0:000:00

0:00

Prawa autorskie: fot. Piotr Sobikfot. Piotr Sobik

Mam na imię Iliusza, jestem z Ługańska. Jestem z motostriełki, to zmotoryzowane oddziały strzeleckie, pierwsza linia frontu. Skąd najłatwiej wpaść w niewolę. Złapali mnie pod Bachmutem. W niewoli jestem prawie pół roku. To pół roku ciągłej i deklarowanej nadziei na udział w wymianie jeńców. Chcę wrócić.

– Nie boisz się, że wrócisz do armii?

– Najpierw musi dojść do wymiany. Potem zobaczymy.

– Jak w tej piechocie, chcesz coś powiedzieć?

– Nie chcę.

– Czym się zajmowałeś do mobilizacji?

– Pracowałem w Sewastopolu.

– A w Bachmucie co się działo? Jaka była sytuacja?

– Różne były sytuacje, straszne. Nie ma o czym gadać.

Spacerniak

Środkiem obozu ciągnie się mur, na którym wiszą tablice z ukraińskimi postaciami historycznymi i ważnymi wydarzeniami. Jest Zełenski i wszyscy prezydenci, nawet Janukowycz, choć w notce pod zdjęciem napisano, że zdradził Ukrainę. Są też ukraińskie gwiazdy sportu.

To miejsce wyznaczone na spacery dla rosyjskich jeńców. A tablice po to, żeby im nie było nudno, słyszę od ukraińskich strażników. Żeby poznali historię Ukrainy naprawdę, a nie tak, jak im kłamią. Bardzo się boją Bandery, zupełnie jakby miał im coś złego zrobić. Pewnie nie wiedzą, że on już nie żyje.

– O, patrzcie. Nasz prezydent ma dzisiaj urodziny – zauważa strażnik więzienny stojący pod murem.

Skręcamy w bramę i schodzimy po schodach. W piwnicy stoją stołki w równym szeregu. To tutaj więźniowie chowają się, żeby przeczekać każdy alarm rakietowy. Gdyby rosyjska rakieta miała ugodzić nawet w to miejsce na spokojnej zachodniej Ukrainie.

– Prysznic co tydzień jest obowiązkowy. A tu miejsce, gdzie można się dodatkowo umyć. Wielu z tych jeńców mówi, że warunki mają tu lepsze niż we własnym domu. To fakt, bo Rosja jest wielka, a znośne warunki są w Moskwie, Petersburgu i może w jakiejś Samarze – opowiada Witalij Matwijenko, rzecznik prasowy projektu “Chcę żyć”, z którym ściśle związany jest obóz “Zachód 1”. Matwijenko oprowadza nas po obozie.

zdjęcie czarno-białe. Mężczyźni w ciemnych kurtkach i czarnych czapkach stoją trójkami pod ścianą, na której wiszą materiały o historii Ukrainy
Spacerniak z historią Ukrainy na ścianie. Fot. Piotr Sobik.

Jak się poddać

„Chcę żyć” to projekt skierowany do rosyjskich żołnierzy chcących się bezpiecznie i dobrowolnie poddać. I zagwarantować sobie traktowanie wedle konwencji genewskich.

Od początku projektu złożono ponad 32 tysiące wniosków o poddanie się, a internetowa strona „Chcę żyć” ma miliony odwiedzin, z czego znaczna większość to użytkownicy z terytorium Rosji.

Rosyjscy żołnierze, którzy decydują się skontaktować, telefonicznie lub przez chat-bot na telegramowym kanale projektu, zaczynają często od pytania, czy to nie jest zasadzka FSB na zdrajców.

Dalsza procedura ma szczegółowe zasady. Jeśli żołnierz znajduje się już na terytorium Ukrainy, w strefie frontowej, gdzie tylko krok dzieli go od terenów kontrolowanych przez ukraińskie siły zbrojne, to kontaktuje się (po raz pierwszy lub ponownie) z operatorami projektu. Ci ustalają lokalizację żołnierza i czy możliwe jest bezpieczne sprowadzenie go na stronę ukraińską.

Do poddawania się lepszy niż smartfon jest telefon starszego typu, z przyciskami.

Tak radzą rosyjskim żołnierzom Ukraińcy z programu „Chcę żyć”. Bateria w tych telefonach dłużej trzyma i pozwala na kontakt przez prawie tydzień. Łatwiej też taki telefon rozebrać na części i przemycić na front, bo na niektórych odcinkach dowódcy odbierają żołnierzom telefony komórkowe.

W chwili poddania się żołnierz musi być nieuzbrojony. Powinien pokazać biały materiał lub flagę i nie może mieć na sobie kamizelki kuloodpornej. Jeśli poddaje się cała grupa, to najstarszy stopniem przy pierwszym kontakcie z ukraińskimi siłami musi stanąć na przodzie, a reszta ustawia się w szeregu i klęka.

Jeżeli dochodzi do poddania się razem ze sprzętem, np., gdy poddaje się cały oddział lub załoga czołgu, lufa czołgu powinna być odwrócona i opuszczona.

Po pomyślnym zakończeniu operacji jeńcy są wstępnie badani i przechodzą rozmowę kwalifikacyjną. W czasie przesłuchań można używać wariografu.

I ostatnia prosta – żołnierz zostaje przeniesiony do obozu jenieckiego. Tam ma dwie możliwości: zapisać się na listę do wymiany jeńców lub zostać w Ukrainie, przynajmniej do końca wojny.

Rozkaz

– Mam na imię Wadim, jestem z Woroneża. Mobilizowany. A co tu mówić, chciał czy nie chciał, przysłali wezwanie, poszedłem bez gadania. Do oddziału piechoty, motostriełka, walczyliśmy w obwodzie ługańskim, gdzieś pod Siewierodonieckiem.

No pewnie, ważne jest życie żołnierza, względnie. Ale nie najważniejsze, nie na pierwszym miejscu. Na pierwszym miejscu jest realizacja rozkazów. A co o tej pracy? No co, siedzimy w ziemiankach, w okopach.

Przeczytaj także:

Hala

Z jeńcami udaje nam się porozmawiać w czasie ich pracy. Jedni tego dnia sklejają papierowe torebki prezentowe, drudzy wyplatają ogrodowe fotele z plastikowej taśmy.

Zgodnie z konwencją genewską jeniec powinien otrzymać 0,25 franka szwajcarskiego za godzinę pracy i tego strona ukraińska twardo się trzyma. Pieniądze mogą wydać w obozowym sklepiku albo sobie odłożyć. Do pracy wstają o szóstej rano.

W hali jest głośno, rzężą maszyny, trudno się rozmawia. Część jeńców już z daleka kręci głową, że nie chce rozmowy. W tłumie ciemnoniebieskich kurtek, jakie mają na sobie więźniowie, toną zupełnie nieruchome sylwetki kilku strażników pilnujących hali.

Na pytania jeńcy odpowiadają markotnym tonem, zwięźle i bez emocji.

zdjęcie czarno-białe. Hala pełna podobnie ubranych mężczyzn, którzy wyplatają fotele ogrodowe
Hala, wyplatanie foteli ogrodowych. Fot. Piotr Sobik.
zdjęcie czarno białe. Mężczyźni podobnie ubrani wyplatają ogrodowe fotele z plastikowej taśmy
Fot. Piotr Sobik.

Sajan: Normalnie

– Mam na imię Sajan, jestem z Tuły. Na kontrakcie. Tak, z piechoty. Tak, mam rodzinę. Tak, jesteśmy w kontakcie i dostaję przesyłki. Studiowałem prawo. Jak mnie już zwolnią, chciałbym pracować w zawodzie. Jakie warunki w rosyjskiej armii? – wzrusza ramionami – Normalne. Myślę, że takie same, jak w innych armiach.

– Jesteś pewien?

– Mój oddział był normalny. Walczyliśmy w Bachmucie, ciężko było. Widziałem dużo śmierci. Raz my szturmowaliśmy, raz Ukraińcy coś odbijali. Zdarzało się, owszem, że nasza artyleria nie zadziałała. Nie starczało amunicji. Warunki z dnia na dzień były coraz surowsze. Zaprzyjaźniłem się z chłopakami z oddziału. Wszyscy z Dalekiego Wschodu, z Sachalina.

Powiedzieli nam, że pojedziemy na wojnę. Że będziemy walczyć z nazistami.

Szansony

Jeńcy mogą oglądać telewizję w języku ukraińskim i korzystać z biblioteki, gdzie są książki w obu językach. Mogą też uprawiać sport: gimnastykę, piłkę nożną, ręczną i grać w szachy. Ale strażnicy mówią, że aktywność ruchowa nie jest popularna wśród rosyjskich jeńców.

Trafia tu wielu Ukraińców z okupowanych terytoriów, którzy zostali zmobilizowani do rosyjskiej armii. Są też zwykłe mobiki, Rosjanie z mobilizacji i sporo zeków, kryminalistów skuszonych do armii obietnicą amnestii po odsłużeniu wojskowego kontraktu. Zek jest zwykle bardziej zmotywowany niż przeciętny mobik. Pół roku kontraktu i wolność!

– Mieliśmy takiego z prawdziwymi zekowskimi manierami, ale już go zabrali – słyszę od strażników. – Przy pracy śpiewał ochrypłym głosem kryminalne szansony Grigorija Lepsa.

Leps, gwiazda estrady z wypisanym na twarzy alkoholizmem, to jeden z najpopularniejszych artystów regularnie odwiedzających okupowane terytoria i grających koncerty dla rosyjskich żołnierzy.

Iwan

Ma na imię Iwan, dwadzieścia sześć lat. Szuka go siostra, która na ćwierćmilionowej ukraińskiej grupie facebookowej “Poszukiwania ludzi w czasie wojny” publikuje post.

Strona rosyjska nie daje rodzinom zaginionych i wziętych do niewoli żołnierzy takich możliwości do poszukiwań jak projekt “Chcę żyć”. Trzeba sobie jakoś radzić na Facebooku i kanałach telegramowych.

„Pomóżcie znaleźć brata! Może ktoś ma informacje. Trzynastego grudnia wyjechał na misję pod Bachmutem. Nie ma z nim kontaktu. Proszę, nie bądź obojętny. Każda informacja jest ważna. Proszę o jak najwięcej udostępnień”.

czarno-białe zdjęcie. Mężczyzna krótko ostrzyżony leży w łóżku pod kraciastym kocem. Widać metalową konstrukcje, która mocuje jego ramię
Ranny rosyjski jeniec. Fot. Piotr Sobik.
Duża sala pełna metalowych łóżek zasłanych równo kocami w kratkę. Pod ścianą rząd łóżek piętrowych
Sypialnia. Fot. Piotr Sobik.

Artur: Wierzę rodzinie

– Mam na imię Artur, jestem z Doniecka. Jestem tu już ponad rok. Czekam na wymianę.

– Myślisz, że po wymianie trafisz znowu do wojska?

– Taaak.

– Nie boisz się?

– A czego się bać?

– Że drugi raz dostaniesz się do niewoli.

– Nie. Takie mam założenie, że drugi raz mnie nie wezmą. Mam trzydzieści lat i żyję od zawsze w Doniecku, gdzie cała władza została przewrócona do góry nogami. Życie idzie dalej, bo czemu ma nie iść. Tak jak ja poszedłem do wojska, do oddziału szturmowego, kiedy dostałem wezwanie. Czy masz swój dom?

– Mam.

– Też mam. A masz rodzinę?

– Mam.

– A dzieci?

– Nie mam.

– A ja mam, dwójkę małych dzieci. Teraz bronię swojego terytorium, walczę za mój dom i moje dzieci. Ja osobiście nie strzelałem rakietami w Donieck, nie bombardowałem z samolotów, nie wiem, nic nie widziałem. Widziałem jedynie, że to oni bombardowali. Moje rodzinne miasto. Dlaczego tak?

– Twoja rodzina wciąż jest w Doniecku?

– Tak. I w żadnym wypadku nie będzie stamtąd wyjeżdżać.

– A co jeśli wrogie wojska wejdą do miasta?

– Wrogie?

– No, kto jest dla ciebie wrogiem?

– Człowiek. Człowiek jest dla mnie wrogiem. A ja chronię swój dom. Tam się urodziłem i wychowałem, tam pochowałem swoich dziadków.

– A co myślisz o propagandzie?

– Ja tam wierzę po prostu swojej rodzinie. Swojej żonie. Dzwonię i pytam jak tam sytuacja, czy wszystko dobrze? Rzadko, ale da się jakoś skontaktować. Dostaję od rodziny przesyłki. Przysyłają mi papierosy. Zwykłe, dowolnej marki, ja tam nie przebieram.

Siergiej

Ma na imię Siergiej, walczył w 77 Brygadzie Sił Zbrojnych Ukrainy.

„Nasi drodzy obrońcy, Wy nas strzeżcie, my żyjemy dla Was, rano wstajemy i do kawy, do pracy... Dziękuję bardzo. Niech Bóg ma Was w opiece, mam nadzieję, że wkrótce wszystko będzie dobrze i przyjdzie zwycięstwo.

Ale wciąż zwracam się do Was, może widziałeś lub słyszałeś o moim mężu, Siergieju Mikołajowiczu, który zaginął 14 kwietnia 2023 roku i do dziś… jest nas tak dużo, ale... pytam dla siebie... o mojego męża, o którym nic nie słyszymy. Mam nadzieję do końca, że żyje i wkrótce też usłyszę jego głos”.

Mężczyźni w ciemnych koszulach siedzą przy stołach.
Stołówka. Fot. Piotr Sobik.

Chcę znaleźć

– Jest też projekt “Chcę znaleźć” skierowany do rodzin rosyjskich żołnierzy – tłumaczy Witalij Matwijenko. – Ukraina ze swojej strony udziela oficjalnych informacji o statusie ich krewnych. Status może być różny.

Jeniec wojenny.

Zaginiony bez wieści.

Martwy, ciało w Ukrainie.

Martwy, ciało w Rosji.

Niczego nie znaleziono.

Choć z tym ostatnim statusem na ten moment rosyjskiego żołnierza nie ma.

Do poszukiwań wykorzystywane są informacje z otwartych źródeł, wewnętrznych baz danych oraz przez chat-bot telegramowego kanału projektu “Chcę znaleźć”.

Chętni zostawiają informacje o swoim wojskowym krewnym oraz kontakt do siebie i tyle wystarczy, żeby uruchomić całą procedurę szukania człowieka.

To w całości projekt prowadzony przez stronę ukraińską. Zaczął się, kiedy odnotowano dużą ilości telefonów na infolinię projektu „Chcę żyć” z prośbami o odnalezienie męża, syna czy ojca.

W Rosji nie ma jak szukać takich informacji lub dostaje się od władz odpowiedź, że informacja o statusie krewnego, który pojechał na wojnę, jest tajna.

Ukraina daje takim Rosjanom możliwość poznania prawdy o statusie ich bliskich. To humanitarny element tego projektu, podkreślają Ukraińcy.

Należy okazać człowieczeństwo w takich sytuacjach także bliskim naszych wrogów.

Listy

Ma na imię Walentyn, pięćdziesiąt cztery lata. Jest teraz w obozie w Mordowii, w europejskiej części Rosji. Jego nazwisko znajduje się na liście, która śmiga po telegramowym kanale „Listy odnalezionych i schwytanych” – na zmianę z listą stu żołnierzy ukraińskich, którzy wrócili wieczorem w piątek 9 lutego do kraju.

Ruslan: mój dom

– Mam na imię Ruslan, jestem z Makiejewki w obwodzie donieckim, pracowałem jako piekarz. Tam zostałem zmobilizowany. Przyszło wezwanie i tyle, nie kłóciłem się. Teraz mam wielką nadzieję na wymianę jeńców – myślę, że tak samo u wszystkich tutaj. Nie boję się, że mnie wyślą po raz drugi na front, szczerze wątpię, żeby mogło do tego dojść.

– I do domu też nie boisz się wracać? Makiejewka jest kilkanaście kilometrów od frontu.

– To mój dom.

– A co się zmieniło wokół twojego domu, odkąd to wszystko się zaczęło w czternastym roku?

– Nic a nic, władza się zmieniła i tyle. Jestem maleńki człowiek, co mi tam do polityki. Po prostu żyję i pracuję.

– W twojej ostatniej pracy odnosili się z szacunkiem do ludzkiego życia?

– No tak. Na pewno.

– Na pewno?

– Niczego nie można mówić tak dokładnie.

– Boisz się powiedzieć?

– Niczego się nie boję. Mówię, jak jest. W armii był jednakowo dobry stosunek do każdego człowieka!

Mężczyźni w równych, ciemnych strojach wychodzą z przejścia pod budynkiem.
Fot. Piotr Sobik.

Kozak

Ma na imię Igor, zaginął bez wieści na kierunku bachmuckim. Nad sercem spory tatuaż z Kozakiem i motywem nordyckim, po którym można zidentyfikować ciało. Albo i żywego człowieka. Szuka go rodzina.

„To już rok i trzy miesiące odkąd się nie odzywasz. Minął rok i trzy miesiące bez kontaktu z Tobą. Rok i trzy miesiące strasznego bólu... Wszyscy żyjemy nadzieją, że wkrótce dotrze do nas dobra wiadomość, że żyjesz, że będziemy mogli Cię wkrótce zobaczyć. Nie wierzymy w złe, bo nadzieja umiera ostatnia... Potrzebujemy cię. Nie zapominamy o Tobie ani na minutę”.

Ołeniwka

W 2023 roku doszło do niewielu wymian jeńców. Liczba jeńców rosła po obu stronach. Obóz “Zachód 1” zapełnił się i musiała powstać kolejna, podobna placówka. Również w zachodniej Ukrainie. Również daleko od frontu, zgodnie z konwencją genewską.

Rosja nieprzywiązująca wagi do konwencji łamie także tę zasadę. Są świadectwa ukraińskich żołnierzy wracających z niewoli, chudszych o kilkadziesiąt kilogramów, ze złamaną psychiką i doświadczeniem gułagowych tortur.

Do jednej z największych tragedii, w której życie straciło ponad pięćdziesięciu wziętych w niewolę obrońców Azowstali, doszło w przyfrontowej Ołeniwce pod Donieckiem. Latem 2022 roku, w 120. kolonii, gdzie przebywali ukraińscy jeńcy, doszło do wybuchu w jednym z budynków. Tuż przedtem zgromadzono w tym budynku żołnierzy Azowa. Nikt z obozowej administracji nie ucierpiał.

Kilka dni potem rosyjski sąd uznał pułk Azow za organizację terrorystyczną, odbierając w ten sposób jego żołnierzom prawo do ochrony według konwencji genewskiej.

Samolot

24 stycznia 2024 roku pod przygranicznym Biełgorodem w dniu planowanej wymiany jeńców zestrzelony został rosyjski samolot transportowy. Jeszcze tego samego dnia rosyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało, że na pokładzie było 65 ukraińskich jeńców, wszyscy mieli zginąć razem z kilkuosobową załogą. Ukraińskie Ministerstwo Obrony wydało oświadczenie, że Rosja nie powiadamiała Ukrainy o „konieczności zapewnienia bezpieczeństwa przestrzeni powietrznej” i o tym, że jeńcy mogą być w ten sposób transportowani na wymianę.

„Jest oczywiste, że Rosjanie igrają z życiem ukraińskich więźniów, z uczuciami ich krewnych i emocjami naszego społeczeństwa” – oświadczył tego dnia prezydent Wołodymyr Zełenski.

Sania: Mówili w telewizji

– Mam na imię Sania, jestem z Doniecka. Cała moja rodzina, żona i dwójka dzieci, jest teraz na Syberii, w Nowym Urengoju, bo stamtąd pochodzi mąż mojej córki.

Sania ma chmurną twarz, której się można przestraszyć. Ale sam też jest przestraszony, w obozie jest dopiero od dwóch tygodni. Został wzięty do niewoli pod Awdijiwką.

– Teraz Awdijiwka to jeszcze gorętszy punkt frontu.

– A nie mam pojęcia – wzrusza ramionami. – Szedłem na szturm. Zostałem ranny. Pojmali mnie.

– Mobilizowany?

– Nie, na kontrakcie.

Mówili w telewizji, żeby iść na kontrakt, że dobre są z tego pieniądze. To poszedłem.

Wcześniej pracowałem jako kucharz za marne pieniądze. I zajmowałem się sportem, grałem w siatkówkę. Jestem Ukraińcem.

– Jak to się stało, że jesteś na wojnie z Ukrainą?

Sania prycha: – Bez komentarza.

– A co powiesz? Cokolwiek.

Sania długo milczy, po czym wlepia we mnie smutne oczy.

– Chcę, żeby skończyła się wojna. Żeby ludzie nie ginęli. Żeby był pokój na całym świecie.

zdjecie czarno-białe. Mężczyźni w ciemnych kurtkach i czarnych czapkach stoją pod bielonym murem
Fot. Piotr Sobik

Amen

Przejdę przez puste pokoje,

Jeszcze wczoraj było tu imperium.

Świat wydawał się jasny i taki duży,

A potem – zaćmienie, a potem – zdradziecki dym.

Wypowiem wojnę moim marzeniom.

Tak śpiewa Grigorij Leps w swoim kawałku “Amen”, a za nim chórem wszyscy rosyjscy taksówkarze, tirowcy, więźniowie i żołnierze. I ci, którzy w obozie “Zachód 1” oczekują rychłego powrotu do domu.

Udostępnij:

Antonina Palarczyk

Pochodzi z Bielska Białej, rocznik 2001, studiuje psychologię na SWPS w Katowicach, pisze reportaże z Ukrainy, publikuje w Tygodniku Powszechnym.

Przeczytaj także:

Komentarze