0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Fabrice COFFRINI / AFPFoto Fabrice COFFRIN...

Publikujemy pełny tekst wystąpienia premiera Kanady Marka Carneya 20 stycznia 2026 r. podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos

Uległość nie zapewnia bezpieczeństwa

Każdy dzień przypomina nam, że żyjemy w epoce wielkiej rywalizacji mocarstw, że porządek oparty na zasadach zanika, że silni mogą robić to, co mogą, a słabi muszą cierpieć to co muszą.

I ten aforyzm Tukidydesa przedstawiany jest jako nieuchronny, jako naturalna logika stosunków międzynarodowych, która ujawnia się na nowo. W obliczu tej logiki pojawia się silna tendencja, by mniejsze państwa się dostosowywały, unikały kłopotów, i miały nadzieję, że uległość zapewni im bezpieczeństwo.

Cóż, nie zapewni. Jakie więc mamy możliwości?

W 1978 roku czeski dysydent Václav Havel, późniejszy prezydent, napisał esej zatytułowany „Siła bezsilnych”. Zadał w nim proste pytanie: jak system komunistyczny się utrzymuje? A jego odpowiedź zaczynała się od warzywniaka.

Każdego ranka pewien sklepikarz umieszcza w oknie szyld: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”. On w to nie wierzy. Nikt nie wierzy.

Ale i tak umieszcza ten szyld, żeby uniknąć kłopotów, żeby zasygnalizować uległość, żeby się nie narażać. A ponieważ każdy sklepikarz na każdej ulicy robi to samo, system trwa. Nie tylko dzięki przemocy, lecz dzięki uczestnictwu zwykłych ludzi w rytuałach, o których wiedzą, że są fałszywe.

Havel nazwał to życiem w kłamstwie. Władza systemu nie płynie z jego prawdy, lecz z gotowości wszystkich do odgrywania roli, jakby była prawdziwa. A jego kruchość pochodzi z tego samego źródła.

Gdy choćby jedna osoba przestaje udawać, gdy warzywniak zdejmie szyld, iluzja zaczyna pękać.

Przyjaciele, nadszedł czas, by firmy i kraje zdjęły swoje szyldy.

Przez dekady kraje takie jak Kanada prosperowały w ramach tego, co nazywaliśmy międzynarodowym porządkiem opartym na zasadach.

Wchodziliśmy do jego instytucji, wychwalaliśmy jego zasady, korzystaliśmy z jego przewidywalności. I dzięki temu mogliśmy prowadzić politykę zagraniczną opartą na wartościach, pod jego ochroną.

Wiedzieliśmy, że historia międzynarodowego porządku opartego na zasadach była po części fałszywa, że najsilniejsi łamali go, gdy im to pasowało, że reguły handlowe stosowano asymetrycznie.

Wiedzieliśmy też, że prawo międzynarodowe stosowano z różną surowością w zależności od tego kim był oskarżonego lub jego ofiary. Ta fikcja była użyteczna, a zwłaszcza amerykańska hegemonia pomagała utrzymać dobra publiczne: otwarte szlaki morskie, stabilny system finansowy, zbiorowe bezpieczeństwo i wsparcie dla ram rozwiązywania sporów.

Więc umieściliśmy szyld w oknie.

Uczestniczyliśmy w rytuałach. I w dużej mierze unikaliśmy wskazywania na rozbieżności między retoryką a rzeczywistością. Ta umowa już nie działa.

Przeczytaj także:

To czas załamania

Powiem wprost. Nie jesteśmy dziś w czasach zmiany, żyjemy w czasie załamania porządku. W ciągu ostatnich dwóch dekad seria kryzysów w finansach, zdrowiu, energetyce i geopolityce ujawniła ryzyka związane z ekstremalną globalną integracją.

Ale ostatnio wielkie mocarstwa zaczęły wykorzystywać integrację gospodarczą jako broń. Cła jako narzędzie nacisku, infrastrukturę finansową jako przymus, łańcuchy dostaw jako narzędzia do wymuszania.

Nie da się żyć w kłamstwie wzajemnych korzyści płynących z integracji, gdy integracja staje się narzędziem do twojego podporządkowania.

Instytucje multilateralne, na których polegały mocarstwa średnie – WTO, ONZ, Konferencja Stron, cała architektura rozwiązywania problemów zbiorowych – są zagrożone. W rezultacie wiele krajów dochodzi do tego samego wniosku: muszą rozwijać większą strategiczną autonomię w energetyce, żywności, minerałach krytycznych, finansach i łańcuchach dostaw. I ten impuls jest zrozumiały.

Kraj, który nie jest w stanie się wyżywić, zatankować ani obronić, ma bardzo mało opcji. Gdy reguły już cię nie chronią, musisz chronić siebie.

Dokąd to prowadzi

Ale spójrzmy trzeźwo, dokąd to prowadzi.

Świat złożony z samych twierdz będzie biedniejszy, bardziej kruchy i mniej zrównoważony. I jest jeszcze jedna kwestia. Jeśli wielkie mocarstwa porzucą nawet pozory zasad i wartości w nieograniczonym dążeniu do dominacji i własnych interesów, korzyści z transakcyjności staną się trudniejsze do realizacji.

Sojusznicy będą dywersyfikować działania, aby zabezpieczyć się przed niepewnością. Będą wykupywać ubezpieczenia, zwiększać możliwości wyboru, aby odbudować suwerenność, która kiedyś opierała się na zasadach, ale coraz bardziej będzie uzależniona od zdolności do wytrzymania presji.

Wszyscy obecni w tej sali wiedzą, że jest to klasyczne zarządzanie ryzykiem. Zarządzanie ryzykiem ma swoją cenę, ale koszt strategicznej autonomii, suwerenności, można również dzielić. Wspólne inwestycje w odporność są tańsze niż budowanie przez każdego własnej fortecy. Wspólne standardy ograniczają fragmentację. Komplementarność to suma dodatnia.

A pytanie stojące przed średnimi państwami, takimi jak Kanada, nie brzmi, czy mamy się dostosować do nowej rzeczywistości – my musimy. Pytanie brzmi, czy dostosujemy się, budując po prostu wyższe mury, czy możemy zrobić coś bardziej ambitnego.

Kanada była wśród pierwszych państw, które zostały zmuszone do obudzenia się, co doprowadziło nas do fundamentalnej zmiany postawy strategicznej.

Realizm oparty na wartościach

Kanadyjczycy wiedzą, że nasze wygodne założenie – iż geografia i członkostwo w sojuszu automatycznie zapewniają dobrobyt i bezpieczeństwo – już nie jest prawdziwe. Nasze nowe podejście opiera się na tym, co Alexander Stubb, prezydent Finlandii, nazwał realizmem opartym na wartościach.

Albo mówiąc inaczej: dążymy do tego, by być jednocześnie zasadniczy i pragmatyczni. Zasadniczy w naszym przywiązaniu do fundamentalnych wartości: suwerenności, integralności terytorialnej, zakazu użycia siły z wyjątkiem sytuacji zgodnych z Kartą ONZ oraz poszanowania praw człowieka.

I pragmatyczni w uznaniu, że postęp często jest stopniowy, że interesy się rozchodzą, że nie każdy partner będzie podzielał wszystkie nasze wartości.

Dlatego angażujemy się szeroko, strategicznie, z otwartymi oczami. Bierzemy świat takim, jaki jest, zamiast czekać na świat, jaki chcielibyśmy mieć. Kalibrujemy nasze relacje tak, by ich głębokość odzwierciedlała nasze wartości.

I priorytetowo traktujemy szerokie zaangażowanie, by zmaksymalizować nasz wpływ – zważywszy na płynność obecnego świata, ryzyko, jakie to niesie, i stawkę tego, co nadejdzie.

Nie polegamy już tylko na sile naszych wartości, lecz także na wartości naszej siły. Budujemy tę siłę w domu.

Od czasu objęcia władzy przez mój rząd obniżyliśmy podatki od dochodów, od zysków kapitałowych i od inwestycji biznesowych. Usunęliśmy wszystkie federalne bariery w handlu między prowincjami. Przyspieszamy inwestycje biliona dolarów w energetykę, sztuczną inteligencję, minerały krytyczne, nowe korytarze handlowe i wiele więcej.

Podwoimy wydatki na obronność do końca tej dekady i robimy to w sposób, który buduje nasze krajowe przemysły. Szybko dywersyfikujemy się także za granicą. Zawarliśmy kompleksowe strategiczne partnerstwo z Unią Europejską, w tym przystąpienie do SAFE – europejskiej umowy zakupów obronnych.

Podpisaliśmy 12 innych umów handlowych i bezpieczeństwa na czterech kontynentach w ciągu sześciu miesięcy. W ostatnich dniach zawarliśmy nowe strategiczne partnerstwa z Chinami i Katarem. Negocjujemy umowy o wolnym handlu z Indiami, ASEAN, Tajlandią, Filipinami i Mercosur.

Robimy jeszcze coś innego. Aby pomagać rozwiązywać globalne problemy, stosujemy zmienną geometrię – innymi słowy, różne koalicje do różnych kwestii, oparte na wspólnych wartościach i interesach. W sprawie Ukrainy jesteśmy rdzeniem Koalicji Chętnych i jednym z największych donatorów na głowę mieszkańca na jej obronność i bezpieczeństwo.

Stoimy po stronie Grenlandii

W kwestii suwerenności arktycznej stanowczo stoimy po stronie Grenlandii i Danii i w pełni popieramy ich prawo do decydowania o przyszłości Grenlandii. Nasze zobowiązanie wobec artykułu piątego NATO pozostaje niezachwiane.

Dlatego współpracujemy z sojusznikami NATO, w tym z nordycko-bałtycką ósemką, by dalej zabezpieczać północną i zachodnią flankę Sojuszu – także dzięki bezprecedensowym inwestycjom Kanady w radar dalekiego zasięgu, okręty podwodne, samoloty i obecność wojsk lądowych.

Kanada zdecydowanie sprzeciwia się cłom z powodu poparcia Grenlandii i wzywa do skoncentrowanych rozmów, by osiągnąć nasze wspólne cele bezpieczeństwa i dobrobytu w Arktyce.

W kwestii handlu wielostronnego popieramy wysiłki na rzecz zbudowania pomostu między Partnerstwem Transpacyficznym a Unią Europejską, co pozwoliłoby stworzyć nowy blok handlowy obejmujący 1,5 miliarda ludzi w zakresie kluczowych minerałów.

Tworzymy kluby nabywców oparte o G7, aby świat mógł zdywersyfikować swoje źródła zaopatrzenia i uniezależnić się od skoncentrowanych dostaw. W kwestii sztucznej inteligencji współpracujemy z podobnie myślącymi demokracjami, aby ostatecznie nie być zmuszonymi do wyboru między hegemonami a hiper-skalerami.

Nie jest to naiwny multilateralizm ani poleganie na ich instytucjach. To budowanie koalicji, które działają w poszczególnych kwestiach z partnerami, którzy mają wystarczająco dużo wspólnych punktów, aby działać razem.

W niektórych przypadkach będzie to zdecydowana większość krajów. Tworzy to gęstą sieć powiązań w zakresie handlu, inwestycji i kultury, z której możemy czerpać w przyszłych wyzwaniach i możliwościach.

Naszym zdaniem średnie państwa muszą działać razem, ponieważ

jeśli nie zasiądziemy do stołu, znajdziemy się w menu.

W niektórych przypadkach będzie to zdecydowana większość narodów. Tworzy to gęstą sieć powiązań w handlu, inwestycjach i kulturze, na której będziemy mogli polegać w obliczu przyszłych wyzwań i szans. Twierdzę, że mocarstwa średnie muszą działać razem, bo jeśli nie siedzimy przy stole, to jesteśmy w menu.

Ale powiedziałbym też, że wielkie mocarstwa na razie mogą sobie pozwolić na działanie w pojedynkę. Mają duże rynki, zdolności militarne i dźwignię, by dyktować warunki. Państwa średnie tego nie mają.

Gdy negocjujemy tylko bilateralnie z hegemonem, negocjujemy z pozycji słabości. Przyjmujemy to, co jest oferowane. Konkurujemy ze sobą, kto będzie najbardziej uległy.

To nie jest suwerenność. To odgrywanie suwerenności przy jednoczesnym akceptowaniu podporządkowania.

W świecie rywalizacji wielkich mocarstw kraje znajdujące się pomiędzy mają wybór: konkurować ze sobą o łaski albo połączyć siły, by stworzyć trzecią drogę z realnym wpływem.

Nie powinniśmy pozwolić, by wzrost twardej siły oślepił nas na fakt, że siła prawomocności, integralności i zasad pozostanie silna, jeśli zdecydujemy się używać ich razem.

Średnie państwa musza żyć w prawdzie

Co prowadzi mnie z powrotem do Havla. Co to znaczy dla średnich państwa żyć w prawdzie? Po pierwsze – patrzeć trzeźwo na rzeczywistość i mówić o tym wprost.

Przestańcie powoływać się na międzynarodowy porządek oparty na zasadach, jakby nadal działał tak, jak reklamowano.

Nazwijcie to wprost: to system nasilającej się rywalizacji wielkich mocarstw, w którym najpotężniejsi realizują swoje interesy, wykorzystując integrację gospodarczą jako przymus. Trzeba działać konsekwentnie, stosować te same standardy wobec sojuszników i rywali.

Gdy średnie państwa krytykują ekonomiczne zastraszanie z jednej strony, ale milczą, gdy pochodzi z innej, wciąż trzymamy szyld jak z Havla w oknie.

Musimy budować to, w co twierdzimy, że wierzymy. Zamiast czekać na przywrócenie starego porządku, musimy tworzyć instytucje i porozumienia, które działają tak, jak opisano.

I musimy zmniejszać zależność umożliwiającą przymus.

To budowanie silnej gospodarki krajowej – powinno być pilnym priorytetem każdego rządu. A dywersyfikacja międzynarodowa to nie tylko ostrożność gospodarcza – to materialna podstawa uczciwej polityki zagranicznej.

Bo kraje zasługują na prawo do zasadniczego stanowiska poprzez zmniejszanie swojej podatności na odwet. Kanada ma to, czego chce świat.

Jesteśmy supermocarstwem energetycznym. Posiadamy ogromne zasoby minerałów krytycznych. Mamy najbardziej wykształconą populację na świecie.

Nasze fundusze emerytalne należą do największych i najbardziej wyrafinowanych inwestorów na świecie. Innymi słowy, mamy kapitał i talent. Mamy też rząd o ogromnej zdolności fiskalnej do zdecydowanego działania.

I mamy wartości, do których aspirują inni. Kanada to pluralistyczne społeczeństwo, które działa. Nasza przestrzeń publiczna jest głośna, różnorodna i wolna.

Kanadyjczycy pozostają zaangażowani w zrównoważony rozwój. Jesteśmy stabilnym i wiarygodnym partnerem w świecie, który jest wszystkim, tylko nie stabilny. Partnerem, który buduje i ceni relacje długoterminowo.

I mamy coś jeszcze. Mamy rozpoznanie tego, co się dzieje, i determinację, by działać odpowiednio. Rozumiemy, że to pęknięcie wymaga czegoś więcej niż adaptacji.

Zdejmujemy szyld z okna

Wymaga uczciwości wobec świata takim, jaki jest. Zdejmujemy szyld z okna. Wiemy, że stary porządek nie wróci.

Nie powinniśmy go opłakiwać. Nostalgia nie jest strategią. Ale wierzymy, że po tym pęknięciu starego porządku możemy zbudować coś większego, lepszego, silniejszego, bardziej sprawiedliwego.

To zadanie państw średnich. Krajów, które najwięcej tracą na świecie twierdz i najwięcej zyskują na prawdziwej współpracy. Potężni mają swoją potęgę.

Ale my też mamy coś. Zdolność do zaprzestania udawania. Do nazywania rzeczywistości.

Do budowania naszej siły w domu. I do działania razem. To droga Kanady.

Wybieramy ją otwarcie i pewnie, i jest to droga szeroko otwarta dla każdego kraju gotowego pójść nią z nami. Bardzo dziękuję.

(Tłumaczenie na podstawie transkrypcji przemówienia w Global News)(

;
Na zdjęciu Redakcja OKO.press
Redakcja OKO.press

Jesteśmy obywatelskim narzędziem kontroli władzy. Obecnej i każdej następnej. Sięgamy do korzeni dziennikarstwa – do prawdy. Podajemy tylko sprawdzone, wiarygodne informacje. Piszemy rzeczowo, odwołując się do danych liczbowych i opinii ekspertów. Tworzymy miejsce godne zaufania – Redakcja OKO.press

Komentarze