0:00
15 stycznia 2021

Burmistrz Ustrzyk Dolnych: "Gdy przyszła pandemia byliśmy pewni, że nie przetrwamy"

Jak wygląda organizacja szczepień z perspektywy małej gminy? Jak radzą sobie przedsiębiorcy w regionach turystycznych? Czy nauczyciele chętnie wracają do szkół? I w końcu, czy samorządy udźwigną koszty pandemii? OKO.press rozmawia z burmistrzem Ustrzyk Dolnych Bartoszem Romowiczem

Wydrukuj

Anton Ambroziak, OKO.press: Jakie sygnały spływają do gminy w pierwszym dniu rejestracji do szczepień?

Bartosz Romowicz, burmistrz Ustrzyk Dolnych: Jesteśmy małą społecznością: gmina Ustrzyki Dolne liczy 17 tys. mieszkańców, a cały powiat to 22 tys. W ostatnich dniach nie było problemu ze szczepieniami grup priorytetowych. Chętni szczepili się z dnia na dzień. Zgodnie z informacją dyrekcji ustrzyckiego szpitala, teraz będziemy dysponować 30 szczepionkami tygodniowo. Na naszą gminę to nie jest ani dużo ani mało. Czekamy na rozwój sytuacji.

Sam zgłosiłem dziś chęć przystąpienia do szczepienia poprzez platformę "pacjent.gov.pl", o czym w mediach społecznościowych poinformowałem moich mieszkańców. Przygotowujemy też z moim zastępcą specjalny list, w którym będziemy zachęcali do powszechnych szczepień. Trafi on do każdej skrzynki pocztowej w gminie. Uważamy, że to jedyny sposób, by wrócić do normalności sprzed pandemii.

Jako gmina chcemy wspomóc akcję szczepień tak mocno, jak to możliwe. Nasi strażacy-ochotnicy są gotowi, by wesprzeć mieszkańców w dojazdach do punktów szczepień. Także w Urzędzie Miejskim wyznaczaliśmy pracownika, który autem służbowym będzie pomagał w transporcie. Uruchomiliśmy też infolinię dla mieszkańców, na której można uzyskać niezbędne informacje, a także zgłosić specjalne potrzeby. Mam nadzieję, że również rodziny, wnukowie będą odgrywać pozytywną rolę w całym przedsięwzięciu.

Czyli osoba, która potrzebuje transportu, powinna zadzwonić na waszą infolinię?

Najpierw osoba musi mieć datę i godzinę szczepienia. Dopiero potem, jeśli jest konieczność dowozu, będzie kontaktować się z nami. Wtedy podejmiemy decyzję czy transportem zajmie się ochotnicza straż pożarna, czy nasz pracownik. Wszystko musi być racjonalne — wiadomo, że osoba starsza, z trudnościami motorycznymi nie wsiądzie do niskopodłogowej osobówki. Chcemy jednak, by było jasne, że każdy z naszych mieszkańców może na nas liczyć.

Nie oszukujmy się, stawki, które od państwa otrzymamy za przewóz potrzebujących, są niewystarczające. Dostaniemy 24 zł od osoby, podczas gdy koszt benzyny do wsi Ropienka czy Trzcianiec jest większy. Samorządowcy po raz kolejny pokażą, że dobro i zdrowie naszej społeczności jest najważniejsze. Nie możemy oglądać się na to, kto i co nam zrefunduje.

Co z mobilnymi punktami szczepień?

Jako gmina nie dysponujemy własnym "POZ" czy przychodnią. W Ustrzykach Dolnych jest szpital powiatowy, a to oznacza, że ewentualnym mobilnym punktem będzie zawiadywać starosta.

Nauczyciele są gotowi

18 stycznia przed samorządem kolejne duże wyzwanie organizacyjne: klasy I-III wracają do szkół podstawowych. Jesteście gotowi?

To dla nas żadna nowość. Od marca 2020 samorządowcy i dyrekcje szkół starają się zapewnić maksimum bezpieczeństwa w szkołach. Ostatnie wytyczne, które otrzymaliśmy, w zasadzie nie różnią się do tego, co wdrażaliśmy wiosną czy jesienią. Dzieci mają się nie mieszać, mają być wydzielone miejsca w przestrzeniach wspólnych itd. Wczoraj dostałem informację od dyrektorów, że gotowość do powrotu do tradycyjnego nauczania jest.

A co z nauką w tzw. bańkach?

Dzieci z klas I-III mają zajęcia w jednej klasie, nie wychodzą na przerwy, gdy przebywa tam inna grupa uczniów. Nauczyciele mają środki ochrony osobistej. W przestrzeniach wspólnych takich jak stołówki czy szatnie jest rotacja. Czy to są bańki? Nie wiem, ale staramy się minimalizować kontakty, na tyle, na ile to możliwe.

Oczywiście trochę sami siebie tutaj oszukujemy. Fajnie, że w szkole dzieci nie będą się mieszać, ale przecież część z nich wspólnie wraca do domów, reszta ma rodzeństwo, które spotyka się rówieśnikami w lokalnych społecznościach.

W końcu mają też rodziców, którzy spotykają się z innymi. Nie ma tu złotego środka. Staramy się zachowywać racjonalnie.

Nauczyciele nie boją się wrócić do szkół?

Nasze bieszczadzkie środowisko rozumie trudną sytuację. Musimy też pamiętać, że nauczyciel w małym mieście to wciąż zawód prestiżowy. Trzeba odróżnić sytuację warszawskiego pedagoga, który ma jedno z najniższych wynagrodzeń na rynku, od nauczyciela dyplomowanego w Ustrzykach, który gdy dołoży kilka nadgodzin, ma jedno z wyższych uposażeń w gminie.

Mam poczucie, że nasi nauczyciele dobrze wykorzystują swoją pozycję społeczną i świecą przykładem. Nie spotkałem się nadmiernymi obawami, ale w każdej grupie znajdą się osoby, które są na tyle przestraszone, że będą uciekać na zwolnienia lekarskie. To jednak problem marginalny. Mamy zresztą informacje o kilku nauczycielach, którzy zachorowali mimo nauki zdalnej czy świątecznej przerwy. Takie są realia pandemii: ludzie żyją w swoich społecznościach, czasem dochodzi do zakażeń. Wszyscy staramy się jednak minimalizować ryzyko.

Jak zmieniły się zasady dowozu dzieci do szkół w pandemii? Najpierw była nauka zdalna, teraz przewoźnicy muszą liczyć się z mniejszym obłożeniem, a autobus pali tyle samo. Nie zmienia się też pensja kierowcy.

Gmina Ustrzyki Dolne od lat w przetargu zleca usługi transportowe firmie prywatnej — pokrywając ceny biletów. Dzieci jeżdżą więc do szkół komunikacją publiczną. W grudniu 2020 złożyliśmy wniosek do wojewody o wsparcie z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych i w ten sposób zapewniliśmy środki w wysokości 1,2 mln zł, by zniwelować straty przewoźnika. Myślę, że to dobrze, że mniej dzieci jeździ teraz komunikacją, bo łatwiej zapewnić dystans. Jednocześnie cieszę się, że możemy wypłacić rekompensatę.

Liczymy, że turyści zostaną w Polsce

Straty ponoszą nie tylko przewoźnicy. Region bieszczadzki żyje z turystyki. Jak restrykcje znoszą przedsiębiorcy?

Sytuacja nie jest za wesoła. Faktycznie, duża grupa naszych przedsiębiorców zarabia w styczniu i lutym, a potem w lipcu i sierpniu, co powoduje, że połowa rocznych wpływów jest obcięta przez lockdown. To z pewnością będzie trudny rok. Jeśli uda się przeprowadzić szczepienia w taki sposób, by ochronić sezon letni, to sytuacja jest do uratowania. Liczymy, że turyści zostaną w Polsce, a wtedy uda się zmniejszyć zimowe straty.

Tak czy siak, potrzebujemy wsparcia rządu. Będziemy starać się o pieniądze na inwestycje z tarczy antykryzysowej dla samorządów. Jeśli otrzymamy tyle środków, ile pokazuje nam algorytm, to możemy liczyć na prawie 6 mln zł. To byłoby 30 proc. wszystkich wydatków inwestycyjnych planowanych przez gminę w 2021 roku.

Z drugiej strony, przygotowujemy pomoc dla naszych przedsiębiorców, którzy legalnie prowadzą swoją działalność: odprowadzają podatki, mają wpisy do PKD itd. Zasada jest prosta: samorząd jest solidarny z tymi, którzy w ostatnich latach byli fair wobec samorządu. Ci, którzy prowadzili swoje działalności czy usługi w sposób nieuczciwy, niestety, zostaną sami.

W kraju słychać o buncie przedsiębiorców: będą otwierać swoje biznesy, by uniknąć bankructwa.

Niewątpliwie ludzie są źli. Słychać to w rozmowach, widać na forach w mediach społecznościowych. Nie spodziewamy się jednak u nas takich akcji jak na Podhalu. Myślę, że duże hotele nie mogą sobie pozwolić na podobne ruchy, ale mniejsi przedsiębiorcy? Zobaczymy, jak będzie rozwijać się sytuacja.

Pandemia przygniotła też budżety samorządów: mniej wpływów, więcej kosztów.

Wiedzieliśmy, że rok 2020 będzie trudny jeszcze zanim dowiedzieliśmy się o pandemii. Obniżenie stawek podatkowych, wzrost wydatków edukacyjnych, podniesienie płacy minimalnej — to wszystko wieszczyło, że będzie ciężko.

Gdy przyszła pandemia byliśmy pewni, że po prostu nie przetrwamy. Zdecydowaliśmy się na radykalne ograniczenie wydatków bieżących. Innymi słowy, cięliśmy wszystko, co się da, w każdej gałęzi naszej działalności. Sprzedaliśmy też część majątku gminy zbędny w wykonywaniu zadań publicznych. Dostaliśmy też bardzo nieznaczne wsparcie z rządu w kwocie 1 mln zł.

Według wstępnych obliczeń rok 2020 zakończyliśmy z nie najgorszym wynikiem finansowym. Nie jest tragicznie, nie jest też rewelacyjnie. Chyba wszyscy po prostu cieszymy się, że przetrwaliśmy. Liczymy na to, że w 2021 roku dostaniemy więcej wsparcia od rządu. A jeśli nie? Cóż, będziemy musieli sobie poradzić. Na szczęście jako samorządowcy jesteśmy grupą ludzi, która kocha samorząd i jest oddana lokalnej społeczności. Coś wspólnie wymyślimy.

Ogromne kontrowersje wzbudził sposób podziału środków z Funduszu Inwestycji Lokalnych, który miał pomóc rozruszać lokalne rynki po zastoju. Okazało się, że w drugiej transzy pieniądze trafiły głównie do JST sympatyzujących z rządem. Gmina Ustrzyki Dolne skorzystała w programu?

Niestety, w ostatnim naborze, o którym pan mówi, nie otrzymaliśmy ani złotówki. Ubolewam nad tym, ale co mogę zrobić? Mleko się rozlało. Bierzemy udział w kolejnym naborze. Chcielibyśmy zrealizować szereg inwestycji, w sumie na kwotę 80 mln zł. Szczerze mówiąc, nie liczę, że dostaniemy te pieniądze. Wśród samorządowców w kuluarach dużo mówi się o tym, jak te środki są podzielone. Z kategorycznymi sądami poczekam na oficjalne rozstrzygnięcie. Jednocześnie apeluję do rządu, posłów, senatorów, pracowników ministerstw o wsparcie.

Wszyscy potrzebujemy pomocy, niezależnie od tego, jakie kto ma barwy polityczne.

Udostępnij:

Anton Ambroziak

Dziennikarz i reporter. W OKO.press od 2017 roku. Wcześniej pracował w kulturze i współtworzył trzeci sektor. Za pracę dziennikarską uhonorowany nagrodami: Amnesty International „Pióro Nadziei” (2018), Kampanii Przeciw Homofobii “Korony Równości” (2019). Najchętniej pisze o usługach publicznych i prawach człowieka. Entuzjasta data journalism i human stories

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne