Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. SERGEY BOBOK / AFP)Fot. SERGEY BOBOK / ...

Powiedz nam, co myślisz o OKO.press! Weź udział w krótkiej, anonimowej ankiecie.

Przejdź do ankiety
  • Ukraińcy stawiają opór Rosji, ponieważ nie mają innego wyjścia. Dla wielu porażka Ukrainy oznaczałaby śmierć.
  • Polska przygotowuje się do tradycyjnej wojny, której już nigdy nie będzie.
  • To iluzja, że ze względu na dobre osobiste relacje między prezydentem Polski a prezydentem Ameryki, USA pomoże. Amerykanie nie będą nic robić, w najlepszym razie powiedzą: Polacy, trzymajcie się.
  • Do tej wojny można się przygotować inaczej, bez stawiania na drogie amerykańskie rakiety.

„W rosyjskiej gospodarce jest gigantyczna dziura, którą trzeba czymś zatkać. Żeby zatkać tę dziurę, trzeba zaatakować Europę, bo sama Ukraina nie starczy. Putin nie ma innej opcji” – mówi OKO.press Wałerij Pekar, działacz społeczny, przedsiębiorca, futurolog, profesor nadzwyczajny w Kijowsko-Mohylańskiej Szkole Biznesu oraz we Lwowskiej Szkole Biznesu Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego. Podczas Rewolucji Godności (2014) współtworzył Obywatelski Sztab Operacyjny. Był współzałożycielem Platformy Obywatelskiej „Nowa Krajina” (Nowy Kraj). Jest jednym ze współautorów „Manifestu trwałego pokoju” – dokumentu, który jest „wizją powojennego świata od ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego”, żeby nie dopuścić do kolejnej wojny.

Na zdjęciu: Ratownicy stoją obok dwóch ciał wydobytych spod gruzów pięciopiętrowego budynku mieszkalnego, który został trafiony pociskiem balistycznym w Charkowie 7 marca 2026. Rosja przeprowadziła w nocy ataki dronami i rakietami na Ukrainę, zabijając 11 osób. Fot. Sergey Bobok/AFP

Przeczytaj także:

Ukraiński opór, który zaskoczył świat

Krystyna Garbicz, OKO.press: W książce „Odporność i solidarność. Ukraińskie społeczeństwo wobec wojny”, wydanej w 2025 roku przez Fundację Batorego, jest Pana artykuł, w którym pisze Pan, że Ukraina od czasu do czasu zaskakuje świat, to pojawiając się na mapie w 1991 roku, to w 2022 roku – kiedy oparła się wielkiej rosyjskiej agresji. To zaskoczenie wynika z faktu, że Ukraina „pozostaje nie do końca zbadana i zrozumiała”.

Walerij Pekar: Po pierwsze, najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Ukraińcy stawiają opór Rosji. Bo nie mają wyboru. Albo stawią opór i będą walczyć pod ukraińską flagą z twarzą na wschód – i wtedy mają szansę na zachowanie własnego kraju. Albo kraj zostanie zajęty przez Rosjan, a Ukraińcy będą walczyć – ale twarzą na zachód i pod rosyjską flagą.

Lepiej jest walczyć za własny kraj pod własną flagą, niż pod rosyjską szturmować Warszawę.

Zatrzymanie pełnoskalowej inwazji 2022 roku byłoby niemożliwe bez ukraińskiego społeczeństwa obywatelskiego.

Armia rosyjska planowała coś w rodzaju kolonialnej operacji policyjnej. Uważali, że Ukraińcy to „bratni naród” albo, że w ogóle nie ma takiego narodu. Że wszyscy będą witać ich z kwiatami. Że jeśli ktoś będzie stawiać opór, to będą to pojedyncze osoby uzbrojone w broń myśliwską.

Zamiast tego zderzyli się z zaawansowanym technologicznie, wysoce uprzemysłowionym oporem.

Dla rosyjskiej armii było to w zasadzie samobójstwo. Wkroczyli tu ze swoją machiną wojenną, jakby Ukraina nie miała żadnej obrony. Już w pierwszych dniach lotnictwo i obrona przeciwlotnicza zadały Rosjanom poważne straty i nie byli oni w stanie uzyskać przewagi w powietrzu.

Zetknęli się z nowoczesną, zaawansowaną technologicznie ukraińską armią.

Wojna już nigdy nie będzie taka, jak przed 2022 rokiem, ponieważ jej istota całkowicie się zmieniła.

Ukraińcy pokazali, że nie są po prostu Spartanami, wojownikami gotowymi do poświęcenia się, ale są wysoko wykształconym, inżynieryjnym narodem.

Ale czy nie wydaje się Panu, że tak naprawdę nadal postrzega się nas jako Spartan?

Sami jesteśmy częściowo winni temu, nieustannie podkreślamy naszą odporność. Wywołało to w Europejczyków pewne przyzwyczajenie. Bronicie się? To brońcie się dalej, dajcie znać, jak będziecie czegoś potrzebować. Аle to jednak nie do końca tak jest. Każda odporność ma granicę.

Istotne jest też to, dlaczego Ukraina wykazała się tak ogromną innowacyjnością. Otóż Ukraina ma sieciowe, horyzontalne, demokratyczne społeczeństwo. Dziesiątki tysięcy ludzi zaczęły coś robić samodzielnie i to przyczyniło się do pojawienia niesamowitej liczby innowacji dosłownie w każdym garażu.

Rosjanie, jako społeczeństwo o pionowej hierarchii, autokratyczne, nie mają takiego tempa innowacji, jednak mają możliwość skalowania tych innowacji. Ich bezwarunkową przewagą jest to, że potrafią gromadzić pieniądze i inwestować je w konkretne miejsca, zwiększając produkcję potrzebnego uzbrojenia.

Dobrze byłoby, gdyby Ukraińcy, zachowując to samo tempo innowacji, nauczyli się je skalować.

Ukraińskie społeczeństwo obywatelskie wspiera państwo w różnych dziedzinach – od rozwoju technologii, rzecznictwa na temat przekazania Ukrainie broni, wprowadzenia większych sankcji wobec Rosji, po organizacje zajmujące się rannymi żołnierzami, reintegracją weteranów wojennych, pomocą przesiedleńcom wojennym. Nie mówiąc już o „klasycznych” działaniach organizacji pozarządowych w sprawie edukacji, obrony praw człowieka, walki z korupcją. Jak Pan pisze, ukraińskie społeczeństwo obywatelskie pełni nie tylko tradycyjną rolę psa stróżującego, ale także psa zaprzęgowego.

Wszyscy mają wspólny cel – przetrwać tę wojnę, zachować państwo, zadbać o przyszłość Ukrainy. To ogromny wysiłek. Co więcej, Ukraina pokazuje, że w czasie wojny jest możliwy też rozwój. Skąd Ukraińcy czerpią siłę do tego?

Kluczową kwestią jest brak alternatywy. Dla wielu Ukraińców porażka Ukrainy oznaczałaby śmierć, śmierć bliskich i rodziny lub coś jeszcze gorszego niż śmierć. To coś, czego wiele osób za granicą nie rozumie.

Zachód często próbuje zastosować do sytuacji w Ukrainie przykład francuskiego reżimu Vichy podczas II wojny światowej. Wówczas Francja poddała się Niemcom, a naziści pozwolili jej istnieć jako państwu kadłubowemu, półniezależnemu.

Marszałek Pétain uważał się za bohatera jako ten, który ocalił życie milionów Francuzów. I być może tak właśnie było, ponieważ naziści nie mieli zamiaru wymordować wszystkich Francuzów. Zginąć mieli wyłącznie francuscy Żydzi. Nazistom zależało jedynie na tym, aby Francja wycofała się z wojny i poddała swoją gospodarkę pod kontrolę nazistów.

W przypadku Ukrainy mamy jednak do czynienia z zupełnie inną sytuacją. Rosjanie chcą, abyśmy przestali istnieć. Dlatego nasza sytuacja bardziej przypomina sytuację Żydów niż Francuzów.

Kapitulacja i utworzenie jakiegoś państewka, w którym przeżyją Ukraińcy, nie nastąpi – Ukraińcy nie przeżyją.

Życie w cieniu wojny

Jak Ukraińcy potrafią żyć w warunkach ciągłych nalotów, długich przerw w dostawie prądu, braku ogrzewania, strasznych wiadomości. Co Panu pomaga się trzymać?

A mamy inną możliwość?

Codzienne doświadczenie śmierci bliskich, znajomych, czy po prostu czytanie wiadomości o kolejnych ofiarach wojny jest nie do wyobrażenia.

To jest wojna. Człowiek przyzwyczaja się do wszystkiego, w tym do strasznych wiadomości. Nie możemy się poddać, bo dla nas nie będzie to oznaczało końca wojny, a wręcz przeciwnie – jej kontynuację. Wyboru więc nie ma.

Nie mamy nawet czasu na spokojne pożegnanie ludzi, którzy zginęli. Codziennie są nowe tragedie. Żyjemy w trybie niekończącego się bólu.

Jedną z rzeczy, które ratują Ukraińców, jest zachowywanie poczucia normalności w warunkach absolutnej nienormalności. Staramy się robić wszystko to, co ludzie robią w normalnej sytuacji.

Kobiety robią manicure, zakochani idą na spacer, ludzie chodzą do filharmonii lub na koncerty. Najgorsze, co może się zdarzyć, gdy zaczynają się straszne wydarzenia, to przykryć się kołdrą, schować się w kącie i się trząść. W ten sposób nie da się przeżyć.

Dzisiejsza Ukraina jest dziwnym połączeniem normalności pokojowego życia z realiami wojny. W Kijowie może to nie być zbyt dobrze widoczne, ponieważ śmierć przychodzi tu głównie w nocy. W ciągu dnia ludzie pracują, spacerują, obejmują się, kochają się, chodzą do kina, restauracji itd. Ale już nieco bliżej linii frontu, na przykład w Charkowie lub Zaporożu, śmierć przychodzi również w ciągu dnia. Charków jest ostrzeliwany przez 24 godziny na dobę. Ostrzały są z tak bliskiej odległości, że po prostu nie zdążysz nigdzie uciec.

Jednak mimo to ludzie nadal obchodzą święta, chodzą na koncerty oraz inne wydarzenia, które oczywiście odbywają się w specjalnych pomieszczeniach z pewnymi środkami bezpieczeństwa. Ludzie starają się prowadzić jak najbardziej normalne życie, ponieważ jest to jedyny sposób, aby poradzić sobie ze śmiercią i zniszczeniami.

Rosja dąży do zniszczenia normalnego trybu życia Ukraińców.

Oczywiste jest, że agresor chce przede wszystkim doprowadzić do załamania psychicznego. Jeśli uda się psychicznie złamać ofiarę, to ona się w końcu podda, to tylko kwestia czasu.

Współczesna wojna

Mam wrażenie, że za granicą, też w Polsce, ludzie tego nie rozumieją. Nadal tkwią w przestarzałym obrazie wojny opartym na książkach z poprzednich wojen. W tym wyobrażeniu wojna to ludzie stojący w kolejce po masło, a w Ukrainie półki w sklepach są pełne....

Uważam, że Polska będzie zaatakowana jeszcze przed końcem tego roku. Prawdopodobieństwo na to szacuję na ponad 70 proc. Myślę, że Polacy szybko naucza się radzić sobie z codziennymi problemami wojny.

Ostatnio w Polsce dyskutuje się, jak budować społeczną odporność w tych niepewnych czasach. Przytaczane jest doświadczenie Ukraińców.

Napisałem artykuł, który poświęcony jest analizie tego, w jaki sposób doświadczenia Ukraińców mogą zostać przekazane innym.

Ale z tym też jest różnie. Mimo że Ukraińcy mają największe doświadczenie w walce dronowej, są opinie, że nie można wygrać wojny samymi dronami.

Wraz z polskimi kolegami przeprowadziliśmy symulację ewentualnego ataku na Polskę i uważamy, że atak ten może nastąpić nawet bez użycia rosyjskich sił lądowych. Może być to atak całkowicie rakietowo-dronowy, ataki na infrastrukturę krytyczną, cyberataki na instytucje rządowe.

Dziś polska armia nie będzie w stanie się obronić, jeśli znajdzie się pod ostrzałem tysięcy dronów.

Tak zawsze bywa w historii wojen – kiedy pojawia się innowacja wojskowa, jest ona niedoceniana. Europejczycy nie rozumieją, że czasy, kiedy wystarczała niewielka ilość wysokiej jakości broni, minęły.

Jeśli Stany Zjednoczone pokonały wojska Saddama Husajna, dysponując pewną ilością precyzyjnej, wysokiej jakości broni, to w dzisiejszej wojnie nie da się wygrać w ten sposób. Potrzebna jest ogromna ilość taniej, prostej, dobrej jakości broni, ponieważ liczy się nie tylko jakość, ale także ilość.

Jeśli masz 10 superprecyzyjnych rakiet, to one cię nie uratują, jeśli przeciwnik wystrzeliwuje na ciebie 1000 dronów. A obecnie mowa jest już o dziesiątkach tysięcy dronów dziennie.

Mówimy o nowym charakterze wojny, który zmienił się mniej więcej tak samo, jak zmieniły się wojny w Europie, od kiedy europejscy rycerze w zbrojach po raz pierwszy zetknęli się z bronią palną. Wszystko, co znali do tej pory, przestało mieć znaczenie. Tak samo jest teraz.

Często europejscy politycy są zakładnikami sytuacji politycznej w swoich krajach, nie chcą straszyć wyborców wyścigiem zbrojeń, dlatego ich działania nie są tak zdecydowane.

Każdy polityk ma wybór, czy dzisiaj narazić się na gniew swojego wyborcy, czy jutro pogrzebać go martwego, rozerwanego na kawałki.

Widzieliśmy to w Ukrainie, dlatego Ukraińcy wołają: Nie popełniajcie naszych błędów. W 2022 roku ukraińskie władze obawiały się reakcji swoich wyborców. Dlatego nie przygotowały ich do wojny, w wyniku czego ogromna liczba tych wyborców zginęła.

Jeśli nie wyposażycie polskiej armii w niezbędną broń, a politycy będą dbali o to, by nie wywołać gniewu swoich wyborców, to w rezultacie część tych wyborców potem zginie i będzie wdzięczna już w zaświatach.

Jedność i nadzieja

Dużo mówiliśmy o oporze, który wynika z zjednoczenia Ukraińców, ale w społeczeństwie ukraińskim jest też polaryzacja. Na przykład między wojskowymi a tyłem, między rodzinami wojskowych a tymi, którzy chcą uniknąć mobilizacji, uchodźcami i tymi, którzy zostali. Jak to wygląda w czwartym roku wielkiej wojny?

Badania socjologiczne pokazują, że nie ma takiej polaryzacji. Jeśli wejdziemy na portale społecznościowe, gdzie w zasadzie rządzą rosyjskie boty, zobaczymy zupełnie inny obraz.

Na przykład wydawałoby się, że powinna istnieć duża różnica między tymi, którzy zgłosili się do wojska dobrowolnie, a tymi, którzy zostali zmobilizowani przymusowo. Jednak w rzeczywistości obserwujemy zupełnie inną sytuację. Ludzie zmobilizowani przymusowo w wielu przypadkach walczą bardzo dobrze i zaciekle, całkowicie zapominając, jak się znaleźli na froncie. Życie jest nieco bardziej skomplikowane niż proste modele transmitowane z Moskwy.

Z jednego z ostatnich sondaży Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii wynika, że pomimo wojny i wszystkich trudności Ukraińcy pozytywnie patrzą w przyszłość. Większość (66 proc.) wierzy, że za 10 lat Ukraina będzie prosperującym krajem członkowskim Unii Europejskiej. Dlaczego tak wierzymy w pozytywny scenariusz?

A dlaczego mamy nie wierzyć? W ciągu czterech lat Ukraina sprawiła, że Rosja nie była w stanie osiągnąć swojego strategicznego celu. Myśleliśmy, że po pierwszych miesiącach pełnoskalowej wojny skoro Rosja nie osiągnęła swoich celów, to zgodzi się na rozmowy, będzie negocjować i że już w 2022 roku zawrzemy jakąś umowę. Zamiast tego rosyjscy przywódcy wybrali wojnę na wyczerpanie.

Minęły już cztery lata i widzimy, że Rosja nie osiągnęła żadnego strategicznego celu.

Nie zdołała zdobyć żadnego dużego miasta. (Chersoń został wyzwolony jeszcze w tym samym roku). Nie zdołała przebić bezpiecznego korytarza lądowego do Krymu. Obecny korytarz, przez który rosyjskie wojska na Krymie są zaopatrywane, jest nieustannie atakowany. To połączenie do lata może całkowicie się załamać.

Można sobie wyobrazić, jak zakończy się sytuacja, gdy ogromna armia rosyjska znajdzie się bez żywności, bez wody, bez lekarstw, bez pocisków, bez amunicji, bez paliwa.

Trump nie ma narzędzi wywierania presji

Z drugiej strony administracja Donalda Trumpa również wywiera presję na Ukrainę.

Administracja Trumpa nie dysponuje tu żadnymi szczególnymi narzędziami. Co Amerykanie mogą powiedzieć Ukraińcom? Że nie dadzą pieniędzy? I tak nie dają. Że nie będą sprzedawać Europejczykom broni za europejskie pieniądze? Nie mogą tego powiedzieć, bo to katastrofa dla amerykańskiego przemysłu. Że nie będą udostępniać informacji wywiadowczych? Są one teraz bardziej potrzebne im niż nam. To szefowie CIA przekonali Trumpa, że nie można zaprzestać wymiany informacji, ponieważ nasze informacje dotyczące współczesnej wojny są bezcenne dla amerykańskiego wywiadu.

Pojawia się też argument, że Trump z myślą o wyborach w połowie kadencji do Kongresu jesienią 2026 roku, chciałby, żeby wojna zakończyła się jak najszybciej.

Jeśli Trump pragnie zawarcia jakiegoś porozumienia, to powinien wywierać presję na Putina.

Najwyraźniej nie chce.

Nie ma do tego narzędzi. Jedyne, co może zrobić, to jakoś dogadać się z Chinami, żeby one naciskały na Moskwę. Ale on się na to nie zdecyduje, bo to ostatnia rzecz, jaką chciałby zrobić.

Dlatego widzimy dużo rozmów, ale tak naprawdę nic z tego nie wynika.

Czego powinniśmy – Ukraina i Europa – spodziewać się w następnych kilku latach?

Kwestią numer jeden jest to, w jaki sposób zakończy się ta wojna. Rosyjska gospodarka znajduje się w stanie stagflacji. Z jednej strony jest ogromna inflacja, z drugiej strony następuje redukcja nawet sektora wojskowego. W pewnym momencie nie będą w stanie finansować tej wojny. Na froncie żołnierze nie będą otrzymywać żywności, wody, lekarstw, paliwa, pocisków i nabojów. Nietrudno to sobie wyobrazić, jak to się skończy.

Atak Rosji na Polskę

Myślę, że 2026 rok jeszcze jakoś przetrwają, chociaż w zasadzie latem czeka ich katastrofa bankowa. Ale nawet w tej sytuacji będą w stanie przetrwać jeszcze około pół roku. A potem wszystko się skończy.

Ten termin można znacznie skrócić. W interesie Europy, przede wszystkim Polski, jest znacznie go skrócić, ponieważ Polska będzie następnym celem. Nie sądzę, aby nastąpił atak na kraje bałtyckie, myślę, że atak nastąpi na Polskę.

Polska powinna być inicjatorem blokady przemytu rosyjskiej ropy przez Morze Bałtyckie, który zagraża całemu polskiemu wybrzeżu. Nie daj Boże, żeby doszło tam do rozlewu ropy. Powinny też być zaangażowane Dania, Szwecja i inne kraje.

O tankowcach tzw. floty cieni wszystko wiadomo. Ogromna część z nich jest w opłakanym stanie, nie powinny w ogóle pływać po morzu, ponieważ mogą spowodować straszną katastrofę ekologiczną. Część z nich ma fałszywe rejestracje, pływa pod nieprawdziwymi banderami, nie ma ubezpieczeń. Jeśli coś złego się wydarzy, nikt nie zapłaci.

Zgodnie z prawem morskim należałoby to zablokować, ale Europejczycy boją się to zrobić bez Amerykanów, a Amerykanie, jak już powiedzieliśmy, nie chcą się w to zbytnio angażować.

Jeśli teraz wstrzyma się eksport rosyjskiej ropy przez Morze Bałtyckie, to wojna zakończy się za około cztery miesiące. Jeśli nie, to potrwa jeszcze ponad rok.

Dla Polski jest to groźne, ponieważ w ciągu tego roku Rosja może spowodować w Polsce wiele cierpień i zniszczeń. Polsce opłaca się, aby wojna zakończyła się jak najszybciej.

Coraz więcej jest niepokojących sygnałów – polską przestrzeń powietrzną naruszają rosyjskie drony, są dywersje na kolei itd.

Ta wojna toczy się intensywnie i liczba tych incydentów w Polsce – dywersji, aktów terrorystycznych, cyberataków itd. – jest dużo większa, choć nie mówi się zbyt wiele publicznie.

Rosjanie testują, jak będzie zorganizowany polski opór.

Już teraz widać, że nie będzie zorganizowany zbyt dobrze, ponieważ Polacy przygotowują się do tradycyjnych wojen XX wieku z zastosowaniem ciężkiego sprzętu – czołgi, transportery opancerzone, helikoptery itd. A na obecnym polu walki, gdzie wszystko kontrolują drony, drogi czołg długo nie przeżyje.

Dlaczego ukraińskim ekspertom nie udaje się przekonać polskich kolegów do skorzystania z naszej lekcji?

Jest takie powiedzenie przypisywane Churchillowi, choć nie on to powiedział: generałowie zawsze przygotowują się do minionej wojny. Kiedy patrzę na to, co dzieje się teraz w Polsce, widzę przygotowania do wojny, której już nigdy nie będzie.

A polskie społeczeństwo – jaka mogłaby być jego reakcja na rosyjską inwazję? Podobna do ukraińskiej?

W sytuacji ukraińskiej było trochę łatwiej – wróg był widoczny. Były to czołgi, które jechały i stanowiły zagrożenie.

W przypadku Polski wróg będzie w dużej mierze niewidoczny. Będą to więc nocne ataki dronów nieznanego pochodzenia, akty terrorystyczne, dywersje, katastrofy ekologiczne spowodowane przez ludzi, tłumienie za pomocą potężnych środków walki radioelektronicznej wszelkiej normalnej aktywności, a także cyberataki itd.

Będzie to raczej wyglądało jak całkowite odcięcie Polski od zasilania, pogrążenie w panice i chaosie. Kiedy nie ma prądu, nic nie działa, nie ma łączności komórkowej, a do tego wszystkie systemy informacyjne, wszystkie media wyłączone. Nie wiadomo, jak społeczeństwo na to zareaguje.

Polska powinna analizować ukraińskie doświadczenia nie tylko z ostatnich czterech lat, ale także z pierwszych ośmiu lat wojny.

To bardzo ważna kwestia. Dlaczego Ukraińcy zawsze się denerwują, gdy mowa o czterech latach wojny?

Ukraińcy mówią: Nie, nie cztery lata, wojna trwa już 12 lat.

Ponieważ te osiem lat wojny na ograniczoną skalę przygotowało Ukraińców do wojny pełnoskalowej. Społeczeństwo wie, że trwa wojna, ktoś walczy, front może zbliżyć się do twojego miasta. Społeczeństwo wie, że należy pomagać, przekazywać darowizny na wojsko, wie jakim organizacjom obywatelskim ufać, dokąd się zwrócić, jeśli będziesz miał problem. Ludzie mają tysiące różnych sytuacji życiowych. Ktoś ma babcię, która nie chodzi, trzeba ją zabrać z odległej wsi. Kto to zrobi? A ktoś ma psa – nie można przecież zostawić psa na pastwę losu. (To osobna historia o tym, jak ratuje się ludzi i zwierzęta).

W czasie wojny może się zdarzyć tysiące różnych nieszczęść. Społeczeństwo musi być psychicznie przygotowane na to, że ktoś będzie musiał te problemy rozwiązywać. Państwo się tym nie zajmie, bo nie jest w stanie poradzić sobie z każdym konkretnym nieszczęściem.

Państwo nie uratuje waszej babci ani waszego psa.

Ukraińskie społeczeństwo miało na to osiem lat wojny, których polskie społeczeństwo nie ma.

Tak, ale Polacy wiele się nauczyli, pomagając Ukrainie w 2022 roku. Na przykład ministra kultury powiedziała mi, że dzięki doświadczeniom Ukrainy Polska obecnie analizuje i weryfikuje swoje plany ewakuacyjne dzieł sztuki. I podobnie jest w innych dziedzinach.

To bardzo słuszne, ale takich osób, które przygotowują się, w polskim społeczeństwie jest mniejszość. Większość myśli, że nic takiego się nie wydarzy. A jeśli nawet się wydarzy, to Ameryka nam pomoże. A Ameryka nie pomoże.

O tym nie mówi się głośno.

To iluzja, że ze względu na dobre osobiste relacje między prezydentem Polski a prezydentem Ameryki, USA pomoże. Amerykanie nie będą nic robić, w najlepszym razie powiedzą: Polacy, trzymajcie się.

Jak mówi znane rzymskie powiedzenie, jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny. Każda polska rodzina powinna przećwiczyć, co będą robić, jeśli coś się wydarzy.

W rosyjskiej gospodarce jest gigantyczna dziura, którą trzeba by czymś zatkać. Na Ukrainie nie ma takich środków. Żeby zatkać tę dziurę, trzeba zaatakować Europę. Putin nie ma innej opcji. Jednak z pewnością nie zaatakuje wtedy i tam, gdzie się go spodziewają. Europejscy politycy mówią: w 2030 roku Rosja będzie gotowa zaatakować Europę. Rosja nie będzie czekać, zaatakuje już teraz.

Gdzie zaatakuje? Wiele osób w Polsce jest przekonanych, że będzie próbowała przełamać Przesmyk Suwalski. Ale tam stoi potężna armia polska, wspierana przez innych sojuszników NATO. Dlaczego Rosja miałaby wkraczać tam, gdzie czekają na nią polskie wojska?

Rosyjska doktryna wojskowa, którą niestety w Polsce mało kto zna, mówi o czymś innym – o tajnych operacjach, kiedy nie można zrozumieć, co się dzieje. A kiedy zaczyna się rozumieć, to już w zasadzie jest za późno – trzeba wywiesić białą flagę.

To, co miało miejsce wiosną 2022 roku w Ukrainie, to nie jest klasyczne rosyjskie podejście. Klasyczne rosyjskie podejście zgodne z rosyjską strategią wojskową miało miejsce wiosną 2014 roku na Krymie oraz na wschodzie Ukrainy.

Dlatego tak ważne są te pierwsze osiem lat wojny. W miastach na wschodzie Ukrainy pojawiają się jacyś ludzie – w starych mundurach, jacyś rekonstruktorzy, kozacy, białogwardziści, z jakąś dziwną bronią. Ukraińska policja, straż graniczna nie wie, co robić z tym ludem. Co to w ogóle jest? Czy to poważne, czy niepoważne?

Zrozumieją, co się dzieje, dopiero gdy już mają związane ręce i siedzą gdzieś w piwnicy ze szmatą w ustach.

Gdyby wówczas po stronie ukraińskiej nie było oficerów bojowych, którzy mieli doświadczenie w misjach pokojowych w gorących punktach, na przykład w Afryce, wtedy być może sytuacja wyglądałaby jeszcze gorzej. Oni rozpoznali rosyjską doktrynę wojenną i wiedzieli, że zaczęła się wojna.

Dla Polaków powinny być istotne nie tylko lekcje z ostatnich czterech lat wojny – wszyscy Polacy to rozumieją – ale też te z pierwszych ośmiu. Kiedy społeczeństwo miało czas, aby przygotować się na najgorsze. Kiedy operacje są ukryte, kiedy nie wiadomo, z czym ma się do czynienia.

Według rosyjskiej doktryny wojskowej rosyjski dowódca musi przeprowadzić operację w taki sposób, aby przeciwnik nie rozumiał, co się dzieje. Czy odpowiadać, czy nie odpowiadać, a jeśli odpowiadać, to gdzie i jak. W momencie podjęcia decyzji o udzieleniu odpowiedzi rosyjska operacja zasadniczo dobiega końca.

Podobnie może być w przypadku Polski. Przez granicę z Białorusią wkraczają jacyś dziwni ludzie. Polska policja i Straż Graniczna nie wiedzą, kim są. Strzelać do nich, nie strzelać, aresztować czy nie. Oni myślą – a rosyjska operacja jest już zakończona.

Dlatego Ukraińcy mówią Polakom: prosimy, wyciągnijcie wnioski z naszych błędów i nie powtarzajcie ich!

;
Na zdjęciu Krystyna Garbicz
Krystyna Garbicz

Jest dziennikarką, reporterką. Ukończyła studia dziennikarskie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pisała na portalu dla Ukraińców w Krakowie — UAinKraków.pl oraz do charkowskiego Gwara Media. W OKO.press pisze o wojnie Rosji przeciwko Ukrainie oraz jej skutkach, codzienności wojennej Ukraińców. Opisuje również wyzwania ukraińskich uchodźców w Polsce, np. związane z edukacją dzieci z Ukrainy w polskich szkołach. Od czasu do czasu uczestniczy w debatach oraz wydarzeniach poświęconych tematowi wojny w Ukrainie.

Komentarze