Prawa autorskie: Jakub Wlodek / Agencja GazetaJakub Wlodek / Agenc...
02 grudnia 2021

Czarnek zmienia listę czasopism naukowych. Dodaje punkty swoim - na miesiąc przed oceną

1 grudnia Ministerstwo Edukacji i Nauki po raz kolejny zmieniło punktację setek czasopism naukowych. Dosypano punktów, najwięcej polskiej humanistyce, w tym czasopismom wydawanym przez uczelnie kościelne. Punktacja obowiązuje wstecz. Zyskał spektakularnie np. "Przegląd Sejmowy", obsadzony przez PiS

Nową listę naukowych czasopism punktowanych opublikowano na stronach ministerstwa (tutaj) 1 grudnia 2021, na miesiąc przed końcem okresu ewaluacji (czyli oceny wydziałów czy instytutów). Ewaluacja obejmie okres 2017-2021. Liczba punktów zdobytych przez naukowców za publikacje to kluczowy element oceny.

Zmiana 1228 pozycji

Według serwisu AtMatic.pl od momentu publikacji listy czasopism w lutym 2021 do ostatniej aktualizacji 1 grudnia 2021 roku dopisano lub zmieniono 1228 pozycji.

AtMatic.pl - który sprzedaje usługi związane z ewaluacją - oszacował, że na ostatniej zmianie zyskały przede wszystkim czasopisma z dyscypliny „historia” (otrzymały łącznie 11 tys. 870 punktów) oraz „nauki o kulturze i religii” (10 tys. 560 punktów).

W porównaniu z nimi najmniej zyskała astronomia (wszystkim czasopismom z tej dyscypliny „dosypano” łącznie 840 punktów) oraz matematyka (960 punktów).

View post on Twitter

„Nowa” punktacja obowiązuje wstecz. Oznacza to w praktyce, że naukowcy publikujący np. w „Przeglądzie Sejmowym” w roku 2019 nie mogli wiedzieć, ile dostaną za tę publikację punktów w roku 2022, kiedy będą one zliczane i kiedy ich instytuty czy wydziały będą oceniane przez ministerstwo.

System ewaluacji ulegał zresztą ciągłym i wielokrotnym zmianom, podobnie jak lista czasopism. (Pisaliśmy o tym m.in. tutaj i tutaj).

Pierwotnie liczba punktów przyznawanych za publikację w danym czasopiśmie miała być związana głównie z jego cytowalnością, a więc oparta na policzalnych i możliwych do zweryfikowania kryteriach. Czasopisma „wyceniano” na 20, 40, 70, 100, 140 lub 200 punktów.

Uznaniowe korekty

Szybko jednak ministerstwo zaczęło wprowadzać do niej uznaniowe korekty. Zaczął to robić już wicepremier i minister nauki Jarosław Gowin, za którego kadencji ten system budowano - np. we wrześniu 2019 roku Gowin podniósł punktację czasopisma wydawanego przez IPN.

W lutym 2021 minister Czarnek sam wprowadził radykalne zmiany na liście, m.in. podnosząc punktację tym pismom, w których sam publikował. Protestowali naukowcy i uczelnie, np. list protestacyjny wystosował Komitet Nauk Prawnych PAN.

Zasady ewaluacji zresztą nadal się będą zmieniać - kolejne poprawki zapowiedział w listopadzie 2021 wiceminister edukacji i nauki, prof. Włodzimierz Bernacki.

Wszystko więc wskazuje na to, że także w następnych latach naukowcy nie będą wiedzieć, w jaki sposób będzie się ich pracę oceniać.

Dlaczego to jest ważne?

Lista ma kluczowe znaczenie dla tysięcy polskich naukowców. Już od czasów rządów PO-PSL i rozpoczętych reform w nauce przez ówczesną ministrę prof. Barbarę Kudrycką, dorobek naukowy instytutów i wydziałów ocenia się w punktach, które naukowcy otrzymują za publikacje.

„Punkty” najlepiej wyobrazić sobie jako walutę, za którą uczelnie kupują pozycję w rankingach - zostają przyporządkowane do różnych kategorii badawczych (A+, A, B+ itp.).

W ślad za wyższą kategorią idzie wyższa dotacja z budżetu.

Co więcej, zgodnie ze zmianami wprowadzonymi przez ministra Gowina, tylko jednostki z kategorią co najmniej B+ w danej dyscyplinie będą mogły nadawać stopnie naukowe (doktora i doktora habilitowanego). Ma to ogromne znaczenie dla prestiżu i statusu uczelni.

Teoretycznie ministerstwo twierdzi, że dorobku poszczególnych naukowców nie należy wyceniać w punktach, bo liczy się ocena merytoryczna - mają one służyć tylko do oceny poszczególnych jednostek. W praktyce oczywiście od naukowca oczekuje się zazwyczaj dostarczenia odpowiedniej liczby punktów dla uczelni, niekiedy zapisując to nawet w umowach o pracę.

Jak się zdobywa punkty? Publikując w odpowiednich miejscach. Nikt naturalnie nie ocenia merytorycznej wartości dziesiątków tysięcy publikacji naukowych, które co roku powstają w Polsce. Liczy się wyłącznie miejsce publikacji. Ministerstwo zakłada, że dobre i cieszące się dużą renomą pisma przyjmują do druku dobre artykuły.

W styczniu 2019 roku OKO.press pisało o kontrowersjach wokół listy wydawnictw naukowych - tych wydawnictw książek naukowych, w których publikacja jest uznawana przez urzędników z ministerstwa za uprawianie nauki. Znalazły się na niej rozmaite kurioza, wyceniono np. wysoko kościelne wydawnictwa, które (oprócz wydawania książek) zajmują się handlem dewocjonaliami.

Listę aktualizowano, dopisując do niej nowe pozycje - np. w październiku 2020 znalazło się na niej wydawnictwo Ordo Iuris.

Wielki sukces „Przeglądu Sejmowego”

Na zmianach zyskały różne czasopisma, ale łatwo jest znaleźć wśród nich przykłady politycznych prezentów dla środowisk naukowych związanych z władzą.

Przykładem jest wzrost punktacji „Przeglądu Sejmowego”, pisma naukowego, publikującego artykuły z dziedziny prawa, ale także historii czy nauk politycznych. 1 grudnia 2021 „Przeglądowi” podniesiono punktację ze 100 do 140 punktów, co stawia go w rzędzie najlepszych międzynarodowych czasopism w swojej dyscyplinie.

Historia pisma jest burzliwa. W marcu 2016 roku, niedługo po wygranych przez PiS wyborach, szef Kancelarii Sejmu odwołał cały komitet redakcyjny „Przeglądu Sejmowego”.

Jak domyślała się wówczas prasa (oficjalnych powodów nie podano), chodziło o to, że w skład redakcji wchodzili sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, wówczas „odzyskiwanego” przez PiS. Redaktorem naczelnym był wówczas prof. Piotr Tuleja, konstytucjonalista sprzeciwiający się zmianom wprowadzanym przez władze.

Dziś redaktorem naczelnym „Przeglądu Sejmowego” jest prof. Waldemar Paruch, doradca programowy PiS, z jej nadania szef Centrum Analiz Strategicznych, kandydujący z list PiS m.in. do Sejmu i do europarlamentu, doradca ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka oraz przewodniczący Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Lublinie, stały komentator w mediach prorządowych.

W „Przeglądzie Sejmowym” publikują m.in.:

  • minister edukacji i nauki, prof. Przemysław Czarnek („Sędzia Trybunału Konstytucyjnego - Profesor Henryk Cioch. W 70. rocznicę urodzin”, nr 4 z 2021 r., wspólnie z Hanną Witczak),
  • poseł PiS i pracownik Uniwersytetu SWPS, dr Bartłomiej Wróblewski („O normatywności, redundantności i zbędności przepisów prawnych. Część druga: typologia przepisów”, nr 2 z 2021 r., wspólnie z Maurycym Zajęckim),
  • prof. Mieczysław Ryba, ekspert TVP i gość mediów o. Rydzyka („Kościół, Cerkiew i kwestia ukraińska. Spór na forum polskiego parlamentu w 1938 r.” nr 2 z 2021 r.);
  • prof. Przemysław Żurawski vel Grajewski, członek rady programowej PiS („Nowa odsłona konfliktu wokół członkostwa Fidesz w EPL w kontekście epidemii koronawirusa”, nr 3 z 2021 roku.

Wszystkie numery i artykuły można znaleźć na stronie pisma).

„To pismo powinno mieć nie więcej niż 20 punktów” - napisała do OKO.press o „Przeglądzie Sejmowym” naukowczyni, redaktorka innego pisma naukowego (która pragnie pozostać anonimowa). I przytoczyła wskaźniki cytowań „Przeglądu”, który jest praktycznie nieobecny w nauce międzynarodowej:

„Indeksacja w Web of Science: Liczba cytacji WoS = 35 (!) na 599 publikacji! z lat 2015-2021. Impact Factor - nie dotyczy, Scopus - brak indeksacji” - pisała.

Temkin: Może w Polsce lepiej się nie da?

OKO.press poprosiło o komentarz Aleksandra Temkina, współzałożyciela Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej, ostro krytykującego samą ideę punktacji opartej wyłącznie na bibliometrycznych wskaźnikach.

„Sprawa jest trudna. Rozmawiałem niedawno ze znajomym, związanym z liberalnym think tankiem, zwykle bardzo ostro antyczarnkowym - i wyśmiewał się z moich ceregieli. Nie podoba mi się, że lista czasopism ustalana jest po uważaniu, że nie ma jasnych kryteriów, że zmiany są bardzo częste.

A on na to mówi, żebym dał spokój, że znacznie ważniejsze od stylu jest to, że nowa lista sprawi, że np. polscy prawnicy będą mieli gdzie publikować. Że w Polsce wszystkie zmiany są przeprowadzane w takim stylu i nic się nie zrobi w białych rękawiczkach. Nie wiem, czy ma rację.

Arbitralność tych działań sprawia, że będzie bardzo łatwo je odwrócić i znowu prawnicy nie będą mieli gdzie dyskutować komentarzy do ustaw. Znajdujemy się między Scyllą a Charybdą” - napisał OKO.press Temkin.

Prof. Kulczycki: Miara niczego

„Ewaluacja pierwotnie miała mówić o sile naukowej instytucji mierzonej naukometrycznie. Nowy wykaz czasopism sprawi jednak, że wyniki ewaluacji będą miarą niczego. Zamiast więcej pieniędzy na badania, minister dał środowisku naukowemu więcej rubli transferowych pod postacią punktów.

Ponownie na wykazie znalazły się czasopisma, które nie spełniają wymogów ustawowych (tj. indeksowania w określonych bazach lub bycia beneficjantami ministerialnego programu wsparcia). Znów minister sam zdecydował o podniesieniu punktacji kilkuset czasopismom wbrew jakimkolwiek obiektywnym parametrom służącym do oceny jakości czasopism.

Wcześniej środowisko naukowe bało się stosowania albo czystej bibliometrii, albo ściśle eksperckich decyzji panelowych. Okazało się jednak, że każdy z tych członów alternatywy byłby lepszy od sytuacji, którą środowisko zostało uraczone miesiąc przed rozpoczęciem ewaluacji” - komentuje dla OKO.press prof. Emanuel Kulczycki, który zajmuje się naukometrią, ewaluacją nauki oraz socjologią nauki.

W latach 2016-2018 prof. Kulczycki był przewodniczącym tzw. Zespołu ds. wykazów czasopism i wydawnictw naukowych. (W 2018 otrzymał nagrodę naukową Prezesa Polskiej Akademii Nauk za serię artykułów naukowych poświęconych naukometrii, opublikowanych w uznanych czasopismach międzynarodowych).

Udostępnij:

Adam Leszczyński

Dziennikarz OKO.press, historyk i socjolog, profesor Uniwersytetu SWPS w Warszawie.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne