0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Il. Iga Kucharska / OKO.pressIl. Iga Kucharska / ...

W 2016 roku studentka neurobiologii Melissa Hill na łamach „The New York Times” w lakoniczny i jednocześnie poruszający sposób, opisała, jak rzucił ją facet. Tytuł tego tekstu to „Czy paracetamol może pomóc wyleczyć złamane serce?” („Can Tylenol Help Heal a Broken Heart”).

Każdy z nas miał kiedyś złamane serce, mówi przyjaciółka do Melissy. Ból rozstania to prawdopodobnie jedno z najbardziej uniwersalnych ludzkich doświadczeń. („Każda opowieść o miłości to potencjalnie opowieść o żalu”, pisał „Wymiarach życia” Julian Barnes).

Jest niewiele szczęśliwych par, które poznały się za młodu i spędzają ze sobą resztę życia. Większość ludzi na Ziemi kiedyś się z kimś rozstała: przeciętny mieszkaniec czy mieszkanka naszej planety ma w ciągu swojego życia pomiędzy 4 a 10 partnerów. Nie wszystkie te rozstania bolały tak samo. Statystycznie większość z nas zakochuje się tylko dwa razy w życiu, jak wynika z amerykańskich badań prowadzonych na ponad 10 tysiącach osób. Zawody miłosne są częstym tematem filmów, powieści i naszych opowieści o nas samych.

Wróćmy jednak do Melissy, która w tekście stawia pytanie: czy da się wyleczyć złamane serce?

Przeczytaj także:

Potrzeba akceptacji i ośrodek nagrody

Wówczas studentka neurobiologii (później skończyła medycynę, jest dziś lekarzem), Melissa Hill w tekście tłumaczy, jak wygląda fizjologiczna odpowiedź na odrzucenie.

Wszyscy mamy potrzebę akceptacji. Jej brak uruchamia przywspółczulny układ nerwowy. Kurczą się mięśnie układu trawiennego (stąd uczucie kamienia w brzuchu). Zwężają się drogi oddechowe (stąd poczucie, że brakuje nam powietrza). Serce zwalnia i pompuje mniej krwi (może stąd poczucie, że zostało “złamane”). Rozszerzają się naczynia krwionośne, a ciśnienie krwi spada (stąd poczucie ogarniającej nas słabości). To dokładnie odwrotnie niż wtedy, gdy zakochani widzimy ukochaną osobę.

Do tego miłość pobudza ośrodek nagrody w mózgu. Bez niej czujemy się jak uzależniony na odwyku. Ból rozstania pobudza neurony (grzbietowa część przedniego zakrętu obręczy oraz przednia część wyspy), fizycznie pragniemy obiektu naszej miłości.

Melissa Hill zastanawia się, czy jest na to wszystko jakieś lekarstwo. Otóż jest, twierdzi. W 2010 roku naukowcy odkryli (co opisali w „Psychological Science”), że acetaminofen (znany pod nazwą handlową paracetamolu) hamuje aktywność neuronów związaną z odrzuceniem.

Czy rzeczywiście wystarczy paracetamol, by uleczyć złamane serce?

Prawda czy fałsz?

Na emocjonalne przeżycia związane z rozstaniem z bliską osobą pomagają niektóre leki przeciwbólowe.

Sprawdziliśmy

Raczej prawda. Jest nieco dowodów na to, że może pomóc. Są to jednak nieliczne dowody niezbyt wysokiej jakości.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Paracetamol na ból odrzucenia

W eksperymencie (opisanym w pracy powyżej) naukowcy badali ochotników, którym podawali paracetamol i poddawali ich sytuacjom społecznego odrzucenia. Badania ich mózgów za pomocą rezonansu magnetycznego wykazało, że aktywność grzbietowej części przedniego zakrętu obręczy oraz przednie części wyspy u ochotników była wyraźnie mniejsza niż u osób, którym podawano placebo.

Zdaniem autorów pracy, wyniki te wskazują, że paracetamol może – choć nie wiadomo, czy na dłuższą metę – łagodzić subiektywny ból społeczny. Potwierdzają też, że neuronalne mechanizmy odpowiedzialne za ból odrzucenia i ból fizyczny w dużej mierze się pokrywają.

W opracowaniu z 2011 roku („Social Pain: Neuropsychological and Health Implications of Loss and Exclusion” wydanej przez Amerykańskie Stowarzyszenie Psychologiczne) redaktorzy opisują ból społeczny, jako emocje wynikające z odrzucenia lub straty. Mogą być spowodowane wykluczeniem przez grupę albo stratą ukochanej osoby.

Była to (prawdopodobnie) pierwsza na świecie monografia poświęcona zjawisku bólu społecznego, który można też nazwać bólem emocjonalnym. Według autorów ból odrzucenia (lub straty) jest wynikiem pobudzenia tych samych obszarów mózgu, które odpowiadają za odczuwanie bólu fizycznego.

Nic dziwnego, że od wieków mówi się o złamanym sercu. Boli tak samo, jak złamana noga.

Czy leki przeciwbólowe wpływają na nasze emocje?

To, trzeba przyznać, była wówczas dość śmiała hipoteza śmiała. Potwierdzało ją jedno badanie eksperymentalne z 2010 roku i kilka teoretycznych prac opublikowanych w 2011 roku.

Z czasem pojawiały się jednak dowody na poparcie tej hipotezy. Na przykład badanie opublikowane w 2014 roku w „Personal Relationships” wykazało, że inny lek przeciwbólowy, ibuprofen, także zmniejsza emocjonalne skutki odrzucenia uczestników, których eliminowano z pewnej gry zespołowej. Co zaskakujące efekt ten był widoczny jedynie u kobiet. Na mężczyzn ten sposób nie działał (a czasem wręcz działał przeciwnie).

Z czasem pojawiły się też inne badania, które sugerują wpływ niesterydowych leków przeciwzapalnych (non-steroid anti-inflammatory drugs, w skrócie NSAID) na nasze emocje. Do tej grupy należy większość leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty: prócz paracetamolu i ibuprofenu także naproksen i diklofenak.

W 2018 roku ukazała się praca zatytułowana „Can Over-the-Counter Pain Medications Influence Our Thoughts and Emotions?”, czyli „Czy leki przeciwbólowe dostępne bez recepty wpływają na nasze myśli i emocje”. Jej autorzy twierdzili, że paracetamol i ibuprofen mogą wpływać na to, jak ludzie doświadczają stresu emocjonalnego, przetwarzają dysonanse poznawcze (które zwykle są źródłem stresu) i wartościują bodźce w swoim otoczeniu.

Wszystko wskazuje na to, że na złamane serce jest jednak lekarstwo. Niestety, jak większość leków, ma ono też skutki uboczne.

Prawda czy fałsz?

Złamane serce boli podobnie jak złamana noga.

Sprawdziliśmy

Raczej prawda. Z badań prowadzonych w tym stuleciu wynika, że “ból społeczny” wynikający z odrzucenia i wykluczenia dzieli wiele wspólnych mechanizmów neurologicznych z bólem fizycznym.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Zmniejszą ból. A przy okazji empatię

W (zalinkowanej powyżej) pracy z 2018 roku autorzy przejrzeli badania na temat wpływu leków przeciwbólowych na emocje i doszli do następujących wniosków.

Po pierwsze, leki te mogą zmniejszać ból płynący z odrzucenia społecznego. Niemniej warto pamiętać o badaniu nad ibuprofenem z 2014 roku, które wskazywało, że ibuprofen działa w ten sposób na kobiety, lecz nie na płeć przeciwną.

Po drugie, paracetamol może zmniejszać empatię. Osoby, które go przyjmują, wykazują mniejsze objawy stresu emocjonalnego podczas czytania tekstu o czyimś bólu fizycznym lub emocjonalnym i mają dla nich mniej współczucia.

Po trzecie, paracetamol może wpływać na zdolności poznawcze. W porównaniu z osobami, które go nie przyjmowały, osoby pod jego wpływem popełniały więcej błędów w różnych zadaniach testujących ich zdolności do przetwarzania informacji.

Po czwarte, paracetamol sprawia, że reakcje emocjonalne ulegają stłumieniu (fachowo nazywa się to spłyceniem afektu). Badani po paracetamolu oceniali zdjęcia przyjemne i nieprzyjemne mniej skrajnie niż osoby, którym podawano placebo.

Po piąte, ten sam lek zmniejsza nasz dyskomfort rozstania z przedmiotami. Gdy badanych proszono o ustalenie ceny na przedmiot będący w ich posiadaniu, ci, którzy brali paracetamol, ustalali niższe ceny niż osoby, którym podano placebo.

Jak pisali badacze, są to wnioski raczej niepokojące. Przyjmujący leki przeciwbólowe zakładają, że zmniejszą one jedynie ich ból (lub gorączkę). Nie są świadomi, że leki te mają jakkolwiek skutki psychologiczne – a jak widać, jest ich całkiem sporo.

Autorzy tejże pracy przyznawali, że leki przeciwbólowe mogą przynieść potencjalnie korzyści i pomagać ludziom zmniejszyć ból odrzucenia. Twierdzili też, że potrzebne są dalsze badania, które określą skuteczność takiego działania.

Ten kij ma dwa końce

W 2020 roku te doniesienia skomentował na łamach „Psychology Today” dr n. med. Thomas J. Sims.

„Niektórzy mogą czuć się podekscytowani tym, że lek dostępny bez recepty może zmniejszyć stres. Jest powód, by się ekscytować. Leki te mogą pomóc na zranione uczucia tak samo, jak pomagają na lżejsze bóle [fizyczne]”.

Jednak nie wszystko złoto, co się świeci, dodawał. Leki przeciwbólowe z grupy NSAID mają fizyczne skutki uboczne. Ich przyjmowanie zwiększa ryzyko krwawienia z układu pokarmowego, jego owrzodzeń oraz obciążają wątrobę (i, jak przypominali polscy badacze w 2021 roku, także nerki).

Jest i druga strona medalu. Empatia jest ważnym spoiwem więzi społecznych – a więzi te istotnie przyczyniają się do naszego dobrostanu (do tego stopnia, że ich brak skraca nam życie). Jeśli przyjmowanie leków przeciwbólowych zmniejsza empatię, może to niekorzystnie wpływać na nasze relacje społeczne i przyczynić się do zmniejszenia naszego dobrego samopoczucia psychicznego – zastrzega Sims.

Zaś u osób cierpiących na depresję spłycenie afektu wywołane przez leki przeciwzapalne może dodatkowo osłabić zdolność do odczuwania przyjemności. A to może pogorszyć ich stan, dodaje lekarz.

Prawda czy fałsz?

Leki przeciwbólowe wpływają nie tylko na ból fizyczny, osłabiają także nasze emocje.

Sprawdziliśmy

Raczej prawda. Z badań naukowych wynika, że spłycają emocje (zarówno negatywne, jak i pozytywne). Zmniejszają też poziom empatii.

Uważasz inaczej?

Stworzony zgodnie z międzynarodowymi zasadami weryfikacji faktów.

Zbyt wiele dalszych badań już nie prowadzono

Co wiemy na ten temat sześć lat po wpisie dr. Simsa i osiem lat po przeglądzie badań na ten temat? Cóż, niewiele więcej. Temat wpływu leków przeciwbólowych na „ból odrzucenia” przemknął niczym meteor przez świat nauki (oraz przez medialne doniesienia), po czym zniknął. Trudno stwierdzić dlaczego.

Pojawiło się jeszcze jedno badanie, którego wyniki opublikowano w 2023 roku w „Nature Scientific Reports”. Jego autorzy przeprowadzili ankietę, w której prosili o podanie ilości przyjmowanych leków przeciwbólowych i zadawali pytania mające na celu określenie poziomu empatii badanych.

Z ankiety wynikało, że nie ma istotnego związku między częstotliwością przyjmowania leków przeciwbólowych a poziomem empatii lub zachowaniami prospołecznymi. Z jednym wyjątkiem: osoby, które deklarowały wysokie spożycie takich leków, rzeczywiście przejawiały niższą empatię i skłonność do pomocy innym. Najwyraźniej efekt ten pojawia się dopiero powyżej pewnego progu.

Badanie to jednak było ankietowe i na niezbyt dużej próbie (poniżej tysiąca osób). Jego wartość naukowa to kolejny sygnał, że coś może, ale nie musi być na rzeczy.

Psycholog to nie psychiatra, psychiatra to nie psycholog

Wpływ leków przeciwbólowych na ból odrzucenia to temat, który leży gdzieś na styku psychologii z psychiatrią. Emocjami zajmują się psycholodzy, a zdrowiem psychicznym – lekarze psychiatrzy.

Obie dziedziny nauki mają zupełnie inne ścieżki kształcenia. Jest niewielu psychiatrów, którzy kończą studia z dziedziny psychologii i psychologów, którzy idą na studia medyczne i robią specjalizację z psychiatrii (w większości krajów brakuje nawet takich danych, bo rejestry jednych i drugich prowadzone są przez inne instytucje). Nieliczna mniejszość studentów wybiera karierę naukową.

Trudno też oprzeć się wrażeniu, że złamane serce nie wydaje się poważnym tematem do badań naukowych. Szkoda, bo w ciągu swojego życia kość złamie mniej więcej połowa ludzi, serce natomiast większość, aż 80 procent (wynika z badań przytaczanych przez BBC).

Być może na złamane serce może pomóc paracetamol. Wskazuje na to kilka badań naukowych. Jednak w nauce kilka badań oznacza, że jakość naukowych dowodów jest niezbyt mocna.

Dlaczego w zasadzie rozstanie boli?

Zaraz, ale dlaczego w ogóle odrzucenie boli nas – przynajmniej częściowo – tak samo, jak złamana noga? Cóż, dlatego, że jesteśmy zwierzętami bardzo stadnymi.

W 2003 roku dwoje naukowców Uniwersytetu w Los Angeles (Naomi Eisenberger i Matt Lieberman) zaprosiło ochotników do prostej gry komputerowej polegającej na podawaniu sobie piłki przez trzy osoby. Każdy uczestnik tego eksperymentu sądził, że pozostali dwaj gracze to również osoby biorące udział w eksperymencie. Grali jednak z komputerem, który po chwili wykluczał uczestnika z gry. Pozostali dwaj (symulowani) gracze zaczynali podawać piłkę do siebie nawzajem.

W mózgach wykluczonych graczy naukowcy zaobserwowali aktywność w takich rejonach mózgu jak wyspa, jądro migdałowate i kora somatosensoryczna, czyli tych samych, które reagują na ból fizyczny. W szczególności aktywna była kora przedniej części zakrętu obręczy. Jest to kluczowy obszar mózgu położony w płacie czołowym, który łączy układ limbiczny (emocje) z korą przedczołową (procesy poznawcze).

Jak komentowali badacze, jest to część mózgu, która mówi, że coś idzie nie tak. Na przykład pojawia się ból – i jak okazało się – także wykluczenie.

W naszej ewolucyjnej historii bycie ze stadem oznaczało poczucie bezpieczeństwa. Było kluczowe dla przetrwania i dobrostanu. To dlatego nasze mózgi reagują na wykluczenie ze stada (stratę pracy, odrzucenie przez grupę, zerwanie relacji) sygnałem alarmowym takim samym jak na uraz fizyczny. Najwyraźniej w toku ewolucji nasze relacje społeczne były równie istotne dla przeżycia, co sprawność fizyczna.

Osoby otoczone przyjaciółmi i bliskimi czują się lepiej. Nie chodzi tylko o subiektywne samopoczucie, cieszą się również lepszym zdrowiem i żyją dłużej (wynika z badań opublikowanych w 2016 roku). Jest też odwrotnie, osoby samotne zwykle mają gorsze samopoczucie, zdrowie i żyją krócej. Brak społecznych kontaktów – naukowcy mówią o „izolacji społecznej” – nam szkodzi. Samotność jest na tyle obciążająca, że skraca życie niemal tak samo, jak palenie pół paczki papierosów dziennie, twierdzili autorzy jednego z badań.

„Rezonans limbiczny”, czyli „Ogólna teoria miłości”

W wydanej w 2000 roku książce „A General Theory of Love” („Ogólna teoria miłości”) autorzy, Thomas Lewis, Fari Amini i Richard Lannon (wszyscy troje są wykładowcami psychiatrii na University of California w San Francisco), przedstawili naukowe poglądy na miłość: od Freuda po nowoczesną neurobiologię.

Postawili hipotezę, że nasze układy nerwowe nie działają jak oddzielne od otoczenia maszyny. Od wczesnego dzieciństwa uczymy się odczytywać emocje najbliższych, potem innych ludzi i na te emocje reagować. Reagujemy emocjami na emocje innych osób.

Układ limbiczny (inaczej rąbkowy lub brzeżny) nie ma ścisłej definicji anatomicznej. Tym mianem określa się zespół struktur mózgu odpowiedzialnych za emocje. Wśród nich wyróżnia się zwykle hipokamp, ciało migdałowate, przednie jądro wzgórza i korę limbiczną, jednak struktur tych jest znacznie więcej.

To dzięki układom limbicznym pojawiła się emocjonalna więź między matką a potomstwem i między innymi osobnikami tego samego gatunku. To z kolei sprawiło, że pojawiły się takie zjawiska jak empatia czy opieka.

W książce naukowcy postulowali, że na nasze układy limbiczne przemożny wpływ mają najbliższe nam osoby. Wchodzimy z nimi we „wzajemną synchronizującą wymianę reakcji neurofizjologicznych pomiędzy dwoma osobnikami”, rodzaj pewnego rezonansu limbicznego. Nasze emocje są zsynchronizowane z emocjami bliskich w sposób, który ma bardzo głębokie skutki.

Przytaczają przy tym badania Myrona Hofera z 1987 roku na szczurach. Ich celem było zidentyfikowanie takich cykli biologicznych regulowanych przez mózg młodych szczurów, do których wykształcenia nie jest konieczna opieka matki. Okazało się, że ich nie ma. Matczyna opieka wpływa na niemal każdy system małych szczurząt, od układu odpornościowego i układu krążenia, przez poziomy hormonów i neuroprzekaźników, po ich zachowanie. (Paracetamol zmniejsza zachowania empatyczne także u szczurów, wynika z badań opublikowanych w 2018 roku).

Według autorów dziecko stanowi „maksymalnie otwartą pętlę fizjologiczną”, która bez limbicznej regulacji ze strony opiekunów, nie jest w stanie przetrwać. Dzięki regulacji ze strony matki dziecko nabywa stopniowo zdolność do samodzielnej regulacji. W bliskich relacjach wzajemna „regulacja limbiczna” jest nieunikniona. Stabilność w związku to znalezienie kogoś, kto w dobry sposób nas „reguluje”.

Terapia jako „aktualizacja limbiczna”

Naukowcy przedstawiają też hipotezę, że za skuteczność różnych form psychoterapii odpowiada nie teoria, na której jest oparta metoda ani wykorzystywane przez nią mechanizmy. Chodzi o to, że terapeuci dowolnej szkoły w empatyczny sposób potrafią modyfikować nasze reakcje limbiczne (co autorzy nazywają korektą albo aktualizacją limbiczną, limbic revision).

Trudno się spierać z trójką psychiatrów. Faktycznie, wiele form psychoterapii stawia nam pytania, których sami nie zadalibyśmy sobie, a które pozwalają nam zmienić nasze emocje w odpowiedzi na jakieś zdarzenia. Natomiast – to już moje dopowiedzenie – sam fakt, że możemy przyjść do zaufanej osoby, która nas wysłucha, daje nam pewne poczucie bezpieczeństwa (w jakiś sposób nas „limbicznie reguluje”). Z kolei przedstawienie terapeucie problemu wymaga autonarracji i niewykluczone, że także to pozwala nabrać dystansu do własnych emocji.

Czy na złamane serce pomoże nam terapeuta? Cóż, jeśli wierzyć autorom „Ogólnej teorii miłości”, teoretycznie powinien móc zapewnić nam aktualizację limbiczną. Raczej nie sprawi to, że ból rozstania zniknie, ale może sprawić, że będzie mniej dotkliwy. Straty to nie odwróci, ale pomoże nam sobie z nią poradzić.

Ulgę przyniesie też wypłakanie się na ramieniu przyjaciółki. Albo pójście na ryby z kumplem. W końcu bliskie nam osoby zapewniają regulację naszych układów limbicznych.

To zawsze jakieś pocieszenie dla 80 procent ludzkości, która doświadczyła lub doświadczy bólu rozstania.

Cykl „SOBOTA PRAWDĘ CI POWIE” to propozycja OKO.press na pierwszy dzień weekendu. Znajdziecie tu fact-checkingi (z OKO-wym fałszometrem) zarówno z polityki polskiej, jak i ze świata, bo nie tylko u nas politycy i polityczki kłamią, kręcą, konfabulują. Cofniemy się też w przeszłość, bo kłamstwo towarzyszyło całym dziejom. Rozbrajamy mity i popularne złudzenia krążące po sieci i ludzkich umysłach. I piszemy o błędach poznawczych, które sprawiają, że jesteśmy bezbronni wobec kłamstw. Tylko czy naprawdę jesteśmy? Nad tym też się zastanowimy.

Na zdjęciu Michał Rolecki
Michał Rolecki

Rocznik 1976. Od dziecka przeglądał encyklopedie i słowniki. Ukończył anglistykę, tłumaczył teksty naukowe i medyczne. O nauce pisał m. in. w "Gazecie Wyborczej", Polityce.pl i portalu sztucznainteligencja.org.pl. Lubi wiedzieć, jak jest naprawdę. Uważa, że pisanie o nauce jest rodzajem szczepionki, która chroni nas przed dezinformacją. W OKO.press najczęściej wyjaśnia, czy coś jest prawdą, czy fałszem. Czasem są to powszechne przekonania na jakiś temat, a czasem wypowiedzi polityków.

Komentarze