Prawa autorskie: Krzysztof Cwik / Agencja GazetaKrzysztof Cwik / Age...
13 marca 2021

Czy uda się zaszczepić wszystkich chętnych w tym roku? Do jesieni? Do lata?

„Zaszczepią mnie w 2023". „Jak się uda w 2022 to będzie dobrze". „Nigdy mnie nie zaszczepią, bo zanim przyjdzie moja kolej, to będzie trzeba znowu szczepić 80-latków". Pesymistów jest masa, ale rząd powtarza: zaszczepimy was w tym roku. Kto ma rację?

Szczepionka przeciw COVID-19 jest w tej chwili dobrem rzadkim. W kolejce czeka 600 tys. osób powyżej 70. roku życia, którym nie udało „załapać się" na termin szczepienia w I kwartale tego roku. A kolejne zapisy dla tej grupy wiekowej rozpoczną się dopiero pod koniec marca. Wcześniej, 11 marca, rozpoczęły się zapisy osób w wieku 65-69 lat – to dlatego, że będą oni szczepieni preparatem firmy AstraZeneca, który jest dopuszczony do użytku poniżej 70. roku życia. Dla starszych osób nie - z powodu zbyt małej jak na razie grupy seniorów w testach klinicznych.

rejestracja na szczepienia w marcu

Pozostali 60-latkowie, 50-latkowie i młodsi wciąż nie wiedzą, kiedy rozpoczną się szczepienia ich grupy. A zaczęły się już w Wielkiej Brytanii, nie mówiąc o Izraelu, gdzie prawie 50 proc. populacji dostały obie dawki szczepionki. To budzi frustrację i pesymizm. Zresztą w mediach można było jeszcze niedawno przeczytać wyliczenia, że „w takim tempie szczepień, jaki mamy dzisiaj, 70 proc. dorosłych zostanie zaszczepionych do któregoś tam (odległego) roku". Powtarzała to również m.in. wiceprezydentka Warszawy Renata Kaznowska.

Stworzony przez dwie młode adeptki medycyny Aleksandrę Zając i Dominikę Miszewską kalkulator kolejki szczepionkowej również nie daje wielkich nadziei. Przy obecnym tempie szczepień wyliczył moją szansę (mam 53 lata, żadnych chorób przewlekłych ani munduru) na zaszczepienie pomiędzy październikiem 2021 roku a sierpniem 2022 roku.

Nigdy nie załapiemy się na szczepienie, bo to wszystko idzie tak wolno. Zanim przyjdzie nasza kolejka, to już trzeba będzie od nowa szczepić seniorów na nowe warianty wirusa
Oceń wypowiedź
PrawdaFałsz

Już 335 mln ukłuć w ramię

Żeby lepiej zdać sobie sprawę z rozmiarów przedsięwzięcia, jakim są globalne szczepienia, warto zajrzeć na portal Our World in Data, który dostarcza najbardziej kompleksowych danych na ten temat.

W tej chwili na terytorium Unii Europejskiej dostępne są preparaty trzech firm: Pfizera/BioNTechu, Moderny i AstryZeneki. Te trzy firmy obsługują nie tylko UE, ale przecież i resztę świata – a konkretnie na razie bogatszej części świata.

liczba szczepień na świecie

Z wyliczeń portalu Our World in Data wynika, że na świecie zużyto już na szczepienia 335,5 mln dawek – oprócz trzech szczepionek, które dostajemy i my, w grze są również dwie szczepionki chińskie i rosyjski Sputnik V. Jak widać Polska z 4.39 mln szczepień (wg danych z soboty to już 4,49 mln) jest na 18. miejscu na świecie.

Syndrom powolnego startu

Kalkulator kolejki szczepionkowej, podobnie jak wyliczenia wiceprezydentki Kaznowskiej opierały się na aktualnym tempie szczepień. W ubiegłym tygodniu było to 627 718 dawek. Tempo szczepień jest bardzo nieregularne: na wykresie poniżej widać, jak mało dawek wykorzystywano na początku stycznia.

W tej chwili tygodniowa średnia ruchoma szczepień wynosi 77,7 tys. To rzeczywiście zbyt mało, żeby zaszczepić wszystkich chętnych do końca roku. Jeszcze mniej, jeśli przyjmiemy ambitne założenie Komisji Europejskiej: żeby do lata zaszczepić 70 proc. dorosłych. Jest nas bowiem w Polsce mniej więcej 30 mln 725 tys. (30 mln 255 tys. obywateli polskich uprawnionych do głosowania w wyborach w 2019 roku) plus ok. 470 tys. cudzoziemców, którzy według danych Urzędu ds. Cudzoziemców mają w Polsce zezwolenia na pobyt.

W przypadku Polski 70 proc. dorosłych to zatem 21,5 mln. Potrzebnych będzie 43 mln dawek. Do tej pory wykonano 4,5 mln szczepień, zostaje – bagatela - 38,5 mln.

Gdybyśmy szczepili w tempie 77,7 tys. dziennie, zajęłoby to 496 dni. Szczepienia skończyłyby się więc, owszem, do lata, ale 2022 roku.

Skąd wiadomo, że tak nie będzie? Od początku Komisja Europejska, która koordynuje zakup szczepionek, i polski rząd, i producenci mówili, że produkcja szczepionek od II kwartału 2021 roku się rozkręci. Nie mogła się rozkręcić w I kwartale przede wszystkim ze względu na ograniczenia produkcyjne. Mimo że w ekspresowym tempie udało się opracować technologię szczepionek, sama ich produkcja jest czaso- i surowcochłonna.

Zwłaszcza jeśli chodzi o szczepionki mRNA jest to eksperyment logistyczny, bo nikt do tej pory nie produkował ich w tej skali. Pfizer na przykład dopiero zamierza skrócić cykl produkcyjny swojego preparatu ze 110 do 60 dni. Oznacza to, że seniorzy szczepieni dzisiaj Pfizerem dostają szczepionki, których produkcja zaczęła się jeszcze w 2020 roku. Poza tym wciąż jest problem z surowcami – nanocząsteczkami lipidowymi, które są potrzebne, by „opakować" w nie mRNA i dostarczyć je bezpiecznie do organizmu pacjenta. To złożone związki, które do tej pory produkowano w śladowych ilościach. Nagle są potrzebne w tysiącach ton.

Wolne tempo w I kwartale wynika również z tego, że Unia Europejska w wyścigu o szczepionki nie była pierwsza. Pfizer i Moderna to firmy amerykańskie, AstraZeneca swój preparat produkuje na bazie technologii opracowanej przez Uniwersytet Oksfordzki. Dlatego USA i Wielka Brytania, które zresztą zainwestowały miliony w opracowanie szczepionek, zabezpieczyły sobie dużo dawek już od początku. Dołączył do nich mały Izrael, który zawarł z Pfizerem umowę, że będzie przekazywał koncernowi dane na temat swoich szczepień. W ten sposób stał się 9-milionowym poligonem IV fazy badań szczepionki.

Kolejną przyczyną tego, że w UE jesteśmy opóźnieni w stosunku do USA czy Wielkiej Brytanii jest to, że Europejska Agencja Leków stosuje dłuższą procedurę dopuszczenia szczepionek do użytku. Różni się ona m.in. tym, że odpowiedzialność za wadliwość szczepionki pozostaje po stronie producenta, zamawiające państwo nie przejmuje jej na siebie. No i wreszcie, last but not least, pojawiły się zarzuty, że Komisja Europejska „za dobrze" negocjowała umowy ramowe szczepionek. Na czele zespołu negocjatorów stoi doświadczona w negocjacjach handlowych Sandra Gallina, której udało się znacznie zbić ceny preparatów.

Krytycy twierdzą, że w tym wypadku nie trzeba było się tak fiksować na cenie, tylko zapewnić sobie jak najwięcej dawek. Trudno stwierdzić, czy mają rację – wszystkie umowy są objęte tajemnicą handlową.

W każdym razie z powodu perturbacji z produkcją w lutym i na początku marca szczepionki wszystkich trzech firm dopuszczone w UE były dostarczane z opóźnieniem. Dotknęło to również czekających na szczepienie w Polsce, zwłaszcza personel służby zdrowia, któremu szczepienia przesuwano i zamrażano. Na cenzurowanym w Brukseli znalazła się zwłaszcza AstraZeneca, podejrzewana o sprzedawanie poza Europę dawek przeznaczonych dla Unii. Skończyło się na spektakularnym zatrzymaniu przez włoski rząd kilkuset tysięcy dawek z fabryki na terenie Włoch, które miały pojechać do Australii.

W Polsce z kolei opozycja oskarżała rząd, że zrezygnował z kupna ponad 6 mln dawek preparatu firmy Moderna i dlatego program szczepień w I kwartale leży. Rząd tłumaczył, że to dlatego, że dostawy miały być pod koniec 2021 roku, za późno jak na nasze potrzeby. W obliczu podobnych oskarżeń szef kancelarii premiera Węgier Gergely Gulyás upublicznił harmonogram dostaw i fragment umowy KE z Moderną. Wynika z niego, że podobną decyzję jak Polska i Węgry podjęło 14 innych państw Unii i że w I kwartale cała UE miała dostać 10 mln dawek Moderny. Zgodnie z parytetem ludności do Polski mogło więc trafić w I kwartale maksymalnie 845 tys. dawek, ostatecznie ma trafić – według ostatniego harmonogramu – 670 tys. dawek. To mniej niż wynika z parytetu, ale nie aż tyle, ile głosiła opozycja.

zakupy szczepionek przeciw koronawirusowi

Razem rząd Mateusza Morawieckiego zakontraktował już wstępnie prawie 100 mln dawek, co wystarczy na zaszczepienie wszystkich dorosłych mieszkańców Polski z nawiązką.

Od kwietnia 100 mln szczepionek miesięcznie?

Według przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen od II kwartału 2021 roku, czyli od kwietnia, Unia będzie otrzymywała średnio 100 mln dawek szczepionek miesięcznie. Do trzech dostępnych preparatów dołączy w maju szczepionka koncernu Johnson&Johnson – Europejska Agencja Leków podjęła decyzję w tej sprawie 11 marca. To preparat jednodawkowy, więc szczepienia nim pójdą szybciej.

Zakładając, że dostaniemy dokładnie tyle, ile wynosi nasz parytet – 8,45 proc. – przez nasze magazyny powinno przejść w II kwartale 25,35 mln szczepionek. W I kwartale dostaniemy ich w sumie tylko 7,7 mln (bo AstraZeneca znowu w ostatniej chwili oznajmiła, że przyśle o pół miliona mniej niż zapowiadała). Czyli szczepienia powinny przyśpieszyć ponad trzykrotnie.

Gdybyśmy od kwietnia szczepili 8,45 mln osób miesięcznie, to 70 proc. dorosłych zostałoby zaszczepionych w ciągu czterech miesięcy z hakiem, czyli do połowy lipca.

Ale to, co mówi odpowiedzialny za szczepienia szef Kancelarii Premiera Michał Dworczyk, różni się od optymistycznych zapowiedzi von der Leyen. Na konferencji prasowej 12 marca stwierdził, że producenci obiecują nam na II kwartał tylko 15 mln dawek. Znowu: nie wiadomo, czy von der Leyen przesadza, ostrożny minister mówi tylko o tych dostawach, których jest pewien, albo rzeczywiście daje o sobie znać rezygnacja z części naszej puli w II kwartale – czemu rząd zaprzecza, twierdząc, że pule, z których zrezygnował, były przewidziane na koniec roku.

W każdym razie, gdybyśmy od kwietnia szczepili 5 mln osób miesięcznie, to 70 proc. dorosłych zostałoby zaszczepionych w ciągu siedmiu miesięcy, czyli do października.

Logistyka, głupcze

Pytanie brzmi więc, czy polski system będzie w stanie wykonać tyle szczepień w krótkim czasie – szczepić trzy razy więcej niż w I kwartale. To po pierwsze test dla dystrybucji szczepionek: do tej pory rozprowadzano ich bardzo mało, bo tylko do 60 tygodniowo na punkt szczepień populacyjnych (w przychodniach, gdzie szczepi się rocznikami, szpitale dostają więcej). Szczepionki przylatują do nas samolotem, potem trafiają do magazynu Rządowej Agencji Rezerw Strategicznych, skąd po całej Polsce do 6 tys. punktów rozwożą je dystrybutorzy farmaceutyczni.

Logistyka jest o tyle skomplikowana, że szczepionki mRNA są przechowywane w bardzo niskiej temperaturze. Do punktów trafiają już rozmrożone, ale trzeba je szybko zużyć – tę Pfizera w ciągu pięciu dni. Już teraz rozdzielenie szczepionek na mniejsze paczki dla poszczególnych punktów i rozwiezienie ich zajmuje dwa dni. „Wyjdzie w praniu", jak RARS i dystrybutorzy poradzą sobie ze zwiększoną liczbą dostaw.

Biorąc pod uwagę, że na zaszczepienie jednej osoby potrzeba minimum 15 min., oznaczało to 15 godzin pracy jednego zespołu szczepiennego (lekarza kwalifikującego i pielęgniarki) w tygodniu, jeśli mają do wykorzystania 60 dawek.

Potrojenie tempa oznacza 180 dawek tygodniowo i 45 godzin pracy, czyli dziewięć godzin w dni robocze. Przy jednym zespole szczepiennym oznaczałoby to ponadnormatywny tydzień pracy. A część punktów populacyjnych to małe przychodnie, które nie są w stanie szczepić w takim zakresie. Kiedy na początku naboru punktów rząd postawił warunek 180 szczepień w tygodniu, zgłosiło się bardzo mało podmiotów i trzeba było ten warunek znieść.

Szczepienia odbywają się również w szpitalach, gdzie zespołów szczepiennych jest więcej. Żeby ustalić, jaka jest rzeczywista wydajność systemu, możemy na razie polegać na danych rządowych, opartych na deklaracjach poszczególnych punktów. Przedstawiciele rządu twierdzą, że możemy w Polsce wykonywać 3,5-4 mln szczepień miesięcznie. (Co prawda premier Mateusz Morawiecki mówi o 10 mln miesięcznie, ale znany jest ze sformułowań na wyrost i lepiej się do nich nie przywiązywać).

3,5-4 mln szczepień miesięcznie oznaczałoby, że 70 proc. populacji zostanie zaszczepione do końca 2021 roku.

Ale i w tym przypadku rzeczywiste możliwości ponad punktów szczepień zostaną zademonstrowane w praktyce, kiedy pojawi się więcej szczepionek. W kończącym się tygodniu szczepienia zwolniły – i wygląda na to, że piłeczka jest po stronie punktów szczepień, które wciąż nie „wyszczepiły" pół miliona przekazanych im w pierwszej połowie tygodnia szczepionek.

„Rzeczpospolita" podaje, że rząd chce zwiększyć możliwości systemu do 1,5 mln szczepień tygodniowo, czyli 6 mln miesięcznie. W tym celu do Sejmu trafiła już nowelizacja, która pozwoli kwalifikować do szczepień nie tylko lekarzom, ale także przedstawicielom innych zawodów medycznych. Rozpoczynają się również kursy szczepień dla m.in. farmaceutów i fizjoterapeutów.

W takim przypadku 70 proc. dorosłych zaszczepilibyśmy do końca września.

Te szacunki są bardzo zgrubne – nie biorą pod uwagę przyśpieszenia z powodu jednodawkowego preparatu J&J oraz opóźnienia wynikającego z tego, że drugą dawkę AstryZeneki podaje się obecnie po 12 tygodniach od pierwszej. Poza tym zakładamy, że szczepienia będą szły w całej Polsce równomiernie. Tymczasem przynajmniej na początku szczepień nie sprawdzała się zasada, że każdy może się zaszczepić wszędzie. Większość seniorów powyżej 80. roku życia – 65 proc. – chciało zostać zaszczepionych nigdzie indziej tylko w swojej przychodni. Przy 30 slotach na zapisy tygodniowo oznacza to, że wielu z nich nadal jest na listach rezerwowych i czeka na termin szczepienia. Z drugiej strony jednak ci, którym nie przeszkadza wyprawa kilkadziesiąt lub nawet kilkaset kilometrów do punktu szczepień będą to mogli zrobić, jak tylko otworzą się zapisy w ich grupie wiekowej.

Czy zaraz trzeba będzie szczepić seniorów drugi raz?

Doniesienia o nowych niebezpiecznych wariantach koronawirusa spowodowały zrozumiałe zaniepokojenie. Zwłaszcza informacje z Republiki Południowej Afryki, która zrezygnowała z miliona dawek AstryZeneki, gdyż w badaniu klinicznym okazało się, że w stosunku do tamtejszego wariantu wirusa jest ona bardzo mało skuteczna.

Mamy jeszcze mało danych na temat tego, jak zachowają się szczepionki w obliczu (jeśli mają oblicze) nowych wariantów, ale wydaje się, że rzeczywiście ten z RPA jest najbardziej „złośliwy". Ze wstępnych na razie wyników badań wynika, że:

Poza tym wszystkie firmy pracują już nad nowymi wersjami swoich szczepionek, bardziej skutecznymi w przypadku wariantów. Moderna rozpoczęła nawet już testy kliniczne nowej wersji nacelowanej na wariant południowoafrykański. Na razie i tak nie wiemy jednak, czy nie będziemy się musieli wszyscy szczepić za rok – do tej pory mogliśmy badać odporność u pierwszych zaszczepionych w ciagu zaledwie ośmiu miesięcy i wiemy, że tyle odporności szczepionki zapewniają. Czy więcej – pokaże czas.

Ale nawet jeśli będziemy musieli szczepić się co rok, to nawet w pesymistycznym wariancie 3,5-4 mln szczepień miesięcznie wszyscy, którzy mają na to ochotę, powinni mieć szansę zdążyć się zaszczepić.

Czy 70 proc. Polaków będzie chciało się zaszczepić?

To wcale nie jest takie oczywiste. Liczba chętnych do szczepienia waha się w różnych sondażach, ale praktycznie tylko w jednym: sondażu United Surveys z początku lutego przekroczyła 70 proc. (dokładnie 74,8 proc.)

W sondażu OKO.press, również z lutego, zaszczepić chciało się 66 proc. dorosłych, ale w innych sondażach ten odsetek spada. W najnowszym wyniósł 58 proc. Może mieć to związek z kontrowersjami wokół szczepionki AstryZeneki, uznawanej przez opinię publiczną za „gorszą" od preparatów mRNA i wywołującą więcej ciężkich efektów ubocznych – choć dane z badań na to nie wskazują.

Na nastawienie do szczepień mogą mieć również wpływ doniesienia takie jak te z Austrii, gdzie po zaszczepieniu zmarła z powodu zaburzeń krzepnięcia krwi 49-letnia pielęgniarka, a druga przeszła zator płuc. To komplikacje podobne do tych, które może dawać zakażenie koronawirusem. Dlatego austriackie władze wstrzymały szczepienia tą partią preparatu i ostrzegły 16 innych krajów, do których trafiły dawki z tej partii. W skutek tego część europejskich krajów zawiesiła stosowanie tej partii, a nawet szczepienia AstrąZeneką.

Nie wiadomo, czy oba przypadki miały rzeczywiście związek ze szczepieniem. Austriaccy eksperci badają sprawę, przeprowadzono sekcję zwłok zmarłej pielęgniarki, ale jej rezultatów jeszcze nie znamy.

Europejska Agencja Leków wydała komunikat, z którego wynika, że na razie liczba przypadków związanych z chorobą zakrzepowo-zatorową nie jest większa niż normalnie wśród nieszczepionych.

Ale wieść o tym, że ktoś gdzieś zmarł rozprzestrzenia się szerzej niż fakt, że szczepionką AstryZeneki zaszczepiono już ponad 11 mln osób w Wielkiej Brytanii i nie stwierdzono tam bardzo groźnych skutków ubocznych.

Chęć kolejnych roczników do szczepień może się też zmniejszać, kiedy pojawią się wymierne skutki zaszczepienia najstarszych – zmniejszenie liczby przypadków śmiertelnych, mniejsze obłożenie szpitali, znoszenie restrykcji. A z sondaży wynika, że im ktoś jest młodszy, tym mniej przejmuje się epidemią i mniej chce się szczepić.

Udostępnij:

Miłada Jędrysik

Miłada Jędrysik – dziennikarka, publicystka. Przez prawie 20 lat związana z „Gazetą Wyborczą". Była korespondentką podczas konfliktu na Bałkanach (Bośnia, Serbia i Kosowo) i w Iraku. Publikowała też m.in. w „Tygodniku Powszechnym", kwartalniku „Książki. Magazyn do Czytania". Była szefową bazy wiedzy w serwisie Culture.pl. Od listopada 2018 roku do marca 2020 roku pełniła funkcję redaktorki naczelnej kwartalnika „Przekrój".

Komentarze

Komentarze będą wkrótce dostępne