Dziś I tura wyborów prezydenckich we Francji. Dla rządów PiS każdy wybór Francuzów jest niekorzystny. Ale polska lewica i centroprawica mają komu kibicować. OKO.press analizuje najważniejsze #hasła tych wyborów. II tura 7 maja.

#SONDAŻOWA CZWÓRKA. Sondaże dają szanse aż czterem kandydatom na wejście do II tury wyborów, w której dwóch z nich zetrze się 7 maja. Takiej poczwórności nie było jeszcze we Francji. W ostatnim badaniu przed ciszą wyborczą prowadził

  • centrysta Emmanuel Macron (24,5 proc.), ale niemal ex aequo z
  • skrajnie prawicową Marine Le Pen (23 proc.) i z niewielką przewagą nad
  • prawicowym François Fillonem i
  • skrajnie lewicowym Jean-Lukiem Mélenchonem (obaj po 19 proc.).

Jeśli Macron wszedłby do II tury, to wedle sondaży wygrałby z każdym z kontrkandydatów.

Wybory pokazują kryzys dwóch głównych sił politycznych Francji – żadnych szans na II turę nie ma Benoit Hamon (7, 5 proc.) wyłoniony w prawyborach Partii Socjalistycznej. A Fillon, zwycięzca prawyborów Republikanów, jest II tury bardzo niepewny.

#FREXIT. Le Pen obiecuje szybkie wyjście Francji ze strefy euro, próbę radykalnej renegocjacji zasad członkostwa w UE (czyli nadzwyczajnego osłabienia Unii), a potem referendum na temat pozostania w Unii lub – do czego by namawiała – Frexitu, czyli wyjścia z UE.

Natomiast Mélenchon chciałby nieosiągalnych reform eurolandu i UE – m.in. wywracających zasady wolnego handlu, dyscypliny finansowej, wspólnego rynku. Choć nie promował wprost Frexitu (w przeciwieństwie do Le Pen), to jednak straszył „albo Unię zmienimy albo trzeba będzie z niej wyjść”.

Prezydentura Le Pen bądź Mélenchona zagroziłaby Unii szybką erozją, ale rychły Frexit byłby bardzo trudny do osiągnięcia. Członkostwo w UE jest zapisane we francuskiej konstytucji, a jej zmiana – przed ewentualnym referendum o Frexicie – wymagałaby uprzedniej zgody obu izb parlamentu. A zupełnie nie zanosi się, by ugrupowania Le Pen czy Mélenchona zdobyły taką większość w czerwcowych wyborach parlamentarnych.

Prezydent mógłby zamiast referendum próbować zatwierdzić zmiany konstytucji większością 60 proc. głosów w połączonych izbach parlamentu, ale to jeszcze trudniejsze do osiągnięcia.



#EUROPA! EUROPA! Macron stał się w tych wyborach symbolem „kontrofensywy eurofilów” – dążył do podejmowania unijnych tematów w swej kampanii, a jego zwolennicy nierzadko odpowiadali skandowaniem „Europa! Europa!”.

To duża odmiana, bo politycy głównego nurtu w Europie ostatnio zwykli omijać UE jako temat zbyt kontrowersyjny na kampanię wyborczą albo bronili Unii za pomocą straszenia skutkami jej rozpadu. Natomiast Macron entuzjastycznie wzywa do mocnego pogłębiania integracji, choć głównie w strefie euro, czyli „pierwszej prędkości” (m.in. bez Polski).

W jednym z wywiadów krytykował UE za bezczynności wobec lekceważenie unijnych wartości przez Polskę i Węgry.

Stanowczo prounijny jest także Fillon, choć bez zbytnich zapędów do integracyjnego przyspieszenia. A także z gaullistowskim przywiązaniem do współpracy między rządami krajów UE przy pewnym osłabieniu – bez zmieniania traktatów UE – rangi brukselskich instytucji wspólnotowych.

Fillon jest wierny idei sojuszu Francji i Niemiec jako głównego napędu Unii. Chce francusko-niemieckiej współpracy w upodabnianiu podatku CIT (od przedsiębiorstw). A także francusko-niemieckiego finansowania zagranicznych misji wojskowych. Potem inne kraje UE mogłyby dołączyć do tej wspólnej polityki obronnej.

#FRONT NARODOWY. Siła tej partii nie jest tylko efektem kryzysów toczących Francję w ostatnich paru latach. Jean-Marine Le Pen – założyciel Frontu Narodowego, jego pierwszy szef oraz ojciec Marine Le Pen – wszedł już w 2002 r. do II tury wyborów prezydenckich (dostał 17,8 proc. głosów) jako kontrkandydat Jacquesa Chiraca.

A było to na długo przed – jak nazywają to Francuzi – „oddiabolizowaniem” tej partii przez Marine Le Pen, czyli oczyszczaniem jej przekazów z antysemityzmu, kłamstwa oświęcimskiego i jawnego rasizmu.

Wedle sondaży Le Pen ma w II turze szanse na od 36 proc. głosów (w starciu z Macronem) do 42 proc. (w starciu z Fillonem bądź Mélenchonem).

Front Narodowy kojarzony z ksenofobicznymi wyborcami zdołał znacznie rozszerzyć swą bazę wyborczą. Na południu Francji przyciąga rolników, rzemieślników, drobnych sklepikarzy zagrożonych osuwaniem się w drabinie społecznej i dochodowej. Na północy Francji z powodzeniem kusi robotników, w tym niegdyś wyborców Partii Socjalistycznej czy nawet komunistycznej.

Tę mozaikę pokazują sondażowi „kandydaci drugiego wyboru”. Kogo poparłbyś, gdyby nie startowała Le Pen? Największa część jej wyborców wskazuje na… Macrona (27 proc.). Fillon ma 18 proc. wskazań, a Mélenchon 15 proc.

#GRANICE. Radykalne ograniczenie imigracji było w centrum kampanii Marine Le Pen. Obiecywała doraźne zupełne zawieszenie legalnej migracji, by zyskać czas na wypracowanie systemu ograniczającego ją do 10 tys. osób rocznie (w 2016 r. około 230 tys. ludzi dostało swe pierwsze zezwolenie na pobyt we Francji).

Le Pen chce wyjścia Francji ze strefy Schengen. Także Fillon chce określenia rocznej kwoty imigrantów (w tym uchodźców), ale nie podał ich liczby. Fillon jest za Schengen, choć wzywał do czasowego przywrócenia kontroli granicznych wskutek zagrożenia terrorystycznego. Tyle, że Francja zawiesiła zasady Schengen już po zamachach z 2015 r. i do dziś rezerwuje sobie prawo do regularnych kontroli granicznych. Macron przekonywał do pogłębienia współpracy UE w chronieniu granic zewnętrznych i bezpieczeństwa całej strefy Schengen.



#RELIGIA. Kandydaci nawiązywali do spraw religii częściej niż w poprzednich wyborach, choć kampania – jak na Francję przystało – mocno trzymała się świeckości. Le Pen wykorzystywała laicité głównie do straszenia islamizmem i „obrony” francuskiej tożsamości przez zalewem ludzi obcych kulturowo.

Jej otoczenie nagłaśniało fakt odwołania spotkania Le Pen z muzułmańskim muftim podczas wizyty w Bejrucie, bo nie chciała zasłonić włosów. Spotkała się tam z chrześcijańskimi duchownymi różnych obrządków. Dwukrotna rozwódka żyjąca w trzecim, tym razem nieformalnym, związku roztropnie nie próbowała kreować się na wielką obrończynię tradycyjnej rodziny. Ale obiecywała likwidację homomałżeństw i w zamian „ulepszenie” związków cywilnych PACS (Obywatelska Umowa Solidarności – rejestrowany związek partnerski, legalizujący związki nieformalne między dwojgiem osób bez względu na płeć, istniejący od 1999 roku).

Fillon był wspierany w kampanii przez oddolne organizacje świeckich katolików i dyskretnie przypominał, że regularnie chodzi na msze. W 2013 r. popierał – wspomagany przez Kościół – ruch „La Manif pour tous” przeciw wprowadzeniu homomałżeństw (argumentował, że Francuzom wystarczą związki PACS), ale w swej kampanii nie zapowiadał ich likwidacji, lecz ograniczenia prawa do adopcji.

Nawet wychowany w agnostyckiej rodzinie Macron opowiedział, że ochrzcił się w wieku 12 lat, na początku nauki w jezuickiej szkole średniej. Skądinąd wiadomo, że w tej szkole spotkał swą obecną żonę – nauczycielkę starszą od niego o 24 lata. Zostali parą, gdy Macron skończył 18 lat.

„Wszystkie konfiguracje rodzinne zasługują na równe traktowanie” – tak Macron deklarował swe poparcie dla przyznania parom lesbijskim prawa do wspomaganego zapłodnienia (m.in. in vitro).



#TRUMP. Le Pen została w styczniu sfotografowana w Trump Tower w Nowym Jorku – piła kawę w tamtejszej restauracji, ale jej ludzie sugerowali, że odbyła spotkania z wysokimi doradcami Donalda Trumpa. Najwyraźniej chciała ogrzać się w blasku populistycznego triumfatora wyborów w USA.

Ale już po kilku tygodniach prawicowi populiści w Europie zaczęli dostrzegać, że kojarzenie ich z Trumpem – chyba m.in. za sprawą niezbornego stylu rządów – może szkodzić. Do Trumpa przestał nawiązywać Geert Wilders w marcowych wyborach w Holandii, a w ostatnich tygodniach dystans do prezydenta USA zwiększała Le Pen. Sprawę wizyty w Trump Tower wyciszano.

Po ataku USA na bazę lotniczą sił Baszara al-Assada (w odwecie za użycie broni chemicznej) Le Pen ogłosiła, że jest „rozczarowana” decyzją Trumpa. Gdy ten wsparł Le Pen po zamachu na Polach Elizejskich z ostatniego czwartku, w Froncie Narodowym nie było wielkiej radości.

Le Pen jest za wycofaniem Francji ze struktur wojskowych NATO, a Mélenchon za całkowitym wyjściem z Sojuszu.

Fillon i Macron są za mocnym sojuszem z USA, ale Fillon jest przeciwny umowie TTIP o wolnym handlu między UE i USA. Po wyborze Trumpa negocjacje TTIP i tak zostały zupełnie zawieszone.



#PUTIN. Na Kremlu wielkie fory miała Le Pen – jej partia w ostatnich latach, zadaniem wielu mediów, dostała kilka kredytów z rosyjskich banków, a ona sama była w marcu goszczona przez Władimira Putina w Moskwie. Le Pen głosi, że aneksja Krymu była legalna, a sankcje UE wobec Rosji za wojnę w Donbasie należy znieść.

Tłumaczyła podczas kampanii, że Rosja jest „kluczowym elementem”  równowagi w dobie pełnej zagrożeń globalizacji. Najpewniej marzy jej się powrót do czasów „koncertów mocarstw” i międzynarodowych „osi”, co miałoby wzmocnić pozycję Paryża – uwolnionego od UE, a grającego po partnersku z Moskwą.

Mélenchon w kontekście Ukrainy rozprawiał o potrzebie „otwarcia tematu granic” na obszarze poradzieckim, jakby ich korekty mogły przynieść pokój. Fillon krytykował sankcje i wzywał do szybkiej odwilży z Rosją. Ale jednocześnie zastrzegał, że osłabianie restrykcji UE wobec Moskwy powinno uwzględniać – wciąż niezrealizowane – porozumienia mińskie z 2015 r. co do rozejmu w Donbasie.

Powiązanie sankcji z porozumieniami mińskimi to obecna linia UE, więc być może – mimo prorosyjskich sympatii – rządy Fillona nie oznaczałaby rewolucji w relacjach z Moskwą. Macron zapowiadał kontynuację obecnej polityki Francji wobec Rosji.



#MEDIA. Głównym celem „fake news” stał się Macron. Na stronie internetowej udającej belgijski dziennik „Le Soir” zamieszczono dezinformację, że jego kampania jest finansowana przez Arabię Saudyjską. To chyba miało wzmocnić siłę oskarżeń, że Macron jest kandydatem szemranej finansjery.

Rosyjski Sputnik szerzył internetowe „plotki”, że dotują go bogacze z lobby gejowskiego. Jednak nieporównanie większy wpływ na kampanię wyborczej miało tradycyjne dziennikarstwo tygodnika „Le Canard Enchaîné” (satyrę łączy z dziennikarstwem śledczym), który… nie zamieszcza artykułów w internecie.

„Le Canard Enchaîné” ujawnił, że żona Fillona świetnie zarabiała w przeszłości jako jego asystentka w parlamencie. Ten nie zaprzeczał opisywanym sumom, ale zwalczał oskarżenia, że chodziło o „fake job”, czyli płacę bez rzeczywistej pracy. Wielu wyborców mu nie uwierzyło.

Wejście Fillona do II tury stanęło pod wielkim znakiem zapytania w dużej mierze za sprawą sporów o posadę żony (potem doszły pytania o podobne zatrudnianie ich dzieci). „Le Canard Enchaîné”, który ukazuje się od ponad wieku, dostawał pogróżki od zwolenników Fillona. Ale nie narzeka na poczytność, co ważne, bo nie utrzymuje się z reklam, lecz ze sprzedaży ok. 400 tys. egzemplarzy po 1,2 euro.



#GOSPODARKA. Fillon podczas kampanii wycofał się z otwartych porównań swego programu do thatcheryzmu, ale i tak proponował najostrzejsze reformy – m.in. redukcję zatrudnienia w sektorze publicznym o 500 tys. stanowisk (ok. 9 proc.), podwyższenie wieku emerytalnego z 62 do 65 lat oraz rezygnację z francuskiego, 35-godzinnego tygodnia pracy.

Natomiast Macron chce zmniejszyć sektor publiczny o 120 tys. stanowisk, ułatwić pracodawcom negocjowanie wydłużenia godzin pracy (bez zmiany ustawy o 35 godzinach), a podwyższanie wieku emerytalnego uznał za nierealistyczne. Ale chciałby podniesienie rzeczywistego wieku przechodzenia na emeryturę we Francji poprzez reformę systemu ulg i zachęty do niekorzystania z prawa do przyspieszonej emerytury.

Mélenchon kusił podwyżkami w sektorze publicznym i zapowiedział płacę maksymalną na poziomie 400 tys. euro rocznie (dochody ponad tym progiem byłby opodatkowane wedle stawki 100 proc.). Le Pen na równi z kandydatami lewicowymi popiera obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat. I nie chce oszczędnościowych reform w sektorze publicznym.


Opłać abonament na wolność słowa


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym