0:00
Prawa autorskie: ADAM WAJRAK / Agencja Wyborcza.plADAM WAJRAK / Agencj...
26 grudnia 2022

Dlaczego niedźwiedzie w Bieszczadach nie mogą spać?

Wycinka starych lasów i dokarmianie zwierząt zimą zakłócają rytm życia niedźwiedzi na Podkarpaciu. Zakłócenie snu może mieć dla drapieżników tragiczne skutki. Tymczasem leśnicy, zamiast zatrzymać wycinkę, usiłują rozmawiać z obudzonymi niedźwiedziami. Jest jak w komedii „Miś”

Wydrukuj

Na zdjęciu: Tatry, Hala Gąsienicowa. Niedźwiedzica z niedźwiadkiem.

„Grzesiu, czego ty nie śpisz? Zasuwaj spać” – mówił do niedźwiedzia z filmu, który podbił sieć, jeden ze znanych bieszczadzkich leśników. Nikt nie wytłumaczył widzom, że wiele bieszczadzkich niedźwiedzi nie śpi w związku z prowadzoną w ich siedlisku gospodarką leśną i łowiecką. Problem jest poważny i narasta. Ekspertki, które Paweł Średziński zapytał o niedźwiedzie, dr hab. Nuria Selva i dr Agnieszka Sergiel z Instytutu Ochrony Przyrody Polskiej Akademii Nauk, nie mają dobrych wiadomości.

Jak policzyć niedźwiedzie?

Paweł Średziński, OKO.press: Co roku słyszymy od leśników, że niedźwiedzi w lasach Podkarpacia jest więcej. Na ile są to precyzyjne dane? I ile niedźwiedzi żyje dziś w tym rejonie Polski?

Dr hab. Nuria Selva: To tak naprawdę nie robi wielkiej różnicy, czy będzie ich 100, 150 czy 200. Dane Lasów Państwowych są błędne. Ich sposób liczenia tych zwierząt nie jest oparty na wiedzy naukowej i nie jest wykonywany zalecanymi metodami. Nawiasem mówiąc, metody liczenia niedźwiedzi są ujednolicone na poziomie europejskim. Skąd w jednym leśnictwie wiadomo, czy na jego obszarze przebywają trzy czy cztery niedźwiedzie? I skąd w leśnictwie obok wiadomo, czy to nie są te same niedźwiedzie, które były widziane po sąsiedzku?

Takie dane nie są wiarygodne. Bo czym innym jest mieć wrażenie, a czym innym solidnie przebadać kwestię liczebności niedźwiedzi. Sama mam doświadczenie terenowe i wiem, że trudno to zweryfikować. Wymaga to ogromnej pracy, a nie okazjonalnych obserwacji bez rozróżniania konkretnych zwierząt, co jest bardzo trudne.

Obecnie pracujemy w naszym zespole nad przeglądem danych związanych z aktualną liczebnością niedźwiedzi w Polsce. Stosujemy do tego metodę „capture-mark-recapture”, po polsku nazywaną metodą wielokrotnych złowień.

Poszczególne niedźwiedzie identyfikujemy za pomocą badań genetycznych. Następnie z ponownie zebranego w terenie materiału – mogą to być włosy, odchody - możemy dowiedzieć się, czy takie już raz zidentyfikowane osobniki pojawiają się ponownie i ile jest takich przypadków. To jedyny sposób na faktyczne oszacowanie liczebności niedźwiedzi, a i tak zawsze do tych szacunków podchodzimy ostrożnie.

Stąd na Podkarpaciu przyjęliśmy przedział ufności między 45 a 116 niedźwiedzi, przy wyniku 72 osobników w 2015 roku. Z kolei w polskich Tatrach, gdzie jest wyższe zagęszczenie niedźwiedzi niż w Bieszczadach, wynik którym dysponujemy wynosi 55 osobników przy przedziale ufności 45 – 79.

Tworzenie negatywnego wizerunku niedźwiedzi

To dosyć skromne liczby. Z tego co czytałem w mediach, podkarpaccy leśnicy są innego zdania. W 2018 roku informowali o 230 niedźwiedziach w lasach Podkarpacia. Skąd te rozbieżności?

Nuria Selva: Z tego, że szacunek 230 osobników opiera się na niewłaściwej metodzie. Może to być motywowane chęcią pokazania, że niedźwiedzi jest dużo. A skoro dużo i szybko ich przybywa, to znaczy, że w karpackich lasach nie dzieje się nic złego. Być może część leśników chce pokazać, że można dalej ciąć naturalne lasy. A niedźwiedziom, czyli symbolicznemu gatunkowi to nie zaszkodzi. Tak też może myśleć część leśników, wśród których nie brakuje myśliwych.

Mnożą się sytuacje konfliktowe, więc w przyszłości będzie trzeba rozwiązywać je drastycznie i strzelać do niedźwiedzi.

To bardzo prosta logika, często wynikająca z podejścia regulacyjnego do gospodarki leśnej i łowieckiej. W takim podejściu albo czegoś jest za dużo, albo za mało. Nikt nie bierze pod uwagę tego, że ekosystemy są dynamiczne i liczebność może się zmieniać. Populacje się zmieniają. Może więc chodzić o usprawiedliwianie gospodarki leśnej. Ale też o tworzenie negatywnego wizerunku niedźwiedzi i utrwalenie opinii o tym, że niedźwiedzi jest za dużo i wszystko w lesie jest w porządku.

Dr Agnieszka Sergiel: To bardzo uproszczone i niewłaściwe pojęcie o ekologii, nieświadomość lub ignorowanie fluktuacji, procesów i powiązań. I te liczby, o których już była mowa – rosną. Bo jak urosną, zaraz ktoś zacznie mówić, że trzeba regulować liczebność populacji. To dzieje się już w przypadku wilków.

Wycinka demoluje miejsca do gawrowania…

W lasach Podkarpacia prowadzona jest gospodarka leśna i łowiecka. Jaki ma to wpływ na niedźwiedzie? Skoro niedźwiedzi jest w leśnych statystykach więcej, to może gospodarka leśna pozytywnie wpływa na te drapieżniki?

Nuria Selva: Niezupełnie. W tej gospodarce widzę kilka zagrożeń. Pierwszą jest wycinka lasu - zwłaszcza starodrzewów - i związana z nią budowa dróg leśnych w Bieszczadach. Służą one do wycinki i wywozu wyciętego drewna. Jednocześnie fragmentują siedlisko niedźwiedzi i zwiększają dostęp ludzi do terenów, gdzie wcześniej nie było tych dróg.

Jest to duży problem, bo niedźwiedzie potrzebują spokojnych miejsc do gawrowania. W ślad za drogami, w kolejne fragmenty lasu wchodzi wycinka. Wycina się drzewa, również te, które niedźwiedzie mogłyby wykorzystać do gawrowania. Niedźwiedzie gawry w Bieszczadach powstają najczęściej w pniach starych, próchniejących jodeł. To są bardzo ważne miejsca dla niedźwiedzi, ponieważ tam udają się na zimowy odpoczynek i tam rodzą się młode. Postępująca wycinka zmienia i demoluje las.

…a dokarmianie uzależnia niedźwiedzie

Kolejnym poważnym zagrożeniem są polowania i związane z nimi dokarmianie i nęcenie. O ile wycinka niszczy siedlisko niedźwiedzi, to gospodarka łowiecka wpływa na zmianę ich zachowania. Kiedy w czasie jednego z naszych projektów śledziliśmy niedźwiedzie z obrożami, co chwila trafialiśmy na wyrzuconą kukurydzę, buraki, a z czasem i obierki z ziemniaków czy chleb.

Te miejsca przypominały śmietniska, gdzie przez cały rok zwabia się zwierzęta.

Wokół nich znajdowaliśmy też dużo odchodów zwierząt. To z kolei sprzyja rozprzestrzenianiu się chorób między zwierzętami. Jakby było mało tego, że pokarm wyrzucany zwierzętom nie jest zdrowy dla niedźwiedzi.

Co najgorsze, nasze największe drapieżniki przyzwyczajają się do tych miejsc, do tego, że człowiek wysypie im pokarm i nie zasypiają na zimę. Coraz bardziej uzależniają się od tego łatwego źródła pokarmu, co może w perspektywie sprzyjać sytuacjom konfliktowym.

Agnieszka Sergiel: Taka koncepcja gospodarki leśnej jest sprzeczna z tym, czego potrzebują niedźwiedzie i inne dzikie zwierzęta. Nasze największe drapieżniki potrzebują niefragmentowanych, dużych połaci lasu. Takich, w którym drzewa umierają na pniu i zostawia się je, jak i las procesom naturalnym. Kiedy to znika wraz z wycinką, znikają miejsca do gawrowania, których nie da się odzyskać w perspektywie wielu lat. Dopóki nie wróci stary, zdrowy las, gdzie znajdą schronienie i pokarm.

Ważne jest też pozostawianie starych buków, które produkują duże ilości bukwi. A ta jest bardzo ważnym pokarmem dla niedźwiedzi. Ja tak rozumiem naturalny las. To las, w którym zachodzą naturalne procesy. Choroby też do nich należą i mają swoją ekologię. Im mniej my się wtrącamy, tym las lepiej sobie z nimi radzi.

Zagrożone młode z gawry

Pomimo zgłaszanych przez was problemów, w Bieszczadach nadal trwa wycinka. I to w miejscach, gdzie niedźwiedzie mogą gawrować. Teoretycznie w polskim prawie można tworzyć okresowe strefy gawrowania. Ale robi się to wyjątkowo i to najczęściej na wniosek albo parku narodowego, albo przyrodników. W pięciu bieszczadzkich nadleśnictwach – Cisna, Lutowiska, Baligród, Ustrzyki Dolne i Stuposiany, które są kluczową ostoją niedźwiedzi, funkcjonują tylko dwie strefy utworzone w 2019 roku. Dlaczego ochrona miejsc gawrowania jest taka ważna i jak powinna wyglądać?

Nuria Selva: Przypomina to trochę obrazek z innych miejsc w Polsce, gdzie tnie się las i zostawia na środku pojedyncze drzewa. Tak wygląda las produkcyjny, a to nie jest naturalny las, o którym mówiła już Agnieszka. To już plantacja. W zarządzaniu lasami brakuje holistycznej wiedzy. Las posadzony przez człowieka trudno nazwać lasem. To raczej uprawa drzew, która długo nie będzie przypominać dobrze funkcjonującego ekosystemu leśnego. Takiego, który daje sobie radę z różnymi zagrożeniami.

Agnieszka Sergiel: Gawry powstają najczęściej w starych jodłach. Są również we wiatrołomach, w korzeniach przewróconych drzew, pod które niedźwiedzie się podkopują. Równie ważne jak samo drzewo jest jego otoczenie. Jeśli planuje się i dokonuje wycinki wokół gawry, nawet poza okresem gawrowania, to radykalnie zmienia się jej otoczenie. Tam, gdzie zabraknie drzew, chroniących gawrę przed różnymi czynnikami, nie ma też odpowiedniej osłony. A to jest dla niedźwiedzi bardzo ważne do spokojnego zimowania.

Zakłócenie snu może mieć tragiczne skutki. Wybudzanie oznacza wysiłek energetyczny, utratę energii, której może potem zabraknąć na kontynuację snu. W przypadku samicy, która w gawrze urodziła młode, może też doprowadzić do ich porzucenia. Opuszczone przez spłoszoną matkę, zginą.

Chronić miejsca gawrowania

Nuria Selva: W Bieszczadach było już kilka takich przypadków, przynajmniej tych, o których wiemy. Dochodziło do sytuacji, kiedy człowiek zakłócał spokój w rejonie gawry. Tymczasem panuje niechęć do powstawania nawet sezonowych stref gawrowania, które wyłączają stosunkowo niewielki obszar z wycinki w okresie od jesieni do wiosny. Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nie ustanawia stref.

Do zgłoszenia strefy do RDOŚ trzeba też mieć dowody na to, że niedźwiedź tam zimuje. Nie wystarczy to, że jest to potencjalne miejsce. Takie dane wymagają monitoringu przy użyciu obroży telemetrycznych. Wędrówki i miejsca przebywania zaobrożowanych niedźwiedzi, można śledzić. Zgłaszaliśmy nadleśnictwom i RDOŚ, że w tym a tym miejscu jest na przykład niedźwiedzica, którą nazywaliśmy Aga. I wtedy dostawaliśmy informację, że nie będzie tam cięć. Ale strefy nie zostały utworzone.

A, jak wyjaśniałam już powyżej, miejsca gawrowania trzeba chronić. Najlepiej, jeśli są to większe fragmenty lasu. W takich miejscach w kolejnym latach też mogą pojawiać się inne niedźwiedzie i skorzystać z gawry. Takie sytuacje często się zdarzają. Moim zdaniem dziś nie powinniśmy mówić już tylko o strefach gawrowania, tylko o wyłączeniach właśnie całych fragmentów lasów w Bieszczadach. Tam, gdzie wycinka drzew i tak jest deficytowa, generuje ogromne koszty. A są to ostatnie takie lasy w Polsce. Należałoby w nich zaprzestać wycinki.

Agnieszka Sergiel: Tym bardziej, że nie chodzi o ochronę tylko tej jednej gawry, ale i innych drzew, które w przyszłości mogą być gawrami, często rosnących obok siebie. Dlatego należy chronić większy skrawek lasu i nie uzależniać tej ochrony od pory roku.

Nuria Selva: Polska ma obowiązek zapewnić odpowiedni stan siedliska, na tym polega ochrona gatunkowa. Dodatkowo, jako państwo Unii Europejskiej, mamy obowiązek chronić takie miejsca, bo są miejscami gawrowania i rozrodu. Jesteśmy wciąż na etapie, kiedy nawet te pół hektara wokół gawry nie jest odpowiednio chronione. I trzeba się o każde takie miejsce upominać. Nawet tam, gdzie zbocza są strome, wydawałoby się, że trudno dostępne. Wcześniej nie było tam wycinki, a teraz są poprzecinane gęstą siecią dróg leśnych i szlaków zrywkowych. Wjeżdża w nie ciężki sprzęt i demoluje las.

Za ciepło dla niedźwiedzi

Czy zmiany klimatu też będą miały wpływ na niedźwiedzie? A może już mają?

Nuria Selva: Mówiąc o zmianach klimatu, wróćmy do sprawy starych lasów. Powinniśmy zachować ich jak najwięcej. One ochładzają otoczenie, co jest kluczowe w adaptacji do skutków globalnego ocieplenia. W Bieszczadach, w czasie upałów, znajdowaliśmy legowiska niedźwiedzi właśnie w takim starym, chłodnym lesie.

Wskaźnik reprodukcyjny niedźwiedzi jest silnie powiązany z temperaturą. Im cieplejsza zima, tym mniej młodych niedźwiedzi przychodzi na świat. Dziś najbardziej zagrożone są te niedźwiedzie, które występują w cieplejszych krajach. To zjawisko będzie przybierać na sile, również w tej części Europy

Agnieszka Sergiel: Niedźwiedzie są w lepszej kondycji, jeśli mogą gawrować. To ich fizjologiczna potrzeba. Mają swoje optimum temperaturowe i w zmieniających się warunkach termicznych będzie im coraz trudniej. Ten problem dotyczy również innych gatunków, którym rosnące temperatury będą coraz bardziej przeszkadzać. Musimy chronić te stare lasy i zatrzymać w nich wycinkę. To jest dobre nie tylko dla niedźwiedzi, ale też dla nas. Chroniąc je, chronimy też siebie.

Stały dostęp do stołówki zaburza gawrowanie

Czy tylko zmiany klimatu mogą zaburzać zimowy odpoczynek niedźwiedzi? Wymieniałyście już wcześniej gospodarkę łowiecką.

Agnieszka Sergiel: Te wpływy są dość złożone. Zabierając niedźwiedziom miejsca do gawrowania, uniemożliwiamy im spokojne zimowanie. Z jednej strony wycina się las, a z drugiej dokarmia się i nęci zwierzęta. Niedźwiedź jest bardzo inteligentnym „łowcą” łatwych okazji. Szybko przyzwyczaja się do korzystania z takich miejsc, gdzie jest wyrzucany pokarm.

W naszych badaniach, prowadzonych z użyciem telemetrii, ustaliliśmy mocny związek między nęciskami a przemieszczaniem się niedźwiedzi. Okazało się, że takie miejsca są patrolowane przez niedźwiedzie, które nie szukają wtedy naturalnego pokarmu. Tego pokarmu pochodzącego od człowieka jest tam dużo i to nie tylko w okresie zalegania śniegu.

Taki stały dostęp do stołówki może zaburzać gawrowanie. Tymczasem niedźwiedzie, jak już wcześniej powiedziałam, potrzebują zimowego snu. Okres zimowego odpoczynku jest dla nich fizjologicznie ważnym resetem. W ramach różnych inicjatyw wśród osób opiekujących się niedźwiedziami w niewoli, postulujemy żeby niedźwiedziom w niewoli stwarzać warunki i stymulować je do gawrowania. To bardzo pozytywnie na nie działa. I w wielu miejscach to się rzeczywiście dzieje.

Nuria Selva: Nęciska są takim fast foodem i pierwszym krokiem do czegoś, co można nazwać udamawianiem niedźwiedzi. Zresztą pokarm wykłada się nie tylko w celach łowieckich. Podobnie źle postępują też niektórzy właściciele czatowni fotograficznych i fotografowie przyrody, którzy celowo wabią pokarmem duże drapieżniki, tak wilki jak i niedźwiedzie. To prosta droga do powstawania sytuacji konfliktowych.

Niedźwiedź to nie miś

Jednak przekaz, który dociera do nas przez media jest raczej pozytywny. Niektórzy leśnicy nawet mówią do niedźwiedzi i pytają, dlaczego nie śpią?

Nuria Selva: To dość smutny obrazek, ale trochę pokazuje sposób myślenia o świecie przyrody wśród niektórych leśników. Nie są w stanie połączyć tego, że pod ambonami jest pełno jedzenia, które przecież oni wyrzucają, z tym, że niedźwiedzie nie śpią.

Agnieszka Sergiel: Wizerunek słodkiego misia nie pomaga w ochronie tego gatunku. Niedźwiedź to naprawdę nie jest miś.

To niedźwiedziom nie pomaga. Przypomnę tu sytuację z Tatr z 2007 roku. Najpierw turyści postanowili podzielić się z młodym niedźwiedziem kanapkami. A kiedy ośmielony szarpnął za plecak, został utopiony w potoku. A dlaczego niedźwiedzie nie śpią? Jak wskazujemy powyżej, dokarmianie może mieć taki negatywny wpływ.

22.10.2007 TATRY DOL. CHOCHOLOWSKA PRACOWNIK PARKU NIESIE ZABITEGO PRZEZ TURYSTOW JEDNOROCZNEGO NIEDZWIADKA
FOT MAREK PODMOKLY / Agencja Wyborcza.pl
22 października 2007 roku, Dolina Chochołowska. Pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego niesie zabitego przez turystów jednorocznego niedźwiadka. Fot. Marek Podmokły / Agencja Wyborcza.pl

O sytuacjach konfliktowych z niedźwiedziem słyszymy od lat. Tymczasem można odnieść wrażenie, że poza Tatrzańskim Parkiem Narodowym, gdzie działa specjalna grupa interwencyjna, w Bieszczadach do dziś nie ma pomysłu na radzenie sobie z takimi sytuacjami.

Nuria Selva: Interwencje podejmowane są bez planu. Okazuje się, że jeden człowiek może zadecydować o zabraniu niedźwiadka z natury. Potem zwierzę trafia do lecznicy, która nie ma odpowiednich warunków do opieki nad nim.

Tak samo, jak w przypadku znalezienia zwłok człowieka koło Olszanicy. Nikt nie był przygotowany na taką sytuację. Nikt też nie próbował ustalać, dlaczego doszło do tego tragicznego zdarzenia z udziałem niedźwiedzia. Agnieszka już dziesięć lat temu zorganizowała pierwsze spotkanie w tej sprawie, ale nie spotkało się one z dużym zrozumieniem. Nie wiem, czy ta opieszałość ma jakiś cel, czy po prostu nikt nie widzi problemu.

A przecież już dawno Podkarpacie powinno być przygotowane do takich sytuacji. Każdy wiedział, że będzie do nich dochodzić. Już 12 lat temu sugerowaliśmy, że należy rozpocząć te przygotowania.

Czekając na grupę interwencyjną

Rozumiem, że macie na myśli grupę interwencyjną, którą proponowałyście w strategii dotyczącej ochrony niedźwiedzia w Polsce? Chciałyście pomóc w znalezieniu funduszy na powołanie takiej grupy i jej szkolenia. Ale w opinii Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska czytamy, że problemy są rozwiązywane i ten aspekt projektowanej działalności nie jest potrzebny. Mamy rok 2022 i grupa wciąż nie powstała.

Agnieszka Sergiel: Sytuacja nie ulega zmianie, choć spotkania w tej sprawie odbywały się również w tym roku. Motywacji skutecznie dostarczył niedźwiedź regularnie pojawiający się pomiędzy zabudowaniami wsi. Przygotowanie takiej grupy wymaga ludzi, procedur, zaplecza i środków. Plan powinien być długoterminowy. Członkowie takiej Grupy powinni się też regularnie szkolić. Tak, jak to ma miejsce w innych krajach. My też uczestniczymy w tych szkoleniach, również jako prowadzący. Wiemy, że nic nie stanie się z dnia na dzień.

Tymczasem na Podkarpaciu konflikty z dzikimi zwierzętami wciąż się pojawiają. I nie robi się nic, żeby im skutecznie zapobiegać. Pracuje się za to na ich powstawanie. Pomimo że dochodzi do takich sytuacji, szybko się o nich zapomina i nie wyciąga wniosków. A taka grupa jest naprawdę bardzo potrzebna. Powinny być w nią zaangażowane różne strony. Nie tylko leśnicy i myśliwi, ale też eksperci, strona pozarządowa, lekarze weterynarii, prawnicy, lokalne samorządy.

Dziś, kiedy coś się wydarza, samorząd lub zwykły obywatel, próbując znaleźć pomoc, dzwoni pod różne adresy. Bo nie ma określonego miejsca, gdzie można zgłosić taki problem. Wszystko dzieje się o wiele za późno. Współpraca, do której zawsze jesteśmy gotowe, nasza wiedza i doświadczenie, naprawdę mogłyby pomóc.

Nuria Selva: Moim zdaniem za ochronę przyrody w Polsce nie odpowiadają dziś eksperci, ale politycy. Jak już do czegoś złego dojdzie, to oni wtedy muszą pokazać, że coś zrobili i wtedy biegną do naukowców. Ale kiedy medialna wrzawa ucichnie, natychmiast zapominają o tym co im ci naukowcy powiedzieli.

To wszystko przypomina pełną absurdów komedię „Miś”.

Co dalej z niedźwiedziami z Bieszczad?

Jaka przyszłość czeka bieszczadzkie niedźwiedzie?

Agnieszka Sergiel: Nie jestem optymistką. Jedynym ratunkiem w tej sytuacji, którą mamy dziś, jest prawo międzynarodowe i domaganie się jego egzekwowania. W Polsce potrzebujemy też aktualizacji i zatwierdzenia planu ochrony niedźwiedzia. Taki dokument powstał w 2011 roku, ale jego procedowanie utknęło. Wygląda na to, że nie ma woli jego wdrożenia. To dotyczy też innych potencjalnie konfliktowych gatunków. Póki co nie słucha się merytorycznego głosu w dyskusji.

Nuria Selva: Chciałabym myśleć pozytywnie. Prawo chroni niedźwiedzie, ale rzeczywistość bywa różna. Nawet w Tatrach pojawia się dziś zagrożenie w związku z planami rozbudowy infrastruktury. A przecież Tatrzański Park Narodowy był jak dotąd najlepszym przykładem, jak można rozwiązywać sytuacje konfliktowe. Przy czterech milionach turystów i wysokim zagęszczeniu niedźwiedzi udaje się parkowi zapobiegać sytuacjom konfliktowym i chronić niedźwiedzie. Ale to jest bardzo delikatna równowaga i wymaga ogromnej i systematycznej pracy.

Najgorzej jest w Bieszczadach. Za mało jest tam ludzi, którzy mogliby i chcieliby pomóc, a ich głos nie jest wysłuchiwany. Pamiętajmy, że ochrona niedźwiedzi to ochrona siedlisk, czyli ostatnich starych lasów. A ochrona tych lasów jest również kluczowa dla nas w warunkach katastrofy klimatycznej.

[caption id="" align="aligncenter" width="1024"]

Portret Nurii Selvy
nuria-5844

Nuria Selva, Fot. Adam Wajrak[/caption]

Portret Agnieszki Sergiel
Agnieszka Sergiel, Fot. Archiwum Agnieszki Sergiel

Udostępnij:

Paweł Średziński

Publicysta, dziennikarz, autor książek poświęconych przyrodzie „Łoś. Opowieści o gapiszonach z krainy Biebrzy” i „Puszcza Knyszyńska. Opowieści o lesunach, zwierzętach i królewskim lesie, a także o tajemnicach w głębi lasu skrywanych”.

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne