Deklaracja kiszyniowska to powrót logiki wykluczenia
Prawa człowieka nie zostały stworzone na spokojne czasy. Ich znaczenie ujawnia się właśnie w takich momentach jak dziś – gdy całe grupy ludzi zaczynają być przedstawiane jako zagrożenie, a współczucie wobec nich jako polityczna naiwność.
Dzień 15 maja 2026 roku może przejść do historii praw człowieka w Europie. Tego dnia 46 ministrów spraw zagranicznych państw członkowskich Rady Europy przyjęło tzw. deklarację kiszyniowską – dokument wyraźnie podważający prawa człowieka osób migrujących i stanowiący słabo zawoalowaną próbę wywarcia politycznej presji na Europejski Trybunał Praw Człowieka (ETPCz).
Choć dokument nie jest prawnie wiążący, stanowi bardzo wyraźny polityczny sygnał: państwa Europy są gotowe wycofać się z części gwarancji praw człowieka wypracowanych po II wojnie światowej. Uzasadnieniem mają być rzekomo nowe wyzwania migracyjne, których twórcy Europejskiej Konwencji Praw Człowieka rzekomo nie mogli przewidzieć.
Deklaracja kiszyniowska odzwierciedla nowy, antyimigracyjny konsensus w Europie, powiązany ze wzrostem wpływów ruchów skrajnie prawicowych. Jej znaczenie wykracza jednak daleko poza samą politykę migracyjną. Przyjęcie deklaracji stanowi bowiem strukturalne zagrożenie dla całego europejskiego systemu ochrony praw człowieka, ukształtowanego w odpowiedzi na doświadczenia II wojny światowej.

Komentarze