0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: mat. własnemat. własne

Lewo-prawo-lewo. Niby pusto, w oddali majaczy tylko jakiś czerwony samochód. Anna* wchodzi na przejście dla pieszych. Jest kilka minut po godzinie 19. Do końca marca zostały dwa dni.

Co wydarzyło się potem, pamięta przez mgłę. Hyundai wjechał w nią w połowie przejścia. – Uderzyłam głową o przednią szybę pojazdu. Uderzenie było na tyle silne, że moje ciało znaleziono siedem metrów dalej. W karetce co chwilę budziłam się i traciłam przytomność. Ze szpitala wyszłam po trzech tygodniach – mówi Anna. Do wypadku doszło w Wieliczce, 13 km od Krakowa. Za kółkiem czerwonego Hyundaia siedziała Joanna Gaberle, sędzia miejscowego Sądu Rejonowego.

przejście dla pieszych na drodze dwukierunkowej
Przejście dla pieszych, na którym potrącono Annę. Fot. mat. własne

W Prokuraturze Okręgowej w Rzeszowie, która prowadzi sprawę, potwierdzam, że kierująca „umyślnie naruszyła zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym w ten sposób, że nie zachowała szczególnej ostrożności podczas zbliżania się do wyznaczonego przejścia dla pieszych i niewłaściwie obserwowała przedpole przed pojazdem, w wyniku czego nieumyślnie spowodowała wypadek”.

Anna złamała kość ciemieniową, potyliczną i skroniową po lewej stronie czaszki. Miała liczne krwiaki i wybroczyny w obu płatach czołowych mózgu, potwierdzone krwawienie podpajęczynówkowe. Złamała kości piszczelową i strzałkową w nodze. – Do dziś nie mam węchu, męczę się z zawrotami głowy. Mimo czterech miesięcy rehabilitacji utykam na lewą nogę – mówi mi Anna.

Biegli klasyfikują to jako średni uszczerbek na zdrowiu. Sprawczyni grozi kara do trzech lat więzienia.

PiS zgotował chaos prawny

Rzeszowska prokuratura nie ma wątpliwości co do winy kierowczyni. „Zgromadzone dowody uzasadniają podejrzenie popełnienia przez nią czynu zabronionego” – czytam w aktach sprawy.

Żeby jednak sprawczynię pociągnąć do odpowiedzialności karnej i sprawę skierować do sądu, trzeba odebrać jej sędziowski immunitet. Arkadiusz Jarosz, zastępca prokuratora okręgowego w Rzeszowie taki wniosek skierował do Sądu Najwyższego 14 listopada 2023. Wiesław Kozielewicz, sędzia Sądu Najwyższego, 7 lutego 2024 wyraził zgodę na odebranie immunitetu sędzi z Wieliczki. Sędzia Gaberle zażaliła jednak decyzję sądu i od razu zawnioskowała o zawieszenie całego postępowania. Dlaczego?

Wskazała, że obecne ukształtowanie Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego, która rozpatrywałaby wniosek o odebranie immunitetu w drugiej instancji, nie odpowiada standardom konstytucyjnym i normom prawa unijnego.

Izba Odpowiedzialności Zawodowej to twór, powołany do życia przez Prawo i Sprawiedliwość rękami Andrzeja Dudy i Mateusza Morawieckiego we wrześniu 2022 roku. IOZ zastąpiła Izbę Dyscyplinarną, która po wprowadzeniu do niej neosędziów została uznana za nielegalną przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i polski Sąd Najwyższy. Sądy zgodnie uznały, że Izba Dyscyplinarna nie spełnia kryteriów niezawisłego i bezstronnego sądu ustanowionego ustawą.

Zasiadali tam bowiem – tak jak potem w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej – neosędziowie. Zmiana – choć w wykonaniu PiS wyłącznie formalna, opierająca się właściwie na nowej nazwie – była potrzebna, by uwolnić unijne fundusze, których wypłatę Komisja Europejska uzależniła od zmian w sądownictwie.

Jak wyjaśniał w OKO.press Mariusz Jałoszewski: „W przypadku Izby Odpowiedzialności Zawodowej najpoważniejszy zarzut dotyczy faktu, że sędziów do niej wyznaczyli politycy. Konkretnie wybrał ich osobiście prezydent Andrzej Duda spośród wylosowanych wcześniej przez Małgorzatę Manowską, neo-sędzię na stanowisku I prezesa Sądu Najwyższego, 33 sędziów i neo-sędziów SN. Prezydent wybrał 11 członków Izby, w tym 6 wadliwych neo-sędziów SN. Jego decyzja miała zaś kontrasygnatę kolejnego polityka, premiera Mateusza Morawieckiego”.

W wadliwej Izbie nie ma komu orzekać

Sprawę sędzi-sprawczyni wypadku samochodowego miała rozpatrywać trójka sędziów: Barbara Skoczkowska, Zbigniew Korzeniowski i Krzysztof Staryk. Termin rozprawy wyznaczono na 14 listopada 2024 (a więc przeszło 2,5 roku po wypadku). Tyle że dzień przed posiedzeniem jeden z sędziów, Krzysztof Staryk, złożył wniosek o zdjęcie z wokandy wszystkich jego spraw, w tym tej o odebraniu immunitetu sędzi Gaberle. Wcześniej zakwestionował wyznaczenie go przez prezydenta do orzekania w IOZ i pozwał Sąd Najwyższy o ustalenie, że nie musi tam pracować.

Jak wyjaśniał w OKO.press Mariusz Jałoszewski: „Staryk zarzuca, że jest nadmiernie obciążony pracą w dwóch izbach [Sądu Najwyższego – red.] i uważa to za przejaw dyskryminacji w pracy. Podkreśla, że brakuje mu czasu, by dobrze przygotować się do spraw. Nie zgadza się też ze sposobem, w jaki prezydent Andrzej Duda wyznaczył go do nowej Izby [Odpowiedzialności Zawodowej – red.]".

wysoki szklany budynek, a przed nim kolumny
Budynek Sądu Najwyższego. Fot. Michal Borowczyk/Agencja Wyborcza.pl

W miejsce sędziego Krzysztofa Staryka trzeba było powołać kogoś innego. I tu zaczęły się schody, bowiem 11-osobowa Izba Odpowiedzialności Zawodowej nie była w stanie wyłonić trzech sędziów zdolnych do rozpoznania zażalenia sędzi Gaberle. Choć to na tej właśnie Izbie spoczywa ustawowy obowiązek jego merytorycznego rozstrzygnięcia.

Staryka zastąpić bowiem mógł któryś z sześciu neosędziów, ponieważ sędzia (i zarazem prezes SN) Wiesław Kozielewicz rozpatrywał sprawę w pierwszej instancji, a więc nie mógł orzekać w kwestii zażalenia, a sędzia Paweł Grzegorczyk mimo powołania do Izby nigdy nie podjął w niej orzekania.

Przewlekanie postępowania? Sąd: ależ skąd!

6 marca 2025 roku (czyli prawie trzy lata po wypadku) rzeszowska prokuratura zawiesiła śledztwo. Postępowanie właściwie było zakończone, a „zgromadzony materiał dowodowy bezsprzecznie wskazał, że sprawcą zaistniałego wypadku drogowego była Joanna Gaberle, która potrąciła prawidłowo poruszającą się po przejściu dla pieszych Annę” – jak czytamy w uzasadnieniu. Prokurator podniósł jednak, że odebranie immunitetu sędzi nie jest dziś możliwe – a bez tego sprawa nie może trafić do sądu.

Cztery dni później, 10 marca, sędzia SN Barbara Skoczkowska prowadząca sprawę o odebranie immunitetu, również zdecydowała się postępowanie zawiesić. W uzasadnieniu decyzji wprost powołała się na „wystąpienie w sprawie długotrwałej przeszkody uniemożliwiającej jego prowadzenie”. Mówiąc wprost, chodzi o wadliwość prawną Izby Odpowiedzialności Zawodowej, która, tak ukształtowana, nie spełnia wymogów niezależnego, bezstronnego i niezawisłego sądu.

– Znaleźliśmy się w epicentrum paraliżu prawnego. System sprawiedliwości jest wadliwy, a moja klientka padła jego ofiarą. Nie ma bowiem dzisiaj żadnej realnej możliwości dochodzenia swoich roszczeń w drodze postępowania karnego, bo sprawczyni wypadku nie może zostać pociągnięta do odpowiedzialności. I to z przyczyn całkowicie niezależnych od stron postępowania – komentuje adwokat Paweł Halabowski, obrońca Anny.

– Pokrzywdzona nie może liczyć na ochronę swoich praw, a odpowiedzialna za jej krzywdę osoba bez jakichkolwiek konsekwencji kontynuuje swoje życie prywatne i służbowe – dodaje Halabowski.

Pat po zmianie władzy

Anna i jej obrońca wnieśli skargę do Sądu Najwyższego na przewlekłość postępowania. – W mojej ocenie trudno nazwać inaczej obecną sytuację prawną mojej klientki aniżeli przewlekłością postępowania – wskazuje mec. Halabowski. – W momencie, w którym Izba Odpowiedzialności Zawodowej zdecydowała się zawiesić postępowanie, wiedzieliśmy, że nie mamy tak naprawdę szans na żaden finał. Utknęliśmy, można rzec, na dobre – dodaje.

Sąd Najwyższy 18 listopada 2025 roku odrzucił skargę i nie dopatrzył się przewlekania postępowania.

Anna napisała więc do Rzecznika Praw Obywatelskich, który 27 listopada odpisał, że sprawa „wykracza poza jego kompetencje”. Napisała do premiera Donalda Tuska. Ten nie odpisał w ogóle. 23 grudnia Anna wysłała pismo do ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka.

Elegancki mężczyzna ubrany w garnitur rozmawia przez telefon
Minister Sprawiedliwości Waldemar Żurek w budynku Sądu Najwyższego. Fot. Michał Borowczyk/Agencja Wyborcza.pl

Ten zapewnił, że zdaje sobie sprawę ze skali problemu i pracuje nad zmianą przepisów (o czym niżej). Potwierdziliśmy, że resort poprosił Sąd Najwyższy o działania wyjaśniające i nadzorcze w tej sprawie. Zaznaczył jednak przy tym, że adresatem zarzutów powinien być prezes Sądu Najwyższego, nie on.

Nawrockiemu się nie chce

Anna nie jest jedyna.

Rzecznik Praw Obywatelskich ustalił, że w co najmniej trzech innych przypadkach Izba Odpowiedzialności Zawodowej zawiesiła postępowanie, powołując się na niemożność ukonstytuowania składu orzekającego.

Przykłady można mnożyć. Krakowska prokuratura ponad rok czekała, aż Sąd Najwyższy zdecyduje się uchylić immunitet byłej szefowej Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu z czasów Zbigniewa Ziobry Magdalenie Z., która śmiertelnie potrąciła 7-letnią dziewczynkę. Do wypadku doszło 28 listopada 2024 roku. Izba Odpowiedzialności Zawodowej zdecydowała o zezwoleniu na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej prokurator Magdaleny Z. dopiero 20 maja tego roku. A decyzja nie jest prawomocna – i może zakończyć się scenariuszem takim, jakiego dziś doświadcza Anna.

„Taki stan rzeczy jest nie do pogodzenia z prawem każdego do rozpoznania sprawy w rozsądnym terminie. Kwestią czasu wydaje się wzrost liczby spraw, w których Izba Odpowiedzialności Zawodowej przez wiele miesięcy nie będzie podejmowała jakichkolwiek czynności z uwagi na niemożność ukonstytuowania składu orzekającego” – podnosi w wystąpieniu do Ministerstwa Sprawiedliwości z marca tego roku Rzecznik Praw Obywatelskich, Marcin Wiącek.

Przeczytaj także:

Światełko w tunelu dla poszkodowanych, których sprawy utknęły w Izbie Odpowiedzialności Zawodowej, pojawiło się pod koniec roku. Sędzia SN Krzysztof Staryk (który odmawiał orzekania), 1 października przeszedł w stan spoczynku, razem z dwoma innymi sędziami. Pojawiły się więc trzy wakaty i szansa na to, by Izba mogła legalnie orzekać. W związku z tym 13 lutego 2026 roku sędzia Sądu Najwyższego Barbara Skoczkowska zdecydowała się na odwieszenie postępowania – właśnie z uwagi na szansę uzupełnienia składu orzekającego w sprawie Anny. Jednak prezydent Karol Nawrocki do dziś nie uzupełnił składu IOZ.

W międzyczasie sędzia Skoczkowska próbowała skierować sprawę zażalenia sędzi Gaberle do Izby Karnej Sądu Najwyższego. Izba Karna uznała, że nie jest władna do orzekania w tej sprawie i sprawę zwróciła do IOZ. Przydzielono ją jednak nowemu sędziemu, Markowi Siwkowi. Ten teraz musi wyznaczyć termin sprawy i w 3-osobowym składzie rozpoznać zażalenie.

Jak dotąd nie ma ani nowego składu – gdyż jedynymi, którzy mogliby do niego wejść, są neosędziowie – ani tym bardziej terminu. Swoją drogą, co do samego sędziego Siwka, istnieją wątpliwości w sprawie jego statusu, gdyż został on powołany na wniosek zreformowanej przez PiS Krajowej Rady Sądownictwa, tzw. neo-KRS.

Izba Ochrony Zawodowej

– Izba Odpowiedzialności Zawodowej powinna zmienić nazwę na Izbę Ochrony Zawodowej. Skrót zostanie ten sam, a istota jej działania zostanie właściwie oddana – mówi z przekąsem Przemysław Rosati, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej, w rozmowie z OKO.press.

– W państwie prawa nie powinno dochodzić do sytuacji, w której obywatel miesiącami czeka na pociągnięcie drugiej osoby do odpowiedzialności karnej. A tu sprawa jest w takim politycznym impasie od lat – mówi Rosati.

– Trudno o lepszy przykład tego, jak polityczny spór w obrębie wymiaru sprawiedliwości, ale i tchórzliwa postawa osób odpowiedzialnych za prawidłowe funkcjonowanie Sądu Najwyższego w bezpośredni i bardzo negatywny sposób dotyka zwykłych ludzi – dodaje Rosati.

Równie krytycznie sprawę komentuje dr Marcin Szwed, prawnik Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka oraz konstytucjonalista wykładający na Uniwersytecie Warszawskim. – To kolejny przejaw tego, jak na konflikcie polityczno-prawnym wokół sądów i braku możliwości rozwiązania go za pomocą kompromisowego rozwiązania tracą zwykli obywatele – mówi OKO.press Szwed.

Szwed sytuację związaną z Izbą Odpowiedzialności Zawodowej wprost nazywa „fatalną”. – Prowadzi do tego, że w wielu przypadkach postępowania karne czy dyscyplinarne przeciwko sędziom po prostu nie mogą się toczyć. Wymagałoby to pilnej reakcji ustawodawcy, bo bez tego trudno byłoby cokolwiek zmienić, zwłaszcza że nie zanosi się, by zmiana na stanowisku Pierwszego Prezesa SN mogłaby cokolwiek poprawić w tym zakresie – wskazuje.

Tu jednak dochodzi do politycznego impasu, bowiem, by nowelizacja ustawy mogła wejść w życie, potrzebny jest podpis prezydenta. – A ten, jak wiadomo, sprzeciwia się jakiemukolwiek kwestionowaniu statusu tzw. nowych sędziów – mówi Szwed.

Byle do wyborów?

– Impas w polskim wymiarze sprawiedliwości trwa od 11 lat. Zjednoczona Prawica powołała Izbę Odpowiedzialności Zawodowej w miejsce Izby Dyscyplinarnej. Miała być remedium na problemy związane z brakiem odpowiedzialności zawodowej sędziów i prokuratorów. Tymczasem stworzono coś, co zaprzecza idei sprawnego rozstrzygania. IOZ nie przesądza o winie sędziego, a jedynie zgadza się na odebranie mu immunitetu. Z punktu widzenia prawa procesowego usuwa więc tylko przeszkodę formalną i umożliwia dalszą pracę prokuratury, a potem sądu – wyjaśnia prezes Rosati.

Według prezesa NRA niezrozumiała jest opieszałość IOZ w tej sprawie i powoływanie się na argument niekonstytucyjności. Prowadzi to do absurdalnej sytuacji, w której obywatele mają czekać albo na wynik wyborów dający jednemu ugrupowaniu kontrolę nad prezydenturą, Sejmem i Senatem, albo pozostają uzależnieni od politycznej postawy sędziów, którzy powinni być niezawiśli, bezstronni, odpowiedzialni i odważni, ale zamiast tego coraz bardziej wikłają się w polityczne zawirowania.

– Nie można dopuścić do sytuacji, w której cały kraj przez najbliższe dwa lata będzie sparaliżowany i będzie jedynie odliczał czas do kolejnych wyborów w nadziei, że pełnię władzy obejmie jedna partia polityczna. Trzeba szukać rozwiązań tu i teraz, bo przecież wymiar sprawiedliwości pełni funkcję służebną względem obywateli, o czym w środowisku sędziów coraz częściej się zapomina – dodaje Rosati.

elegnancki mężczyzna na tle biało-czerwonych flag
Prezydent Karol Nawrocki objął urząd niespełna rok temu. Zdążył zawetować już 33 ustawy. Fot. Sławomir Kamiński/Agencja Wyborcza.pl

– Odebranie immunitetu zdaje się kwestią zero-jedynkową. Niezgoda na pociąganie do odpowiedzialności karnej sędziego następuje tylko wówczas, gdy zgromadzone dowody nie potwierdzają zasadności zarzutu. Jeśli prokuratura twierdzi, że wina jest ewidentna, to IOZ nie ma co zwlekać. Inaczej przyczynia się do niewydolności wymiaru sprawiedliwości i tym samym obniżenia zaufania obywateli do niezawisłych sądów i praworządności – tłumaczy Rosati.

Praworządność w zamrażarce

Izba Odpowiedzialności Zawodowej miała zostać zlikwidowana jeszcze za czasów Adama Bodnara. Ale ówczesny minister sprawiedliwości ze zmian nieoczekiwanie się wycofał, tłumacząc, że da się doprowadzić do wyłonienia składu sędziowskiego, który będzie zgodny z Konstytucją i prawem międzynarodowym. W grę wchodziła polityka – Prokurator Generalny dwa dni wcześniej skierował do IOZ wniosek w sprawie uchylenia immunitetu prokuratora Mirosława Wachnika. Przeciwko nagłym i niekonsultowanym zmianom (nieskutecznie) protestowała m.in. Iustitia.

Kwestia IOZ wchodzi w skład tzw. ustawy praworządnościowej, czyli ustawy „o przywróceniu prawa do niezależnego i bezstronnego sądu ustanowionego na podstawie prawa przez uregulowanie skutków uchwał Krajowej Rady Sądownictwa podjętych w latach 2018–2025”. Waldemar Żurek skierował projekt do Sejmu pod koniec grudnia.

Projekt utknął jednak w zamrażarce. Po pierwszym czytaniu (w styczniu) skierowano go do sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. Od lutowego wysłuchania publicznego z tematem nie zadziało się nic.

Projekt ustawy zakłada, że Izba Odpowiedzialności Zawodowej ma pozostać, ale jej skład ma być wybierany „przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego spośród sędziów Sądu Najwyższego wylosowanych na posiedzeniu Kolegium Sądu Najwyższego”. Jego przyjęcie jest niemal niemożliwe, gdyż prezydent Nawrocki już ogłosił, że zamierza go zawetować. Sam też opracował projekt własnej – szeroko krytykowanej przez środowiska sądownicze – ustawy, którą Mariusz Jałoszewski w OKO.press nazwał „ustawą kagańcową 2.0, tylko bardziej brutalną”.

Nie ma o czym rozmawiać

Anna, nie czekając na rozstrzygnięcie sprawy na drodze karnej, rok temu złożyła pozew cywilny, domagając się odszkodowania od firmy, w której ubezpieczona jest sędzia. To jedyna droga domagania się jakiegokolwiek zadośćuczynienia za spowodowany wypadek.

Sprawa wciąż jest w punkcie wyjścia, bo firma ubezpieczeniowa nie uznała winy swojej klientki. – Przed nami powołanie biegłych i analizowanie całego wypadku od nowa. Terminy kolejnych spraw w sądzie nie zostały nawet wyznaczone – mówi nam adwokat Paweł Halabowski.

Sędzia Joanna Gaberle do dziś orzeka w miejscowym sądzie.

Chcieliśmy porozmawiać z obrońcą sędzi lub nią samą i zapytać o sprawę. Mecenas Jan Olszewski, który reprezentuje kobietę, odmówił jednak rozmowy. „Na chwilę obecną nie ma o czym rozmawiać, bo sprawa toczy się in rem, a nie ad persona [czyli w sprawie, a nie przeciwko osobie – red.]” – napisał w SMS-ie.

*imię zmienione na prośbę bohaterki

Na zdjęciu Angelika Pitoń
Angelika Pitoń

Dziennikarka OKO.press. Pisze o prawach pracowniczych, lokatorskich i sprawach społecznych. Absolwentka Szkoły Praw Człowieka przy HFHR. Finalistka nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby, Pióra Nadziei Amnesty International czy Korony Równości Kampanii Przeciw Homofobii. W latach 2017-2025 związana z "Gazetą Wyborczą".

Komentarze