0:00
0:00

0:00

Prawa autorskie: Foto Krystian Maj/KPRMFoto Krystian Maj/KP...

„Ważne deklaracje Premiera Donalda Tuska na granicy z Białorusią. Niestety wyzwania związane z zabezpieczeniem czy zarządzaniem granicą (polityka i procedury graniczne) dotyczą coraz bardziej kwestii bezpieczeństwa Polski niż tylko migracji. Coraz mocniej dostrzegają to także nasi partnerzy z UE”, napisał 11 maja po wystąpieniu premiera Donalda Tuska na granicy polsko-białoruskiej wiceszef MSWiA, Maciej Duszczyk, specjalista od migracji.

Sam premier w przemówieniu na granicy nawet nie wspomniał o ludziach w lesie – mówił jedynie o wojnie hybrydowej, bezpieczeństwie i nielegalnej migracji. Podkreślał, że cała Polska stoi murem za żołnierzami i strażnikami granicznymi w ich walce o polskie bezpieczeństwo.

Chociaż propagandowe hasło z czasów rządów PiS „murem za polskim mundurem” nie padło, brzmiało to właśnie tak:

"Polski rząd, polska administracja, ale i przygniatająca większość Polek i Polaków, wszyscy jesteśmy z wami w tej trudnej misji i trudnej służbie.

Coraz więcej Polek i Polaków rozumie, w jak trudnych warunkach pracujecie. (...) Nie ma limitów środków, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo Polski. (...) Wszyscy muszą zobaczyć, że jesteście w centrum zainteresowania i wsparcia państwa polskiego. Wiem, że nielegalnych przejść na tej granicy jest coraz więcej, stąd decyzje o wzmocnieniu infrastruktury granicznej. (...) Pracujemy też nad zmianami prawa, które będzie dawało pełne wsparcie funkcjonariuszom".

Nie został ślad nawet po elementach humanitaryzmu czy „etycznych” zawróceniach migrantów do linii granicy. Nie było mowy o pomocy ludziom, którzy przeszli granicę i znajdują się polskich lasach.

Komentujący przemówienie premiera wiceminister Duszczyk także o nich nie wspomniał. Jasno wskazał, że na granicy mówimy o bezpieczeństwie, a nie o migracji. To stwierdzenie dziwi, gdy wypowiada je specjalista od migracji, którego zadaniem jest sformułowanie – do końca 2024 roku – polityki migracyjnej, której Polska dotychczas nie ma. I która będzie chyba – choć nic już nie jest pewne – uwzględniać zobowiązania, jakie nakłada na Polskę prawo humanitarne.

Z narracji o granicy zniknęli ludzie. Zostało wojsko, bezpieczeństwo, wojna hybrydowa, bezosobowa presja migracyjna. W twicie Duszczyka widać tę zasadniczą zmianę – kryzys na granicy nie jest już nawet kryzysem migracyjnym (nie mówiąc o humanitarnym), jest kryzysem bezpieczeństwa.

W świecie przedwojennym, jaki ogłosił Donald Tusk, wojna hybrydowa niemal zrównuje się z zagrożeniem rosyjską agresją, a uchodźcy i uchodźczynie, starający się przedrzeć do Unii Europejskiej, są traktowani niemal jak rakiety i bomby, które mogą spaść na nasz kraj (więcej o tym – dalej).

Tekst publikujemy w naszym cyklu „Widzę to tak” – w jego ramach od czasu do czasu pozwalamy sobie i autorom zewnętrznym na bardziej publicystyczne podejście do opisu rzeczywistości. Zachęcamy do polemik.

Antymigracyjna retoryka postępuje

Narracja rządzącej koalicji ewoluuje. Gdy rządził PiS, jego antyimigracyjna, miejscami rasistowska retoryka była krytykowana przez ówczesną opozycję. Przed wyborami 15 października KO zmieniła nieco opowieść i wypuściła spoty antymigranckie, które niebezpiecznie zbliżały się do retoryki rasistowskiej. Krytykowaliśmy je tutaj:

Przeczytaj także:

Można było mieć nadzieję, że to tylko próba pozyskania prawicowych wyborców, ruch taktyczny.

Po wyborach aktywiści działający na granicy apelowali do rządu o zaprzestanie pushbacków, szczególnie o nowelizację ustawy wywózkowej, wprowadzonej przez PiS. Apelował o to, i nadal apeluje RPO.

Rząd nie reagował, ale wysłał na granicę do rozmów z organizacjami humanitarnymi prof. Macieja Duszczyka, przed wyborami specjalisty w Ośrodku Badań nad Migracjami UW.

Duszczyk podkreślał, że od teraz pushbacki („zawrócenia do linii granicy”) będą „etyczne”.

W styczniu 2024 roku Duszczyk mówił w TOK FM: "Szukamy rozwiązania, które

zabezpieczy granicę, ale z elementem humanitaryzmu.

Pushbacki, wywózki, czy jednak ja to mówię zawrócenia, nawet siłowe skończą się wtedy, gdy zamkniemy szlak. Gdy szlak będzie otwarty, to zawsze może do tego dochodzić”.

Wtedy też wiceminister Duszczyk zaczął używać słowa „zawrócenie”: „Zawrócenia będą dokonywane, gdy są robione w sposób etyczny, bezpieczny”. Jednocześnie przyznał, że szlak nie zostanie zamknięty w dającej się przewidzieć przyszłości:

Zapowiedział przy tym zarówno stworzenie polityki migracyjnej, jak i nowelizację prawa. Nie wiemy, w którą stronę, propozycji brak.

Duszczyk poinformował, że na granicy powstały zespoły poszukiwawczo-ratownicze, ale nie wiadomo, jak działają. Na interpelacje poselskie odpowiada, że pushbacki nie dotyczą osób, które wyrażą chęć starania się o ochronę międzynarodową w Polsce (trudno zweryfikować także tę informację). Przekonywał obrońców praw człowieka, że dlatego sytuacja różni się od tej w czasie władzy PiS.

Sam premier Tusk już w exposé zaznaczył, że migracja jest dla Polski i Europy zagrożeniem. Wspomniał jednak o „szacunku dla drugiego człowieka". W styczniu humanitaryzm jeszcze się w jego wypowiedziach pojawiał: „Pierwszym zadaniem państwa, w tym zadaniem ministra, służb i Straży Granicznej jest skuteczne chronienie polskiej granicy. I zrobimy wszystko, żeby ta ochrona granicy była skuteczna i twarda wtedy, kiedy trzeba, i równocześnie,

żeby nie dochodziło do takiego oczywistego łamania podstawowych humanitarnych praw człowieka, szczególnie jeśli chodzi o tych najsłabszych".

Pakt migracyjny zbyt promigracyjny

Od kwietnia 2024 premier Tusk zostrzył retorykę: „Przykro mi to mówić, ale szukając wszystkich możliwie najbardziej humanitarnych sposobów i metod, ja będę skoncentrowany na ochronie granicy, a nie na ułatwieniach dla tych, którzy ją przekraczają”.

Ostro wypowiadał się przeciwko paktowi migracyjnemu (przyjętemu przez Parlament Europejski mimo sprzeciwu eurodeputowanych z Polski w kwietniu 2024 roku) i w tym sprzeciwie zjednoczył się z premierem Węgier, Wiktorem Orbánem. Tusk był też przeciwko mechanizmowi relokacji, choć Polska z milionem uchodźców z Ukrainy mogłaby z pewnością uniknąć przymusowego przyjmowania migrantów z Włoch czy Grecji.

Kiedy premier opowiedział się przeciwko paktowi, „Die Welt” porównywał jego postawę do antyimigraycjnej retoryki PiS: „Zagraniczni obserwatorzy od dawna uważali wypowiedzi Tuska na temat migracji za manewr wyborczy – w końcu Polska przyjęła setki tysięcy Ukraińców (…) Jednak Tusk, podobnie jak wielu Polaków, wyraźnie rozróżnia różne formy migracji: witają swoich ukraińskich sąsiadów, a odrzucają migrantów, którzy przybywają od strony Białorusi (...) Są oni postrzegani jako instrument polityki skierowanej przeciwko Polsce” [za Deutsche Welle].

Rząd pushbackuje humanitaryzm

Premier wpisuje kryzys migracyjny na granicy z Białorusią w narrację o erze przedwojennej, w jakiej się znaleźliśmy, sugeruje wręcz, że wojna jest tylko kwestią czasu. Celem – jak łatwo zrozumieć – ma być alarmowanie i mobilizowanie państw Zachodu do obrony Ukrainy i wzmocnienia potencjału obronnego UE. Słusznie, zagrożenie jest realne.

Ofiarą tej wojny grożącej w przyszłości Polsce, czy Europie, padają już teraz Afgańczycy, Syryjki czy Etiopczycy (obecnie głównie mężczyźni). Przedstawiania ich jak szturmującego wojska jest o tyle asburdalne, że gdy uda im się pokonać zaporę, nie przystępują do walki z polskimi żołnierzami czy SG, tylko starają się przed nimi ukryć licząc na dalszy transport. Ich celem jest ucieczka, a nie atak.

W trosce o nasze „bezpieczeństwo” Polaków premier wymazuje ze swojej opowieści ludzi, którzy Polakami nie są.

11 maja 2024 stojąc na granicy polsko-białoruskiej Tusk nawet o uchodźcach nie wspomniał, zabrakło choćby cienia humanitaryzmu.

„Czynnik ludzki”, owszem, pojawił się w trosce o obrońców granicy, czyli Straży Granicznej i wojska. Murem za polskim mundurem.

W wypowiedziach Tuska migracja stała się jedynie narzędziem wojny, a nie procesem, w którym uczestniczą ludzie uciekający przed wojną, biedą, zmianami klimatu, a także osoby szukające pracy. I będą uczestniczyć, bo żadna zapora nie zatrzyma migracji.

W ten sposób polski premier „wypycha" humanitaryzm z dyskusji o granicy.

Wypycha także ludzi – nawet z samej debaty. To bardzo niebezpieczna gra – to nie tylko działanie przeciwko europejskim wartościom, ale także wzniecanie nastrojów ksenofobicznych i doskonały grunt pod przyszłe konflikty społeczne.

Marna pociecha, że Tusk wpisuje się w antyimigrancki trend, w którym kanonem moralności Unii Europejskiej na jej granic ach staje się regulamin Frontexu, unijnej Agencji, która wspiera państwa członkowskie w bezwzględnym zatrzymywaniu migrantów.

Pytany przez Dominikę Wielowieyską w TOK FM o wypowiedź Tuska na granicy Bartłomiej Pejo z Konfederacji stwierdził bez mrugnięcia okiem, że migranci zagrażają polskim kobietom, które gromadnie zgłaszają, że czują się zagrożone. Gdzie i komu zgłaszają – nie powiedział.

Zareagowała dziennikarka, ale żaden z polityków obecnych w studiu się nie odezwał.

Ruch się nasila

Tymczasem zarówno aktywiści i aktywistki, jak i Straż Graniczna raportują coraz większy ruch na granicy. 8-9 maja 2024 odnotowano 651 prób nielegalnego przekroczenia granicy. Organizacje humanitarne na stronie wearemonitoring.org.pl raportują, że od stycznia do 14 kwietnia o pomoc poprosiło 1 236 osób. Wsparcia udzielono 589 osobom. Według tych statystyk dokonano w tym czasie 352 wywózek.

Z informacji, które „Gazeta Wyborcza” uzyskała od białoruskiej organizacji opozycyjnej BYPOL, białoruski reżim planuje w najbliższym czasie wysłać na granicę 700-800 migrantów, którzy mieliby podjąć próbę sforsowania granicy polsko-białoruskiej.

Czego nie wiemy

O tym, co dzieje się na polsko-białoruskiej granicy, ciągle nie wiemy wiele. Władza oburza się, gdy organizacje humanitarne porównują ją do rządu PiS. Wiceminister Duszczyk przekonuje, że:

  • SG nie wypycha osób, które chcą występować o ochronę międzynarodową,
  • polityka migracyjna się tworzy,
  • ustawa wywózkowa i rozporządzenie min. Kamińskiego z sierpnia 2021 roku zostaną znowelizowane,
  • antidotum na kryzys humanitarny są zespoły ratownicze utworzone przy SG. 30 kwietnia 2024 w TOK FM rzecznik SG mówił, że zespoły pomogły już 40 osobom, z czego połowa została odwieziona do szpitala.

O zmiany w prawie polskim apeluje RPO i organizacje humanitarne. Sądy konsekwentnie przyznają rację aktywistkom, unieważniając decyzje Straży Granicznej o kolejnych wywózkach. To jednak nie ma znaczenia, bo osób zainteresowanych nie ma już w Polsce.

Nie wiemy jednak:

  • Czy SG dokumentuje każde „odprowadzenie do linii granicy”, czy też kwalifikuje je jako „udaremnienie nielegalnego przekroczenia”,
  • Czy na pewno każda osoba, która stara się o ochronę, nie zostaje wypchnięta?
  • Jak dokładnie działają zespoły poszukiwawcze? Co robią z osobami, które wyjdą ze szpitala? Co robią z osobami po tym, jak udzielą im pomocy?
  • Na jakiej podstawie sądy kierują cudzoziemców do ośrodków zamkniętych lub otwartych?

Tego wszystkiego próbujemy się dowiedzieć.

Bo zupełnie inną sytuację na granicy przedstawiają osoby niosące pomoc migrantom. Pisała o tym w tekście w OKO.press Regina Skibińska:

;

Udostępnij:

Magdalena Chrzczonowicz

Wicenaczelna OKO.press, redaktorka, dziennikarka. W OKO.press od początku, pisze o prawach człowieka (osoby LGBTQIA, osoby uchodźcze), prawach kobiet, Kościele katolickim i polityce. Wcześniej przez 15 lat pracowała w organizacjach poarządowych (Humanity in Action Polska, Centrum Edukacji Obywatelskiej, Amnesty International) przy projektach społecznych i badawczych, prowadziła warsztaty dla młodzieży i edukatorów/edukatorek, realizowała badania terenowe. Publikowała w Res Publice Nowej. Skończyła Instytut Stosowanych Nauk Społecznych na UW ze specjalizacją Antropologia Społeczna.

Komentarze