Wojewódzki Sąd Administracyjny już drugi raz - po skardze obywateli - nie miał wątpliwości, że nazwiska ekspertów pracujących przy reformie powinny być jawne. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że współpraca z MEN nie powinna być niczym wstydliwym, szczególnie, że "jak przy każdej okazji podkreślała Minister - reforma edukacji jest doskonale przygotowana"

MEN utajnił ponad 170 nazwisk osób pracujących nad stworzeniem nowych podstaw programowych. W październiku 2016 roku na stronie Ministerstwa ujawnił jedynie, kim są liderzy zespołów roboczych. Dlaczego? Minister Anna Zalewska twierdziła, że osoby pracujące w zespołach miały znikomy wpływ na ostateczny kształt podstaw. A jej resort decyzję o wyborze konkretnych rozwiązań podjął samodzielnie.

Tłumaczenie karkołomne, bo jak ujawniła Justyna Suchecka z „Gazety Wyborczej”, ekspertom, których ukrywa minister Zalewska, wypłacono do tej pory aż 825 tys. zł.

Pierwszy niekorzystny dla MEN wyrok zapadł we wrześniu 2017 roku. Wtedy Wojewódzki Sąd Administracyjny przychylił się do skargi fundacji Przestrzeń dla Edukacji, która podkreślała, że autorzy podstaw programowych działają w sferze publicznej, a nie prywatnej, dlatego ich nazwiska powinny być znane.



MEN przegrywa drugi raz

W listopadzie 2017 – po skardze Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska – Wojewódzki Sąd Administracyjny po raz drugi przychylił się do obywatelskiej skargi na MEN. Kilka dni temu fundacja otrzymała uzasadnienie wyroku, które jednoznacznie wskazuje na bezzasadność utajnienia nazwisk osób, które współpracują z organami administracji publicznej. Według sądu ich dane nie podlegają ochronie prywatności. W uzasadnieniu czytamy:

„Przyjęcie takiego stanowiska pozwala bowiem przeciwdziałać takim patologiom życia publicznego, jak np. nepotyzm, czy też każde inne trwonienie środków publicznych, które – jak niestety praktyka dnia codziennego wskazuje – dosyć często zdarza się organom władzy publicznej wszystkich szczebli (…). Warto, zdaniem Sądu, wyraźnie podkreślić również, iż brak jest jakichkolwiek racjonalnych przesłanek uzasadniających utajnianie imion i nazwisk osób, które w wyniku realizacji zawartych z organem administracji publicznej umów cywilnoprawnych, mają wpływ na treść decyzji o charakterze ogólnospołecznym.

Co więcej, fundamentalne zasady logiki podpowiadają, że dla takich osób

nie powinno być niczym wstydliwym (dotyczącym sfery intymności, czy też życia rodzinnego) to, że współdziałają z centralnym organem administracji publicznej, wspomagając go przy realizacji jego konstytucyjnych powinności, tym bardziej, że – jak podkreślał przy każdej możliwej okazji Minister Edukacji Narodowej – przyprowadzana reforma edukacji jest doskonale przygotowana

i stanowić będzie gwarancję lepszego rozwoju dzieci i młodzieży, dla dobra narodu i państwa.

Nie ulega wątpliwości bowiem (czy może raczej nie powinno ulegać), że dokonując wyborów osób, którymi wspomagają się przy realizacji konstytucyjnych zadań, organy państwowe z całą pewnością starają się unikać możliwości jakichkolwiek podejrzeń o to, że kierowały się innymi kryteriami, niż dobro Państwa i dbałość o racjonalne dysponowanie funduszami Skarbu Państwa”.

Wyrok – podobnie jak w pierwszej sprawie – nie jest prawomocny. Podobnie jak stało się w przypadku pierwszego wyroku, MEN może złożyć skargę kasacyjną.



Zalewska idzie w zaparte

Po wrześniowym wyroku minister Anna Zalewska w rozmowie z Robertem Mazurkiem na antenie RMF FM przekonywała, że autorzy są znani, bo przecież MEN ujawnił nazwiska szefów grup eksperckich, które pracowały nad przygotowaniem podstaw. Jednak – jak mówiła Zalewska – z szacunku do pracy i w „obawie przed linczem” MEN nie zamierza powiedzieć, kto jeszcze tworzył nowe wytyczne dla polskich szkół.

Według Zalewskiej ci, których nazwiska poznała opinia publiczna, mieli i miały „medialne kłopoty”, „borykali się z emocjami dziennikarzy” i do dziś odczuwają bolesne skutki ujawnienia danych osobowych.

„Medialne kłopoty”, o których wspomina minister, to zwyczajna weryfikacja wiedzy ekspertów odpowiedzialnych za tworzenie treści nowych podstaw. Takich dziennikarskich i eksperckich interwencji – dotyczących kompetencji i zakresu obowiązków – powinna spodziewać się każda osoba pełniąca funkcję publiczną lub współpracująca z instytucją publiczną.

Bolesne były dlatego, że reforma minister Zalewskiej nie znalazła uznania w środowisku naukowców i ekspertów, a MEN wybierał specjalistów zgodnie z kluczem ideologicznym.

Najczęściej sprawdzaną ekspertką na ujawnionej liście MEN jest prof. Urszula Dudziak, przewodnicząca zespołu eksperckiego ds. wychowania do życia w rodzinie przy MEN. Zasłynęła wypowiedziami, które nie są osadzone we współczesnej nauce – psychologii, seksuologii czy socjologii.

Podstawy innych przedmiotów także były ostro krytykowane. Pisaliśmy o tym tutajtutaj i tutaj.



Sąd za jawnością

MEN argumentując swoją decyzję powołał się na casus Komorowskiego, czyli wyrok NSA z kwietnia 2014 roku, kiedy to sąd orzekł, że Kancelaria Prezydenta nie musi ujawniać nazwisk ekspertów, którzy przygotowali opinie na temat funkcjonowania systemu emerytalnego i Otwartych Funduszy Emerytalnych.

Jednak – jak pisało OKO.press – już w listopadzie Wojewódzki Sąd Administracyjny wytrącił ministerstwu argumenty, gdy po sześciu latach sądowej batalii uznał, że ekspertyzy zamówione przez prezydenta Bronisława Komorowskiego w 2011 roku są informacją publiczną, a nazwiska ekspertów muszą być ujawnione.



W styczniu 2017 roku WSA orzekł, że:

„Nie sposób twierdzić, iż przedmiotowe opinie i ekspertyza nie posłużyły Prezydentowi RP do podjęcia decyzji o sposobie skorzystania z przysługujących Prezydentowi RP prerogatyw.

To że ww. opinie i ekspertyza sporządzone zostały przed rozpoczęciem procesu legislacyjnego, nie ma istotnego znaczenia w sprawie, skoro były one przydatne (z uwagi na ocenę konkretnego projektu, a nie abstrakcyjnego zagadnienia) dla podjęcia decyzji o podpisaniu ustawy zmieniającej przez Prezydenta RP”. I nakazał publikację personaliów autorów.

11 października 2017 roku sąd uwzględnił również skargę Sieci Obywatelskiej Watchdog na utajnienie treści ekspertyz. Podtrzymał argumentację ze styczniowego wyroku: „Sąd obecnie rozpatrujący sprawę w pełni akceptuje zajęte tam stanowisko i przyjmuje zaprezentowane tam poglądy za własne” i przypomniał, że:

„Personalia autora takiego opracowania są równie ważne jak wywód w nim przeprowadzony, jak też wnioski płynące z dokonanej analizy, bowiem to autorytet eksperta, jego wiedza specjalistyczna, posiadany tytuł naukowy, uznanie w środowisku naukowym, nadają opracowaniu odpowiednią rangę i wymowę stanowiska przezeń przedstawionego”.

Ten wyrok również nie jest prawomocny. Sieć Obywatelska Watchdog Polska spodziewa się, że Kancelaria Prezydenta wniesie skargę kasacyjną w tej sprawie.


Dziennikarz, aktywista, filozof bez dyplomu. Publikował m.in. w "Gazecie Wyborczej" i "Codzienniku Feministycznym". Laureat nagrody "Pióro Nadziei 2018" przyznawanej przez Amnesty International za dziennikarstwo zaangażowane. Nominowany do nagrody "Zielony Prus" Stowarzyszenia Dziennikarzy RP za wyróżniający start w zawodzie. W OKO.press pisze o edukacji, prawach człowieka, społeczeństwie obywatelskim i polityce społecznej.


Powiązane:

Lubisz nas?

Powiedz o tym innym