"Macie pięć minut, żeby się zwijać. Chyba że chcecie dostać kulką", usłyszał od myśliwych mistrz świata w psich zaprzęgach. Teraz przepisy uchylone w 2018 roku wracają w ostrzejszej formie: Sejm przyjął "Lex Ardanowski", czyli: więzienie za utrudnianie polowania i pierwszeństwo korzystania z lasu dla myśliwych. Wszystko pod pretekstem walki z ASF

„Specustawa czyni z lasu przestrzeń do wybijania zwierząt poza kontrolą społeczną” – przekonuje mec. Kuszlewicz. „Przesłana nam pod osłoną nocy ustawa kładzie fundament pod wprowadzenie stanu wojennego dla polskiej przyrody” – alarmował poseł Tomasz Aniśko z KO podczas obrad Sejmu 19 grudnia 2019. Tak polityk Zielonych skomentował procedowany w ekspresowym tempie projekt poselskiej specustawy dotyczącej afrykańskiego pomoru świń (ASF), którą w ubiegłym tygodniu zapowiadał minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski.

„Lex Ardanowski” – jak mówią o projekcie jego krytycy – trafiło do Sejmu 17 grudnia. Już dzień później projekt zaakceptowały niemal bez zastrzeżeń komisje środowiska i rolnictwa. A 19 grudnia – głównie głosami PiS, PSL-Kukiz i Konfederacji projekt przyjął Sejm. Teraz trafi do Senatu.

Specustawa zawiera szereg nowych przepisów, które w założeniu mają usprawnić walkę z epidemią ASF w Polsce. To m.in. możliwość używania tłumików podczas odstrzału sanitarnego dzików, możliwość formowania doraźnych grup łowieckich składających się z posiadających uprawnienia myśliwskie policjantów, żołnierzy, pograniczników, a także strażaków.

W projekcie znalazły się również zapisy penalizujące przeszkadzanie w polowaniach.

„Przepisy dotyczące karania za monitoring zwykłych polowań wykraczają poza cel tej specustawy. Obawiam się, że pod pretekstem walki z ASF realizowane są kuriozalne zapowiedzi niektórych polityków dotyczące wprowadzenia ustawy o »ekoterroryzmie«” – mówi OKO.press mec. Karolina Kuszlewicz, Rzeczniczka ds. Ochrony Praw Zwierząt przy Polskim Towarzystwie Etycznym.

Prawniczka zwróciła również uwagę na tryb procedowania ustawy – poselski, a nie rządowy. To pozwoliło na pominięcie etapu konsultacji społecznych, choć wprowadzane przepisy są istotne dla przyrodniczych organizacji pozarządowych.

Do paki za utrudnianie polowań

W świetle specustawy nadal główną strategią walki z ASF w Polsce pozostaje – jak czytamy w jej uzasadnieniu – „redukcja populacji dzików, przez ich intensywny odstrzał”. Zdaniem autorów specustawy, „nadmierna populacja dzika na terytorium Polski sprzyja przenoszeniu ASF na teren gospodarstw”.

Jednak dla tej ostatniej konstatacji nie przedstawiono w uzasadnieniu żadnego dowodu. „Nie widziano, by dzik przychodził do chlewni i w ten sposób zarażał świnie” – ironizował w 2017 roku zmarły w tym roku eksminister środowiska Jan Szyszko. Faktycznie, w zgodnej opinii ekspertów, za transfer wirusa między środowiskiem naturalnym a hodowlami świń odpowiedzialny jest człowiek.

Minister Ardanowski chce jednak karać wszystkich, którzy mogliby przeszkadzać w zabijaniu dzików.

Specustawa do ustawy Prawo łowieckie wprowadza zapis, który mówi, że ten, kto „celowo utrudnia lub uniemożliwia wykonywanie polowania” podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

Do ustawy o ochronie zdrowia zwierząt i zwalczaniu chorób zakaźnych zwierząt „lex Ardanowski” dodaje przepis mówiący o karaniu za „udaremnianie lub utrudnianie wykonania odstrzału sanitarnego” grzywną, ograniczeniem wolności lub jej pozbawienia do trzech lat.

„Uprzywilejowana kasta”

Choć uzasadnienie specustawy o tym nie mówi, to powyższe zapisy wymierzone są głównie w ruchy antyłowieckie, które przybierają w Polsce na sile. Swoje działania motywują nie tylko etycznym sprzeciwem względem polowań, ale odwołują się też do naukowych opinii, że drastyczna redukcja populacji dzików nie zatrzyma postępów choroby.

W praktyce nowe przepisy mogą uderzyć w każdego, kto nie jest myśliwym.

Nie tylko w antymyśliwskich aktywistów, ale też w grzybiarzy, biegaczy, rowerzystów, miłośników pieszych wędrówek, obserwatorów przyrody. Jeśli spotkają w lesie polujących myśliwych, to zawsze będą musieli się wycofać. Jeśli tego nie zrobią, będą im grozić wspomniane kary za zakłócanie polowania.

Takim sytuacjom będzie sprzyjał fakt, że myśliwi nie zawsze oznaczają – choć wymagają tego do nich przepisy – teren polowania zbiorowego. Obowiązek informowania o terminach i miejscach zbiorówek spoczywa na gminach i nadleśnictwach, ale te różnie wywiązują się z tego zadania.

„Polujący staną się uprzywilejowaną kastą, stojącą ponad innymi” – krytykuje koalicja „Niech Żyją!” w stanowisku w sprawie specustawy.

To już było

Warto w tym miejscu przypomnieć, że podobne prawo obowiązywało już krótko w 2018 roku – zakładało karanie grzywną za utrudnianie polowania. Przemycono je w nowelizacji ustawy o zwalczaniu chorób zakaźnych w grudniu 2017 roku, choć anulowano w nowelizacji Prawa łowieckiego w marcu 2018 roku. Ten okres pokazał, że powyższe obawy nie były wcale przesadzone.

„Dzień dobry, panowie. Macie pięć minut, żeby się zwijać. Chyba że chcecie dostać kulką”

– usłyszał w styczniu 2018 roku Igor Tracz od myśliwych z koła łowieckiego „Cyranka” z Gdańska. Ten mistrz świata w psich zaprzęgach akurat tego dnia trenował swoich podopiecznych i wszedł na obszar nieoznakowanego polowania.

„Mówili, że prawo jest po ich stronie. Kazali nam zjeżdżać jak najszybciej. Jeśli tego nie zrobimy, to zgłoszą na policję utrudnianie polowania. To jest wykroczeniem, więc wjedzie policja, dostaniemy mandaty i zostaniemy usunięci” – opowiadał reporterom TVN Tracz.

Do podobnej sytuacji doszło również w styczniu 2018 roku w Koszalinie. Tam myśliwi wyprosili z lasu wolontariuszki schroniska dla zwierząt, które wyprowadzały psy na spacer.

Można się spodziewać, że tego rodzaju sytuacje będą się powtarzały, gdy specustawa o ASF wejdzie w życie.

Poza społeczną kontrolą

„Specustawa czyni z lasu przestrzeń do wybijania zwierząt poza kontrolą społeczną” – przekonuje mec. Kuszlewicz.

„Zaproponowane przepisy karne zmierzają do tego, by społeczeństwo nie miało wglądu, w jaki sposób odbywa się nie tylko tzw. odstrzał sanitarny, ale w ogóle wszelkie polowania w Polsce!” – dodaje.

Prawda jest bowiem taka, że to właśnie dzięki aktywistom antyłowieckim wiemy, jak wyglądają polowania w kontekście walki z ASF. Z foto i wideorelacji wyłania się obraz, który jasno pokazuje, że bioasekuracja – przynajmniej na polowaniach zbiorowych – to fikcja. Krew potencjalnie zarażonych zwierząt jest wszędzie: na ziemi, na samochodach, na butach myśliwych. Pokazywaliśmy to również w OKO.press:

Mokro od krwi

Myśliwi złapani na gorącym uczynku. Jak udziałowcy epidemii.Obryzgani krwią patroszą dzika gołymi rękoma. Bez żadnych środków odkażających, bez maty, wprost na ziemi. Wycinają tchawicę, rzucają w trawę jak śmieci. Jeden z myśliwych wyciera zakrwawioną rękę o futro dzika jak o ścierkę. Dwóch innych, w czerwonych od krwi kaloszach, ładuje zastrzelone dziki na samochód. Na trawie, ziemi i gałęziach kawałki wnętrzności i krwawe ślady.Wszystko to dzieje się w tzw. czerwonej strefie ASF, czyli na obszarze objętym restrykcjami przed epidemią afrykańskiego pomoru świń, w niedzielę 8 grudnia w lasach pod Nasielskiem. Filmowali aktywiści z Warszawskiego Ruchu Antyłowieckiego. Gdy jedna z aktywistek zwróciła uwagę, że myśliwi przyczyniają się rozprzestrzeniania wirusa, usłyszała: „Pani weźmie zabezpieczy i sprzątnie. Jak tak się pani martwi”.

Posted by OKO.press on Monday, 9 December 2019

„Kto miałby weryfikować, jak myśliwi patroszą zabite dziki, co robią z ich krwią i wnętrznościami oraz jak przewożą ciała zabitych zwierząt?” – trafnie pyta koalicja Niech Żyje. Bo, co prawda, specustawa daje możliwość przeprowadzenia kontroli przez służby państwowe. Ale na wniosek dzierżawcy lub zarządcy obwodu łowieckiego, którym najczęściej jest koło łowieckie.

„Myśliwi staną się sędziami we własnej sprawie” – ostrzega koalicja.

Konflikt będzie eskalował

Mec. Kuszlewicz broni przed sądem aktywistów oskarżanych o rzekome blokowanie odstrzałów sanitarnych. „W jednej ze znanych mi spraw, z informacji podanej przez gminę wynikało, że polowanie, na którym pojawili się moi klienci, było zwykłym polowaniem na dziki i lisy. Ale myśliwi złożyli przeciwko aktywistom zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa utrudniania odstrzału sanitarnego” – mówi prawniczka.

Tymczasem, podkreśla mec. Kuszlewicz, z proponowanych przepisów wynika, że władza zmierza dodatkowo do tego, by traktować aktywistów monitorujących wszelkie polowania jak przestępców. Zdaniem prawniczki

wprowadzenie czy zaostrzenie przepisów karnych wcale nie rozwiąże konfliktów między aktywistami antyłowieckimi a myśliwymi, a jedynie je zaostrzy.

„Posypią się zapewne masowo zawiadomienia: część prokuratur odmówi wszczęcia postępowań, część umorzy, inne skierują akty oskarżenia. Sądy będą bez sensu zapychane sprawami opartymi o wadliwą konstrukcji przepisów, które – w mojej ocenie – ostatecznie nie przetrwają próby” – przewiduje mec. Kuszlewicz.

„To ma być efekt mrożący wobec osób, które sprawdzają, co myśliwi robią w polskich lasach. Ale ściganie obywateli mających prawo do przebywania w lesie to w dłuższej perspektywie droga donikąd” – dodaje.

Przepisy będą martwe?

Podobno wątpliwości pod adresem przepisów karnych specustawy ma Wielkopolska Izba Rolnicza. Zdaniem Piotra Walkowskiego, prezesa izby, specustawa nie precyzuje, czym jest „celowe utrudnianie lub uniemożliwianie” polowania i odstrzału sanitarnego.

„Brak precyzji ustawodawcy w tej mierze może doprowadzić  do sytuacji, w której przepis ten będzie martwy, albowiem potencjalni  utrudniający będą odmawiać przyjęcia mandatów, w sądzie zaś będzie  niezwykle trudno wykazać, że ktoś celowo utrudniał lub uniemożliwił  polowanie” – czytamy w piśmie Wielkopolskiej Izby Rolniczej.

Z kolei Biuro Legislacyjne Sejmu wskazywało, że przepisy w zaproponowanym kształcie są niejednoznaczne i nieprecyzyjnie sformułowane, co będzie finalnie prowadziło do dowolności w ich interpretacji. Jak podała myśliwska „Brać Łowiecka”, zdaniem biura w uzasadnieniu specustawy

nie wykazano również związku między zakazem blokowania polowań a ulepszeniem działań dotyczących walki z chorobami zakaźnymi.

OKO.press sprawdza, czy politycy ratują świat przed katastrofą klimatyczną.
Wesprzyj nas, też chcemy przeżyć.

Dziennikarz i publicysta. W OKO.press pisze o ochronie przyrody, łowiectwie, prawach zwierząt, smogu i klimacie oraz dokonaniach komisji smoleńskiej. Stały współpracownik miesięcznika „Dzikie Życie”.


Komentarze

  1. Tomasz Nemrod

    Las jest otwarty dla wszystkich, a nie chodzi o kontrolę polowań tylko zatrzymanie bandyckich wyskoków pseudo ekologów, którzy mieszkają w bloku, a jedyna odpowiedzialność to sortowanie własnych śmieci. Nie można pod płaszczykiem miłości do zwierząt napadać słownie i fizycznie ludzi, wyzywać od najgorszych i prowokować do bójki. Autor oczywiście jest znany ze stronniczych artykułów, a nie zależna prasa na pewno nie na tym portalu.

    • Robert Kisiel

      Jasne, każdy kto ma odmienne poglądy musi być "pseudoekologiem". Bo wszak ekolog bez przedrostka "pseudo", to ten który myśliwskie hobby, ową rozrywkę "prawdziwych mężczyzn" rozumie, akceptuje i popiera. Panie Tomaszu, ja akurat znam przypadki takiej agresji i bezczelności, ale ze strony myśliwych (dla Pana wiedzy – w blokadach polowań udziału nie biorę, chociaż po uchwaleniu tej specustawy aż mnie korci…). Każdy zna też chyba liczne przypadki zabijania przez myśliwych zwierząt domowych, mimo iż (poza ściśle określonymi i bardzo nielicznymi wyjątkami) kategorycznie zabrania tego ustawa o ochronie zwierząt. Cóż, czasem nawet taki myśliwy pomyli człowieka z dzikiem, bo najpierw bezmyślnie przyciska spust, a potem myśli (chociaż co do tego drugiego mam poważne wątpliwości).

      • Tomasz Nemrod

        Wypadki zdarzają się wszędzie. Miałem doczynienia z aktywistami, którzy atakowali słownie starszego myśliwego, który przyszedł na polowanie, bo tak robi od 50 lat. Szczeniaki były mądre do przyjazdu Policji. Potem był tylko płacz i przeprosiny.

        • Grzegorz Widła

          Zaatakowali słownie? Tylko tyle?

          I co z tego że chodzi na polowania 50 lat? Gdyby 50 lat bił psy to też byłby uzasadniony bo robi to od zawsze? Ani fakty ani etyka nie są po stronie polskiego myśliwstwa. To szopka o której zakończenie powinien walczyć każdy obywatel tego kraju.

          • Ka Kadu

            Nie przekona Pan tego milosnika mordowania zwierzat. Ciekawe, czy gdyby jego bliski zostal zastrzelony przez mysliwego podczas jazdy sciezka rowerowa wzdluz podmiejskich terenow lesnych, tez by bredzil, ze wypadki zdarzaja sie wszedzie.

          • Lech Małolepszy

            Niestety, to co czytacie na ekranach to nie są fakty. To są mity, półprawdy i manipulacje powtarzane przez grupy interesów mieniące się obrońcami wszystkiego. Moim ulubionym "faktem" Zdrojewskiego są te "setki ton ołowiu", które myśliwy wypuszczają przez lufy do środowiska. Gdyby to była prawda, to każdy (bez wyjątku) myśliwy w PL musiałby wystrzelić ok. 200 razy dziennie, aby ta bzdura Zdrojewskiego stała się faktem. A tak, to dalej jest tylko bzdura…
            I taka "argumentacyjna" dotyczy prawie wszystkiego co dotyczy łowiectwa.

  2. Robert Kisiel

    Czy te bezwolne maszynki do podnoszenia rączek i przyciskania guzików, przez sekundę zastanowiły się nad konsekwencjami? Odstrzał za pomocą broni z tłumnikiem. Brawo (jeszcze tylko kusz brakuje)! Las to nie kompletna głusza. Dziś w obszarach leśnych leżą niewielkie miejscowości czy przysiółki wsi. Mieszkańcy w drodze do szkoły, kościoła czy pracy korzystają z leśnych ścieżek czy dróżek. Użycie bezhukowej (czyli z tłumnikiem) broni może mieć tragiczne konsekwencje. Czy któremuś z popierających specustawę posłów zaświtało to w szarych komórkach? Specustawa czyni z myśliwych kastę, obdarzoną przywilejami przy których kasta sędziowska blednie. Zamiast wprowadzić logiczną i cywilizowaną zasadę – czyja ziemia, tego decyzja o możliwości bądż nie polowania na niej, ogranicza się moje prawo do dysponowania swoją własnością. Dzięki głosom nie tylko PiS, ale także np. Konfederacji, której działacze mają pełne usta sloganów o "świętym prawie własności". Jak widać owo "święte prawo własności" kończy się tam, gdzie zaczyna się ich "łowieckie hobby" (Panie Korwin – Mikke, coś mi się wydaje, że jesteś Pan socjalista). Kolejny absurd – do trzech lat więzienia za "utrudnianie odstrzału sanitarnego" (jak z tego wynika także na ziemi bedącej MOJĄ WŁASNOŚCIĄ), ale choćby w przypadku słynnej sprawy zastrzelenia pod Wrocławiem przez myśliwego rowerzysty, jakże "surowy" wyrok dwóch lat z okładem w zawieszeniu. To kpina! Jeszcze tylko wypada wspomnieć wypowiedzi ministra (niestety) Ardanowskiego, jakoby to Ukraińcy roznosili w naszym kraju ASF a na granicy dochodziło do dantejskich scen, kiedy to celnicy obierają im kanapki z wędliną…Panie Ardanowski przykłady proszę! Droga TVP pokazuj owe "bitwy kanapkowe" na przejściach z Ukrainą, bo mieszkam w województwie granicznym i jakoś nikt tego tu nie widział. Czy wy w ogóle macie jakieś minimum przyzwoitości, empatii i odpowiedzialności za słowa?

    • Tomasz Nemrod

      Jeżeli ktoś nie słyszy dźwięku o natężeniu 100 dB to ma problem. Takie natężenie generuje broń myśliwska z tłumikiem. Jeżeli myślicie, że polowanie zmieni się w film o Jamesie Bondzie to się mylicie. W Skandynawii tłumiki od lat są obowiązkowe, w ramach walki z hałasem. Użytkuję tłumik od 3 lat i mogę potwierdzić, że wystrzał jest akceptowalny dla otoczenia.

    • Lech Małolepszy

      Z tymi tłumikami to pomysł może i nie najgorszy (i wcale nie najlepszy), ale jego argumentacja jest totalnie z czapy. Jak widać tylko powoduje rozdrażnienie, a zupełnie niepotrzebnie, ponieważ tłumik myśliwski ma się nijak do tych z filmów.
      Odstrzał sanitarny ma na celu nie polowanie sensu stricte, a zatrzymanie postępującej zarazy. To jak ze szczepieniami. Chciałbyś, aby Twoje zaszczepione dzieci chodził do szkoły razem z tymi roznoszącymi chorobę? No właśnie, to jest tzw. wyższa konieczność. To dlaczego nie chcesz zatrzymać zarazy przenoszonej przez zwierzęta dziko żyjące? Bo żyją na Twojej ziemi? To po co walczyć z chorobą, skoro wystarczy tylko jedno takie veto w postaci "niech żyją"?
      A tak w ogóle, to te wszystkie działania w kontekście ASF są za późno… Te wszystkie instrumenty prawne są osamotnione, ponieważ nie idą za tym pieniądze (ustawodawca sam sobie narzuca pewne zobowiązania, których potem nie otrzymuje) i konkretne fakty.
      I działania rządu w kontekście ASF są analogiczne to tych wojen kanapkowych – dużo szumu, zero działania i pozorowana skuteczność. No, ale to już znak rozpoznawczy aktualnych rządów, a więc czemu się dziwić…

  3. Rychu Peja

    Myśliwi nie znęcaja się nad zwierzętami, jeśli nie zabijemy dzika to skąd mam wziąść dziczyzne niech mi ktoś wytłumaczy? Jak pozyskać mięso niezabijajac zwierzęcia?

Lubisz nas?

Dołącz do społeczności OKO.press