0:00
Prawa autorskie: Slawomir Kaminski / Agencja Wyborcza.plSlawomir Kaminski / ...
29 grudnia 2022

Łukaszenka gnębi Białorusinów. Więźniów politycznych przybywa niemal codziennie

Reżim nie próżnuje. 24 grudnia aktywistka Nasta Loika usłyszała zarzuty m.in. naruszenia porządku publicznego, za co może grozić jej nawet kilkanaście lat w kolonii karnej. Jest jedną z około 1700 więźniarek i więźniów politycznych Łukaszenki

Wydrukuj

Wizyta Władimira Putina w Mińsku 19 grudnia 2022 i spotkanie z Alaksandrem Łukaszenką skupiły uwagę świata – i nic dziwnego. Wszak od początku rosyjskiej agresji na Ukrainę Łukaszenka Putina wspiera. Słusznie więc stawiane są pytania, czy po tej wizycie, pierwszej od trzech lat zresztą, Białoruś bardziej zaangażuje się w wojnę Rosji. Ale w cieniu tych pytań kryją się dwa niemniej ważne problemy – to kryzys humanitarny na granicy polsko-białoruskiej, w którym Łukaszenka od początku macza palce oraz los więźniów politycznych w Białorusi.

Jana Shostak o więźniach i uwolnionych

Na oba te problemy – jeszcze przed spotkaniem dwóch dyktatorów – zwracała uwagę Jana Shostak, białoruska aktywistka mieszkająca w Polsce, i to w bardzo symbolicznym geście. Podczas spotkania (8 grudnia) Andrzeja Dudy w Pałacu Prezydenckim ze Swietłaną Cichanouską oraz innymi przedstawicielkami i przedstawicielami białoruskiej opozycji na uchodźstwie, Shostak wręczyła prezydentowi Polski dwa prezenty. Szal z portretami białoruskich więźniów politycznych oraz pinezkę – symbol niesienia pomocy humanitarnej osobom migrującym przez granicę polsko-białoruską.

Shostak relacjonowała przekazanie prezentów w mediach społecznościowych. O samej pinezce miała powiedzieć, że jest to podarunek w intencji tego, aby polski orzeł nie musiał się wstydzić – w domyśle – za to, jak Straż Graniczna oraz państwo łamią prawa człowieka na granicy z Białorusią dokonując push-backów osób migrujących tym szlakiem do Europy. Jeśli chodzi zaś o sam szal – ma on przypominać o losie więźniów politycznych.

Shostak upomniała się nie tylko o więźniów osadzonych, ale także o tych zwalnianych. „Jest potrzebne kompleksowe wsparcie dla byłych więźniów politycznych. Co miesiąc w ciągu następnych 15 lat 20-30 takich osób [będzie wychodzić – red] z więzień. Będziemy wdzięczni, jeżeli Polska może wesprzeć w taki sposób walczącą o wolność Białoruś” – napisała na Facebooku relacjonując krótką rozmowę z prezydentem. A więcej światła na los więźniów zwalnianych rzuciła w ostatnim wywiadzie dla Wirtualnej Polski.

"Dziś oceniamy ich [więźniów politycznych; poniżej podajemy wyższe szacunki organizacji Disident.by - red.] liczbę na około 1600. To liczba niedoszacowana, bo niektórzy boją się zgłaszać. I też nie każda rodzina jest zgodna w swoich poglądach.

Cały czas się zdarza, choć coraz rzadziej, że nikt w domu na »politycznego« po wyjściu nie czeka, nikt nie uważa go za bohatera”

– mówiła Shostak

A skoro na osadzonego nikt nie czeka – to znaczy, że nie czeka na niego żadne wsparcie, materialne, prawne, czy psychologiczne. Tym bardziej że dziś oficjalnie w Białorusi nie działają żadne organizacje pozarządowe – na fali tłumienia rewolucji roku 2020 po sfałszowanych przez Łukaszenkę wyborach reżim sukcesywnie wszystkie pozamykał, wielu działaczy wtrącając właśnie do więzień. A wielu z nich, by ratować się przed więzieniem wybrało uchodźstwo, najcześciej do krajów ościennych, w tym do Polski.

Shostak podziękowała prezydentowi za wsparcie dla uchodźców politycznych, choć jak zaznaczyła w swoim komentarzu na Facebooku, w praktyce działaniu państwa polskiego można było zarzucić co najmniej kilka zaniedbań. Jednym z nich, o którym aktywistka mówi od dawna, jest brak infolinii dla uchodźców z Białorusi, gdzie mogliby uzyskać wszelkie informacje oraz szerzej kampanii informacyjnej w punktach granicznych. Te zaniedbania odbiły się solidną czkawką wraz z pojawieniem się na granicach Polski milionów uchodźców z Ukrainy. Nawiasem mówiąc, Shostak działała także i na tej granicy, wraz ze Stewardesami pokoju wspierając, lub wyręczając, jak chcą niektórzy, kulejące od pierwszych dni wojny w Ukrainie państwo polskie.

"My chcemy mieć granicę z wolną, suwerenną, niepodległą Białorusią, której społeczeństwo, bratni naród, sam decyduje o sobie. Nie chcemy mieć granicy z terytorium okupowanym, gdzie jest rosyjska armia, która zwalcza wolne, suwerenne społeczeństwo. Wspieramy was i będziemy was nadal wspierać w tym, żebyście swoją wolną, suwerenną, niepodległą ojczyznę odzyskali, ale póki to się nie stanie, zawsze jesteście tutaj u nas mili widziani i niech to zawsze będzie wasz drugi dom" - mówił podczas spotkania ze Swiatłaną Cichanouską Andrzej Duda.

Ale dla Białorusinów Rosja nie jest jedynym zagrożeniem – takim zagrożeniem jest przede wszystkim sam Łukaszenka.

Jak słusznie zauważyła podczas spotkania Shostak, dzisiaj Białoruś "jest zakładnikiem dwóch dyktatorów - Alaksandra Łukaszenki i Władimira Putina".

"Bardzo mnie boli, jak widzę, że Ukraina jest ostrzeliwana z naszego terytorium, ale od pierwszych dni tej wojny, która trwa, nasz naród pokazał, że nigdy się z tym nie pogodzi i będzie walczył do końca" - podkreśliła.

Wysoka cena za walkę z reżimem

Civic Solidarity, platforma zrzeszająca ponad 90 organizacji pozarządowych działających na rzecz praw człowieka w Europie, Azji i Stanach Zjednoczonych w swoim ostatnim badaniu z grudnia 2022 roku wskazuje, że Białoruś, wraz z Rosją zanotowały najpotężniejszy spadek w rankingu państw walczących z torturami. Civic Solidarity badała oprócz Białorusi, Rosję – również potężny spadek, a także Armenię, Kazachstan, Kirgistan, Mołdawię i Ukrainę.

W części poświęconej Białorusi czytamy:

„28 lutego 2022 roku na dworcach kolejowych w Mińsku i niektórych innych miastach Białorusi odbyły się protesty antywojenne. W sumie tego dnia aresztowano ponad 70 osób. Jedną z nich była młoda kobieta, która następnie była przetrzymywana w areszcie śledczym w Okrestinie przez 72 godziny. Opowiedziała ona Centrum Praw Człowieka Wiasna o tym, że inna zatrzymana została brutalnie pobita przez strażnika oraz o tym, że mężczyźni i kobiety byli przetrzymywani razem w przepełnionej celi - 35 mężczyzn w celi przeznaczonej dla pięciu osób. Kobiety aresztowane 27 lutego 2022 roku otrzymały jedzenie dopiero 1 marca”.

Ten opis jako żywo przypomina doniesienia z pierwszych dni rewolucji roku 2020, czyli masowych protestów po sfałszowanych przez Łukaszenkę wyborach prezydenckich.

„Władze białoruskie celowo działają na rzecz pogłębienia kryzysu w zakresie praw człowieka i tłumienia wszelkiej aktywności społecznej nie tylko w celu wzmocnienia i utrzymania własnej władzy, ale także w celu stworzenia warunków dla obecności wojsk rosyjskich na Białorusi i wykorzystania terytorium białoruskiego jako punktu zaczepienia dla operacji wojskowych” – ocenia Civic Platform.

„Sytuacja w zakresie praw człowieka uległa znacznemu pogorszeniu i nie widać żadnych tendencji do poprawy”

– stwierdzają badacze.

Według białoruskiej organizacji pozarządowej Disident.by aktualna liczna więźniów politycznych dziś to 1720 osób, w tym 204 kobiety. Disident.by stosuje szerszą definicję więźnia politycznego niż ta opisana w prawie międzynarodowym, która zakłada m.in. stosowanie zasady non-violent w ramach protestu politycznego. Disident.by argumentuje, że ta definicja jest nieadekwatna do sytuacji w Białorusi, gdzie obecnie niemal wszystkie procesy odbywają się za zamkniętymi drzwiami, a oskarżenia są często fabrykowane. Z kolei Centrum Praw Człowieka Wiasna ocenia liczbę więźniów politycznych na 1442. Obie organizacje aktualizują liczbę skazanych niemalże codziennie.

Wiasna informuje, że w ostatnim czasie rośnie liczba wyroków wydawanych za znieważenie państwa, symboli państwowych, urzędników oraz samego prezydenta. Prezydent Łukaszenka znieważany być nie lubi i niewykluczone, że po prostu boi się pozwalać na prowadzenie spraw przy otwartych drzwiach. Co by to było, gdyby ludzie zaczęli powtarzać treść zarzutów, a zwłaszcza treść obelg kierowanych pod jego adresem?

Nie brakuje też głosów, że zamykanie spraw ma na celu jeszcze jedno – ukrycie przed opinią publiczną absurdu samych oskarżeń. I jeśli przejrzymy ostanie doniesienia Centrum Praw Człowieka Wiasna – którego szef i założyciel Aleś Bialecki został ostatnio, wraz z obrońcami praw człowieka z Rosji i Ukrainy wyróżniony nagroda Nobla – to faktycznie coś może być na rzeczy. Ale za tą absurdalnością, rodem ze Związku Radzieckiego, stoją konkretne wyroki – również rodem ze Związku Radzieckiego.

Katalog bohaterek i bohaterów

Według Wiasny w tygodniu między 12 a 18 grudnia przybyło aż 11 nowych więźniów politycznych, skazanych za wyrażanie własnych opinii oraz poglądów. Kary? Od aresztu w oczekiwaniu na proces, po dwanaście miesięcy do – nawet – sześciu lat kolonii karnej.

Wśród zatrzymanych znalazła się była dziennikarka Larysa Szczyrakowa. Została aresztowana po przeszukaniu jej domu 6 grudnia. Tego samego dnia jej syn został zabrany do domu dziecka. To częsta praktyka reżimu Łukaszenki, gdy jedno z rodziców lub oboje są w areszcie lub więzieniu. Szczyrakowa będzie odpowiadać za „znieważenie republiki Białorusi”. A ile może jej grozić – możemy się tylko domyślać zerkając na listę ostatnich wyroków:

  • Alisa Ramanawa i Wadzim Kalinin – za znieważenie prezydenta 12 miesięcy kolonii karnej.
  • Wital Korsak za znieważenie prezydenta i symboli państwowych – 24 miesiące kolonii karnej.
  • Viktar Pilżys za zniesławienie oraz obrażenie państwowego urzędnika oraz publikowanie postów w social mediach na temat policji – 24 miesiące kolonii karnej.
  • Dzmitrij Waranowicz za znieważenie członków rządu oraz znieważenie prezydenta – dwa i pół roku kolonii karnej.
  • I wreszcie Michail Tarasewicz za znieważenie sędziego, członków rządu oraz prezydenta, a także za groźby kierowane pod adresem urzędników państwowych – sześć i pół roku kolonii karnej.

W ostatnim czasie zatrzymano także Nadzieję Astapczuk – jak na razie nie wiadomo, jakie zarzuty zostały jej przedstawione. O Astapczuk Wiasna pisze: „Srebrna medalistka mistrzostw świata w pchnięciu kulą otwarcie krytykowała reżim Łukaszenki i wojnę na Ukrainie. Znalazła się wśród sygnatariuszy listu otwartego białoruskich sportowców, domagających się uczciwych wyborów i zaprzestania przemocy po wyborach prezydenckich w 2020 roku”.

Wiasna donosi także o ruszającym w grudniu procesie obywatela Łotwy Dmitrijsa Mihailovsa, zatrzymanego w marcu pod podobnymi zarzutami. Dopisano do nich podburzanie nastrojów społecznych oraz wzniecanie zagrożenia dla bezpieczeństwa Białorusi. W październiku Mihailovs został trafił więc na listę osób oskarżonych o działalność terrorystyczną. A za to w Białorusi grozi nawet kara śmierci – zgodnie ze znowelizowanym w tym roku, w odpowiedzi na antywojenne protesty, kodeksem karnym.

"Sprawdzono jego telefon i władzom nie spodobały się wiadomości potępiające reżim Łukaszenki. Został umieszczony w areszcie" - powiedziała sekretarz parlamentarna łotewskiego MSZ Zanda Kalniņa-Lukaševica."Chociaż urzędnicy konsularni niezwłocznie przybyli na spotkanie z zatrzymanym, nie było go już tam, ponieważ został umieszczony w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym na miesiąc, aby przejść badania specjalistyczne".

W areszcie cały czas przebywa Nasta Loika – aktywistka działająca m.in. w organizacji Human Constanta. Niosła ona pomoc m.in. uchodćzyniom i uchodźcom z Czeczenii, którzy w wyniku stosowanych od lat push-backów przez Polskę na przejściu granicznym w Terespolu byli zmuszeni do wielomiesięcznego koczowania na dworcu kolejowym w przygranicznym Brześciu. Ten proceder był wielokrotnie opisywany, zapadały także przeciw Polsce wyroki na arenie międzynarodowej.

Loika miała zostać zwolniona z aresztu 14 grudnia, tak się jednak nie stało – 15-dniowy areszt został przedłużony po raz czwarty z rzędu, a Human Constanta poinformowała, że Loika usłyszała zarzuty, m.in. za naruszenie porządku publicznego.

Wysokie wyroki więzienia odsiadują też białoruscy anarchiści oraz aktywiści w ten, czy inny sposób powiązani z ruchem anarchistycznym. Szóstego września na karę 15 lat pozbawienia wolności skazana została Marfa Rabkova, pracowniczka Wiasny. Rabkova sympatyzowała z ruchem anarchistycznym i była oskarżona wraz z innymi anarchistami. Także ona usłyszała zarzuty m.in. naruszenia porządku publicznego. Wyroki, jakie zapadły w procesie 10 aktywistek i aktywistów wahaja się od 15 do 17 lat więzienia.

Rabkova obecnie jest kobietą odsiadująca najwyższy wyrok w sprawie politycznej, wyższy niż wyrok Marii Kalesnikawej.

Kalesnikawa została skazana w ubiegłym roku na 11 lat więzienia za „wezwania do działań na szkodę bezpieczeństwa narodowego, zmowę w celu przejęcia władzy w kraju, utworzenie organizacji ekstremistycznej” – czyli za pracę w sztabie wyborczym Wiktora Babaryki. Po jego aresztowaniu i skazaniu na 14 lat więzienia za rzekome malwersacje finansowe, Kalesnikawa dołączyła do sztabu Świetlany Cichaonuskiej, dziś prezydentki Białorusi na uchodźstwie.

Na początku grudnia Kalesnikawa została w ciężkim stanie zabrana z kolonii karnej, gdzie odbywa wyrok, do szpitala w Homlu. Tam przeszła operację wrzodów żołądka, a jej ojcu pozwolono odbyć dziesięciominutowy spotkanie z córką. „Masza schudła, jest osłabiona” – przekazali na telegramowym kanale współpracownicy Kalesnikawej.

Maria Kalesnikawa ma 40 lat. Skazana na 15 lat więzienia Rabkova – 27.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne