Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Vincenzo PINTO / AFPFot. Vincenzo PINTO ...

61 Międzynarodowa Wystawa Sztuki Biennale di Venezia otwiera się 9 maja 2026 r. i potrwa do 22 listopada 2026 r. Skład międzynarodowego jury zostanie podany w kwietniu. W wystawie uczestniczyć ma 99 reprezentacji krajowych.

Nieoczekiwanie 4 marca powrót na Biennale zapowiedziała Rosja, która ma na terenie Wystawy swój własny pawilon. I to wywołało protesty wielu państw i wielu artystów.

„Skoro nigdzie nie poszliśmy, nie wracamy”

Do tej pory sprawa wydawała się oczywista. Gdy w 2022 roku Rosja rozpoczęła bezpardonową i wielkoskalową wojnę atakiem na Ukrainę, reprezentujący kraj-agresora artyści Kiriłł Sawczenkow i Alexandra Sukhariewa wraz z litewskim kuratorem Raimundasem Malašauskasem ogłosili wycofanie się z weneckiego wydarzenia.

„Nie ma miejsca dla sztuki w trakcie konfliktu” – napisali w swoim manifeście. W mediach społecznościowych nazywali wojnę „politycznie i emocjonalnie nie do zniesienia”. I to właśnie oni ogłosili, że „pawilon rosyjski pozostanie zamknięty”.

Dwa lata później, na Biennale w Wenecji 2024, Rosja przekazała Boliwii klucze do swojego budynku w Giardini di Biennale. Boliwia własną przestrzenią wystawienniczą nie dysponuje. Jej wystawa opowiadała o tradycji tkackiej – od upraw bawełny po gotowe, kolorowe produkty. W korespondencjach podkreślano, że nawet jeśli nie jest to ekspozycja z kategorii „wybitne”, to warto widzieć w niej rodzaj dziejowej sprawiedliwości – w miejsce roszczeniowego imperium (Rosji) mamy kraj na dorobku, który dopiero do międzynarodowego obiegu sztuki się dobija.

Teraz Michaił Szwydkoj, rosyjski delegat ds. międzynarodowych wymian kulturalnych i były minister kultury, zapowiedział, że rosyjski pawilon zostanie otwarty w maju, wraz z rozpoczęciem Biennale 2026.

Na łamach ARTnews, branżowego portalu o sztuce, zacytowano jego maila.

„Chciałbym zaznaczyć, że Rosja nigdy nie opuściła Biennale w Wenecji" – napisał. „Sama obecność naszego pawilonu, niezależnie od tego, co się tam dzieje, czy to wystawy naszych latynoamerykańskich przyjaciół, czy organizowanie centrum edukacyjnego na całe Biennale, oznacza obecność naszego kraju w przestrzeni kulturalnej Wenecji. Dlatego, skoro nigdzie nie poszliśmy, to nie ‘wracamy’. Po prostu poszukujemy nowych form twórczej aktywności w obecnych okolicznościach”.

Szwydkoj zapowiedział, że rosyjski pawilon na nadchodzącym Biennale zgromadzi ponad 50 młodych muzyków, poetów i filozofów z Rosji oraz innych krajów, w tym Argentyny, Brazylii, Mali i Meksyku. „To kolejny dowód na to, że rosyjska kultura nie jest odizolowana i że próby jej »anulowania«, podejmowane przez zachodnie elity polityczne przez ostatnie cztery lata, nie zakończyły się sukcesem” – zaznaczył.

W założeniu artyści stworzyć mają projekt, w którym usłyszana będzie wielojęzyczna polifonia kultur, nieuważających się za peryferyjne w stosunku do szeroko pojętego Zachodu.

Przeczytaj także:

Postkolonialne alibi Rosji

Rosyjska wystawa ma nosić tytuł „Drzewo jest zakorzenione w niebie”, a jednym z jej tematów będzie myśl, że „polityka istnieje w wymiarach tymczasowych, podczas gdy kultury komunikują się w wieczności”.

„W naszym nowym projekcie wieczność zwycięża nad chwilowymi troskami, kultura nad polityką... Niestety, nie każdy jest w stanie to zrozumieć” – wyjaśnił Szwydkoj.

Całość ma mieć formę „festiwalu muzycznego”, w którym wystąpią artyści z zaproszonych krajów. Celem będzie podkreślanie „twórczego potencjału peryferyjnych obszarów i praktyk, prezentując tradycje, języki muzyczne i eksperymentalne podejścia, które wyłaniają się daleko od głównych centrów kultury, a jednocześnie właśnie z tego powodu zachowają autentyczną i innowacyjną siłę ekspresyjną” – powiedział przedstawiciel organizatorów rosyjskiej reprezentacji ARTnews.

„Poprzez spotkania różnych kultur projekt ma na celu stworzenie przestrzeni do dialogu i wymiany, gdzie lokalne korzenie mogą splatać się z globalnymi wizjami, generując nowe perspektywy artystyczne i wzmacniając poczucie międzynarodowej wspólnoty” – zaznaczył.

„Mogą zostać wprowadzone różne sankcje, a oficjalne instytucje zachodnie mogą mieć zakaz współpracy z nami, ale nikt nie może pozbawić Rosji prawa do artystycznej ekspresji siebie” – dodał Szwydkoj.

„Biennale wybiela zbrodnie wojenne Rosji”

I jak można się było spodziewać, w środowisku zawrzało. W oświadczeniu opublikowanym na platformie X ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha i minister kultury Tetiana Bereżna napisali, że Biennale „wybiela zbrodnie wojenne, których Rosja dopuszcza się codziennie przeciwko narodowi ukraińskiemu i naszemu dziedzictwu kulturowemu”.

Zaznaczyli, że od 2022 roku siły rosyjskie zniszczyły lub uszkodziły ponad 1700 obiektów dziedzictwa kulturowego na Ukrainie. A także skonfiskowały co najmniej 35 482 muzealne artefakty, naruszając tym samym Konwencję Haską z 1954 roku, która chroni dobra kultury w konfliktach zbrojnych.

Jeleń na rykowisku wojny

Ukraińska ekspozycja na Biennale, zatytułowana „Gwarancje bezpieczeństwa”, obejmuje dzieło Żanny Kadyrowej „Jeleń origami”, które skupia się na kruchości pokoju, wojnie i odporności kulturowej.

Jest to kontynuacja tematyki pawilonu z 2024 roku, poświęconej inności i migracji, oraz wystawy z 2022 roku, skupiającej się na tożsamości ukraińskiej w obliczu rosyjskiej inwazji, podkreślając spójną narrację o odporności i walce narodowej.

Jeleń-origami, rzeźba parkowa, która ma być wystawiona przez Ukrainę na Biennale w Wenecji. Uratowana spod ostrzału z parku w Pokrowsku w Ukrainie. Foto Instagram ukraińskiej wystawy

Ta parkowa rzeźba raczej niespecjalnie wyróżnia się na tle artystycznych dokonań XX wieku. Trochę naiwna, trochę dekoracyjna, wprost wyjęta z przestrzeni codzienności i wrzucona w sam środek globalnej sceny sztuki. Jeleń na rykowisku wojny. Bo potencjał symboliczny ma tu kluczowe znaczenie: statua uratowana została spod ostrzału z parku w Pokrowsku w Ukrainie, nim w styczniu miasto zostało zdobyte przez Rosjan. Przewieziona przez granice, miała być milczącym manifestem. Rzeźba jelenia „uciekająca” do Wenecji przed inwazją jest wręcz w tym kontekście symbolicznym gestem.

„Biennale powinno pozostać miejscem, w którym sztuka nie ukrywa ani nie przyznaje się do przemocy, lecz oświetla prawdę, pamięć i odpowiedzialność” – czytamy z kolei w liście otwartym, zainicjowanym przez Międzynarodowy Ruch Arts Against Aggression. To oddolna inicjatywa przedstawicieli środowiska artystycznego.

List krytykuje również użycie przez Rosję języka „dekolonialnego” do opisu wystawy, nazywając włączenie do wystawy artystów z Mali, „kraju terroryzowanego przez niesławną Grupę Wagnera i innych rosyjskich najemników, wykorzystywanych także w czasie walk w Ukrainie”, posunięciem „szczególnie cynicznym”.

Zareagowali także oficjalni przedstawiciele krajów europejskich. W liście skierowanym do prezesa fundacji Biennale Pietrangela Buttafuoco 22 europejskich ministrów kultury i spraw zagranicznych, zaapelowało o ponowne rozpatrzenie sprawy. Komisja Europejska zagroziła wstrzymaniem dotacji w wysokości 2 mln euro dla Biennale, jeśli wystawa Rosji się odbędzie.

„Artysta służalczy wobec zbrodniarza staje się współwinny jego zbrodni. Kultura milcząca wobec mordowania ludzi staje się kulturą śmierci i terroru. Szczególnie my, Polacy, mamy obowiązek protestować przeciwko jakiejkolwiek obecności przedstawicieli bandyckiego państwa w miejscach, które swoją rangą mogłyby legitymizować ich zbrodniczą działalność” – zaznaczyła polska ministra kultury Marta Cienkowska w swoim wpisie na platformie X.

View post on Twitter

Rosyjski soft power

Rosja robi to, co w języku polityki w ostatnich latach nazywa się kulturalny soft power. Joseph Nye opisywał ją jako zdolność państwa do wpływania na innych poprzez atrakcyjność kultury, wartości i narracji, a nie poprzez przemoc czy ekonomię.

Dziś jednym z najważniejszych narzędzi tej „miękkiej siły” jest właśnie kultura. Weneckie Biennale – z jego globalnym zasięgiem, prestiżem, symboliczną wagą i medialnym zasięgiem – jest idealnym polem dla tej gry. A Rosja doskonale to rozumie.

W sytuacji sankcji i izolacji politycznej próbuje odzyskać wpływy właśnie poprzez sztukę. Jej wycofanie z Biennale było – co teraz widać dość wyraźnie – tylko wojną pozycyjną obliczoną na przeczekanie.

A tegoroczna propozycja z Moskwy brzmi jak katalog biennalowych klisz: dialog, różnorodność, peryferie, wspólnota. Wszystko, co chcielibyśmy usłyszeć, choć z oczywistych powodów wiemy, że w tym wykonaniu będzie co utwór grany na fałszywych nutach.

Tymczasem warto przyjrzeć się, kto za tym wszystkim stoi.

Córka Ławrowa i córka generała FSB

Bo niewielu zdaje sobie sprawę, że za rosyjski pawilon odpowiada Anastazja Karniejewa. To nazwisko nie pojawia się przypadkowo. Córka generała Nikołaja Wołobujewa, emerytowanego generała Federalnej Służby Bezpieczeństwa i dyrektora koncernu Rostech, związana z państwowym przemysłem obronnym, współwłaścicielka firmy Smart Art z zakresu doradztwa w dziedzinie sztuki.

Założyła ją z Jekateriną Ławrową-Winokurową, córką Siergieja Ławrowa, cynicznego ministra spraw zagranicznych Rosji. To nie jest więc żadna niezależna kuratorka, tylko przedstawicielka systemu władzy i beneficjentka układu.

Zaś cytowany już Michaił Szwydkoj, rosyjski delegat ds. międzynarodowych wymian kulturalnych i były minister kultury, uważa, że kierownictwo Biennale pokazało „gotowość do szukania kompromisu [do otwarcia pawilonu – przyp. red.], naturalnie nie chcąc ryzykować pracy całego Biennale w Wenecji”.

A dyrektor Biennale, Pietrangelo Buttafuoco, na łamach „La Repubblica” zadeklarował, że tegoroczne impreza „będzie prawdziwym rozejmem”.

Rozgrywa globalna, włoska wojna domowa

W tej sprawie jednak umyka – szczególnie polskim komentatorom – bardzo istotny aspekt rozgrywek toczonych przez rząd w Rzymie. Bo ten ma swoje „kulturalne igrzyska”.

Nie można bowiem nie przypomnieć, że były prawicowy dziennikarz bez doświadczenia w zarządzaniu sztuką, Pietrangelo Buttafuoco, został mianowany prezesem La Biennale di Venezia w 2024 roku. Jego nominacja miał być dość wyraźnym sygnałem ostrzegawczym dla lewicującego środowiska artystycznego, wysłanym ze strony rządu Giorgii Meloni.

Już wcześniej, w 2022 roku Alessandro Giuli, inny prawicowy dziennikarz, został mianowany dyrektorem Maxxi, włoskiego muzeum sztuki współczesnej, skąd dwa lata później trafił na fotel ministra kultury.

Publicznie jednak minister Giuli poszedł na zwarcie z Buttafuoco w sprawie dopuszczenia Rosji na tegoroczne Biennale. Za pośrednictwem swojego rzecznika poinformował, że Fundacja Biennale di Venezia podjęła tę decyzję „pomimo sprzeciwu włoskiego rządu”.

To sytuacja paradoksalna: polityczne zaplecze, które miało wzmocnić kontrolę nad instytucją, nie jest w stanie jej kontrolować. A same władze państwowe Włoch zaczynają domagać się wyjaśnień. Co więcej, Alessandro Giuli zażądał dymisji Tamary Gregoretti, delegowanej do rady Biennale przez ministerstwo kultury. W jego wersji wydarzeń sprawa jest prosta: miała nie poinformować resortu ani o planach dopuszczenia Rosji do Biennale, ani o tym, że sama wyraziła na to zgodę, i to w pełni świadoma, jak bardzo zapalny jest to temat na arenie międzynarodowej.

Minister kultury Włoch nie poprzestał na personaliach. Zażądał również od Fundacji La Biennale di Venezia pełnej transparentności: protokołów posiedzeń, szczegółowych informacji o tym, jak ma wyglądać udział Rosji w 61. edycji wystawy, jak zarządzany będzie jej pawilon i czy wszystko to mieści się w ramach obowiązujących sankcji przeciw Rosji.

Tamara Gregoretti odpowiedziała równie stanowczo, że nie zamierza ustępować. Podkreśla, że działa w ramach autonomii instytucji i nie podlega bezpośrednim wytycznym ministerstwa. Przypomina też, że do komitetu Biennale powołał ją poprzedni minister kultury, Gennaro Sangiuliano, polityk z tego samego obozu, który dziś dystansuje się od tej decyzji.

Co warto zaznaczyć, to właśnie włoskie państwo zapewnia lwią część funduszy publicznych na Biennale, szacowanych na około 19 mln euro, ale na razie nie wiadomo, czy pójdzie za przykładem Komisji Europejskiej i rozważy ich wstrzymanie.

Stanowisko władz Biennale znalazło wsparcie polityczne w kręgach rządowych. Matteo Salvini, wicepremier Włoch i lider partii Liga, bronił decyzji, argumentując, że „sztuka i kultura powinny jednoczyć ludzi, a nie pogłębiać podziały”.

Raczej zwiastuje to pat polityczny, choć jego słów należało się spodziewać, biorąc pod uwagę jego podziw dla prezydenta Rosji Władimira Putina tuż przed inwazją na Ukrainę w 2022 roku. I nie jest to głos w kręgach politycznych Italii odosobniony.

Można zastanawiać się nawet w tym kontekście, czy ostry ton ministra Giuli nie jest grą obliczoną na owacje art-publiczności, a nie rzeczywistym gestem sprzeciwu.

Artyści źle widziani przez rządy

Na razie więc pod przewodnictwem Buttafuoco Biennale deklaruje, że wznosi się ponad politykę. Fundacja „odrzuca wszelkie formy wykluczenia lub cenzury kultury i sztuki” – czytamy w jej oświadczeniu. „Biennale pozostaje miejscem dialogu, otwartości i wolności artystycznej, sprzyjającym więziom między narodami i kulturami, z nieustającą nadzieją na zakończenie konfliktów i cierpienia”.

Ta retoryka stoi jednak w wyraźniej sprzeczności z mocnym oświadczeniem fundacji wydanym po inwazji Rosji w 2022 roku.

„Dla tych, którzy sprzeciwiają się obecnemu reżimowi w Rosji, zawsze znajdzie się miejsce na wystawach Biennale” – pisano wówczas w oświadczeniu, i dodano: „dopóki ta sytuacja będzie się utrzymywać, La Biennale odrzuca jakąkolwiek formę współpracy z tymi, którzy dopuścili się lub wspierali tak drastyczny akt agresji”.

Jak tę sprzeczność w zaledwie dwa lata tłumaczy obecny dyrektor – na razie się nie dowiemy. Buttafuoco w tej sprawie milczy.

Za to odpowiedział dość osobliwie na prasowy apel, by – udowadniając swój sprzeciw wobec agresywnej rosyjskiej polityki, zaprosił artystę antyreżimowego – zapowiedział zaproszenie pięciu artystów bardzo źle postrzeganych przez swoje rządy. Chodzi o Chiny, Izrael, USA, Rosja oraz... Unia Europejska. Ale i tu – pytany o nazwiska – na razie woli milczeć. Za to gołym okiem widać, że to próba rozwodnienia problemu.

Z kolei Cristiana Costanzo, szefowa działu prasowego i medialnego Biennale, podkreśla, że to nie organizatorzy decydują, kto reprezentuje poszczególne kraje w ich narodowych pawilonach. Ale to akurat ledwie półprawda i przemilczenie obliczone na nieznajomość historii zbliżone do przekłamania, że polityka nie ma nic wspólnego ze sztuką.

Ależ ma, o czym w XX wieku przekonywaliśmy się wielokrotnie. Jak łatwo sprawdzić, wykluczenie z Biennale nie jest niczym nowym, podobnie jak spory na tle różnic światopoglądowych.

Przez 30 lat na Biennale nie wystawiała choćby RPA, bo międzynarodowy świat sztuki nie godził się z apartheidem. Ba, począwszy od niepokojów studenckich 1968 roku, gdy wielu zarzucało imprezie totalitarny rodowód, a Gastone Novelli odwrócił swoje obrazy w stronę ściany i napisał na odwrocie: „Biennale jest faszystowskie!”, a wobec protestujących użyto nawet sił policyjnych, wydarzenie co rusz mierzyło się z politycznymi manifestacjami.

Zorganizowało serię wydarzeń antyfaszystowskich, poświęconych w 1974 roku wolności Chile po zamachu stanu Pinocheta, w 1975 roku Hiszpanii – po śmierci generała Franco, czy w 1977 roku sprzeciwowi w ZSRR.

Rozmaite naciski dotyczyły nawet samych prac.

W 1934 roku w pawilonie USA nagle pojawił się portret aktorki, Marion Davies, autorstwa Polaka, Tadeusza Styki. Choć wykluczony został przez Julianę Force, wtedy komisarkę amerykańskiego pawilonu, i dyrektorkę słynnego Whitney Museum, obraz jednak zawisł. Wszystko dzięki politycznej interwencji. W przeddzień wielkiego otwarcia imprezy Giuseppe Volpi, pierwszy hrabia Misuraty, były minister finansów i były gubernator podbitej prowincji Trypolitania (Libia) oraz osobisty przyjaciel i powiernik samego Benito Mussoliniego, jako prezydent wydarzenia, wysłał do pawilonu posłańca z portretem.

Davies była bowiem nie tylko gwiazdą kina, ale i kochanką Williama Randolpha Hearsta. Magnat medialny postanowił ją zaskoczyć, gdy przyjechała do Wenecji na festiwal. A Mussolini chętnie ustąpił Hearstowi. Chciał przychylności prasy, ale grały tu też swoje wymierne korzyści finansowe: Il Duce i jego kochanka Margherita Sarfatti zarabiali spore sumy, pisząc dla wydawnictwa Hearsta.

Nie tylko Rosja

Ale zarówno poprzednie, jak i obecne „igrzyska sztuki”, toczą się w ostrej dyskusji nie tylko o Rosji. Warto zdawać sobie sprawę, że w cieniu tego sporu rozgrywa się inny konflikt.

Ruth Patir, artystka wybrana do reprezentowania Izraela, w 2024 roku zamknęła swoją wystawę dotowaną przez państwo na kilka dni przed otwarciem Biennale w geście protestu przeciwko wojnie w Gazie.

Na wejściu do izraelskiego pawilonu widnieje tablica informująca, że zostanie otwarty dla publiczności „gdy zostanie osiągnięte porozumienie o zawieszeniu broni i uwolnieniu zakładników”.

Już wiadomo, że w maju zobaczymy w Wenecji wystawę Belu-Simiona Fainaru, rzeźbiarza pochodzenia rumuńskiego reprezentującego Izrael. Fainaru zapowiedział jednak, że przeniesie swój projekt do Arsenału, wielkiego pawilonu, gdzie organizowana jest ekspozycja przygotowywana każdorazowo przez zapraszanego z zewnątrz głównego kuratora Biennale. Argumentem za takim krokiem był fakt, że pawilon izraelski jest wciąż w przebudowie.

Niemniej przez świat sztuki przetoczyła się ostra dyskusja na temat wykluczenia także tej reprezentacji narodowej. Grupa aktywistyczna Art Not Genocide Alliance opublikowała kolejny list otwarty, domagając się zablokowania udziału Izraela.

Sygnatariusze piszą: „My, podpisani poniżej, stoimy razem jako artyści, kuratorzy i pracownicy sztuki w zbiorowej odmowie pozwolenia wam na budowanie platformy dla państwa izraelskiego, podczas gdy wciąż jesteśmy świadkami ludobójstwa”.

Dodają, że działają „na rzecz naszych kolegów artystów i pracowników kultury w Palestynie, w solidarności z Palestyną oraz w głębokiej nadziei na zakończenie ludobójstwa syjonistycznego i trwającego apartheidu oraz odrodzenie wolnej Palestyny”.

List został podpisany przez niemal 200 artystów, kuratorów i pracowników sztuki związanych z tegoroczną edycją Biennale. Wśród sygnatariuszy listu są duet Gabe Beckhurst Feijoo i Rasha Salti, czyli część zespołu odpowiedzialnego za realizację wizji kuratorki tegorocznego biennale Koyo Kouoha, która zmarłą maju zeszłego roku, zaledwie kilka miesięcy po ogłoszeniu jej kuratorką Biennale w Wenecji 2026.

I tu kolejny paradoks historii: problem palestyńsko-izraelski dotyka wystawy narodowej… RPA. Kraj odwołał udział po tym, jak artystka Gabrielle Goliath odmówiła zmiany swojego projektu, który odnosił się do przemocy wobec kobiet w Gazie.

Anachroniczna maszyna, która wciąż działa

Biennale weneckie to osobliwy twór. Z jednej strony najstarsza i najbardziej prestiżowa impreza artystyczna świata. Z drugiej – konstrukcja, która powinna była się rozpaść już dawno temu.

Pawilony narodowe, geopolityczna mapa rozrysowana na ogrodach Giardini, reprezentacje państw niczym na wystawach światowych XIX wieku. Wystarczy wspomnieć, że w tym tradycyjnym miejscu pokazów – dziś już za małym, by pomieścić cały świat – swoje budynki mają kraje Europy i USA wraz z trzema krajami Ameryki Łacińskiej (Brazylia, Wenezuela i Urugwaj), dwoma z Azji (Japonia i Korea Południowa) oraz tylko jednym z Afryki (Egipt).

To właśnie faszystowski reżim Benito Mussoliniego wzmocnił w latach 30. XX wieku kształtowanie Biennale jako miękkiej siły oddziaływania, rozszerzając dodatkowo jego zasięg na teatr czy film. On też zachęcał kraje do budowy swoich narodowych pawilonów.

Dziś to właśnie ten element od lat budzi największe kontrowersje. Że anachroniczny. Że nie przystaje do rzeczywistości globalnego świata. Że sztuka dawno przestała być narodowa, a artyści funkcjonują ponad granicami, językami i paszportami.

A jednak to właśnie „anachroniczność jest jego siłą”. Bo Biennale działa jak sejsmograf. Rejestruje napięcia. Pokazuje, kto mówi, kto odzyskuje prawo głosu po latach, a kto zmuszony jest do milczenia. Pokazuje też zmiany zachodzące we współczesnej geopolityce niejednokrotnie lepiej niż polityczne traktaty czy artystyczne manifesty, co w tym roku szczególnie widać już na pierwszy rzut oka.

I otwarte pozostaje pytanie, czy tegoroczna edycja najsłynniejszej wystawy sztuki na świecie nie przejdzie do historii jako „Igrzyska Putina”?

Łukasz Gazur

Publicysta i autor książek, krytyk sztuki i teatru, członek stowarzyszenia krytyków AICA. Przez wiele lat szef działu kultury "Dziennika Polskiego" i "Gazety Krakowskiej"

Komentarze