziej różnorodną grupę - od licealistów po post-doców, od malutkich wiosek we wschodniej Polsce po duże miasta, od poglądów bliskich Razem po pracowników obecnej administracji rządowej. Nie miałem kontaktu z nikim z młodzieżówek partyjnych. Zgłaszali się do mnie za to lokalni radni, członkowie rad młodzieżowych, aktywiści" - opisuje Maciej Kuziemski, jeden z prowadzących "Office hours".

"Większość z nich ma silną potrzebę »działania dla państwa«, ale nie wiedzą, jak i w co się zaangażować, obawiają się niskich zarobków w sektorze publicznym i problemów z obecnym rządem. A przede wszystkim - brakowało im kontaktu z politykami".

Impreza w akademiku, speed dating

I na tę potrzebę Campus odpowiadał doskonale.

"Politycy, którzy tu się pojawiają, są traktowani jak gwiazdy rocka. I rzeczywiście się integrują z uczestnikami i uczestniczkami. Klaudia Jachira nawet piła z nimi wódkę w akademiku" - mówi Ola. "Jest taka teoria, że bardzo się rozluźniają, bo chodzą w tych campusowych bluzach, spoufalają, atmosfera jest piknikowa. I dlatego zdarza im się chlapnąć tak jak Nitrasowi o tym »opiłowywaniu«".

Okazją do bardziej formalnego bezpośredniego kontaktu z politykami były organizowane speed datingi, czyli sesje szybkich rozmów jeden na jeden.

"Na początku posłowie i posłanki się przedstawiali, mówili, w czym się specjalizują. Rozmawiałam między innymi z panem Dariuszem Rosatim i panią Małgorzatą Chmiel" - mówi mi Ada. "Pani Chmiel przedstawiła się jako ekspertka od spraw mieszkaniowych. Pytałam ją o to, co mam zrobić, jeżeli nie stać mnie na kredyt. Powiedziała, że rząd powinien kierować fundusze do samorządów, które mogłyby przejąć inicjatywę i budować mieszkania z tanim czynszem".

„Dajcie nam lepsze miejsca, traktujcie nas poważnie"

Ale kampusowicze przyjechali do Olsztyna nie tylko po to, by pytać polityków i polityczki o porady i opinie. Duża część miała wobec nich bardzo konkretne postulaty, które najmocniej wybrzmiewały, gdy udało im się kogoś złapać w sytuacji nieformalnej. W poniedziałek grupce osób udało się zatrzymać Rafała Trzaskowskiego przemierzającego teren obok Jeziora Kortowskiego. W kilka minut został otoczony przez kilkanaścioro młodych ludzi.

"Jaki to jest dla nas przekaz, kiedy widzimy, jak Franka Sterczewskiego miesza publicznie z błotem pani Śledzińska-Katarasińska, czy pan Zieliński, któremu Franek odebrał mandat? Jak mamy się angażować w politykę, jeśli starsze pokolenie wbija temu nowemu pokoleniu szpile?" - pytał Antoni.

"Wiadomo, że jest totalna konkurencja i trzeba mieć grubą skórę. Od razu wam mówię - najpierw będzie wam trudno się rozepchać, potem będą próbowali was odcinać. I to niekoniecznie ci dużo starsi, ale nawet wasi rówieśnicy. Taka jest gra. Nikt wam nie da pieniędzy na kampanię, darmowej promocji i drugiego miejsca na liście. To zależy od waszej determinacji, a nawet od szczęścia" - odpowiadał Trzaskowski. I obiecywał, że ze swojej strony może zabiegać o formalne ułatwienia przystąpienia do partii.

"Przestrzegam was przed jednym. Jest wielu ludzi z ambicjami, zainteresowaniami, którzy chcą zostać politykami i polityczkami i marzą o tym, żeby od razu w wieku 20 lat znaleźć się w Sejmie. Skończcie studia, zróbcie z siebie specjalistów w jakiejś dziedzinie, to potem partia sama będzie was potrzebować. I wszystko po kolei. Najpierw trzeba przejść szczeble, na przykład zostać radnym".

"Młodzi są politykom potrzebni tylko w kampanii, kiedy trzeba sobie zrobić zdjęcie, rozdawać ulotki. Nie musicie dawać nam dwójki, trójki, ale chociaż czwórkę? Mówię o samorządzie, nawet nie wyborach do Sejmu" - włącza się Wiktoria, była członkini młodzieżówki Wiosny, obecnie w Młodych Demokratach.

Trzaskowski w odpowiedzi opowiada o tym, jak to "stara gwardia zepchnęła Michała Szczerbę na koniec listy, bo nie chciała, żeby dostał się do Sejmu". Ale Szczerba znalazł swoją niszę i ograł kiepską pozycję startową. Bądźcie jak Szczerba - zdawał się sugerować.

Czy jest możliwość, żeby uczestniczyć w polityce nie zapisując się do partii? Dostać się do Sejmu, nie będąc w PO, ani PSL-u, tylko po prostu działając? Co mamy robić po Campusie? - padały kolejne pytania.

"Campus tylko tworzy ramy współpracy, teraz to wszystko zależy od Was, co dalej z tym zrobicie" - mówił Trzaskowski.

"Szacun, że nie ma tutaj logo Platformy" - rzucił ktoś w tłumie.

Trzaskowski: "O to chodziło. Myślę, że gdybyśmy wywiesili tutaj banery Platformy Obywatelskiej, to pewnie połowa z Was by nie przyjechała".

Udostępnij:

Dominika Sitnicka

Absolwentka prawa i filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Publikowała m.in. w Dwutygodniku, Res Publice Nowej i Magazynie Kulturalnym. Pisze o praworządności, polityce i mediach.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne