Polska młodzież jest dziś zostawiona sama sobie - tylko połowa wie, że stosunek przerywany nie chroni przed ciążą, a 30 proc. wiedzę czerpie z filmów pornograficznych. Edukacja seksualna to koło ratunkowe dla dzieci, które nie akceptują swojego ciała. Chroni przed depresją i przemocą seksualną. Boją się jej dorośli, bo zamiast edukacja czytają "seks"

Już jutro posłanki i posłowie na ostatnim posiedzeniu Sejmu tej kadencji zdecydują, czy obywatelski projekt ustawy „Stop pedofilii” trafi do kosza, czy będzie przedmiotem prac nowego Parlamentu. Przypomnijmy, że pod mylącą nazwą kryje się pomysł penalizacji edukacji seksualnej.

Projekt analizowaliśmy szczegółowo w tekście: Więzienie za edukację seksualną i przepisanie antykoncepcji. Projekt „Stop pedofilii” w Sejmie.

Drakońskie przepisy nie mają sobie równych w żadnym z demokratycznych państw świata. Mimo to 14 października podczas pierwszego czytania ustawy w Sejmie poparcie dla surowych kar za edukację zdrowotną wyraziła nie tylko Konfederacja, ale także Prawo i Sprawiedliwość.

Projekt ubrany jest w hasło zakazu pedofilii, ale rzeczywistą inspirację do jego powstania była debata nad (zdemonizowanymi) standardami WHO dla edukatorów seksualnych.

W przededniu sejmowego głosowania OKO.press przypomina, czym są standardy, kto i jak może z nich korzystać i przede wszystkim: dlaczego rzetelna, nowoczesna edukacja seksualna jest niezbędna dzieciom i młodzieży w Polsce.


Edukacja seksualna: w Portugalii od czwartego roku życia, w Hiszpanii – od czternastego

Standardy WHO to po prostu zbiór wytycznych, które mają ułatwić prowadzenie zajęć o rozwoju psychoseksualnym dzieci i młodzieży. Mogą z nich korzystać nauczyciele, edukatorzy seksualni, ale także rodzice. To przewodnik, który ma pomóc w identyfikowaniu właściwych zachowań u dzieci i młodzieży oraz wskazywać, kiedy należy się niepokoić.

Na jego podstawie konkretne kraje mogą (ale nie muszą) wprowadzać programy edukacji seksualnej. W dokumencie wprost jest napisane, że wdrażając programy, należy mieć na uwadze uwarunkowania kulturowe. Dlatego w różnych krajach edukacja seksualna prowadzona jest na różne sposoby: w Portugalii zaczyna się od 5., w Holandii od 11., a w Hiszpanii od 14. roku życia.

W Niemczech, Danii i Francji jest przedmiotem obowiązkowym, a w Szwecji – dobrowolnym. Najczęściej jest prowadzona jako odrębny przedmiot, ale czasem (np. w Luksemburgu i Portugalii) treści z zakresu edukacji seksualnej wprowadza się do programów innych zajęć: biologii czy edukacji obywatelskiej.

To studnia, z której można czerpać, wzorować się, szukać. Ramą funkcjonowania standardów są podstawowe prawa człowieka (m.in. prawo do informacji), a powstały po to, żeby odpowiedzieć na problemy takie jak: nastoletnie ciąże, przemoc seksualna, choroby przenoszone drogą płciową (w tym HIV/AIDS), a także budować pozytywne nastawienie do ciała i seksualności.

W dokumencie zaznaczone jest, że nieformalna edukacja seksualna jest dziś niewystarczająca. Rodzice – nawet jeśli próbują – często nie mają wystarczającej wiedzy, by rozmawiać o szczegółowych zagadnieniach, a dzieci narażone są na kontakt z poniżającymi i niedostosowanymi do ich wieku treściami, na które z łatwością mogą natknąć się w internecie.

Nauka masturbacji dla czterolatków?

Największe kontrowersje wzbudziły tzw. matryce, czyli baza wiedzy dotycząca prawidłowego rozwoju seksualnego dzieci na konkretnych etapach rozwojowych. Czytamy w nich m.in., że:

  • dziecko w wieku 0-4 lat: poznaje prawidłowe słownictwo na temat części ciała i prokreacji, odkrywa radość z poznawania własnego ciała (w tym z masturbacji), uczy się odczuwać i mówić „tak” i „nie”, rozumie, że uczucia i emocje mogą być wyrażane na wiele sposobów;
  • dziecko w wieku 4-6 lat: utrzymuje higienę, uczy się komunikować prośby i życzenia, poznaje różnice między miłością i przyjaźnią, radzi sobie z (własną i innych) potrzebą prywatności, uczy się zwracać z prośbą o pomoc do zaufanego dorosłego.

Pobieżna lektura doprowadziła polską prawicę do paniki moralnej: „edukatorzy seksualni będą uczyć czterolatki masturbacji”. Dlaczego?

Aleksandra Dulas, prezeska Fundacji Nowoczesnej Edukacji „Spunk”, edukatorka seksualna mówi OKO.press: „Dorośli czytający te materiały popełniają podstawowy błąd: w treści dotyczące dzieci, wkładają własne doświadczenia. W ten sposób z przepastnego zbioru, jakim jest edukacja seksualna, zostaje im tylko »seks«. Dziecięce wyobrażenia są przecież zupełnie inne.

W najmłodszym wieku dziecko zastanawia się: skąd wzięło się na świecie i czym różni się chłopiec od dziewczynki. Normą rozwojową jest dotykanie genitaliów – tak jak dotykanie ucha czy nogi – zabawy w podglądanie, czy tzw. zabawa w lekarza”.

Standardy WHO mówią o tym tak: „Istotne […] jest, jak bardzo szczegółowo należy przedstawiać poszczególne informacje w określonym wieku lub stadium rozwoju. Czteroletnie dziecko może zapytać, skąd się biorą dzieci, a odpowiedź »z brzuszka mamy« jest zazwyczaj wystarczająca i dostosowana do wieku.

To samo dziecko może później zacząć się zastanawiać »w jaki sposób dzieci dostają się do brzuszka mamusi?« i w tym momencie inna odpowiedź będzie dostosowana do wieku. Natomiast odpowiedź »jesteś jeszcze za mały na takie pytania« nie jest odpowiednia. Dostosowanie do wieku wyjaśnia, dlaczego te same zagadnienia dotyczące edukacji seksualnej mogą wymagać zmiany odpowiedzi; wraz z procesem dojrzewania udzielane wyjaśnienia będą miały bardziej całościowy charakter”. (str. 13).

Aleksandra Dulas: „Panika, którą wywołuje zlepek słów dziecko i masturbacja, jest nieadekwatna do rzeczywistości. Nie musimy mówić dzieciom, że odczuwanie przyjemności z dotykania genitaliów tak właśnie się nazywa, ale my – dorośli – musimy wiedzieć, jak się zachować. Szczególnie, że przez ten etap rozwojowy przechodzi znaczna część dzieci.

Czemu nie reagujemy gwałtownie, gdy dziecko dotyka pięty, a mamy bić po rękach, gdy dotyka genitaliów? Dziecko traktuje ciało integralnie: ucho, nos, kolano, penis to dla dziecka to samo. Naszą rolą jest nie stygmatyzować.

Warto jednak być czujnym. Zdarza się, że masturbacja przez dzieci jest traktowana instrumentalnie. W ten sposób dziecko zaspokaja inną potrzebę. Może to robić, bo czuje niepokój, bo nie umie odnaleźć się w grupie lub zwyczajnie z nudy. Wtedy naszym zadaniem jest zaspokojenie deficytu, który odczuwa dziecko”.

Edukacja seksualna to edukacja zdrowotna

Na kolejnych etapach rozwoju psychoseksualnego – szczególnie w okresie dojrzewania – coraz więcej miejsca w standardach zajmuje edukacja zdrowotna. Kojarzymy ją z prewencją chorób przenoszonych drogą płciową, ale to nie wszystko.

Aleksandra Dulas: „Dziewczynki dowiadują się o prawidłowym cyklu miesiączkowym, dzięki temu mają świadomość, że bóle doprowadzające do omdlenia to nie norma. Dziś od nauczycielek, mam, babć słyszą lekceważące: »jak urodzisz pierwsze dziecko, to ci przejdzie«. Po czasie okazuje się, że w wieku nastoletnim doświadczały pierwszych symptomów endometriozy, a już jako dorosłe kobiety borykają się niepłodnością. Chłopcy mogą dowiedzieć się, że już w wieku nastoletnim są zagrożeni nowotworem jąder i powinni regularnie się badać”.

Pod pojęciem zdrowia kryje się też dobrostan psychiczny. Dzieci i młodzież uczą się stawiać granice, wchodzić w bezpieczne relacje (także rówieśnicze) oraz akceptować własne ciało i seksualność.

Aleksandra Dulas: „To, jak wychowamy dziecko w kontekście podejścia do ciała, będzie miało wpływ na to, jak będzie siebie postrzegać w dorosłym życiu. Naszym zadaniem, jako dorosłych, jest podkreślenie, że ciało jest źródłem radości, a decydować o nim może tylko ono.

Nauka odmowy jest jednym z elementów edukacji seksualnej. Gdy prowadzimy zajęcia w przedszkolu, takie podejście oczywiście spotyka się z nierozumieniem rodziców. »No jak to, nie mogę powiedzieć dziecku, żeby pocałowało babcię na przywitanie?« – pytają. Oczywiście, że można, ale tylko wtedy gdy ma na to ochotę. Dziecko ma prawo wiedzieć, że może nie godzić się na dotyk. W skrajnych przypadkach pozwala to ochronić przed przemocą seksualną, a w codziennych relacjach – uczy szacunku do siebie i innych”.

Od edukacji seksualnej są rodzice i dom rodzinny?

Przeciwnicy standardów WHO utrzymują, że właściwym miejscem edukowania dzieci jest dom, a nie szkoła. I faktycznie, byłby, gdybyśmy żyli w idealnym świecie. Z badań Instytutu Badań Edukacyjnych prowadzonych w 2015 roku wśród 18-latków i ich rodziców wynika, że:

  • aż 30 proc. młodzieży wiedzę o seksie czerpało z filmów pornograficznych;
  • rodzice najczęściej rozmawiają z dziećmi o higienie narządów płciowych (96 proc.) i wartościach rodzinnych (87 proc.), tylko połowa porusza temat przemocy seksualnej czy orientacji seksualnej, a najrzadziej o: życiu seksualnym jako satysfakcji (18 proc.) i masturbacji (15 proc.);
  • choć ponad 50 proc. nastolatków miała za sobą pierwszy stosunek seksualny, to tylko połowa wiedziała, że przez stosunek oralny można zarazić się chorobą przenoszoną drogą płciową i tyle samo, że stosunek przerywany może zakończyć się ciążą.

Jesteśmy więc daleko od ideału. Aleksandra Dulas: „Z moich doświadczeń wynika, że dzieci albo nie wiedzą nic, albo wiedzę czerpią z internetu. Stoimy więc przed dylematem: zapewnić rzetelną edukację w szkołach czy zostawić dzieci i młodzież samych sobie. Codziennie odbieram wiadomości od przestraszonych dziewcząt, które pytają czy od przytulania w majtkach mogą zajść w ciążę”.

Lekcje biologii i WdŻwR wystarczą?

Według Ministerstwa Edukacji Narodowej szkoły już dziś zapewniają uczniom „edukację seksualną dostosowaną do wieku”. Przedmiot, który miałby spełniać podobną funkcję w polskiej szkole nosi nazwę „Wychowanie do życia w rodzinie”. Jak pisało OKO.press podstawa programowa stawia na wychowanie w etyce katolickiej, a nie standardy naukowe związane z rozwojem psychoseksualnym dzieci i młodzieży, różnorodność seksualną i tożsamościową czy prawa reprodukcyjne. Program wprost:

  • namawia na przedmałżeńską powściągliwości;
  • lansuje naturalne planowanie rodziny;
  • potępia antykoncepcję, łącząc ją z aborcją i sterylizacją;
  • w masturbacji widzi zagrożenie pornofilią i uzależnieniem od seksu;
  • podkreśla, że życie zaczyna się w jajowodzie;
  • chce wzmacniać „identyfikację z płcią”.

„Dzieci i młodzież mają prawo do pełnej wiedzy, tak by same mogły zdecydować, co mieści się w ich systemie wartości, a co nie; co jest zdrowe, a co może stanowić zagrożenie. Gdy mówimy o środkach antykoncepcyjnych, powinniśmy mówić o skuteczności metody, ale i zagrożeniach zdrowotnych: np. łączenie ich z papierosami może prowadzić do chorób zakrzepowych. Na pewno nie powinniśmy straszyć.

To, czego dziś na pewno nie ma w szkole to tematy orientacji seksualnej i tożsamości płciowej. Plan minimum w tym zakresie to znów dostarczenie najnowszej wiedzy medycznej i budzenie postaw akceptacji. Tak, by osoba nieheteroseksualna nie była w szkole szykanowana, wykluczana i bita. Edukacja seksualna to kwestia bezpieczeństwa”.

„Jesteśmy na równi pochyłej”

Ci, którzy grzmią o zgubnych skutkach edukacji seksualnej, nie mierzą się z problemem pogarszającej się kondycji psychicznej dzieci i młodzieży w Polsce. W 2017 roku 116 osób poniżej 18. roku życia popełniło samobójstwo, a 730 próbowało to zrobić. W 2016 prób samobójczych było prawie dwa razy mniej (475), a śmiercią zakończyły się 103.

Część problemów można by uniknąć, gdyby młodzież miała dostęp do wiedzy i zaufanego dorosłego, z którym może porozmawiać o problemach. Aleksandra Dulas: „Najczęstsze trudności, z którymi mierzy się młodzież to brak akceptacji własnego ciała, szykany w grupie rówieśniczej, niezrozumienie procesu dojrzewania.

W Łodzi prowadzę warsztaty dla młodzieży, na których dzieciaki piszą listy o tym, jak widzą siebie za 10 lat. Dostaję tonę karteczek ze zdaniami:

  • Mam nadzieje, że już mnie nie będzie;
  • Chciałabym zniknąć;
  • Obym była ładniejsza i chudsza;
  • Chciałbym żyć w kraju, w którym będę akceptowany.

Dziś jesteśmy na równi pochyłej, nie możemy zamknąć oczu i zostawić dzieci i młodzieży samych sobie”.

"Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie"
OKO pisze o edukacji. Wesprzyj nas.

Dziennikarz i reporter. Laureat nagród: "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane i "Korony Równości 2019". Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Komentarze

  1. Grzegorz Graff

    W wytycznyh WHO pojawia się np. teza, że z edukacją seksualną człowiek powinien mieć do czynia od urodzenia aż do starości. To jakoś przedziwna apoteoza panseksualności. Z całkiem niedawno opublikowanego artykułu w gazetowyborczej „Mojej Europie” wynika coś zaskakujaco ciekawego. Po wieloletnich badaniach seksuolodzy w Europie, USA i Japonii odkryli, że aktywność w tej dziedzinie zauważalnie spadła, ludzie zobojętnieli. Zaskajująco duży odsetek przekraczający 10 proc. w przedziale 18-39 lat w ogóle nie stosunkował się i nie uważa, by to było potrzebne do szczęścia. No i jak teraz pogodzić takie fakty z tym, że tożsamość seksualną promuje się współczesnie jako coś nadrzędnego, co ma zastąpić inne starodawne tożsamości – religijną, etniczną a nawet rasową. Poza tym w wytycznych WHO niepotrzebnie demonizuje się fakt, że młodzi ludzie sami szukają odpowiedzi na wiele pytań dot. seksu, że bardzo często znajdują je w grupie rówieśniczej. Tak zawsze było i świat od tego się nie zawalił, prawda?

Masz cynk?