Gdyby nie 1,5%, mogłoby nie być OKO.press

Twoja pomoc ma znaczenie

0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Fot. Agnieszka Sadowska/ Agencja Wyborcza.Fot. Agnieszka Sadow...

13 marca po raz szósty przedłużono tzw. ograniczenie prawa do azylu.

A dzisiaj, 27 marca, mija rok od wejścia w życie ustawy, która na to pozwala.

Przeczytaj także:

Zarówno sama ustawa, jak i kolejne przedłużenia obowiązywania rozporządzenia naruszają zobowiązania wynikające z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

Uwierająca Konwencja Praw Człowieka

Obserwując trwającą obecnie debatę w państwach takich jak Wielka Brytania czy Włochy, można dojść do wniosku, że Europejska Konwencja Praw Człowieka (EKPCz) po 75 latach istnienia zaczęła uwierać kraje zachodnie.

Dziewięć państw-sygnatariuszy EKPCz pod wodzą premierki Włoch Giorgii Meloni, w tym również i Polska, podpisało list otwarty, mający na celu skłonienie społeczności międzynarodowej do reformy Konwencji oraz rewizji działania ETPCz. W liście zawarty został apel o „przywrócenie właściwej równowagi”, a więc zmniejszenie presji na kraje nieprzestrzegające zapisów konwencji. Przyczyną tego „dyskomfortu” stała się konieczność konsekwentnego zastosowania jej postanowień również wobec tych migrantów, których pojawienie się powoduje, wedle słów premiera Donalda Tuska, komplikacje relacji etnicznych i kulturowych wewnątrz społeczeństw Europy.

Z jednej strony nie wolno nam naiwnie zamykać oczu na wyzwania, jakie niesie ze sobą migracja, z drugiej jednak powtarzanie płytkich narracji o tym, że sytuacja jest „trudna, a będzie jeszcze trudniejsza”, może spowodować jedynie niepotrzebną nikomu antyimigrancką radykalizację opinii publicznej. W Polsce skrajnym tego przykładem były swego czasu słynne patrole obywatelskie na granicy polsko-niemieckiej.

Ostatecznym wynikiem takiej postępującej radykalizacji zawsze okazują się zmiany legislacyjne. One z kolei prowadzą do realnego pogorszenia warunków bytowych i poziomu bezpieczeństwa osób, które przyjechały do naszego kraju z nadzieją na lepsze życie. Odebrana nadzieja nie sprzyja integracji ze społeczeństwem kraju przyjmującego, które na brak chęci asymilacji reaguje, znowu, radykalizacją. Tak rząd napędza błędne koło wzajemnej nieufności.

Obcy kontra my

To właśnie nienazwany strach przed migracją sprawił, że parlamentarzyści 13 marca w zdecydowanej większości (416 za, 13 przeciw) głosowali za przedłużeniem na kolejne 60 dni ograniczenia możliwości składania przez cudzoziemców wniosków o ochronę międzynarodową w Polsce na granicy polsko-białoruskiej. Uderza to w osoby próbujące dotrzeć do UE przez granicę polsko-białoruską, gdzie nadal trwa kryzys humanitarny.

Uzasadnienie tego kroku jest, mówiąc delikatnie, nieprzekonujące. W każdym rozporządzeniu dotyczącym przedłużenia tego stanu czytamy między innymi, że: „[…] podejmowane dotąd środki okazały się niewystarczające do wyeliminowania zagrożenia [w postaci instrumentalizacji migracji na granicy polsko-białoruskiej – przyp. aut.]”. Pytanie nasuwa się samo – jeśli w ocenie rządu środki, które zostały wprowadzone po raz pierwszy niemal rok temu, są niewystarczające, czemu mielibyśmy kontynuować ich stosowanie?

Rozporządzenie zostało napisane językiem populizmu, nie rozsądku.

W uzasadnieniu rząd ucieka się do wytrychów takich jak „stałe i kompleksowe wzmacnianie sił”, które mają jedynie przemawiać do emocji opinii publicznej, pragnącej teraz bardziej niż kiedykolwiek zapewnień o bezpieczeństwie kraju.

Aktualna sytuacja migracyjna na granicy zewnętrznej Rzeczypospolitej Polskiej wskazuje, iż pomimo stałego i kompleksowego wzmacniania sił i środków oraz zabezpieczenia technicznego w postaci modernizacji zapory na granicy z Republiką Białorusi w dalszym ciągu ma miejsce presja migracyjna, co powoduje konieczność podjęcia działań w celu zapewnienia stabilizacji sytuacji wewnętrznej w Polsce, a przez to także w całej Unii Europejskiej.

Ustawodawca pisze między innymi o „agresywnych cudzoziemcach”, aktywnie wspomaganych przez funkcjonariuszy białoruskich. Podkreśla również, że: „Odnotowywane są liczne przypadki bezpośrednich ataków ze strony przedstawicieli służb białoruskich przez celowanie z broni palnej, rzucanie kamieniami w służby polskie obecne na linii granicy, oślepianie laserami czy też silnym światłem stroboskopowym i uniemożliwianie w ten sposób zapobiegania próbom nielegalnego przekraczania granicy przez migrantów”.

Antagonizujący język dokumentów proponowanych przez rząd tworzony przez koalicję, która niesie na sztandarach europejskie wartości, to wstyd i jasny sygnał, że pozwoliliśmy ekstremistom na zawładnięcie dyskursem publicznym. Jak ograniczanie prawa do składania wniosków o ochronę międzynarodową miałoby przyczynić się do powstrzymania ataków białoruskich służb na funkcjonariuszy polskiej Straży Granicznej? Nie dysponujemy także konkretnymi danymi statystycznymi dotyczącymi liczby ataków sił białoruskich na polskich pograniczników. Natomiast dane dotyczące prób nielegalnego przekroczenia granicy przez cudzoziemców są dość niespójne.

Są miesiące, gdy służby podają, że liczby te wzrosły nawet 2,5 raza (np. sierpień 2025 roku). W kolei w okresie od czerwca do sierpnia 2025 liczba tych prób wzrosła o 83 proc. (w porównaniu do tego samego okresu w 2024 roku).

Jednocześnie na koniec 2025 roku Straż Graniczna podała liczby za cały rok. Wygląda na to, że prób nielegalnego przekroczenia granicy w prawie całym 2025 (29,6 tys.) było niemal tyle samo, co w 2024 roku – 30,4 tys.

Jedyne, co zmieniło się na pewno, to liczba przyjmowanych wniosków o ochronę międzynarodową. Straż Graniczna odmówiła tego prawa ponad 451 cudzoziemcom w okresie od marca 2025 roku do lutego 2026. Wnioski z sukcesem złożyły jedynie 94 osoby należące do tzw. grup szczególnie wrażliwych (dane te pokrywają się z tymi przytoczonymi w rozporządzeniu z listopada).

Populizm legalny

Poddając się emocjom, cały czas zapominamy o najważniejszym: ograniczanie prawa do ochrony międzynarodowej w świetle przyjętych przez Polskę postanowień międzynarodowych jest nielegalne.

Obrońców praw człowieka często określa się jako ludzi naiwnych. Lekkoduchów, którzy ideały stawiają ponad bezpieczeństwo. Wydaje się jednak, że to, co dla większości społeczeństwa wygląda na naiwność, w istocie rzeczy jest umiejętnością skrupulatnej analizy faktów i przepisów prawa.

Władza (i opozycja) bardzo chce przekonać opinię publiczną, że ludzie, którzy ubiegają się o ochronę międzynarodową, to młodzi mężczyźni z krajów afrykańskich, z nożem za pazuchą, przeskakujący przez płot na granicy. Przed zawieszeniem prawa do azylu władza przekonywała też, że presja migracyjna na granicy jest ogromna i Polska jej nie wytrzyma, jeżeli nie zastosuje wyjątkowych rozwiązań.

A jak wyglądają statystyki?

W 2024 roku wnioski o ochronę międzynarodową w Polsce złożyło 17 tysięcy osób (dane Urzędu ds. Cudzoziemców). W większości – obywateli Ukrainy, Białorusi i Rosji. Cudzoziemcy pochodzący z Afryki i Bliskiego Wschodu stanowili niecałe 30 proc. wszystkich wnioskujących, co oznacza, że są w zdecydowanej mniejszości. Niemal tym samym przedziale czasowym (od 27 marca 2024 do 22 lutego 2025), jak podaje MSWiA, na samej granicy polsko-białoruskiej złożono 2723 wnioski. Były więc w zdecydowanej mniejszości.

Faktycznie, w ostatnim roku zaczęła wzrastać liczba mężczyzn, którzy ubiegają się o status uchodźcy w Polsce (po eskalacji działań wojennych w Ukrainie w 2022 roku nieproporcjonalnie przeważały pod tym względem kobiety).

Trzeba też pamiętać, że samo złożenie wniosku nie oznacza jeszcze prawa do pobytu w Polsce. W 2024 roku urzędy migracyjne ostatecznie przyznały ochronę międzynarodową tylko 7 tysiącom osób, przy czym należy sobie uświadomić, że postępowania w tych sprawach mogą trwać nawet dwa lata. 3,9 tysięcy z tej liczby to Ukraińcy, 2,6 tysięcy – Białorusini, 200 osób to Rosjanie. Pozostałe 300 osób pochodziło z innych państw, w tym Afryki i Bliskiego Wschodu. Mieszkańcy tych obszarów stanowili większość z tych, których postępowania umorzono, ze względu np. na dobrowolne opuszczenie Polski (460 cudzoziemców pochodzących z Erytrei, 440 z Somalii i 390 z Syrii).

Jednak nawet jeśli wszyscy uchodźcy składający wnioski w placówkach Straży Granicznej na naszej wschodniej granicy byliby młodymi mężczyznami z oddalonych kulturowo państw, nie zmieniłoby to faktu, że odmowa przyjęcia wniosków łamie zapisy Konstytucji RP oraz postanowienia wielu ratyfikowanych przez Polskę umów międzynarodowych, w tym Konwencji Genewskiej z 1951 roku dotyczącej statusu uchodźców, Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, Konwencji o prawach dziecka i Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej.

Polska ma prawo decydować, komu ostatecznie udzieli ochrony, nie można jednak z góry przesądzać, że tego nie zrobi, szczególnie w odniesieniu do grup, a nie osób indywidualnych.

Uniemożliwianie złożenia wniosku na granicy polsko-białoruskiej skutkuje dalszym łamaniem zasady non–refoulement, czyli niezawracania, za które Polska już kilkukrotnie musiała odpowiadać przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka.

Pierwszy krok

Wypychanie na teren Białorusi cudzoziemców, którzy deklarują chęć ubiegania się o ochronę międzynarodową, łamie ich prawo do indywidualnego zbadania każdej sprawy. Narusza także przepisy polskiej Konstytucji: po pierwsze w zakresie przestrzegania ratyfikowanych umów międzynarodowych (a więc na przykład Konwencji Genewskiej), a po drugie pod względem zasady równości wobec prawa.

Zasada ta wskazuje, że osoby znajdujące się w podobnej lub tej samej sytuacji prawnej powinny być traktowane w jednakowy sposób. W teorii w dalszym ciągu na granicy polsko-białoruskiej wnioski o ochronę międzynarodową mogą składać cudzoziemcy należący do tzw. grup szczególnie wrażliwych, a więc m.in. dzieci pozostawione bez opieki, kobiety w ciąży czy osoby wymagające specjalnego traktowania ze względu na wiek lub stan zdrowia oraz osoby, które w razie zawrócenia mogą być narażone na niebezpieczeństwo w kraju, z którego wjechały na teren Polski.

Szczególnie ta ostatnia część regulacji pozostawia wiele swobody interpretacyjnej funkcjonariuszom Straży Granicznej, którzy w obszarze oceny sytuacji prawnej i faktycznej cudzoziemca mają mniejsze kompetencje niż Szef Urzędu ds. Cudzoziemców, który do tej pory decydował o losie przybyłych do naszego kraju osób.

Praktyka obserwowana od marca, gdy po raz pierwszy wprowadzono ograniczenia, wskazuje, że Straż Graniczna nadużywa tej swobody i nie przestrzega pozostałych przepisów. Istnieją dowody na to, że cudzoziemcy próbujący przedostać się do Polski przez wschodnią granicę doznają na terytorium Białorusi, jak wskazuje raport Amnesty International, tortur i nieludzkiego traktowania, na przykład w postaci zmuszania do wchodzenia do zamarzającej rzeki, bicia kastetami, kopania oraz głodzenia.

Mimo to są przez polskich funkcjonariuszy do tego państwa zawracani, często przy użyciu siły. Bardzo wąskie określenie grup, które nadal mają prawo składać wnioski o ochronę międzynarodową na granicy, powoduje, że można odmówić udzielenia azylu na przykład dzieciom podróżującym wraz z rodzicami. Jest to sprzeczne z Konwencją o prawach dziecka, jak podkreślał Rzecznik Praw Dziecka, komentując ograniczenie prawa do ochrony międzynarodowej. Podnoszone przez zwolenników tych regulacji argumenty o możliwości wykorzystania podróży rodziców z dziećmi jako alibi dla handlu ludźmi nie wytrzymują natomiast zderzenia z rzeczywistością na granicy polsko-białoruskiej.

Widać wyraźnie, że kategoria tzw. grup szczególnie wrażliwych jest w tym przypadku pierwszym krokiem na drodze prowadzącej ostatecznie do odebrania prawa do ochrony międzynarodowej w Polsce wszystkim cudzoziemcom. To z kolei, jak już wiemy, łamie przepisy Konstytucji, postanowienia traktatów unijnych oraz Europejską Konwencję Praw Człowieka.

Poszukiwanie alternatywy

Skoro więc prawo międzynarodowe stawia nam takie wymagania, to może premier Tusk ma rację i powinniśmy wypowiedzieć EKPCz? Co prawda, nie poprawi to bezpieczeństwa Polski, nie uspokoi sytuacji na granicy, popchnie nas w stronę autorytaryzmu i na ścieżkę, którą podąża już na przykład Rosja, ale za to przestaniemy być hipokrytami.

Jeżeli jednak nie chcemy iść tą ścieżką i chcemy być demokratycznym państwem prawa, musimy przestrzegać praw uchodźców.

Europejska Konwencja Praw Człowieka chroni tak samo cudzoziemców i obywateli Polski. Międzynarodowe prawo humanitarne to nie menu, z którego możemy wybierać, co w danym momencie lepiej realizuje jednostkowy interes państwa. To obietnica składana przyszłym pokoleniom: będziecie żyli w świecie stabilnych zasad, które nie pozwolą was skrzywdzić. Rząd, łamiąc tę obietnicę, sprowadza nas na ścieżkę, którą żaden kraj o ambicjach demokratycznych nie powinien podążać.

Julia Głębocka

Analityczka ds. prawnych w Amnesty International Polska. Studiowała prawo na Uniwersytecie Warszawskim oraz wiedzę o teatrze w Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Jest członkinią stowarzyszenia naukowego Collegium Invisbile oraz Forum Młodych Dyplomatów. Ze szczególnym zainteresowaniem traktuje tematy związane z ochroną praw człowieka w Rosji.

Komentarze