Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Wyborcza.plFot. Dawid Żuchowicz...

„Widzę to tak” to cykl, w którym od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

9 kwietnia w programie Konrada Piaseckiego Barbara Nowacka zapowiedziała, że od 1 września 2026 edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym. Jest jednak jedno „ale” – eksperci wydzielą z niej edukację seksualną i ta część nie będzie obowiązkowa.

To będą, jak stwierdziła ministra, 1-2 lekcje w roku (tak przy okazji, to trochę mało na „te” sprawy). Część komentatorów chwali rząd za tę decyzję, większość jednak wskazuje, że to kapitulacja resortu. Oraz że po raz kolejny edukacja seksualna, tak potrzebna dzieciom i młodzieży, padła ofiarą polityki.

To oczywiście częściowo prawda. Ale problem jest dużo szerszy. Na całym świecie prawica rośnie w siłę nie dlatego, że lewica i liberałowie za mocno pchają swoją progresywną agendę, i gdy tylko zrobią krok w tył, będzie dobrze. Na całym świecie prawica rośnie w siłę, bo lewica i liberałowie za słabo pchają swoją progresywną agendę.

Przeczytaj także:

Wielkiej różnicy nie będzie i to sukces Nowackiej

Nie wiemy jeszcze dokładnie, jak wyglądać będzie realizacja zapowiedzi min. Nowackiej. Ile lekcji będzie nieobowiązkowych, jaki będzie ich zakres tematyczny, jak szkoła zorganizuje wypisywanie dzieci z 1-2 lekcji w roku (domyślnie uczeń-uczennica idzie na „te” lekcje, ale można się wypisać, czy odwrotnie – trzeba będzie się zapisać?). Można natomiast przewidzieć, że wykluczenie z programu obowiązkowego tak niewielkiej części materiału sprawi, że większość uczniów po prostu na te lekcje trafi.

Gdy wszystkie lekcje danego przedmiotu są nieobowiązkowe (jak dzisiaj), rodzice wypisują z nich dzieci z przyczyn innych niż ideologiczne – chociażby po to, by dzieci miały mniej zajęć. Znam mnóstwo takich przypadków. Po co dziecku dokładać? Koledzy się wypisali, niech moje dziecko też ma spokój. Seks nie ma tu nic do rzeczy. W rezultacie na edukację zdrowotną chodziło tylko ok. 30 proc. dzieci. Mówiła o tym OKO.press nauczycielka edukacji zdrowotnej:

Gdy jednak lekcje są z zasady obowiązkowe, wypisanie dziecka z 1-2 lekcji może dać odwrotny skutek. Uczeń czy uczennica mogą zostać przez klasę wyśmiani jako ci, którzy o seksie nie mogą nic wiedzieć, jako ci, których „te” tematy ominęły. Zakładam, że tylko najtwardsi rodzice wytrzymają tę presję.

W tym sensie to jednak sukces merytoryczny ministry – w większości uczniowie i uczennice na wszystkie lekcje przedmiotu będą chodzić.

Ale to porażka koalicji, która chce być liberalno-lewicowa

Pierwszy raz koalicja stchórzyła w styczniu 2025 r. gdy postanowiła, że przedmiot będzie jednak nieobowiązkowy. Było oczywiste, że powodem zmiany zdania była trwająca kampania prezydencka i strach przed nagonką prawicy. Trwały wówczas próby przesunięcia Rafała Trzaskowskiego w stronę centrum i na prawo oraz zdjęcie z niego łatki „tęczowego Rafała”.

Jak wiemy, fortel się nie udał – prawicowi wyborcy nie uwierzyli, a lewicowi byli rozczarowani. A prawica wcale nie zrezygnowała z pokrzykiwań o deprawowaniu dzieci.

Edukacja zdrowotna przegrywa dzisiaj po raz drugi – bo wiedza o seksie okazuje się zbyt lewicowa i prawica może się zdenerwować.

Zarówno wtedy, jak i dzisiaj zamiar koalicji jest ten sam. Oficjalnie: uniknąć awantury politycznej i wciągnięcia edukacji w politykę (jakby kiedykolwiek jej tam nie było...). Rzeczywiście: nie drażnić prawicowych wyborców i nie dać prawicy paliwa do nagonki na koalicję, która „seksualizuje dzieci”.

Nie wiem skąd w koalicji przekonanie, że – skoro raz się nie udało – uda się tym razem? Nowacka nie zdążyła jeszcze wyjść ze studia TVN24, gdy Przemysław Czarnek, kandydat na przyszłago premiera z PiS napisał na X: „Czyli Koalicja Obywatelska Tuska, ze swoimi skandalami z dolnośląskiego, ustami Nowackiej mówi Polakom: »IDZIEMY PO WASZE DZIECI«”.

Czarnek nie poprzestaje na zwyczajowej „seksualizacji”, ale idzie jeszcze dalej – rzuca oskarżeniami o pedofilię. Co przewidział u nas Witold Głowacki:

Oskarżanie edukacji zdrowotnej o sprzyjanie krzywdzeniu dzieci (któremu przedmiot ma właśnie przeciwdziałać, mówiąc najmłodszym u kogo szukać pomocy i jak się chronić) to obraza dla rozumu, ale co to Czarnkowi szkodzi? Nic. Dał mu przykład Donald Trump, jak zwyciężać absurdalnymi, ale głośnymi hasłami.

Nadzieja dla lewicy i liberałów – nie bądźcie miękiszonami

Donald Trump i jemu podobni, jak Nick Fuentes, wyznaczają nowy trend polityki światowej. To skrajna prawica, która nie trzyma się już żadnych barierek – kłamie, zmienia pogląd w 5 minut, wygłasza skrajne, absurdalne tezy. I zyskuje popularność. Nie boi się złamania zasad i tabu.

Na pytanie dziennikarki Fox News – stacji popierającej Trumpa – o głodujących Irańczyków, prezydentowi USA przypomina się, jak 10 lat wcześniej był z ową dziennikarką na lunchu. Nie odpowiada na jej pytania, po prostu snuje obleśne fantazje. Można? Można wszystko.

Na tak ustawiony dyskurs prawicy lewica i liberałowie muszą odpowiedzieć inaczej niż do tej pory. Nie namawiam rzecz jasna to snucia obleśnych fantazji na wizji, do wywoływania wojen, bo wstało się lewą nogą z łóżka, do kłamania, do siania nienawiści i nagonki na wybrane na chybił trafił grupy obywateli.

Namawiam natomiast do tego, żeby politycy i polityczki o innej niż prawica wrażliwości przestały się bać. Żeby zaczęły twardo forsować swoją agendę. Żeby przestały się bać „burzy politycznej”, uchybienia wyborcom prawicowym, wzniecenia niepokoju swoimi pomysłami. To nie działa w świecie dzisiejszej polityki. Pewnie można dodać – „niestety”, ale tak działa polityka w roku 2025 r.

Działa przekonanie o słuszności własnych rozwiązań i wdrażanie ich bez zbędnej zwłoki, jeżeli jest się przy władzy. Działa głośne domaganie się przyjęcia progresywnych rozwiązań, jeżeli się po tę władzę dopiero idzie. Działają jasne komunikaty, a nie wieczne wahanie i oportunizm. Lewica i liberałowie nie wygrają z prawicą za pomocą light-prawicowej agendy. Wygrają przy pomocy własnej agendy.

Na zdjęciu Magdalena Chrzczonowicz
Magdalena Chrzczonowicz

Naczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.

Komentarze