0:000:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Robert Kuszyński / OKO.pressFot. Robert Kuszyńsk...

„To najbardziej agresywny dowódca w Warszawie” – uważa Jacek Grzegorz Wiśniewski, były szef mazowieckiego KOD. Wie, co mówi – w ciągu 8 lat rządów PiS, zorganizował – jak twierdzi – już około tysiąca demonstracji/zgromadzeń i pikiet. Na każdym takim wydarzeniu ma kontakt z mundurowymi.

Przeczytaj także:

„Nielegalne zgromadzenie” jednoosobowe

Nadkomisarz Sławomir Grzegorzewski zaczął robić karierę w Policji krótko po tym, gdy władzę przejęło PiS. Już pół roku później, wówczas 31-letni dostał się na kurs w Wyższej Szkole Policji w Szczytnie. Rok po objęciu rządów przez „dobrą zmianę” został oficerem. I musiał się wyróżniać, bo z 510 funkcjonariuszy, którzy brali udział w tym kursie, w „Gazecie Policyjnej” wypowiadały się tylko trzy osoby, m.in. on. „Wierzę, że stopnie oficerskie, które otrzymaliśmy, dadzą nam, wszystkim dzisiaj promowanym, siłę i zapał na wiele przyszłej służby” – mówił.

I według aktywistów faktycznie Grzegorzewski zapał ma do teraz. W łamaniu praw przeciwników partii PiS.

Aktywiści, z którymi rozmawiamy, twierdzą jednak, że nie kojarzą go zbytnio przed 2020 roku

Czerwiec 2020 roku, kampania prezydencka w pełni, zagrożenie pandemią też. Zbigniew Komosa – aktywista znany ze składania wieńców pod pomnikiem smoleńskim – staje pod pałacem prezydenckim z transparentem „Precz z faszyzmem”. Mundurowi czepiają się go, chcą go wylegitymować. Dlaczego? „Bo ktoś może się poczuć urażony”.

Kilka dni później inne tłumaczenie, równie absurdalne – bo w tym miejscu za kilka godzin będzie inna demonstracja – Strajku Kobiet – i aktywista może chcieć ją zakłócić. Komosa odmawia wylegitymowania się, więc policjanci go wynoszą do radiowozu i trzymają tam przez pół godziny. Oddziałem dowodzi Grzegorzewski. Policja przegrywa sprawę w sądzie – legitymowanie było wydłużone. Sąd zmusił też KSP do ujawnienia listy funkcjonariuszy, którzy brali udział w akcji – Komosa chce im wytoczyć procesy cywilne.

22 kwietnia 2021 roku aktywista znowu jednoosobowo wspierał sędziego Igora Tuleyę pod Sądem Najwyższym. Znów uczepiła się go policja – twierdzili, że uczestniczy w „nielegalnym zgromadzeniu” – a stał samotnie. Kiedy młodzi adepci policji nie wyciągnęli dokumentów od aktywisty – odmawiał wylegitymowania się, bo nie było podstaw – do akcji wkroczył nadkom. Grzegorzewski prawdopodobnie dowodzący wtedy działaniami policji.

Czasy pandemii, wszyscy w maseczkach, obowiązywało utrzymywanie dystansu, zaś nadkomisarz podszedł i stanął bardzo blisko Komosy, naruszając jego poczucie bezpieczeństwa. „Znowu pan szykuje jakieś prowokacje? Proszę się odsunąć panie Grzegorzewski” – mówił do niego Komosa. Policjant nie reagował.

„Wzywam pana do przestrzegania prawa” – ponawiał aktywista.

„Pan to wie, kogo może sobie wzywać. Nie jest pan osobą uprawnioną, by mnie wzywać”

– odpowiedział nadkomisarz.

Podwładni Grzegorzewskiego otoczyli aktywistę, dalej chcieli ukarać go za udział w „nielegalnym zgromadzeniu”. Gdy zebrało się kilku dziennikarzy, odpuścili.

„Wyprosił mnie z komendy wyjątkowo napastliwym i agresywnym tonem”

Maj 2021. Pod Dworcem Wileńskim przeciwnicy aborcji zbierali podpisy pod ustawą zakazującą przerywania ciąży. W pobliżu kontrdemonstracja pro-choice. Policjanci pod wodzą Grzegorzewskiego ruszyli na kontrdemonstrantów – chcieli wylegitymować jedną osobę. Ta nie chciała, bo nie widziała podstaw.

Według Tadeusza Kaczmarskiego Grzegorzewski zaczął wtedy szarpać Katarzynę Augustynek – znaną jako Babcia Kasia. „Mówił jej wówczas coś w stylu: »W końcu cię złapałem suko«. Rozdzielałem ich – wszedłem pomiędzy. Wtedy mnie przewrócili na glebę, a gdy wstałem, to któryś założył mi od tyłu chwyt duszący na szyi” – opowiada Kaczmarski. Przechodnie reagowali, krzycząc do policjantów: „co wy robicie?” albo „ZOMO”. Później okazało, że Grzegorzewski zarzucił Katarzynie Augustynek naruszenie jego nietykalności.

Ostatecznie policjanci wywieźli na komendę osobę, która nie dała się wylegitymować. "Miałem styczność z nadkom. Grzegorzewskim, kiedy pojechałem do osoby zatrzymanej na komendę przy ul. Jagiellońskiej. Zostałem wtedy wprawdzie dopuszczony do czynności, ale przed ich zakończeniem pan Grzegorzewski wyjątkowo napastliwym i agresywnym tonem nakazał mi opuszczenie komendy, utrudniając kontakt z klientką. W związku z tym zdarzeniem skierowany został do KSP wniosek o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego, jednak KSP nie dopatrzył się ku temu podstaw” – opisuje Krzysztof Gzyra, adwokat współpracujący z kolektywem Szpila. Dodaje, że nigdy wcześniej nie zetknął się z taką sytuacją przy okazji uczestniczenia w czynnościach z osobami zatrzymanymi podczas protestów.

Już w 2021 roku Grzegorzewski cieszył się złą sławą wśród aktywistów i demonstrantów. I chyba nie tylko tam. Gdy na przełomie lata i jesieni 2021 Strajk Kobiet demonstrował pod Senatem, ktoś napisał na chodniku kredą: „Grzegorzewski to chuj”. „Przechodzący policjanci jak to zobaczyli, to zaczęli się śmiać. Powiedzieli nam: »To akurat prawda«" – relacjonuje Rafał Kozłowski, aktywista związany ze Strajkiem Kobiet.

Napis chyba zdenerwował kogoś w KSP, bo zarzuty za to, że dopuszczono do malowania po chodniku, miała organizatorka pikiety Agnieszka Czerederecka, jedna z liderek Strajku Kobiet. „Nie pamiętam, czy dostałam za to ostatecznie naganę, czy mi umorzyli sprawę” – mówi Czerederecka.

Do dziennikarza: „Pan się nie zbliża i nie dmucha na mnie, bo nie chcę pana oddechu wdychać”

Najsłynniejszą akcją nadkom. Grzegorzewskiego był atak na legalne zgromadzenie Lotnej Brygady Opozycji i przyjaciół w Parku Saskim przy placu Piłsudskiego 10 października 2022.

Takie ataki – wyrywanie megafonów lub niszczenie ich, aby tylko aktywiści nie mogli ich używać do skandowania pytań do Jarosława Kaczyńskiego – to norma.

Ale tym razem policja była szczególnie brutalna. A dowodził nią Grzegorzewski

Tadeusza Kaczmarskiego najpierw mundurowi zrzucili z ławeczki na betonowy chodnik – co było niebezpieczne. Leżącego otoczyli w kilkunastu i wyrywali mu megafon. Kaczmarski twierdzi, że kopali go po żebrach i deptali – faktycznie miał siniaki.

Grzegorzewski podszedł i po jakieś nerwowej wymianie zdań z aktywistą złapał go za gardło. „Mocno ścisnął po bokach szyi” – twierdził Tadeusz. Tuż po tym wydarzeniu aktywista wielokrotnie powtarzał: „dusił mnie”. To widać na wielu relacjach, a najlepiej na zdjęciu reportera OKO.press – Roberta Kuszyńskiego.

Dosłownie kilkanaście minut później, tam na miejscu, zapytałem nadkom. Grzegorzewskiego, czy to prawda, że łapał za gardło aktywistę. „Nie. Pomówienia są karalne” – wypierał się przed kamerą.

„Pan się nie zbliża i nie dmucha na mnie, bo nie chcę pana oddechu wdychać” – dodawał, kończąc rozmowę. Nie chciał odpowiedzieć, dlaczego to zrobił.

Akcja z łapaniem aktywisty za szyję zrobiła się głośna

Grzegorzewskiego nie było na kolejnych kilku miesięcznicach. Wśród aktywistów zyskał pseudonim „Boa-dusiciel”. Teraz znów pojawia się regularnie na kontrmiesięcznicach.

Policjant chwyta za gardło protestującego, otoczonego przez innych policjantów
Fot. Robert Kuszyński – zdjęcie nagrodzone Grand Press Photo

Kuszyński dostał za to zdjęcie nagrodę Grand Press Photo. Stało się znane ono nie tylko w Polsce. A wraz z nią nazwisko funkcjonariusza Grzegorzewskiego. „Po tej fotografii on jest już wręcz słynny” – słyszę od jednej z rozmówczyń. Na Facebooku fotografia jest zasłaniana jako „kontrowersyjna treść” – można ją zobaczyć dopiero po potwierdzeniu, że robi się to świadomie.

„Mundurowi przewrócili razem z rowerem, a któryś z nich kopał leżący na ziemi bicykl”

Wydarzenia w Otwocku przypomniały Grzegorzewskiego – dowodził oddziałami, które wywlekły do radiowozu posłankę Kingę Gajewską, mimo iż ta i ludzie wokół mówili funkcjonariuszom, że to posłanka. Czyli ma immunitet.

Zanim do tego doszło, Jacek Grzegorz Wiśniewski stał samotnie w parku w Otwocku przed wejściem na wyborcze spotkanie premiera Mateusza Morawieckiego. Liczbę policjantów, którzy ochraniali to wydarzenie, oszacował na ok. 400.

Były ekipy z Otwocka, Piaseczna i „zbieranina” z Warszawy.

Wśród tych ostatnich – jak twierdzi Wiśniewski – sporo przemocowych policjantów. „Znam te twarze ze zgromadzeń, które organizuję. Wiem, którzy zachowują się chamsko, którzy są przemocowi. Tych było tam sporo” – opowiada.

Najpierw przyszedł do niego mundurowy z hasłem „Panie Jacku, muszę panu sprawdzić torbę”. Wiśniewski pokazał ją. W środku był strój pandy. Spisali go „w związku z zagrożeniem terrorystycznym”.

Po pół godzinie przybiegł nadkomisarz Grzegorzewski

„Darł się na mnie, że mnie wpisuje jako organizatora zgromadzenia. Jakiego zgromadzenia, skoro ja stałem sam, bez transparentu i nic nie robiłem? A on krzyczał na mnie. Moim zdaniem chciał rozkręcić atmosferę poczucia zagrożenia" – opowiada Wiśniewski.

Potem jednego z obywateli mundurowi przewrócili razem z rowerem, a któryś z nich kopał leżący na ziemi bicykl.

Innego – aktywistę Piotra Łopaciuka (kiedyś Lotna Brygada Opozycji) – zatrzymano pod zarzutem naruszenia nietykalności funkcjonariusza. „Ten policjant, którego rzekomo «naruszyłem», nic nie mówił o tym, nie chciał mnie zatrzymywać. To Grzegorzewski zarządził «jego zabieramy, bo było naruszenie»" – relacjonuje Łopaciuk.

Wywleczono go do radiowozu i zatrzymano na kilka godzin na komendzie. „A przecież Grzegorzewski mnie dobrze zna. Po co więc to zatrzymanie? Będziemy to skarżyć” – zapowiada Łopaciuk.

Bardzo delikatny oficer policji

Członkowie Lotnej Brygady Opozycji już kilka razy – co najmniej pięć – składali w prokuraturze zawiadomienia, w których oskarżają Grzegorzewskiego. „Skarżymy za rozproszenia albo usiłowanie rozproszenia zgromadzeń, użycie przemocy z powodów przynależności politycznej, zniszczenia mienia, spowodowania uszkodzeń ciała. Atak policji na aktywistów Lotnej, by zabrać im megafony, to właściwie szturm” – mówi Jerzy Jurek, prawnik reprezentujący Lotną. Zaznacza, że Lotna robi to od pewnego czasu konsekwentnie, za każdym razem, gdy jest atakowana i czasami właśnie Grzegorzewski jest dowódcą odpowiedzialnym za te działania policjantów.

W przypadku zawiadomienia za działania policji z duszeniem Tadeusza Kaczmarskiego prokuratura odmówiła ścigania sprawców.

Arkadiusz Szczurek – jeden z liderów Lotnej – też złożył na Grzegorzewskiego dwa zawiadomienia do prokuratury.

Ale to nadkomisarz częściej oskarża aktywistów niż oni jego

I to te zawiadomienia prokuratura zatwierdza i proceduje. Tylko Katarzyna Augustynek – Babcia Kasia jest przez niego oskarżona w kilku sprawach, głównie z art. 222 (naruszenie nietykalności) oraz 226 KK (znieważenie funkcjonariusza). Jej obrończyni i radczyni prawna Agata Bzdyń mówi o pięciu sprawach nadkom. Grzegorzewskiego przeciwko jej klientce.

Tego policjanta zna „bardzo dobrze„ – kilka razy przesłuchiwała go na rozprawach. „Był taki moment, że w prewencji nadzorował funkcjonariuszy na szkoleniu. Dlatego to często on dowodzi i jego podwładni uczą się legitymować”. I nadużywają mocno tych uprawnień – tego dowodzą już setki wyroków o bezpodstawnych legitymowaniach.

„W mojej ocenie jest osobą przemocową, która nadużywa swoich kompetencji i uprawnień wobec osób, które protestują.

Po tylu przesłuchaniach go sądzę jest bardziej ideowy, chyba wierzy w to, co robi. Traktuje, tudzież jako zwierzchnik młodszym stopniem poleca traktować aktywistów w sposób przemocowy i wierzy, że to jest słuszne. To jest bardzo niebezpieczne" – zaznacza mec. Bzdyń.

O naruszenie nietykalności Grzegorzewski oskarżył też jedną z uczestniczek demonstracji Strajku Kobiet tuż po wyroku TK Julii Przyłębskiej, pod domem Kaczyńskiego.

O tym, że policja w Warszawie masowo oskarża aktywistów i demonstrantów z art. 222 KK i są to zarzuty bezpodstawne, pisaliśmy już w OKO.press

Te oskarżenia to był nowy pomysł KSP na zastraszanie demonstrantów – sądy przywykły do dawania wiary funkcjonariuszom. Zwłaszcza te w I instancji.

Prokuratura chroni Grzegorzewskiego do ostatka. Jedna ze spraw wobec Babci Kasi, którą przegrała w II instancji – trafiła właśnie do Sądu Najwyższego. Prokuratura wniosła o kasację.

„On zachowuje się jakby był w PiSie”

Arek Szczurek z LBO o Grzegorzewskim: „Ewidentnie widać jego służalczość wobec partii, ale też agresję, butę, bezczelność. No i te pogardliwe uśmieszki. Pacyfikuje zgłoszone i zarejestrowane zgromadzenia.

Prawo zna, ale je łamie Ryzykuje więc odpowiedzialność karną, by zasłużyć się partii”.

Jacek Grzegorz Wiśniewski: „To najbardziej agresywny dowódca w Warszawie. W wyniku przegrywanych procesów przez policję inni dowódcy już odpuścili sobie agresję wobec demonstrantów. A on nie. Zachowuje się jakby był w PiSie”.

Tadeusz Kaczmarski: "Zazwyczaj jak coś się dzieje niedobrego, to on akurat dowodzi”.

Aktywistka, która prosi o anonimowość: „Jest agresywny, to znaczy wydaje takie rozkazy, że jego ludzie są agresywni. Bezdyskusyjnie jest najgorszy z tych dowódców (w Śródmieściu Warszawy – red.)”.

Była zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich Hanna Machińska komentowała w TVN24 interwencję policji wobec posłanki Kingi Gajewskiej:

„To była demonstracja siły, która nie ma żadnego uzasadnienia w świetle przepisów prawa”.

Zapytaliśmy KSP Warszawa, czy jest świadome zgłoszeń do prokuratury wobec nadkom. Grzegorzewskiego, o łamaniu przez niego prawa i czy w związku z tym prowadzili jakieś działania wyjaśniające. Poprosiliśmy też o opinię, jaką u przełożonych w KSP ma nadkom. Grzegorzewski.

Czekamy na odpowiedzi.

Udostępnij:

Krzysztof Boczek

Ślązak, z pierwszego wykształcenia górnik, potem geograf, fotoreporter, szkoleniowiec, a przede wszystkim dziennikarz, od początku piszący o podróżach i rozwoju, a od kilkunastu lat głównie o służbie zdrowia i mediach. Zaczynał w Gazecie Wyborczej w Katowicach, potem autor w kilkudziesięciu tytułach, od lat stały współpracownik PRESS, SENS, Służba Zdrowia. W tym zawodzie ceni niezależność.

Przeczytaj także:

Komentarze