W encyklice „Wspaniała ludzkość” papież Leon XIV proponuje ustalić etyczne reguły gry w zastosowaniu sztucznej inteligencji. Kto go posłucha?
Dogłębny analityk naszej rzeczywistości, humanista i erudyta, profesor Stanisław Obirek encyklikę o sztucznej inteligencji „Wspaniała ludzkość” (Magnifica Humanista) rozłożył na łopatki. Lektura encykliki Magnifica Humanitas jest głęboko nużąca i rozczarowująca [OBIREK] – OKO.press.
Jeśli za przedłożone dzieło wystawiłby jej autorowi, papieżowi Leonowi XIV, egzaminacyjną ocenę, to co najwyżej dostateczny, bez plusa. A może nawet kazałby mu raz jeszcze podejść do egzaminu.
Napisana hermetycznym językiem, od którego każdy śmiertelnik musi się skręcać z bólu, bez odwołania do niechrześcijańskiego dorobku ludzkości – wyjątek Hanny Arendt uczciwie prof. Obirek notuje – pismo papieskie zaprzepaszcza szansę przerzucenia mostu do bezkrytycznych apologetów AI, sztucznej inteligencji: jej kreatorów i konsumentów.
Z tymi trzema uwagami należy się zgodzić. Paternalistyczny język razi. Ale nawet gdyby encyklika byłaby napisana w formie politycznego thrillera, nie zwiększyłaby grupy, nie tyle śliniącej kartki, ile skrolującej ekrany smartfonów.
Dokumenty papieskie studiują wyłącznie nimi zainteresowani fachowcy, nie userzy medialnej wioski. Dla tych pierwszych hermetyczny język dokumentu to bułka z masłem. Szeroka publiczność natomiast czeka na strawnie podaną egzegezę papieskich myśli przez watykańskich augurów – jak prof. Obirek.
Drugi jego zarzut brzmi jednak bardzo poważnie. I trafia w dziesiątkę. Jeśli Leon XIV w encyklice „Wspaniała ludzkość” broni godności człowieka przed zakusami sztucznej inteligencji, to czyni to tylko z jednej pozycji: chrześcijańskiej teologii.
Jako reprezentant porządku filozoficznego, opartego na wartościach chrześcijańskich, zrozumiałe. Niezrozumiałe natomiast, że pomija niechrześcijańskie systemy odniesienia. Bo te Kościół katolicki po soborze watykańskim II (1962-65) w pełni zaakceptował.
Przykładowo, tylko, w latach 90. XX w. mediolański kardynał Carl Maria Martini toczył publiczną dyskusję z bolońskim profesorem Umberto Eco. Rozpięty nad nią szyld brzmiał: „W co wierzy ten, kto nie wierzy” (In Cosa Crede Chi Non Crede? 1996).
To oznaczało, że kardynał w pełni okazywał rewerencję równoległym do chrześcijańskich humanistycznym wartościom. O nich Leon XIV w swojej encyklice się nie zająknął.
Także odwołanie do osoby i dorobku poprzednika Leona XIII dla obecnego papieża wręcz plakatowe, dla profesora Obirka staje się mocno wątpliwe. Jeśli bowiem Leon XIII otworzył wreszcie Kościół katolicki na niedolę wyzyskiwanych do cna robotników, to dlatego, że w dobie rewolucji przemysłowej końca XIX wieku, 16-godzinna harówka, w tym kobiet i dzieci (sic!), masy proletariackie odsuwała od Kościoła.
A Kościół tracił na znaczeniu. Pomimo iż w encyklice „Rerum novarum” (1891) przyznał Leon XIII robotnikom prawo do zabezpieczeń socjalnych, pogroził im zarazem palcem, by z dala trzymali się od socjalizmu.
Leon XIII nie reprezentował więc, jak chciałby obecny papież, modelowego podania ręki przez Kościół pogardzanym proletariackim masom. Zresztą cały jego pontyfikat, pomimo otwarcia biblioteki watykańskiej i tajnego archiwum dla celów naukowych, wypełniała ofensywa przeciwko „modernizmowi”.
W ten sposób Leon XIII wyłożył piłkę swojemu następcy. Pius X zbił smecz encykliką „Pascendi Dominici” (1907). W czambuł potępił wszelkie przejawy modernizmu. Jeden z odprysków „Pascendi Dominici” swoją absurdalność ujawnił w pełni dekady później, kiedy papież Paweł VI w oficjalnym oświadczeniu Watykanu zabronił kobietom zakładać spodnie i nową zdobycz modową minispódniczkę (1968).
Nie mówiąc już o tym, że Leon XIII socjalistów zamierzał „wytępić jak szczury”, w czym sojuszników dopatrzył się w kanclerzu Bismarcku i rosyjskim carze Mikołaju II. Do nich też politycznie się przytulał.
Kiedy polityczne prądy w Europie zaczęły przywiewać wojnę (I światową), Leon XIII postawił na zwycięski triumwirat: Anglię, Francję i Rosję. Bardzo mu odpowiadało, że Rosja, najbardziej reakcyjne państwo w Europie, będzie sojusznikiem w zwalczaniu wywrotowych idei. Nie bez znaczenia w wyborze takiego aliansu odegrała stała obsesja watykańskiej kurii nawrócenia z pomocą cara kościoła prawosławnego na katolicyzm.
Nie sposób też nie przyznać racji prof. Obirkowi, jeśli krytykuje drugie, kluczowe odwołanie Leona XIV do encykliki Jana Pawła II „Centesimus annus” (1991).
Na jej kartach polski papież bronił jednostki przed totalitarnymi systemami, sam jednak kneblując niekonformistyczne jednostki w Kościele. Można polemizować z prof. Obirkiem, który dopatruje się „samozadowolenia Watykanu” przy prezentacji obecnej encykliki. I dopytywać się, na czym miałoby polegać operacyjne włączenie się Watykanu do projektów opracowanych w Dolinie Krzemowej?
Istotniejsze jednak, że w jego analizie brakuje uznania dla silnego głosu papieża Leona XIV w ochronie godności ludzkiej, instrumentalizowanej przez AI.
Głos papieża rozbrzmiewa we właściwym czasie. W okresie dekompozycji porządku światowego, upadku autorytetów i kanonów – jednym z nich jest erozja statusu profesji profesora uniwersyteckiego, na co w Polsce uwagę zwrócił filozof prof. Jan Hartman, a w kontekście debaty publicznej w Polsce politolog prof. Wawrzyniec Konarski.
Co idzie w parze z bezceremonialnym wciskaniem się dyletantów do kręgów formułujących opinię publiczną.
Demokratyzację kształtowania opinii publicznej można uznać za zjawisko pozytywne. Jednocześnie wywołuje ono negatywne efekty. Tak jak użycie AI choćby w zakresie tworzenia sztuki. Absolutny dyletant, bez znajomości artystycznego rzemiosła, bez umiejętności malowania i rysowania, posługiwania się techniką olejną, czy jakąkolwiek inną, których, rzecz jasna, nie nauczył się w toku żmudnych studiów, przy pomocy AI wygeneruje strawne grafiki.
Inny żółtodziób przy pomocy AI jest w stanie napisać w miarę atrakcyjny kryminał lub skomponować utwór muzyczny. Deprecjonuje to grafikę, kryminalną powieść i muzyczny utwór.
Papież natomiast wyśpiewuje dytyramb na rzecz godności ludzkiej, przestrzegając przed dalekosiężnymi konsekwencjami rewolucji cyfrowej, z wulkaniczną silą wdzierającą się w całe społeczeństwa i jednostkowe losy.
Brzmi to ogólnie, przeniesione jednak na język konkretów oznacza, że konsultowana przez człowieka AI decyduje np. o rozwodzie czy przyznaniu kredytu w banku.
Papież rozrywa dualizm człowiek/AI, centralne miejsce przyznaje temu pierwszemu.
Sprzeciwia się jego instrumentalizacji, spojrzeniu na niego pod kątem jego skuteczności, produktywności i notowanych osiągnięć. Przeciwstawia temu wartość człowieka opartą o jego godność i kulturową różnorodność.
Jasne, także tu można utyskiwać, że wizja człowieka wobec całej przyrody przyjmuje optykę antropocentryczną, wykształconą wyłącznie przez filtr zachodniej kultury, więc obciążoną kolonialnym balastem.
Fokus papieża kieruje się ponadto na kognitywne zdolności człowieka z uszczerbkiem dla ciała. Tymczasem rozwijać nie trzeba, jak AI silnie wpływa na nasze ciało.
Ponadto encyklika solidaryzuje się wprawdzie z biednymi, ułomnymi, migrantami, ale pomija ludzi wykształconych. Owszem, pojawia się w niej passus o równości kobiety, ale odwołań do kobiet filozofów i teologów szukać by należało ze świecą w ręku.
Last but least, rodzina zostaje wymieniona, ale tylko w tradycyjnym modelu, przy przemilczeniu rodzin homoseksualnych, co nie odpowiada dzisiejszej rzeczywistości.
Tak brzmi drugie jądro papieskiego przesłania. Bo problematyczna się stała kumulacja władzy w rękach gigantów technologicznych (Big Tech), czyli prywatnych aktorów, którzy poprzez algorytmy podkręcają w sieci skonfliktowane strony, polaryzują, sieją nienawiść, praktykują cybermobbing czy pornografię.
Stąd słuszny postulat wprowadzenia kodeksu etycznego, który uwzględni aspekt sprawiedliwości społecznej.
Przede wszystkim AI użyta jako broń masowego rażenia nie może decydować o ludzkim życiu i ludzkiej śmierci. Odpowiedzialność musi wziąć za to sam człowiek. Inaczej obniży się próg dla stosowania przemocy, skoro w optyce AI przeznaczeni do likwidacji ludzie stanowią jedynie zbiory danych.
Militarnie użyta AI to oczywiście nie trwogę budząca armia humanoidalnych „terminatorów”, ani nawet nie zdalnie sterowane drony. To systemy wspierające logistykę, rozpoznanie zwiadowcze, czy pozwalające dowódcom podjąć szybciej decyzję o kolejnej operacji.
Przykładowo tylko, po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku izraelskie siły powietrzne wdrożyły platformy AI, systemy „Gospel”, „Lawenda” i „Habsora” do automatycznego rekomendowania celów, które miano bombardować w strefie Gazy.
Aviv Kochavi, był szef sił powietrznych Izraela, przyznał, że „Habsora to maszyna, która generuje ogromne ilości danych skuteczniej niż jakikolwiek człowiek i przekłada je na cele do ataku”.
Eksperci są zgodni, że militarne systemy AI nie uwzględniają czynnika, jakim jest zwiększenie ryzyka bombardowań obiektów cywilnych.
Upowszechnienie się tych systemów spowoduje, że ludzie staną się trybikami w zmechanizowanym procesie, że stracą zdolność do realnego rozważania ryzyka szkód dla cywilów.
W przygotowaniu znajdują się też nowe generacje dronów, w których dowodzący dron automatycznie komenderuje dziesiątkami innych, przy nieobecności ludzkiego współdecydowania.
Wykluczenie z procesu decyzyjnego człowieka i pozostawienie decyzji w rękach autonomicznych systemów, które obliczają dane ze zdjęć satelitarnych, mediów społecznościowych i platform telekomunikacyjnych, skłoniło firmę Anthropic, produkującą militarne systemy, do domagania się gwarancji od rządu Donalda Trumpa, że jej produkty nie będą używane do masowej inwigilacji i broni autonomicznej.
W odpowiedzi Pentagon wypowiedział umowę o wartości 200 mln dolarów.
Dla papieża to absolutne zwycięstwo sumienia. Tylko że jeśli nawet można by było załadować system militarny AI normami prawa międzynarodowego, to norm etycznych zaprogramować się nie da.
Decyzja podjęta według kryterium etycznego (sumienia) nie opiera się na matematycznych danych, tylko indywidualnym kontekście. Na razie jednak międzynarodowe rozmowy w Genewie nad uregulowaniem zagadnienia autonomicznych systemów opartych na AI na skutek blokady Rosji, Indii i Chin zakończyły się fiaskiem.
Sekretarz generalny ONZ Antonio Guterres od 2018 roku żąda opartego na prawie międzynarodowym zakazu użycia śmiercionośnych autonomicznych systemów militarnych (LAWS).
Papież dołącza do Guterresa. Czas nagli, wyścig zbrojeń w zakresie autonomicznych systemów AI już się toczy, a dozbrojenie ich normami etycznymi będzie niemożliwe.
Niemniej istotne na kartach encykliki to krytyka nowych form niewolnictwa. Praktykuje się je choćby w centrach komputerowych lub przy produkcji mikroczipów, sprzętu komputerowego czy smartfonów. W niektórych regionach świata do pracy zaprzęga się dzieci na niegodnych i niebezpiecznych warunkach. Wszystko to „odczłowiecza człowieka”.
Na tej kanwie zwierzchnik 1,4 mld katolików przyznał, że Kościół katolicki przez stulecia, aż do 19 wieku, sankcjonował handel niewolnikami. I bez ogródek nazywa to „wielką raną w chrześcijańskiej pamięci”.
Otwarcie papież zwraca się o przebaczenie. Wcześniejsi papieże przepraszali za udział chrześcijan w światowym handlu ludźmi, ale nigdy nie powiedzieli otwarcie, że to Watykan expresis verbis zezwolił europejskim władcom na podporządkowanie sobie mieszkańców innych kontynentów i na ich zniewolenie.
Wreszcie Leon ostrzega przed dezinformacją, skoro coraz bardziej wyrafinowane algorytmy mogą wpływać na decyzje szerokich grup społecznych. Nie kto inny, tylko prezydent Donald Trump w szczytowej fazie konfliktu z papieżem przy pomocy AI wyprodukował grafikę, która ukazywała samego Trumpa jako mesjasza.
Później zawracał rzekę kijem, tłumacząc, że występował na niej jako ochotnik Czerwonego Krzyża. Osoba Donalda Trumpa w encyklice oczywiście nie została wymieniona.
Leon XIV nie jest pesymistą kulturowym jak Jan Paweł II czy Benedykt XVI. Obydwaj poprzednicy zaklinali niebezpieczeństwa czające się przed ludzkością ze strony „cywilizacji śmierci”.
Obecny papież zdaje sobie sprawę z tego, że nowe technologie, w tym AI, mogą łączyć ludzi i być im szalenie pomocne w ułatwianiu i upiększaniu wędrówki po ziemi. Sam zresztą nie jest chodzącym w chmurach filozofem, który pisze sobie a muzom.
To pierwszy pontifeks urodzony po II wojnie światowej, który w małym palcu ma programy komputerowe. Wcześniej jako szef całego zakonu augustianów samodzielnie podłączał i obsługiwał zbyt bardzo uduchowionym współbraciom sprzęt komputerowy. Ze smartwatchem na ręku, ten matematyk z wykształcenia, dzieli z bossami z Silicon Valley amerykański background kulturowy.
Przy tych kwalifikacjach
jego wezwanie do wprowadzenia kontroli AI przy użyciu kategorii sumienia wydaje się bardziej wiarygodne.
Sam technologiczny establishment nie zdaje sobie sprawy z tego, czy przypadkiem nie wypuszcza dżina z butelki.
Tymczasem już dyskusja wokół wojny USA z Iranem pokazała czarno na białym, że papież Leon XIV wypełnił puste miejsce w globalnej wiosce. Wprowadził kategorię sumienia w ocenie otaczającej nas rzeczywistości. Kiedy inne autorytety moralne świeciły swoją nieobecnością.
Dziś kategoria sumienia ginie pod ciężarem pragmatyzmu. Skąd taki Elon Musk ma wiedzieć cokolwiek o sumieniu, skoro nie interesują się nim nawet filozofowie.
Ostatnią koncepcję sumienia przedłożył przed wiekiem Martin Heiddeger (Sein und Zeit 1927). Tę pustkę wypełnia pragmatyczna etyka, która zezwala jednostce na odwołanie się do jej indywidualnego sumienia.
Brakuje jednak kategorii, która kształtowałaby sumienie zbiorowe. Co w jakimś sensie pozostaje spuścizną Schopenhauera, (sumienie jako miks lęku, przesądu, próżności i przyzwyczajenia), czy Freuda (sumienie jako internalizacja rodzicielskiego autorytetu, a de facto jako choroba).
Co kuriozalnie sprzeczne jest z obiegowym sformułowaniem, gdy w rozmowie osądza się bliźniego, że postąpił „bez sumienia”. A w konstytucjach wielu (demokratycznych) państw „wolność sumienia” należy do podstawowym praw jednostki.
Papież natomiast wobec rewolucji cyfrowej odwołuje się do sumienia, które na poziomie społecznym (większej zbiorowości) weryfikowałoby społeczne przypadłości i konwencje, także te, które pierwotnie zostały przyjęte bezrefleksyjnie, w sposób automatyczny.
Sugeruje przyjęcie norm, które regulowałyby praktyki użycia AI. Jak te, które choćby obowiązują w futbolu, gdzie wiadomo, (lub prawie wiadomo), kiedy odgwizdać „spalonego”, nieprawidłowy wślizg, lub kiedy podyktować rzut karny. Nic więcej, ale nic mniej.
Historyk, politolog i watykanista, prof. na Uczelni Korczaka w Warszawie i Uniwersytecie we Freiburgu.
Historyk, politolog i watykanista, prof. na Uczelni Korczaka w Warszawie i Uniwersytecie we Freiburgu.
Komentarze