"Broń najsłabsza - kartka wyborcza" - powiedział minister obrony Antoni Macierewicz przed obchodami Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Minister chyba nie zna historii - w XX w. w Polsce kartka wyborcza okazywała się silniejszą bronią niż karabiny i czołgi

Minister obrony Antoni Macierewicz spędzi cały dzień 1 marca na obchodach pamięci „żołnierzy wyklętych” (tak wynika z harmonogramu opublikowanego na stronach MON). Już dzień wcześniej wziął jednak udział w uroczystości w Katedrze Polowej Wojska Polskiego, gdzie wieczorem odbyła się msza święta w intencji powojennej partyzantki antykomunistycznej.

Macierewicz mówił z tej okazji: „Trzeba się dzisiaj pochylić nad pamięcią prof. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który 1 marca – swoją decyzją – uczynił dniem pamięci o żołnierzach, których wyklęto – o Żołnierzach Niezłomnych”.

I dodawał:


I trzeba raz jeszcze pochylić się nad tymi milionami Polaków, którzy jesienią 2015 roku użyli broni najsłabszej - kartki wyborczej, dzięki której tutaj jesteśmy, i dzięki której możemy odbudowywać polską tradycję narodową i wojskową (...).

Antoni Macierewicz, Przemówienie z okazji Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych - 28/02/2017

Przemówienie z okazji Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych

fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta


fałsz. Nieprawda. W Polsce kartka wyborcza okazywała się zawsze silną bronią


Z technicznego punktu widzenia Macierewicz może mieć rację: kartką wyborczą rzeczywiście nie można nikogo zabić na ulicy. Jeśli jednak mówić o jej przydatności jako narzędzia walki o niepodległość i wolność – a taki jest sens wypowiedzi Macierewicza – to nie ma on racji.

W historii Polski w XX w. kartka wyborcza okazywała się równie silną bronią – o ile nie silniejszą – jak karabiny, pistolety i czołgi.

Dotyczy to także czasów działalności „żołnierzy wyklętych”. W latach 1946-1947 największym zagrożeniem dla władzy komunistycznej nie byli „wyklęci” (ich liczba w szczytowym okresie sięgała 15-17 tys. osób walczących z bronią w ręku), ale opozycja cywilna, której głównym ośrodkiem było PSL Stanisława Mikołajczyka, liczące w 1946 r. ok. miliona członków.

Do walki z PSL – której apogeum były sfałszowane wybory w lutym 1947 r. – władze musiały zaprzęgnąć cały aparat partii i sił bezpieczeństwa (m.in. ponad 400 tys. osób pozbawiono prawa głosu).

Także w 1989 r. Polska odzyskała niepodległość nie dzięki zbrojnym działaniom, ale na drodze pokojowej – negocjacji przy Okrągłym Stole oraz częściowo wolnych wyborów 4 czerwca 1989 r., w których Polacy jednoznacznie odrzucili władzę PZPR.

Bilans „zrywów zbrojnych” w XX w. jest znacznie mniej jednoznaczny. O ile w 1918-1920 r. niepodległość rzeczywiście została obroniona dzięki wygranej wojnie z bolszewicką Rosją, to akcje zbrojne w latach 1944-1947 zakończyły się spektakularnymi i kosztownymi klęskami – od Powstania Warszawskiego zaczynając, a na partyzantce antykomunistycznej kończąc. Nie udawały się także powstania przeciwko zaborcom: listopadowe w 1830 r., krakowskie w 1846 r., styczniowe w 1863 r. Każde z nich przynosiło ogromne straty Polakom.

Macierewicz nie może tego wszystkiego nie wiedzieć. Jest historykiem z wykształcenia.

Nasz minister obrony ma jednak dobrze udokumentowaną przez OKO.press skłonność to powiększania znaczenia polskiego wysiłku zbrojnego wbrew elementarnym faktom. W czerwcu 2016 r. stwierdził np., że „z bronią w ręku” walczyło po 1945 r. z Rosjanami 300 tys. osób, podczas gdy według ustaleń historyków w szczytowym momencie partyzantka antykomunistyczna liczyła między 15 a 17 tys. osób.



W lipcu 2016 r. uznał Powstanie Warszawskie za największą bitwę II Wojny Światowej (błędnie). Gloryfikował walkę z bronią w ręku bez względu na jej konsekwencje – np. powiedział, że powstanie styczniowe pozostawiło „wielki posiew„, a w 1795 r. Polska zniknęła z mapy Europy ze względu na „brak czynu zbrojnego” (było wprost przeciwnie – rozbiór był następstwem przegranego powstania w 1794 r.).



OKO.press czeka z niecierpliwością na kolejne odkrycia historyczne ministra Antoniego Macierewicza.


Wybieramy prezydenta na ciężkie czasy.
Wesprzyj OKO, by mogło dalej kontrolować władzę.

Historyk i socjolog, profesor na Uniwersytecie SWPS, publicysta. Autor dwóch książek reporterskich o Afryce i kilku książek o historii. "Szkalował" Polskę m.in. w „the Guardian”, „Le Monde”, „El Pais”, „Suddeutsche Zeitung”. Ostatnio wydał książkę o polskiej samoocenie – „No dno po prostu jest Polska. Dlaczego Polacy tak bardzo nie lubią swojego kraju i innych Polaków” (WAB 2017). W OKO.press pisze o polityce i historii.


Twoje OKO

Specjalne teksty. Niepublikowane taśmy. Poufne wiadomości. Za darmo. Na zawsze.

Załóż konto. Otwórz OKO!