Młyny kościelne mielą powoli, ale nie tym razem. Wyświęceni 1 lipca za plecami papieża czterej biskupi Bractwa św. Piusa X w ciągu 24 godzin zostali ekskomunikowani. Tak jak wszyscy duchowni i katolicy identyfikujący się z Bractwem. Jakie niesie to konsekwencje?
Po przejęciu sterów w Watykanie przez Leona XIV (maj 2025) Bractwo św. Piusa X informowało, że stanęło wobec wyższej konieczności wyświęcenia nowych biskupów. Tuż przed ceremonią wyznaczoną na 1 lipca Leon XIV wezwał po ojcowsku do zaniechania zamierzenia, a prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kardynał Victor Fernández, zaprosił na „teologiczny dialog” lidera Bractwa księdza Davide’a Pagliarani.
Wierchuszka ruchu odmówiła. 1 lipca podczas kilkugodzinnej mszy polowej w Écône, transmitowanej online, po jednym duchownym ze Szwajcarii i USA oraz dwóch francuskich księży zostało przed dwóch biskupów bractwa wyświęconych na współbraci. (Na zdjęciu u góry)
Watykan już na drugi dzień zastosował opcję atomową. Całą szóstkę biskupów uznał za schizmatyków, podobnie jak wszystkich duchownych (w tej chwili 700 kapłanów i 300 seminarzystów) oraz wiernych zaangażowanych w działalność Bractwa.
Wprawdzie przy liczbie 1,3 miliarda katolików nie są to liczby imponujące, ale tradycjonalistyczny de facto odrębny Kościół może stanowić magnes dla katolickich konserwatystów.
Tym bardziej przy obecnej polaryzacji w samym Kościele katolickim. Choć obecnie flagowe postacie watykańskich konserwatystów, jak kardynał Ludwig Müller czy kardynał Robert Sarah, dystansują się od sukcesorów abp. Lefebvre’a.
Drugie niebezpieczeństwo polega na tym, że silnie z kolei politycznie spolaryzowane społeczeństwa krajów zachodnich otrzymują wraz z Bractwem Piusa X silny filozoficzno-moralny punkt odniesienia. Już obecnie piusowcy są widywani na demonstracjach populistycznej AfD w Niemczech, Frontu Narodowego we Francji, czy Vox w Hiszpanii.
Wreszcie, w przeciwieństwie do poprzedniego aktu nielegalnych — z optyki Watykanu — święceń Bractwa z 1988 roku, jakikolwiek dialog, o którego kopię kruszył konserwatywny kardynał Joseph Ratzinger (Benedykt XVI), jest niemożliwy.
Jak więc doszło do tego zerwania?
Dwie dekady po II wojnie światowej Kościół katolicki uznał, że należy przewietrzyć zatęchłe powietrze w kościelnej kruchcie i szeroko otworzy jej okna. Czyli uwrażliwić Kościół na modernistyczne prądy kulturowe.
W tym celu papież Jan XXIII (1958-1963) zwołał wszystkich biskupów świata na II Sobór Watykański (1962-65). Jego najważniejsze postanowienia, już za pontyfikatu kolejnego papieża Pawła VI (1963-1978), dotyczyły trzech kwestii:
Wszystkie te soborowe postanowienia zaaprobował Marcele Lefebrve, rocznik 1905, arcybiskup Dakaru i Tolle w Senegalu, do 1960 roku kolonii francuskiej Afryki Zachodniej, zarazem bliski zaufany papieża. Jeden z 3 tysięcy ojców soborowych, jakkolwiek skoro tradycjonalista, to aprobował z zaciśniętymi zębami.
Ale w 1968 roku wybuchła na Zachodzie Europy i w USA rewolucja kulturowa. Jej istotny komponent – wolność seksualna. Nagie studentki wskakiwały na uniwersytetach na wykładowe ławki, jako symbol kobiecego wyzwolenia ściągały i paliły biustonosze, podczas gdy uosobieniem walczącego feminizmu uczyniły minispódniczkę i tabletkę antykoncepcyjną.
W Watykanie zawrzało. W czambuł potępiono kobiecą minisutannę i oczywiście tabletkę. Kościelni konserwatyści poszli jeszcze dalej. Na soborze tylko ze zmarszczonymi brwiami przyjęli do wiadomości dialog z innymi wyznaniami, z Żydami i nowy ryt liturgiczny.
Teraz watykańskiej centrali Kościoła wpajali do głowy, jak bezsensowny okazał się kompromis z „modernistycznym duchem czasu”. I pociągnęli za hamulec. Na czoło kontestatorów wysunął się arcybiskup Lefebrve. Otwarcie się Kościoła na inne wyznania deprecjonował jako „flirt z protestantyzmem, komunizmem i liberalizmem”, nową liturgię „samozagładę”. Demokrację i tolerancję uznał za racicę szatana włożoną w kościelną kruchtę.
I zaczął wznosić swoją redutę.
Najpierw w szwajcarskim Fryburgu założył bractwo św. Piusa X, konserwatywnego papieża z przełomu wieku 19 i 20. A w Ecône, w szwajcarskim kantonie Wallis, które stało się jego bastionem, powołał do życia seminarium duchowne. By kształcić w nim swój narybek (1970).
Watykan długo ograniczył się do „braterskich” napomnień i „ojcowskich” apeli o przestrzeganie postanowień soborowych. Na co Francuz pozostawał głuchy. Zaskoczony takim obrotem sprawy Paweł VI przeszedł do defensywy. Wysyłał posłańców do Ecône, udzielił swojemu kontrahentowi w wierze audiencji, napisał mu potem 7-stronicowy list po łacinie.
Im bardziej Paweł VI okazywał się skłonny do kompromisu, tym bardziej dysydent okopywał się na swoich pozycjach. Aż zażądał od papieża odwołania postanowień soborowych. Wsparł się na przekonaniu, że „jeśli papież się myli, przestaje nim być, a to nie my, lecz Rzym zmierz ku schizmie”. A po jego (Lefebvre’a) stronie są „wszyscy święci w niebie i 20 wieków historii Kościoła”.
Wyznawcy po cichu szeptali: „Niech żyje papież Marceli”.
Dopiero kiedy po raz drugi bez zgody papieża wyświęcił księży, Paweł VI powiedział „basta”. Na frondystę nałożył suspensę (odebranie kościelnych godności i zakaz odprawiania mszy – 1977).
Wcześniej za schizmatyczne (odszczepieńcze) uznał samo bractwo i je kanonicznie rozwiązał. Co bojownik z Ecône kompletnie zignorował. Watykańską karę uznał nawet za kolejny dowód, że „niebezpieczeństwo rozłamu w Kościele wychodzi nie od niego, tylko z Watykanu”. A szatan bynajmniej nie zamieszkał w jego duszy, tylko swoje leża rozbił w Watykanie.
Odwrócił więc sprawę o 180 stopni. W przemówieniach mówił o sobie jako strażniku „prawdziwej wiary katolickiej” i o „heretyckim Rzymie”. Pomstował już nie tylko przeciwko reformom soborowym, ale „wolności myśli”, „wolności sumienia”, salkom katechetycznym zbyt skromnym, więc niegodnym „Pana”, wieczornym mszom sobotnim (odprawianym w zamian niedzielnych), oczywiści minispódniczkom i spodniom na kobiecych nogach, upadkowi obyczajów, odmowie służby wojskowej i oczywiście autorytetowi nauki.
Swoich zwolenników w sutannach zainstalował w Europie Zachodniej i USA. I miał hojnych sponsorów w garniturach. Przykładowo w Niemczech Zachodnich (RFN) liczba sponsorów sięgnęła 3 tysięcy, zwolenników milion (1977).
Centrum bractwa w RFN wyrosło w Monachium, pulsując w willi za 300 tys. zachodnioniemieckich marek. W szeregach Bractwa na całym świecie znaleźli się religijni fundamentaliści, zarazem polityczni ultraprawicowcy. Jeden z liderów — nawet w spódnicy. Elisabeth Gerstner, matka trójki dzieci, absolwentka teologii z doktoratem, pod flagą bractwa zorganizowała „Marsz na Rzym”, nawiązując do marszu Mussoliniego z 1922 roku.
1700 uczestników przeszło trasę z RFN do Rzymu w większości na kolanach, ze śpiewem łacińskich pieśni na ustach, aż stanęło na Placu św. Piotra w Watykanie. Podczas powszechnej audiencji Gerstner rzuciła Pawłowi VI pod nogi kartkę z tytułem „Liber accusationis” (Księga oskarżeń). Za co aresztowania uniknęła tylko przez przypadek. Żandarmeria watykańska zatrzymała omyłkowo inną osobę.
Nowy rozdział pisał już papież z Polski Jan Paweł II (1978-2005). Pierwotnie na zakulisowe rozmowy mające doprowadzić do pogodzenia stanowisk oddelegował prefekta Kongregacji Nauki Wiary kardynała Josepha Ratzingera. Znany ze swoich konserwatywnych poglądów „pancerny kardynał” z Monachium podpisał nawet w poufnych rozmowach z 83-letnim Lefebrvem kompromisowy protokół.
Jeden z punktów dotyczył wyświęcenia nowego biskupa z szeregów Bractwa. Ale miesiąc później arcybiskup protokół zamienił w makulaturę. Bo jednocześnie 30 czerwca 1988 roku za plecami papieża wyświęcił 4 duchownych na biskupów. W optyce Lefebvre’a — akt wyższej konieczności. Jego stan zdrowia znacznie się pogorszył i po jego ewentualnej śmierci Bractwo zostałoby bez biskupa.
Nie za bardzo dowierzał, że Watykan dotrzyma ducha kompromisu, gdyż próba znalezienia odpowiedniego kandydata na biskupa z Bractwa okazywała się dla kurialistów kwadraturą koła. Tymczasem wewnętrzna logika Kościoła katolickiego tzw. sukcesję apostolską czyni warunkiem zbawienia. Tylko biskupi mogą wyświęcić księży, a tylko ci mogą udzielać sakramentów wiernym. Skoro sakramenty są warunkiem zbawienia, to brak biskupa w łonie Bractwa oznaczałoby jego degrengoladę.
Dla rzymskiej centrali Kościoła biskupie święcenia wbrew woli papieża stanowiły naruszenie prymatu papieskiego i ipso facto, siłą samego faktu, pociągnęły za sobą ekskomunikę (wykluczenie z Kościoła) arcybiskupa i czterech nowo wyświęconych biskupów. Co Jan Paweł II potwierdził ponadto swoim dekretem „Ecclesia Dei Adflicta”.
Lefebvre zszedł z tego świata w szwajcarskim miasteczku Martigny w oczach Watykanu jako banita i schizmatyk (1991). To skłoniło nowego papieża Benedykta XVI (2005-2013; Josepha Ratzingera), do uwolnienia czerech schizmatycznych biskupów od kar wynikających z ekskomuniki. Przy czym sama ekskomunika nie została cofnięta (2009).
Niemiecki papież rozumiał swój akt łaski jako milowy krok w kierunku zawarcia ponownego kompromisu. Tym bardziej że równolegle do obowiązującego rytu liturgicznego Soboru Watykańskiego II zezwolił na odprawianie mszy w rycie trydenckim.
Nie wiadomo jednak, czy wybitny umysł teologiczny Josepha Ratzingera — archetyp uniwersyteckiego profesora, zarazem bez umiejętności zarządzania — wiedział, że jeden z wyświęconych w 1988 roku biskupów Richard Williamson (1940-2025) jest kłamcą oświęcimskim.
Brytyjczyk z pochodzenia, od Lefebvre’a, krótko przed śmiercią, otrzymał polecenie, kontynuowania jego dzieła. Już jednak wcześniej, w jedną z kwietniowych niedziel 1989 roku odprawiał niedzielną mszę w kościele Notre-Dame de Lourdes. Świątynia wznosi się na niewielkim wzgórzu w Sherbrooke, niewielkim mieście w Kanadzie, w pobliżu granicy z USA (stanem New Hampshire).
Podczas kazania zająknął się najpierw o Żydach, potem o komorach gazowych, w końcu o Auschwitz. By ostatecznie wszystkie trzy elementy połączyć ze sobą: „Tam, w komorach gazowych nie zabito żadnych Żydów!”
Po czym z misyjnym zapałem wyjaśnił: „To wszystko kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa. Żydzi wymyślili Holocaust, byśmy my wszyscy kornie pełzali na kolanach i uznali ich nowe państwo izraelskie”. Po czym w jednym zdaniu zdążył zawrzeć cały światopogląd i teologię bractwa: „Żydzi wymyślili Holocaust, protestanci otrzymują polecenia od diabła, a Watykan swoją duszę zaprzedał liberalizmowi”.
Jeden z uczestników mszy od razu zgłosił donos na policję i popełnienie przestępstwa – kłamstwa oświęcimskiego. Miejscowa prokuratura sprawę odpuściła, kiedy Williamson wyjechał z Quebecu. Przez kolejne lata dawał upust swoich przekonaniom, ostrzegając przed „żydowską kontrolą całego globu”. W sukurs przychodzili inni członkowie Bractwa. Kierujący nim w niemieckiej ojczyźnie Benedykta XVI Franz Schmidberger, który w intymnej chwili agonii arcybiskupa siedział mu u wezgłowia, ogłaszał publicznie, że: „Żydzi naszych czasów są winni śmierci Boga. I to tak długo, póki nie zdystansują się od winy ojców, wyznając wiarę w Chrystusa poprzez przyjęcie chrztu”.
Polityczna awantura rzuciła odium na Benedykta XVI. Prokuratura w Niemczech wszczęła przeciwko niemu śledztwo, a światowa opinia publiczna wymusiła porzucenie dialogu z katolickimi, antysemickimi hardlinerami. Za pontyfikatu liberalnego papieża Franciszka (2013-2025) o powrocie do niego nie mogło być nawet mowy.
Historyk, politolog i watykanista, prof. na Uczelni Korczaka w Warszawie i Uniwersytecie we Freiburgu.
Historyk, politolog i watykanista, prof. na Uczelni Korczaka w Warszawie i Uniwersytecie we Freiburgu.
Komentarze