0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Maciek Jazwiecki / Agencja Wyborcza.plMaciek Jazwiecki / A...

"To burza, o której wiedzieliśmy, że nadchodzi” - mówi na temat zatrzymania dostaw rosyjskiego gazu dla Polski Aleksandra Gawlikowska z Forum Energii. Gazprom zakręcił nam kurek w środę o ósmej rano. Taką samą decyzję rosyjski gigant podjął wobec Bułgarii. Oba kraje odmówiły zapłaty za gaz w rublach — czego żądali Rosjanie. W ten sposób zależny od Kremla koncern zakończył erę rosyjskiego gazu w Polsce.

Względny spokój

O tym, że jej kres nadchodzi, było wiadomo jednak od dawna. Nasz kraj szykował się na taki scenariusz, starając się zabezpieczyć inne kierunki dostaw. Był to wysiłek ponadpartyjny. Decyzję o budowie gazoportu podjął PiS-owski rząd Kazimierza Marcinkiewicza, jego budowę finansował od 2009 roku gabinet Donalda Tuska, w 2015 roku z pompą otworzyła go Ewa Kopacz, a komercyjne działanie rozpoczął on już w czasach Beaty Szydło. Zasługi za budowę Baltic Pipe należy już przypisać Zjednoczonej Prawicy, choć o budowie gazociągu mówiło się przez lata.

Dzięki temu możemy zachować względny spokój wobec faktycznego zerwania kontraktu jamalskiego, na mocy którego gaz z Rosji miał do nas płynąć do końca tego roku. A lista inwestycji zapewniających nam bezpieczeństwo jest dłuższa – zaznaczał w rozmowie z OKO.press Bernard Swoczyna, ekspert Fundacji Instrat:

“Jesienią zostanie uruchomiony gazociąg Baltic Pipe, łączący Polskę z Danią, a dalej ze złożami w Norwegii. W maju otwarte zostanie znacznie mniejsze połączenie z Litwą, którym możemy importować 2,4 mld m sześciennych gazu rocznie. Polska zużywa w sumie ok. 20 mld metrów sześciennych, 4 mld metrów sześciennych mamy własne, kolejne 6 mld metrów sześciennych możemy importować przez gazoport, który jest cały czas rozbudowywany. Zostaje nam 10 mld m sześciennych, z czego 9 mld m sześciennych będziemy mogli sprowadzić przez Baltic Pipe. Uzupełniając to o dostawy z Litwy, gazu powinno nam wystarczyć”.

Przeczytaj także:

Ceny gazu w górę — razem z nimi rachunki przemysłu

"Prowadzona od lat konsekwentna polityka wobec dostaw tego paliwa działa” - mówi OKO.press Aleksandra Gawlikowska, potwierdzając słowa minister klimatu Anny Moskwy na temat stopni zapełnienia polskich magazynów gazu. Te sięgają 75 proc., co może tylko wzmacniać nasz spokój.

Trudniej będzie poradzić sobie z konsekwencjami gazowej blokady dla całej Unii Europejskiej. Ogromne ilości rosyjskiego gazu nadal płyną na przykład do Niemiec przez pierwszą nitkę gazociągu Nord Stream. Zakręcenie kurka całej UE mogłoby wywołać lekką recesję we Wspólnocie – oceniał w OKO.press Marcin Klucznik z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

"Jeśli tylko Polska zostanie odcięta, to w ramach europejskiej solidarności będziemy mogli kupować gaz z innych kierunków. Jeśli jednak cała Europa zostanie odcięta, może dojść do tego, że będzie trzeba ograniczyć zużycie gazu” - oceniał Swoczyna.

W obu przypadkach kryzys nie uderzy to od razu w indywidualnych klientów, których taryfy ustala Urząd Regulacji Energetyki. W pierwszej kolejności ucierpi przez to przemysł – gaz z Rosji płynie między innymi do polskich gigantów rynku chemicznego i nawozowego. Grupa Azoty według obecnego kontraktu z Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem (PGNiG) wykorzystuje aż 2 mld metrów sześciennych gazu rocznie — przedsiębiorstwo korzysta z niego w produkcji nawozów. Obawy przed reglamentacją gazu dla przemysłu widać już na rynku finansowym. W środę notowania Grupy Azoty spadły o 6,21 proc. wobec poziomu z wtorku.

Koszty nawozów napędzą inflację?

Niedobór gazu może zatem jeszcze bardziej przyspieszyć wzrost cen na rynku nawozowym. W marcu cena saletry amonowej osiągnęła 6,1 tys. zł. To potężny skok – za tonę nawozu dostarczonego w styczniu trzeba było płacić nieco ponad 2,6 tys. zł. Wpływ cen błękitnego paliwa na rynek nawozowy potwierdza analiza Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej – PIB. Według jego ekspertów koszt gazu ma wpływ na 60 do 80 proc. końcowej ceny nawozów azotowych.

"Z powodu wysokich cen gazu ziemnego wielu europejskich producentów ograniczyło lub wstrzymało produkcję nawozów, co jeszcze bardziej spotęgowało wzrost cen nawozów na europejskim rynku, w tym również na rynku w Polsce. Z danych Banku Światowego wynika, że w lutym cena gazu TTF (cena gazu TTF traktowana jest jako punkt odniesienia cen gazu dla odbiorców europejskich) wzrosła w ujęciu rocznym o 340 proc. W grudniu ubiegłego roku wzrost cen rok do roku wynosił z kolei 550 proc” - stwierdzają specjaliści w analizie. To może ostatecznie dotknąć każdego z nas: rolnicy będą produkować drożej, a konsumenci drożej kupować.

Rząd próbuje zaradzić problemowi, wprowadzając dotacje do nawozów. Wynoszą one 107 euro na każdy hektar pola (na najwyżej 50 ha). Minister rolnictwa Henryk Kowalczyk stwierdził jednak, że nie można liczyć, że szybko obniżą one ceny żywności.

"Dopłata do nawozów bardziej nas zabezpiecza, jeśli chodzi o ilość żywności. Może złagodzić skutki wzrostu cen żywności, ale nie robiłbym sobie nadziei, że jak dopłacimy do nawozów, to automatycznie stanieje zboże, żywność. Takiego mechanizmu pewnie zauważyć się nie da" - mówił minister Kowalczyk zaznaczając, że na ceny artykułów spożywczów wpływają również koszty paliw.

Ceny gazu w hurcie w górę, norweski raczej droższy

Gaz TTF to surowiec pochodzący z hubu transakcyjnego. Jego notowania wpływają na kontraktową cenę paliwa dostarczanego do niechronionych odbiorców, którzy płacą urynkowione stawki – a więc przede wszystkim do przemysłu. We wtorek późnym popołudniem zaczął on drożeć po serii spadków z bardzo wysokich pułapów osiąganych w marcu. Megawatogodzina surowca w środowy poranek kosztowała 117 euro, wobec 90 euro we wtorek o 15:00. Stawki TTF nieco spadły wczesnym popołudniem. Nie ma jednak wątpliwości, że w przyszłości musimy przygotować się na dalsze skoki cenowe – ocenia Aleksandra Gawlikowska. Reakcja rynku przekładająca się na ceny dla odbiorców nie będzie natychmiastowa, ale w końcu nastąpi.

„Rynek jest bardzo rozchwiany — nie tylko w obliczu działań Rosji i wojny w Ukrainie, ale i po dwóch latach pandemii i odbicia gospodarki. Lata 2022-2023 będą na pewno nerwowe i będzie to się odbijać na cenach gazu. One już teraz wzrosły o kilkanaście procent. Pamiętajmy jednak, że giełdowe stawki nie przekładają się natychmiast na ceny dla odbiorcy końcowego. Mamy długoterminowe kontrakty, gdzie są one stabilniejsze. W przypadku przedsiębiorstw dużego przemysłu PGNIG będzie musiało jednak zmienić cennik, kierując się okolicznościami” - mówi Gawlikowska.

Jak zaznacza ekspertka, nie można na razie myśleć o precyzyjnych prognozach zwyżek cenowych. Trudno przewidzieć, co stanie się na przykład po ewentualnym odcięciu Niemiec i innych krajów członkowskich UE od rosyjskiego surowca. Niewiadomą jest też popyt w innych częściach świata, w tym w Chinach. W końcu nie wiemy, jak drogi będzie gaz z Norwegii. Trudno jednak liczyć na to, że wyjdziemy na nim na plus w stosunku do rosyjskiego surowca. Norwegowie, oferując nam dostawy przez Baltic Pipe, mają wyjątkowo mocną pozycję negocjacyjną – jako solidny, przewidywalny kontrahent, wobec którego właściwie nie mamy alternatywy.

Kreml może grać na rozbicie w Unii

W dzień po przykręceniu kurka trwa dyskusja o sensie takiego ruchu. Moskwa, odmawiając nam swojego gazu, pozbawia się przecież ogromnych zysków. To jedno z niewielu źródeł dużych pieniędzy, które zostało Rosjanom po nałożeniu na nich unijnych sankcji. Według Forum Energii pod koniec 2020 roku właśnie Kreml zapewniał nam 80 proc. pochodzącego z importu gazu, a jego wolumen sięgnął 17,6 mld metrów sześciennych. Robienie gazowych interesów z Rosją kosztowało nas przez 20 lat aż 285,7 mld zł.

Pieniądze z kontraktu jamalskiego w czasie kosztochłonnego konfliktu wywołanego przez Putina powinny być na wagę złota – twierdzi w swojej analizie Ośrodek Studiów Wschodnich. Gazprom traci też na dłuższą metę. Kraje UE mogą wycofywać się z kontaktów z nierzetelnym dostawcą, w przypadku którego polityka wygrywa ze strategią biznesową. Mimo to niektóre informacje wskazują na to, że niektóre z unijnych państw ugięły się pod ciężarem rublowego szantażu Moskwy.

„Gotowość dostosowania się do nowych reguł otwarcie wyraziły Węgry. 27 kwietnia rano agencja Bloomberg – powołując się na anonimowe źródło okołogazpromowskie – poinformowała, że dziesięciu europejskich importerów rosyjskiego gazu otworzyło konta w Gazprombanku, a czterech zapłaciło już za dostawy w rublach” - twierdzi w swoim komentarzu Szymon Kardaś z OSW. O które państwa chodzi? Można jedynie się domyślać, jednak Donald Tusk na swoim anglojęzycznym twitterowym koncie pisze, że „słyszał” o takim ruchu, na który zdecydowały się nie tylko Węgry, ale i Austria oraz Niemcy. Oba te kraje wcześniej deklarowały, że nie zamierzają wypełniać warunków postawionych przez Kreml.

View post on Twitter

Jak ocenia Kardaś, Rosja może grać na złamanie europejskiej jedności i podzielenie wspólnoty przed uchwaleniem szóstego pakietu sankcji. W tej sytuacji odcięcie gazu może działać jako straszak na kraje, które będą miały większe problemy z zastąpieniem gazu z Rosji.

Będą wspólne zakupy?

Mimo że zdecydowana większość państw członkowskich UE zajęła krytyczne stanowisko wobec rublowego mechanizmu rozliczeniowego za dostawy gazu, Moskwa liczy na to, że w obliczu ryzyka wstrzymania dostaw przynajmniej niektóre kraje zdecydują się na akceptację jej warunków” - komentuje Kardaś.

Możliwe, że drożyznę ograniczą wspólne zakupy gazu przez unijne państwa. Procedurę, która może zmierzać do umożliwienia tego krajom członkowskim, uruchomiła już Komisja Europejska. O potrzebie zastosowania takiego rozwiązania konsekwentnie mówią kolejne polskie rządy. Wspólne zamówienia mogą poprawić pozycję negocjacyjną wspólnoty na przykład w rozmowach z Norwegią. Nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle uda się je zastosować. Pewne jest jednak, że tanio już było, a w dającej się przewidzieć przyszłości ceny gazu będą tylko rosły.

;

Udostępnij:

Marcel Wandas

Reporter, autor tekstów dotyczących klimatu i gospodarki. Absolwent UMCS w Lublinie, wcześniej pracował między innymi w Radiu Eska i Radiu Kraków, publikował też w Magazynie WP.pl i na Wyborcza.pl.

Komentarze