9 członków Rady ds. Zdrowia Psychicznego zrezygnowało z udziału w jej pracach. Dr Balicki dla OKO.press: “Dziwię się, że tak niski poziom finansowania psychiatrii nie jest przedmiotem debaty publicznej. Przechodzimy nad tym do porządku dziennego, a to przecież jaskrawa dyskryminacja, która wiele mówi o naszym państwie i społeczeństwie”
W Polsce od lat próbuje się zreformować opiekę psychiatryczną. Ogólny kierunek reformy ma polegać na odejściu od drogiego leczenia szpitalnego i rozwoju psychiatrii środowiskowej, będącej blisko pacjenta i oferującej różne formy pomocy – od psychologicznej, poprzez psychoterapię, terapie zajęciowe, opiekę psychiatry, a w razie potrzeby szpital dzienny czy stacjonarny.
Reforma idzie z trudem z wielu względów. Jednym z najpoważniejszych są pieniądze. Polska przeznacza na psychiatrię zaledwie 4,5 proc. budżetu, jakim dysponuje NFZ.
W roku 2018 rozpoczęto pilotaż, którego zadaniem było sprawdzenie skuteczności nowej formy organizacji opieki, jakim są centra zdrowia psychicznego. Ośrodki te miały za zadanie zapewnienie łatwego dostępu potrzebującym zgłaszającym się bez skierowania, wprost “z ulicy”.
Pilotaż od początku budził niechęć ze strony NFZ. Nowa forma opieki opierała się bowiem na innym, droższym sposobie finansowania, sprowadzającym się do wypłacania ryczałtu na populację, jaką dane CZP miało się opiekować. Dotychczasowy system opierał się natomiast na płaceniu za konkretne udzielone świadczenia. Określa się go mianem “fee for service”.
Dość szybko okazało się, że pilotaż przynosi dobre efekty, choć naturalnie jedne CZP działały lepiej, inne gorzej. Liczba centrów w Polsce rosła. W pewnym momencie postanowiono wstrzymać otwieranie nowych, ale zdążyły one już objąć połowę mieszkańców kraju.
Problemem okazało się jednak zakończenie pilotażu. Wiązało się to bowiem z koniecznością podjęcia decyzji “co dalej”. Czy rozszerzać nową formę pomocy na cały kraj, czy wracać do starego systemu? A może otwierać nowe centra, ale finansować je na starej zasadzie “fee for service”? To ostatnie rozwiązanie najbardziej odpowiadało płatnikowi, w którego kasie stale brakuje środków.
Z decyzją zwlekano nie tyle miesiącami, co latami. Z tego też powodu wspomniany pilotaż zyskał nazwę “najdłuższego na świecie”. Obecne kierownictwo resortu postanowiło ostatecznie sprawę rozwiązać.
13 maja 2026 r. w ministerstwie odbyło się kolejne posiedzenie Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia, podczas którego przedstawiono harmonogram zakończenia pilotażu i ogólne założenia systemowego wdrożenia centrów zdrowia psychicznego.
6 dni później, tj. 19 maja, 9 z 42 członków Rady złożyło rezygnację z udziału w dalszych pracach Rady.
Są to:
Rezygnujący członkowie Rady udostępnili specjalne oświadczenie, w którym czytamy m.in.:
“W związku z przedstawionym w czasie posiedzenia Rady do spraw Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia, w dniu 13 maja, harmonogramem zakończenia pilotażu i ogólnymi założeniami systemowego wdrożenia centrów zdrowia psychicznego, zwracamy uwagę opinii publicznej, na budzący głęboki niepokój fakt odejścia w nowym zaproponowanym modelu opieki psychiatrycznej od podstawowych założeń psychiatrii środowiskowej, które były testowane w ramach pilotażu centrów zdrowia psychicznego (CZP), a także rekomendowanych m.in. przez WHO oraz krajowe gremia eksperckie, takie jak np. Grupa robocza Kongresu Zdrowia Psychicznego i Porozumienia na rzecz realizacji Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego”.
I dalej: “Ministerstwo Zdrowia zamiast oczekiwanych zmian ustawowych przedstawiło propozycję wprowadzenia nowelizacji rozporządzeń w zakresie opieki psychiatrycznej, co oznacza zaniechanie faktycznych reform i rezygnację z istotnej zmiany dotychczasowego coraz bardziej dysfunkcyjnego systemu. Zaproponowany model w naszej ocenie nie będzie w stanie odpowiedzieć na narastające wyzwania w zakresie zdrowia psychicznego, podobnie, jak nie spełniła oczekiwań reforma dotycząca psychiatrii dla dzieci i młodzieży”.
W dalszej części dokumentu jego autorzy piszą:
“Zaprezentowany 13 maja model funkcjonowania i finansowania opieki psychiatrycznej dla dorosłych, oznacza, że MZ zamiast faktycznej reformy zdecydowało się jedynie na wprowadzenie korekt dotyczących systemu sprzed pilotażu CZP. Obecne kierownictwo MZ przyjęło koncepcję, która powstała w opozycji do modelu testowanego w ramach pilotażu i została wyraźnie wyartykułowana jeszcze w czasie kadencji ministra Adama Niedzielskiego. Co więcej, ten zaprezentowany model jest niespójny i wiele pytań dotyczących sensu i efektu wprowadzanych zmian pozostaje bez odpowiedzi.
I na koniec: “W naszym przekonaniu przebieg ostatnich posiedzeń Rady ds. Zdrowia Psychicznego dowodzi instrumentalnego traktowania tego opiniodawczo-doradczego w sprawach z zakresu ochrony zdrowia psychicznego organu przewidzianego w Ustawie o Ochronie Zdrowia Psychicznego. Przedstawiony w dniu 13 maja na posiedzeniu Rady projekt stanowiący odejście od podstawowych założeń reformy opieki psychiatrycznej zapisanych w Narodowym Programie Ochrony Zdrowia Psychicznego przekreśla celowość naszego dalszego uczestnictwa w pracach Rady i składamy naszą rezygnację”.
Zapytaliśmy dr. Marka Balickiego o powody decyzji.
Sławomir Zagórski, OKO.press: Jako jeden z członków Rady złożył pan rezygnację w dalszych jej pracach. Dlaczego?
Dr Marek Balicki*: W ostatnim półroczu odbyło się kilka spotkań Rady. Wypowiedzi większości jej członków zmierzały w zasadzie jednym kierunku, czyli wprowadzenia rozwiązań systemowych opartych na doświadczeniach pilotażu.
13 maja 2026 r., w obecności pani wiceminister Katarzyny Kęckiej, pan Maciej Karaszewski, dyrektor Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, przedstawił założenia przyszłych rozwiązań systemowych. Niestety, w kluczowych punktach są one sprzeczne z modelem, który jest opisany w Narodowym Programie Ochrony Zdrowia Psychicznego i z doświadczeniami pilotażu.
To nic innego jak cofnięcie się o dwa, trzy kroki.
Nasze oświadczenie i rezygnacje są formą protestu przeciwko tym planom. Chodzi też o to, żeby nasz głos usłyszała pani minister Sobierańska-Grenda.
Wszyscy członkowie rady zrezygnowali?
Nie. Rada liczy znacznie więcej członków [42].
Trudno też oczekiwać tu jednomyślności. Członkowie Rady mają przecież prawo mieć odmienne stanowiska.
Nawet powinni. Są wśród nich przedstawiciele ministerstw i różnych organizacji. Niektórym osobom trudno rezygnować, gdy są delegowani.
Dodam, że osoby, które zrezygnowały, współtworzyły tę reformę i współdziałają od samego jej początku. Ten fakt jest tu niezwykle istotny.
Sądzi pan, że głównym powodem aktualnego podejścia ministerstwa jest brak pieniędzy, sprzeczne interesy, czy po prostu niewiedza, jak funkcjonuje psychiatria?
Jeśli chodzi o niewiedzę, faktem jest, że mimo zgłaszanego od lat postulatu, ministerstwo nie utworzyło zorganizowanego, instytucjonalnego zaplecza eksperckiego z zakresu ochrony zdrowia psychicznego. Analogicznego – uwzględniając wszelkie różnice – jak Krajowe Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.
W zakresie uzależnień ministerstwo ma więc zorganizowane zaplecze eksperckie. Jest szefostwo, jest instytucja.
Pamięta pan może dr. Jerzego Mellibrudę?
Oczywiście.
To była inicjatywa Mellibrudy, żeby stworzyć państwową agencję, bo tak to się wtedy nazywało – Państwowa Agencja Rozwiązywania ProblemówAlkoholowych. Gdyby Mellibruda jej na początku lat 90. nie wymyślił, lecznictwo uzależnienia od alkoholu nie przeobraziłoby się w tak bardzo korzystnym kierunku, jak to się stało.
Leczenie uzależnień miało więc swojego bohatera, który jakoś przekonał władzę, wymusił na niej, że trzeba powołać specjalną instytucję. A psychiatria, która jest trudna i bardzo specyficzna, takiego człowieka nie ma.
Na pewno zasługą Mellibrudy był jego power. Ponadto jego wówczas słuchano. Może dlatego, że to był inny czas, że w latach 90. polityka u nas wyglądała inaczej.
A dzisiaj eksperci mogą mówić, a ministerstwo i tak robi swoje.
Bo jeśli chodzi o Radę ds. Zdrowia Psychicznego, to jak nas wyrzucał minister Niedzielski, to tę grupę właśnie.
Nie wszyscy wrócili, bo nie wszyscy odpowiedzieli pozytywnie na zaproszenie pani minister Leszczyny, ale większość tak. I podczas wszystkich spotkań Rady zgłaszamy właśnie potrzebę utworzenia krajowego centrum ochrony zdrowia psychicznego.
Wracam jeszcze do czasów Mellibrudy. Dlaczego wówczas nie było postulatu stworzenia odrębnej instytucji dla ochrony zdrowia psychicznego? Bo taką funkcję pełnił Instytut Psychiatrii i Neurologii. I profesorowie Stanisław Pużyński czy Stanisław Dąbrowski, którzy byli konsultantami krajowymi i dyrektorami Instytutu. Wtedy pojawił się pierwszy projekt Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego.
Jednak z biegiem lat rola Instytutu się zmieniała i jego Zakład Organizacji Ochrony Zdrowia odgrywał coraz mniejszą rolę, a ostatnio Instytut znalazł się w głębokim kryzysie. Reasumując, ministerstwo dzisiaj, w sensie instytucjonalnym, nie za bardzo ma się na kim oprzeć. A jednocześnie nie korzysta z tego zasobu eksperckiego, który jest w Radzie ds. Zdrowia Psychicznego. I właśnie z tego powodu zrezygnowaliśmy z dalszych prac w tym zespole, bo po prostu tak się dłużej nie da.
Urzędnicy mają prawo nie znać się na psychiatrii. Mają konsultanta krajowego, mają Radę, której nie słuchają. Wychodzi na to, że o kierunku reformy muszą chyba decydować pieniądze.
Rzeczywiście wydaje się, że jedną z motywacji ministerstwa jest próba zaoszczędzenia na opiece psychiatrycznej.
Na wspomnianym posiedzeniu Rady obecny był wiceprezes NFZ Jakub Szulc. I on potwierdził nasze wyliczenia, że wydatki na psychiatrię stanowią 4,5 proc. wydatków NFZ. Średnia europejska wynosi 8,7 proc., a 6-7 proc. to minimum, żeby ten system w ogóle się kręcił.
Gdy w roku 2018 r. startował pilotaż, prestiżowe pismo medyczne “Lancet” ogłosiło raport zawierający m.in. rekomendowany poziom wydatków na psychiatrię w stosunku do ogólnych wydatków na zdrowie. Dla krajów rozwiniętych było to 10 proc., a dla państw biednych i rozwijających się 5 proc.
My nie osiągamy nawet tego poziomu, ale przekroczenie 5 proc. już umożliwiłoby, przy obecnej stawce na mieszkańca, wprowadzenie centrów zdrowia psychicznego na obszarze całego kraju.
Tymczasem ministerstwo chce tu jeszcze zaoszczędzić, czyli utrzymać finansowanie opieki psychiatrycznej na poziomie 4,5 proc. a może nawet niższym.
Ministerstwo dziś próbuje oszczędzać na wszystkim.
Jednak opieka psychiatryczna jest dyskryminowana, jeśli chodzi o podział tego, za małego wciąż, tortu na zdrowie. I znowu pojawiła się pokusa, żeby zaoszczędzić kilkaset milionów na psychiatrii.
Osoby z problemami zdrowia psychicznego nie są zorganizowane i nie stanowią takiej grupy nacisku jak inne środowiska.
Co ustępujących członków Rady najbardziej zaniepokoiło wśród aktualnych propozycji ministerstwa?
To, co jest dla nas najbardziej istotne, to kluczowe zasady, które były testowane w pilotażu.
Pierwszą z nich jest odpowiedzialność terytorialna. Ona oznacza, że wprowadzamy odpowiedzialność za organizację i zapewnienie opieki psychiatrycznej dla mieszkańców zamieszkujących określony obszar, np. jednego czy dwóch powiatów, czyli dla ok. 100-120-tysięcznej populacji.
Propozycje ministerstwa odchodzą od tej zasady. Oczywiście konkursy będą organizowane dla poszczególnych obszarów, tak jak to jest w innych dziedzinach opieki zdrowotnej, ale odpowiedzialności za “swoich” mieszkańców nie będzie.
Konsekwencją tego jest odejście od drugiej zasady polegającej na tym, że centra są finansowane w zależności od liczby mieszkańców, a nie liczby wykonanych punktów czy świadczeń. W efekcie nie będzie więc stawki kapitacyjnej i odpowiedzialności terytorialnej.
I do tego ma zniknąć kilkaset placówek psychiatrycznych, które nie będą centrami zdrowia psychicznego, ale mają przecież swoich pacjentów.
W pilotażu centra z takimi placówkami współpracowały w ramach publicznego finansowania, jako podmioty odpowiedzialne za organizację i koordynację opieki na swoim obszarze. I to jest clou całej reformy.
Mamy jeszcze inną ważną zasadę, że jeśli zachodzi pilna potrzeba, konsultacja lekarza psychiatry jest zagwarantowana w przeciągu 3 dni. To chyba jedyne miejsce w systemie, gdzie wprowadzono taki standard. Bo gdzie indziej nie ma maksymalnego czasu oczekiwania, nawet w sytuacjach pilnych. A w centrach zdrowia psychicznego taki standard jest.
Ale to wszystko jest możliwe pod warunkiem, że jest odpowiedzialność terytorialna i ryczałt na populację. I od tego właśnie ministerstwo odchodzi.
Ile razy pan usłyszał od kierownictwa MZ, że jest trzydniowy standard?
Słyszę o tym po raz pierwszy od pana.
A ile razy pan usłyszał, że musimy wprowadzić reformę systemową, ale ta reforma jest za droga i jej się nie da rozliczyć?
Tę wiadomość słyszę co jakiś czas.
No właśnie. Za ministra Niedzielskiego decyzji co do rozwiązań systemowych mających nastąpić po pilotażu nie podjęto, ale zaczęto wprowadzać rozwiązania psujące ten przemyślany i spójny model środowiskowy. Kolejna sprawa to, co podnosimy od czasów, jak tylko minister Leszczyna nas – członków Rady – przywróciła, dlaczego nie ma standardu organizacyjnego?
Doceniam u pani minister Leszczyny to, że w sprawie pilotażu nie zrobiła kroku wstecz. Nie został wprawdzie zrobiony krok naprzód, ale cały czas była taka nadzieja, że wreszcie pójdziemy do przodu. Dzisiaj tę nadzieję tracimy.
A jak widzą reformę pacjenci? Co według nich lepsze – dotychczasowy system, czy centra zdrowia psychicznego?
Otóż 3 tygodnie temu odbyło się zamknięte seminarium w NIK, podczas którego spytaliśmy dyrektorkę z Biura Rzecznika Praw Pacjenta o liczbę skarg składanych na psychiatrię. Pani dyrektor powiedziała tak: “Na całą opiekę psychiatryczną w Polsce od 1 stycznia do 30 kwietnia 2026 r. było ponad 2 tys. skarg, a na centra zdrowia psychicznego dwanaście.
Spora dysproporcja.
Skargi dotyczyły głównie dostępności.
I jeszcze jeden fakt. W 2023 r. minister Niedzielski powiększył prawie dwukrotnie liczbę centrów. Bez standardu organizacyjnego i bez wytycznych klinicznych. Dzisiaj objęta jest nimi połowa kraju. Skarg wprawdzie jest mało, ale jak decydujemy się na tak duże rozszerzenie, kiedy już włączamy do systemu coraz więcej podmiotów, musi być standard. Muszą być jakieś ramy, reguły, żeby to się nie obróciło przeciwko.
Jak pan sądzi, co z reformą będzie się działo dalej?
Powiem jako obywatel, bo jak wyszedłem z Rady, to jestem teraz bardziej obywatelem, gdyż nie pracuję już na co dzień jako psychiatra.
Otóż dziwię się, że tak niski poziom finansowania psychiatrii w relacji do ogółu wydatków na zdrowie nie jest przedmiotem uwagi i debaty publicznej. Przechodzimy nad tym do porządku dziennego, a to jest przecież jaskrawa dyskryminacja, która wiele mówi o naszym państwie i społeczeństwie.
Media poważniej zajęły się tylko psychiatrią dziecięcą, kiedy zamykano oddziały, pacjenci leżeli na korytarzu.
Zgadzam się z tym, ale też nie do końca. Przeglądał pan dane dotyczące liczby dokonanych samobójstw dzieci i młodzieży w roku ubiegłym [2025]? Rok 2024 był pod tym względem kolejnym rokiem lekkiego spadku. Tymczasem w ubiegłym roku nastąpił 25-cioprocentowy wzrost liczby dokonanych samobójstw dzieci i młodzieży.
To na szczęście nie są wielkie liczby, ale ten 25 proc. wzrost powinien być na pierwszych stronach naszych tabloidów i innych mediów. Tak się jednak nie stało.
“Rynek Zdrowia” niedawno cytował główne pana zastrzeżenia co do planów ministerstwa: zmiana modelu finansowania, odejście od odpowiedzialności terytorialnej i rozdzielenie centrów od szpitali.
Zmiana modelu finansowania oznacza w gruncie rzeczy odejście od ryczałtu i powrót do fee for service.
Dokładnie tak. Chociaż jest to zakamuflowane. Podobnie jak w szpitalnictwie ogólnym. Niby jest ryczałt, ale żeby go otrzymać, trzeba wykonać punkty.
Gdybym miał teraz podpowiedzieć coś pani minister, namawiałbym przede wszystkim do tego, by z jednej strony wstrzymać prace nad złymi rozwiązaniami systemowymi, a z drugiej – opracować oraz wprowadzić standard organizacyjny.
Konieczne są także wytyczne postępowania w zakresie oddziaływań psychospołecznych. Gdyby coś takiego w krótkim czasie przedstawiono, byłby to duży krok do przodu. I czas na dalszą rozmowę o szczegółach nowego systemu.
Ile potrzeba pieniędzy na reformę? Gdyby od 1 stycznia 2027 r. chcieć wprowadzić centra w całym kraju, to jest kwota rzędu miliarda złotych. Przecież to nie jest suma, która rzuca na kolana.
Ministerstwo chce rozłożyć otwieranie nowych centrów na 3 lata, co wydaje się sensowną propozycją. Wydaje się jednak, że ministerstwu chodzi o to, by nie zwiększając obecnego budżetu na psychiatrię dorosłych wprowadzić centra w całym kraju. Co to oznacza? Że duża część obecnych centrów musi stracić, żeby trochę dodać tym nowym centrom, które powstaną na pozostałym obszarze.
Na koniec powiem panu, że jestem chodzącą historią ochrony zdrowia po 1989 r. Brałem niedawno udział w spotkaniu, w którym uczestniczyło kilka takich osób, jak ja, które od początku lat 90. uczestniczą w przekształceniach systemu zdrowotnego w Polsce. I jeden z byłych prezesów NFZ zauważył: “My tu jesteśmy już historią".
Więc w ramach tego bycia świadkiem historii, to jeśli chodzi o pilotaż, od samego początku słyszeliśmy ze strony NFZ ciągle te same głosy, przeciwne ryczałtowi. I teraz ulega nim ministerstwo.
Oczywiście stawka na mieszkańca musi być w przyszłości uzależniona od struktury demograficznej, ale ona powinna być utrzymana. To był od samego początku największy punkt oporu w NFZ.
Sam pilotaż został wprowadzony dzięki decyzjom politycznym. Decyzję podjął minister Łukasz Szumowski, a zaakceptował ówczesny prezes NFZ Andrzej Jacyna. Za Adama Niedzielskiego od razu zaczęły się problemy. A dzisiaj ciągle tkwimy w tym samym miejscu i, co gorsza, możemy się cofnąć.
* Dr Marek Balicki – lekarz psychiatra, minister zdrowia w gabinecie Leszka Millera i Marka Belki, poseł na Sejm I, II i VI kadencji, senator V kadencji, b. dyrektor Szpitali Bielańskiego i Wolskiego w Warszawie, członek Komisji Ekspertów ds. Ochrony Zdrowia Psychicznego przy Rzeczniku Praw Obywatelskich, do niedawna członek Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia
Zdrowie
Jolanta Sobierańska-Grenda.
Ministerstwo Zdrowia
choroby psychiczne
Marek Balicki
NFZ
psychiatria
psychiatria dziecięca
reforma
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Biolog, dziennikarz. Zrobił doktorat na UW, uczył biologii studentów w Algierii. 20 lat spędził w „Gazecie Wyborczej”. Współzakładał tam dział nauki i wypromował wielu dziennikarzy naukowych. Pracował też m.in. w Ambasadzie RP w Waszyngtonie, zajmując się współpracą naukową i kulturalną między Stanami a Polską. W OKO.press pisze głównie o systemie ochrony zdrowia.
Komentarze